Mimo że pomieszczenie było obszerne, brakło w nim miejsca. Wszędzie kłębił się tłum istot przybyłych tu z zawodowej ciekawości. Conway dostrzegł wśród nich łuskowatego Illensańczyka w obszernym przezroczystym kombinezonie, który nie krył wypełniającej go żółtawej, przesyconej chlorem atmosfery. Był tu nawet zamknięty w ciśnieniowej kuli na gąsienicach TLTU. Oddychał przegrzaną parą i nie mógł się inaczej poruszać między nawykłymi do mniej ekstremalnych warunków kolegami czy pacjentami. Pozostali byli zwykłymi ciepłokrwistymi tlenodysznymi. Melfianie, Kelgianie, Nidiańczycy i Hudlarianie, których poza ciekawością łączyło jeszcze jedno — nosili złote albo pozłacane na brzegach plakietki Diagnostyków albo starszych lekarzy.
Conway rzadko dotąd widywał tyle sław lekarskich zgromadzonych na równie małym obszarze.
Odsunęli się, żeby nie przeszkadzać technikom w przenoszeniu pacjentki z noszy na stół diagnostyczny. Nadzorował ich sam Thornnastor. Zaraz potem nosze wycofano pod drzwi, żeby nikomu nie zawadzały, a zebrani podeszli do stołu.
Conway wiedział, że Murchison i Naydrad z uwagą obserwują na ekranie, jak Thornnastor zaczyna te same wstępne badania, które oni już przeprowadzili na pokładzie statku szpitalnego. Kontrola funkcji życiowych nie dała wiele, skoro nie znano nawet prawidłowego dla tych istot tętna, częstotliwości oddechów ani ciśnienia krwi. Potem przeprowadzono głębokie i szczegółowe skanowanie całego organizmu w poszukiwaniu obrażeń albo deformacji. Thornnastor opisywał głośno każdą swoją czynność, dzielił się też spostrzeżeniami oraz przypuszczeniami, a wszystko na użytek nie tylko otaczających go medyków, ale także licznych zebranych przed ekranami widzów kanału edukacyjnego. Czasem przerywał na chwilę, aby spytać Murchison albo Conwaya o stan pacjentki zaraz po wyratowaniu albo o ich domysły.
Thornnastor stał się niekwestionowanym autorytetem w dziedzinie patologii obcych przede wszystkim dlatego, że umiał pytać i uważnie słuchał każdej odpowiedzi. Wpatrzony tylko we własną wspaniałość, nigdy by do tego nie doszedł.
Skończył wreszcie badanie i wyprostował swoje masywne ciało, aż kościana kopuła kryjąca mózg prawie się schowała pomiędzy potężnymi potrójnymi ramionami. Cztery oczy na szypułkach łypnęły jednocześnie na pacjentkę, zgromadzonych wkoło lekarzy oraz kamery transmitujące wszystko na Rhabwara i na ekrany innych widzów. Napatrzywszy się, szef patologii zaczął mówić.
W najgorszym stanie były płuca chorej. Dekompresja uszkodziła tkanki i spowodowała rozległe krwawienie. Thornnastor zaproponował punkcję i drenaż opłucnej z jednoczesną intubacją tchawicy w celu przeprowadzenia wymuszonego kontrolowanego oddychania z zastosowaniem czystego tlenu. Szpital dysponował wieloma środkami wywołującymi regenerację tkanek u ciepłokrwistych tlenodysznych, jednak należało jeszcze poczekać na wyniki testów przeprowadzanych na zwłokach, aby znaleźć odpowiednie medykamenty. Miało to potrwać ze dwa dni, ale do tego czasu powinien się też znaleźć stosowny środek znieczulający. Niemniej bez interwencji chirurgicznej pacjentka miała szansę przeżyć co najwyżej parę godzin. Szczęśliwie zaproponowany przez Thornnastora zabieg należał do mało bolesnych i nie miał zająć wiele czasu. Gdy Prilicla oznajmił jeszcze, że w tym stanie obca nie będzie odczuwać bólu, Thornnastor zdecydował o natychmiastowym przeprowadzeniu operacji. Do pomocy dobrał sobie pewnego melfiańskiego starszego lekarza oraz kelgiańską siostrę, która specjalizowała się w asyście operacyjnej.
Conway uznał natychmiast, że przy tak poważnym stanie pacjentki była to jedyna słuszna decyzja. Zirytowało go nieco, że nie został zaproszony do asystowania, chociaż miał już doświadczenie z DBPK, ale wsłuchawszy się w szepty dokoła, zrozumiał po chwili, że wyznaczony przez szefa patologii Melfianin imieniem Edanelt jest jednym z najlepszych chirurgów Szpitala. Nieustannie nosił w głowie zawartość czterech taśm edukacyjnych i niebawem miał awansować na Diagnostyka. Komuś tak znakomitemu Conway mógł kibicować bez przesadnej zawodowej zazdrości.
Chociaż widział setki operacji przeprowadzonych przez Tralthańczyków, nigdy nie przestało go zdumiewać, jak to jest, że tak olbrzymie i niezgrabne istoty są najlepszymi chirurgami Federacji. Pacjentka nie miała pojęcia, jak bardzo dopisało jej szczęście — powiadano, że nie zdarzyło się jeszcze w Szpitalu, aby ekipa prowadzona przez Thornnastora straciła pacjenta, chociaż zdarzało mu się operować najdziwniejsze istoty. Podobno zapytany kiedyś o to patolog odparł, że nie może być inaczej, gdyż jego umowa o pracę tego nie przewiduje…
— Odzyskuje przytomność — powiedział nagle Prilicla ledwie dziesięć minut po operacji. — Bardzo gwałtownie.
Thornnastor zahuczał w sposób, który miał zapewnię oznaczać satysfakcję z dobrze wykonanej roboty.
— Tak szybka pozytywna reakcja na leczenie może być zapowiedzią rychłego powrotu do zdrowia — powiedział. — Jednak na razie odsuńmy się nieco. Istota należąca do rasy odbywającej podróże kosmiczne powinna być przygotowana na spotkanie z innymi inteligentnymi rasami, jednak przy obecnym osłabieniu może zareagować niespokojnie, jeśli ujrzy wkoło siebie tyle najróżniejszych stworzeń. Zgadza się pan z tym, doktorze Prilicla?
Jednak mały empata nie zdążył odpowiedzieć, gdyż pacjentka otworzyła oczy i zaczęła się tak gwałtownie szarpać w pasach utrzymujących ją na stole operacyjnym, że jeszcze chwila, a wężyk doprowadzający tlen do tchawicy wypadłby jej z ust.
Thornnastor odruchowo wyciągnął mackę, aby go przytrzymać, co jeszcze bardziej zaniepokoiło DBPK. Prilicla zadrżał gwałtownie, jakby miał za chwilę odpaść od sufitu. Nagle pacjentka zesztywniała. Przez kilka minut trwała w niemal absolutnym bezruchu, a potem zaczęła się wreszcie odprężać. Pająkowaty empata z całych sił starał się przekazać jej swoją troskę, uspokoić.
— Dziękuję, doktorze Prilicla — powiedział Thornnastor. — Gdy będziemy już mogli porozmawiać z tą istotą, sam ją przeproszę, że omal nie wystraszyłem jej na śmierć. Na razie niech chociaż czuje, że dobrze jej życzymy.
— Oczywiście, przyjacielu Thornnastor — odezwał się pająkowaty. — Teraz jest bardziej zatroskana niż wystraszona. Mam wrażenie, że niepokoi się czymś… — Prilicla urwał i znowu zadrżał.
Potem zdarzyło się coś, co dotąd uznawano za niemożliwe.
Thornnastor zachwiał się na swoich sześciu krępych nogach, które zwykle dawały przedstawicielom jego rasy tak pewne oparcie, że często nawet sypiali na stojąco, a potem przewrócił się z hukiem, który przeciążył na chwilę słuchawki w hełmie Conwaya. Kilka jardów dalej Edanelt zaczął chylić się ku podłodze, a jego sześć wyposażonych w liczne stawy nóg coraz bardziej wiotczało, aż chroniący korpus zewnętrzny kościec stuknął głośno o wykładzinę. Kelgiańska siostra upadła, zwijając srebrnofutre ciało w obwarzanek. Jeden z mężczyzn z ekipy transportowej opadł na kolana i podparłszy się rękami, chciał odpełznąć na bok, ale się przewrócił. Rozległa się wrzawa. Naraz wszyscy obcy chcieli coś powiedzieć, Ziemianie zaś ich przekrzyczeć. W tych warunkach Conway nie miał co liczyć na autotranslator.
— To niemożliwe… — zaczął z niedowierzaniem, ale nagle usłyszał głos Murchison:
— Trzech różnych obcych i jeden Ziemianin. Każdy z zupełnie odmiennym metabolizmem i mechanizmami odpornościowymi… To po czterokroć niemożliwe! Nie widzę poza tym, aby ktoś jeszcze ucierpiał.
Читать дальше