Robert Heinlein - Daleki patrol

Здесь есть возможность читать онлайн «Robert Heinlein - Daleki patrol» весь текст электронной книги совершенно бесплатно (целиком полную версию без сокращений). В некоторых случаях можно слушать аудио, скачать через торрент в формате fb2 и присутствует краткое содержание. Год выпуска: 1986, Издательство: Klubowe, Жанр: Фантастика и фэнтези, на польском языке. Описание произведения, (предисловие) а так же отзывы посетителей доступны на портале библиотеки ЛибКат.

Daleki patrol: краткое содержание, описание и аннотация

Предлагаем к чтению аннотацию, описание, краткое содержание или предисловие (зависит от того, что написал сам автор книги «Daleki patrol»). Если вы не нашли необходимую информацию о книге — напишите в комментариях, мы постараемся отыскать её.

Daleki patrol — читать онлайн бесплатно полную книгу (весь текст) целиком

Ниже представлен текст книги, разбитый по страницам. Система сохранения места последней прочитанной страницы, позволяет с удобством читать онлайн бесплатно книгу «Daleki patrol», без необходимости каждый раз заново искать на чём Вы остановились. Поставьте закладку, и сможете в любой момент перейти на страницу, на которой закончили чтение.

Тёмная тема
Сбросить

Интервал:

Закладка:

Сделать

Przez moment jej twarz także okryła się powagą, później-jednak wzruszyła ramionami i uśmiech powrócił.

— Proszę nie napędzać mi stracha. Oczywiście, z przyjemnością wróciłabym do domu, lecz skoro to niemożliwe, chętnie poznam uroki Caritas. Ta planeta będzie dla nas gościnna … Jestem przekonana. Co można było odpowiedzieć?

16

Następnego dnia „Asgard” dotknął powierzchni Caritas. Eldreth przeforsowała swoją wersję nazwy i od tej pory coraz częściej słyszało się to imię, powtarzane przez pasażerów oraz załogę, nie wyłączając tych ze sterowni.

Kiedy podano, że lądowanie nastąpi w południe czasu pokładowego, Max pospieszył do centrali dowodzenia, aby być obecny przy tym niezwykłym wydarzeniu — uważał to za samo przez się zrozumiałe i naturalne. Na jego widok Simes zrobił kwaśną minę, ale nic nie powiedział. Powód był oczywisty — obecność kapitana Blaine’a.

Kiedy Max spojrzał na dowódcę, nie mógł zapanować nad nagłym wzruszeniem, które nim owładnęło — Blaine nie był już młody, lecz w tej chwili wyglądał o piętnaście lat starzej, niż w czasie tranzycji. Podczas trwania całego manewru wymówił tylko kilka słów. Tuż przed wybiciem południa Simes spojrzał na zegarek, po czym popatrzył na kapitana. Starzec podniósł głowę i wyszeptał jakby w gorączce.

— Proszę schodzić do lądowania, sir.

Statek Flotylli Wojennej na ogół wysyłał najpierw sondę, która badała warunki, panujące na nieznanej planecie, ponieważ jednak „Azgard” był jednostką handlową, przeznaczoną głównie do lądowania w portach, nie dysponowali tego rodzaju wyposażeniem. Całą operację musieli przeprowadzić „po omacku”, jedynie z pomocą radaru i wcześniej wykonanych fotografii. Na ich podstawie wybrali łagodną dolinę, wokół której rozciągały się gęste, rozległe lasy — ten typ roślinności przeważał na całej planecie, tak, że nie mieli zbyt wielkiego wyboru. Simes mocno chwycił stery. Ciągle wpatrywał się w ekran, przekazujący teren widziany radarem. Obok leżały fotografie z naturalnymi obrazami planety do porównania.

Przejście przez atmosferę niewiele odbiegało od warunków ziemskich: czerń usianego gwiazdami nieba przygasła, rozmyła się, przeszła w głęboką purpurę a później błękit.

Nie odczuwali przeciążenia, gdyż chroniły ich urządzenia amortyzacyjne statku. Kiedy osiedli na ziemi, nie usłyszeli nawet najmniejszego odgłosu. Wszystko przebiegało w idealnej ciszy. Simes zdjął ręce ze sterów i nachylił się nad mikrofonem.

— Maszynownia! Włączyć urządzenia pomocnicze. Procedura lądowania numer 1. Spojrzał na kapitana.

— Lądowanie zakończone, sir. Blaine ledwo poruszał wargami.

— Bardzo dobrze, mr. Simea.

Wstał i ciężkim krokiem ruszył w stronę wyjścia. Gdy już opuścił sterownię, astronauta zwrócił się do Lundy’ego.

— Pan przejmie wachtę. Pozostałych wzywam do wyjścia. Max wyszedł razem z Kelly’eyem. Kiedy doszli do pokładu D, Jones mruknął pod nosem.

— Lądowanie było istotnie możliwe, muszę to przyznać.

— Dziękuję — odwzajemnił się rachmistrz.

— Liczył pan na to?

— Tego nie powiedziałem.

— Rozumiem.

Max miał uczucie, że ciężar jego ciała przez moment był jakby nieustalony. Po chwili wyraźnie stracił na wadze.

— Właśnie wyłączyli sztuczną grawitację … Dopiero teraz możemy z czystym sumieniem powiedzieć, że wpadliśmy jak śliwka w kompot. Chciał zaprosić Kelly’eya na kawę, gdy z głośników popłynęły słowa komunikatu.

— Do załogi i pasażerów! Proszę przejść do jadalni. Ważna wiadomość! Ci, którzy pełnią służbę, słuchają przez radiowęzeł.

— Co znowu? … — zdziwił się Max.

— Zaraz zobaczymy.

W salonie zastali wszystkich pasażerów i większość personelu. Było głośno, a kiedy weszli, podniósł się jeszcze większy gwar. Max spojrzał w stronę drzwi: po raz pierwszy od wielu dni w niesie pokazał się kapitan. Blaine’owi torował drogę Bennett. Dowódca przebił się przez ciżbę i podszedł do stołu. Pierwszy oficer rzucił pytające spojrzenie, a gdy kapitan skinął głową, uniósł rękę.

— Proszę o ciszę! Gdy rozmowy ucichły, ciągnął dalej.

— Zebrałem państwa, gdyż kapitan Blaine ma dla nas wszystkich ważne nowiny. Dziękuję.

Zadowolił się tym krótkim wstępem, po czym z respektem ustąpił miejsca Blaine’owi, który powstał, rozejrzał się niepewnie i podniósł głowę.

— Panowie … — przemówił trudnym do określenia głosem: była w nim i siła i słabość zarazem.

… Panowie, drodzy goście, przyjaciele …

Już po pierwszych słowach zapanowała śmiertelna cisza. Choć Max stał daleko, pod samą ścianą, mógł usłyszeć ciężki oddech mówcy.

— … Zebrałem was tutaj … zebrałem państwa, aby … Głos uwiązł mu w gardle.

Przez chwilę rozglądał się bezradnie — najwyraźniej nie mógł wydobyć ani słowa więcej. Ludzi powoli ogarniał niepokój. Mimo to kapitan zebrał się w sobie. Powróciła cisza.

— Mam państwu coś do powiedzenia.

Przerwa, która teraz nastąpiła, trwała dłużej, niż ta pierwsza. Kiedy znowu zaczął mówić, jego głos był już tylko nieśmiałym szeptem.

— Przykro mi. Niech Bóg ma nas w opiece. Odwrócił się i poszedł w stronę drzwi.

Także tym razem Bennett zaczął torować mu drogę. W śmiertelnej ciszy słychać było tylko silny głos stewarda:

— Miejsce dla kapitana … Miejsce dla kapitana.

likt nie przemówił ani słowa, aż do chwili, gdy Blaine wyszedł. Tylko jakaś kobieta zaczęła cicho szlochać.

Póżniej do akcji włączył się mr. Walthers.

— Proszę zostać na miejscach. Jego ostry, mocny głos rozmył ponure wrażenie wystąpienia dowódcy.

— Chyba nadszedł już czas, abyśmy jasno i bez niedomówień porozmawiali o naszej sytuacji. Jak państwo widzicie, planeta, na której przed chwilą wylądowaliśmy, niezwykle przypomina Ziemię. Trzeba jeszcze przeprowadzić kilka ekspertyz, żeby uzyskać pewność co do składu chemicznego tutejszej atmosfery. Prawdopodobnie jednak potwierdzi się nasza pierwotna hipoteza i jedynie utwierdzimy się w przekonaniu, iż można nią oddychać. Poza tym wszystko wskazuje na to, że warunki, jakie tu panują, są nadzwyczaj korzystne dla istot rodzaju ludzkiego … Być może znajdziemy lepsze środowisko naturalne, niż na rodzimej planecie.

Do tej pory nie odkryliśmy żadnych śladów jakiejkolwiek cywilizacji. Jeśli chodzi o nasze własne atuty: na pokładzie statku znajduje się bogata reprezentacja ziemskiej flory i fauny. Bydło, które przywieźliśmy, znakomicie przyda się w naszej obecnej sytuacji. Poza zwierzętami, roślinami, nasionami itd. mamy także dość niewielki, lecz wystarczająco duży zbiór narzędzi. Najważniejsza w tym wszystkim jest nasza pokładowa biblioteka, gdzie znajdziemy bogaty przekrój dzieł, dający wgląd w dzieje ludzkiej kultury i cywilizacji. Sami także dysponujemy pewną wiedzą oraz umiejętnościami …

— Mr. Walthers!

— Słucham, mr. Hornshy …

— Czy mamy rozumieć, że chce nas pan wysadzić na tej planecie? Pierwszy oficer zmroził go lodowatym spojrzeniem.

— Nie. Nikt z państwa nie będzie tu „wysadzony”, jak zechciał się pan wyrazić. Możecie państwo pozostać na „Aagardzie”, i dopóty, dopóki będzie istniał statek, albo państwu życia starczy, podróżować, ciągle w charakterze gości. Być może traficie w końcu do miejsca przeznaczenia, wypisanego na biletach. Moim zamiarem było tylko przekazanie w rozsądny sposób wiadomości, która i tak już od dawna stanowi publiczną tajemnicę: ten statek jest zgubiony. Bezgłośne westchnięcie przebiegło przez jadalnię.

Читать дальше
Тёмная тема
Сбросить

Интервал:

Закладка:

Сделать

Похожие книги на «Daleki patrol»

Представляем Вашему вниманию похожие книги на «Daleki patrol» списком для выбора. Мы отобрали схожую по названию и смыслу литературу в надежде предоставить читателям больше вариантов отыскать новые, интересные, ещё непрочитанные произведения.


Robert Heinlein - Sixième colonne
Robert Heinlein
Robert Heinlein - Piętaszek
Robert Heinlein
Robert Heinlein - Viernes
Robert Heinlein
Robert Heinlein - Fanteria dello spazio
Robert Heinlein
Robert Heinlein - Dubler
Robert Heinlein
Robert Heinlein - Stella doppia
Robert Heinlein
Robert Heinlein - The Number of the Beast
Robert Heinlein
libcat.ru: книга без обложки
Robert Heinlein
Robert Heinlein - Citizen of the Galaxy
Robert Heinlein
Отзывы о книге «Daleki patrol»

Обсуждение, отзывы о книге «Daleki patrol» и просто собственные мнения читателей. Оставьте ваши комментарии, напишите, что Вы думаете о произведении, его смысле или главных героях. Укажите что конкретно понравилось, а что нет, и почему Вы так считаете.