Robert Heinlein - Daleki patrol
Здесь есть возможность читать онлайн «Robert Heinlein - Daleki patrol» весь текст электронной книги совершенно бесплатно (целиком полную версию без сокращений). В некоторых случаях можно слушать аудио, скачать через торрент в формате fb2 и присутствует краткое содержание. Год выпуска: 1986, Издательство: Klubowe, Жанр: Фантастика и фэнтези, на польском языке. Описание произведения, (предисловие) а так же отзывы посетителей доступны на портале библиотеки ЛибКат.
- Название:Daleki patrol
- Автор:
- Издательство:Klubowe
- Жанр:
- Год:1986
- ISBN:нет данных
- Рейтинг книги:3 / 5. Голосов: 1
-
Избранное:Добавить в избранное
- Отзывы:
-
Ваша оценка:
- 60
- 1
- 2
- 3
- 4
- 5
Daleki patrol: краткое содержание, описание и аннотация
Предлагаем к чтению аннотацию, описание, краткое содержание или предисловие (зависит от того, что написал сам автор книги «Daleki patrol»). Если вы не нашли необходимую информацию о книге — напишите в комментариях, мы постараемся отыскать её.
Daleki patrol — читать онлайн бесплатно полную книгу (весь текст) целиком
Ниже представлен текст книги, разбитый по страницам. Система сохранения места последней прочитанной страницы, позволяет с удобством читать онлайн бесплатно книгу «Daleki patrol», без необходимости каждый раз заново искать на чём Вы остановились. Поставьте закладку, и сможете в любой момент перейти на страницу, на которой закончили чтение.
Интервал:
Закладка:
Simes przybył z pięciominutowym opóźnieniem. Nic nie powiedział, tylko spojrzał w książkę pokładową oraz raporty z obserwacji, które przeprowadził Jones.
I znowu mijała minuta za minutą. Powoli sytuacja stawała się niepokojąca. W końcu Max miał już tego dosyć.
— Czy jest pan gotowy do przejęcia wachty, sir?
— Chwileczkę, wszystko w swoim czasie. Najpierw chciałbym zobaczyć, co tym razem pan zmajstrował. Max zacisnął szczęki. Simes wskazał wpis do książki pokładowej.
— To pierwszy błąd. Proszę dodać „pod kierownictwem”.
— Czyim kierownictwem, sir?
— Moim. Max zawahał się, lecz w końcu odpowiedział.
— Nie, sir. To nieprawda. Podczas tej wachty nie był pan obecny w sterowni.
— Chce pan się spierać?
— Nie, sir. Po prostu czekam na pisemny rozkaz, zarejestrowany w książce pokładowej. Simes zamknął z trzaskiem księgę i zmierzył go od stóp do głów.
— Gdyby nie sytuacja nadzwyczajna, z pewnością nie prosiłbym pana o pomoc. Jest pan zbyt smarkaty, by móc zostać szefem sterowni, sir … A moim skromnym zdaniem, nigdy pan nie będzie wystarczająco dorosły, aby objąć to stanowisko.
— Skoro tak, zatem proszę, aby powierzono mi funkcję kartografa, lub pomocnika stewarda …
— To wracaj tam, skąd przyszedłeś! — zaskrzeczał Simes.
Noguchi, który mimo, że zastąpił go już Lundy, przebywał jeszcze na górze, spojrzał na swego zmiennika, po czym obaj odwrócili się do ściany. Max nie widział żadnych powodów, dla których powinien zachować swą odpowiedź dla siebie.
— Bardzo dobrze, sir. Jeśli byłby pan łaskaw, proszę przejąć ode mnie wachtę, a ja tymczasem zgłoszę się do pierwszego oficera. Mam zamiar podziękować za honor aspiranta i wrócić na swe dawne miejsce. Jones oczekiwał siarczystego przekleństwa, jednak Simes usiłował się opanować.
— Pan nie ma racji, mr. Jones. To nie fair.
— I pan zamierza mnie pouczać o tym, co fair, a co nie fair? …
— Jak mam to rozumieć?
— Prosto. Już od chwili, gdy tylko wszedłem do sterowni, zaczął mnie pan prześladować i utrudniać mi życie na wszelkie możliwe sposoby. Nie pomógł mi pan nawet najmniejszym gestem, niczego mnie pan nie nauczył, natomiast do perfekcji opanował pan sztukę szukania dziury w całym, mr. Simes. Od chwili, gdy mianowano mnie aspirantem do stopnia oficerskiego, moja sytuacja jeszcze bardziej się pogorszyła. Przecież osobiście przyszedł pan do mojej kabiny i powiedział, że tylko dlatego zgodził się na tę nominację, gdyż …
— Nie może pan tego dowieść!
— Bo nie muszę. A teraz mówi pan, że nie jestem godny pracować na stanowisku, na które przed chwilą mnie pan powołał? … Niepotrzebnie tylko tracę czas. Idę do rachmistrza. Może u niego znajdę jakąś stałą pracę, bo tutaj nie mam na co liczyć. Czy zechce pan w końcu przejąć wachtę, sir?
— Pan jest niesubordynowany.
— Nie, sir. Ja tylko żądam poszanowania dla własnej osoby, a co do reszty … przecież zaledwie wymieniłem fakty, które wszyscy od dawna znają. Już od pół godziny nie mogę się doprosić o zmianę wachty … Pan mi uniemożliwia porozumienie się z pierwszym oficerem, którego chcę poprosić o zmianę stanowiska pracy … statuty gildii dopuszczają tę ewentualność, sir …
— Nie pozwolę panu odejść …
— Wybór należy do mnie, nie do pana. — Wyraz twarzy Simes’a wyraźnie zdradzał, że dobrze o tym wiedział.
Przez chwilę milczał, po czym odezwał się jeszcze bardziej opanowanym głosem, niż poprzednio.
— Proszę zapomnieć wszystko, co mówiłem. Przejmuję wachtę. Niech pan się stawi w sterowni jutro, o ósmej rano.
— Bez pośpiechu, sir. Niedawno oświadczył pan, że nie jestem w stanie sprawować tak odpowiedzialnej funkcji. Nie mam zamiaru postępować wbrew pana opinii.
— Do cholery, co mam jeszcze zrobić?! Pan mnie szantażuje. Max przyznał mu w duchu rację, lecz nie powiedział tego na głos.
— Skądże znowu … Po prostu stwierdzam, że nie można jednocześnie wypowiadać dwóch sprzecznych sądów.
— W porządku. Odwołuję to, co mówiłem i oświadczam, że jest pan w stanie sprawować obowiązki szefa sterowni. W końcu w tej chwili nie dzieje się nic takiego, co wymagałoby, kwalifikacji astronauty.
— Bardzo, dobrze. Zechciałby pan wpisać tę uwagę do książki pokładowej?
— Co?
— W związku z istniejącą sytuacją należy ściśle przestrzegać przepisów. Dlatego proszę o notatkę w księdze pokładowej. Simes wrzał ze wściekłości, jednak ujął pióro i wpisał kilka zdań do odpowiedniej rubryki.
— Proszę … — podniósł księgę tak, żeby Max mógł przeczytać.
„M.Jones może pełnić obowiązki odpowiedzialnego szefa wachty, pod warunkiem, że statek nie będzie przechodził przez anomalie.
/-/ R.Simes, astronauta”.
Max zorientował się, że ta klauzula praktycznie pozbawiała go możliwości współdecydowania o losach statku, lecz Simes trzymał się litery prawa. Poza tym nie mógł ani na moment opuścić swego stanowiska. Trudno. Pocieszała go jedynie myśl, że skoro i tak wszyscy znajdowali się na tych samych — straconych — pozycjach, rozkazy Simes’a niewiele tu znaczyły.
— Znakomicie, sir.
— Niech więc pan idzie i stawi się punktualnie o ósmej.
— Tak jest, sir.
A jednak, nie mógł sobie podarować sytuacji, w której ostatnie słowo nie należałoby do niego. W tej bitwie Simes musiał zostać rozłożony na łopatki.
— Pańska uwaga, sir, nasunęła mi pewną myśl: dobrze by było, gdyby także pan przychodził na swą wachtę punktualnie.
— Co?
— Przepisy nie dopuszczają możliwości spóźniania się na służbę. Poza tym w naszej sytuacji musimy dbać a dobrą kondycję załogi. Nie służą temu przedłużające się wachty.
— Niech pan zejdzie na dół!
Max poszedł do siebie. Po drodze chciało mu się jednocześnie wyć z żalu i krzyczeć z radości — wcale nie miał wrażenia, że został triumfatorem i pokonał bestię — wręcz przeciwnie: wiedział, iż dopiero teraz zacznie się cała rozgrywka. Wpadł do kabiny i wylądował wprost w ramionach Sama.
— To ty?!
— Dokładnie ja. Ten sam, co dawniej, z krwi i kości. Co cię tak gna, chłopcze? Wyglądasz, jakby cię ścigał legion diabłów.
— Znowu nosisz dystynkcje …
— Dopiero teraz zobaczyłeś? — Sam wsadził palec pod taśmę, oznaczającą godność szefa policji.
— Tak. Czy Walthers ci przebaczył i przywrócił do łask?
— Niecałkiem. Chyba wiesz, co się stało wczoraj wieczorem?
— Mniej więcej. Lecz zgodnie z oficjalną wersją nic nie powinienem wiedzieć, gdyż nic się nie działo.
— Właśnie. Kr. Walthers dobrze wie, co w trawie piszczy.
— Ale o co tu chodzi? Słyszałem, że zdruzgotałeś kilka czaszek …
— Aż tak źle nie było. Znam statki, na których coś podobnego potraktowano by jako gimnastykę poranną. Kilku kamratów złapało stracha i szukało pociechy w wodzie ognistej. Później paru krzykaczy wpadło na znakomity pomysł, aby pójść do kapitana i spróbować rokowań. Ponieważ zebrały się owieczki, musiał znaleźć się także pasterz. Gdyby to się stało w wojsku, każdy oficer zdołałby ich rozpędzić i posłać do łóżka. Niestety, mój poprzednik próbował pertraktacji, a dyplomacja nie była jego najmocniejszą stroną. Zaczął coś bełkotać, zaś wesoła brać ruszyła do ataku.
— A ty przyszedłeś mu z pomocą?
— Nie tak szybko. Stałem w bezpiecznej odległości i podziwiałem imponujący widok, gdy dostrzegłem, że na schodach pojawił się but mr. Walthersa. W tej samej chwili ruszyłem do walki. Po krótkiej szamotaninie zostałem sam na placu boju i dałem sobie włożyć wieniec laurowy na skronie … Bierz ze mnie przykład. Jeśli zechcesz się okryć glorią, spójrz tylko, czy generał śledzi przebieg bitwy. Później możesz wkroczyć do akcji.
Читать дальшеИнтервал:
Закладка:
Похожие книги на «Daleki patrol»
Представляем Вашему вниманию похожие книги на «Daleki patrol» списком для выбора. Мы отобрали схожую по названию и смыслу литературу в надежде предоставить читателям больше вариантов отыскать новые, интересные, ещё непрочитанные произведения.
Обсуждение, отзывы о книге «Daleki patrol» и просто собственные мнения читателей. Оставьте ваши комментарии, напишите, что Вы думаете о произведении, его смысле или главных героях. Укажите что конкретно понравилось, а что нет, и почему Вы так считаете.
