— Jeszcze nie — odpowiedziała, gdy weszli z polany do lasu. — Później będzie na to czas. Dziś jest pełnia.
— I co to oznacza? — zapytał, gdy zatrzymała się, by wyciągnąć coś z ziemi.
— Że możemy widzieć dostatecznie dobrze, żeby się wykąpać także i później, głuptasie — uśmiechnęła się do niego, czyszcząc z ziemi wykopany właśnie korzeń.
— Co to?
— Armoracia. Chrzan. To ostra przyprawa, którą dodaje się do jedzenia. Można go również stosować na kataplazmy i pomaga oczyścić górne drogi oddechowe Przy zapaleniu oskrzeli. Rumex, czyli szczaw — ciągnęła, dotykając kolejnej, niewielkiej rośliny. Oderwała jeden mały liść i podała mu go. — Najlepszy jest ugotowany, zwłaszcza jako marynata do wieprzowiny, ale można go jeść na surowo.
Skosztował go i stwierdził, że choć jest lekko gorzkawy, to zasadniczo całkiem smaczny. Zerwał jeszcze kilka liści i poszedł za nią, czując się jak koń na pastwisku.
— Lindera — kontynuowała wykład, wskazując małe drzewko. — Można jej używać jako przyprawy lub herbaty. Najlepsza jest kora, ale można też wysuszyć pączki. Betula — kolejne drzewo, tym razem wysokie i z szeroką koroną. Rośnie przy strumieniach, tam gdzie wierzby i topole. Można żuć jego pączki i gałązki, mają korzenny smak, a łyko warto wykorzystać jako rodzaj gumy do żucia.
Wędrowali przez coraz ciemniejszy las, a Bast objaśniała roślinę za rośliną. Wiedziała, jakie lubią otoczenie, kiedy rosną, zastosowania medyczne i spożywcze i jakie zwierzęta się nimi żywią. Czasami widywali na swojej drodze niewielkie zwierzątka, więc nazywała je też i od niechcenia opisywała ich zwyczaje.
— Bast — powiedział w końcu opchany różnymi jadalnymi roślinami. — Czy jest coś, czego nie wiesz?
— Nie wiem, czemu ludzie nie mogą zostawić tych lasów ich własnemu losowi — odparła smutno.
Zatrzymał się przy jednym z maleńkich strumyczków, których pełno było wśród gór i spojrzał na nią. Słońce już zaszło, ale księżyc jeszcze nie wspiął się nad góry na wschodzie, po drugiej stronie doliny. Jego światło słabo przebijało się nad ich grzbietami, ale dolina wciąż pogrążona była w ciemności. Stanowiła ledwie widoczny kształt w gęstym mroku pod drzewami.
— Bast, zraniłem cię, ścinając drzewa? — zapytał łagodnie.
— Och, nie, nie jestem zła na ciebie, Herzer — powiedziała, podchodząc do niego i głaszcząc po policzku. — Chodź, już czas na kąpiel.
Poprowadziła go do wypełnionej wodą ze strumienia szczeliny w skałach, w sam raz na dwie osoby. Umyli nie tylko siebie, ale i wyprali przepocone i brudne ubranie Herzera, połowę czasu spędzając przy tym na chlapaniu się wodą. Księżyc powoli piął się do góry. W końcu oboje byli czyści i Bast wyciągnęła z głębin swojego koszyka futrzany koc. Potem rozpaliła na brzegu strumienia małe ognisko i przygotowała lekką sałatkę z wiosennej zieleniny. Zjedli sałatkę w świetle ogniska, popijając ją wodą ze strumienia, a potem cieszyli się sobą, aż księżyc wspiął się wysoko na niebo.
Herzer obudził się wczesnym świtem, czując zapach dymu z żarzących się jeszcze węgli ogniska i sięgnął ku Bast, ale jej nie poczuł. Otworzył oczy i rozejrzał się, ale nigdzie nie zobaczył elfki. Został tylko jej koszyk i koc.
Przy ognisku leżał list, napisany węglem na korze.
Kochany, przyglądałam się, jak rosną drzewa w tej dolinie, zanim jeszcze usunięto miasta. Przyglądałam się, jak dolina wraca do naturalnego stanu i chodziłam tymi lasami od niepamiętnych czasów. Znałam te drzewa od korzeni dokoron, od kiedy tylko się narodziły. Mogę je nazwać i opowiedzieć ci ich historię, każdego z nich.
Nie potrafię się już przyglądać, jak umierają.
Będę wędrować z dala od domostw ludzi i odwiedzać łasy i pola mojego życia. Może któregoś dnia wrócę, a może nie. Nigdy nie mówię do widzenia, tylko „esol”. Znaczy to „jutro znowu”. Pamiętaj nas.
Bast L ’sol Tamel d’’San.
Herzer odłożył list po chwili bezmyślnego pocierania go, po czym rozejrzał siei westchnął.
— Wspaniale, Bast. Bardzo wzruszające. Aleja nie wiem, gdzie jestem.
* * *
Dla odmiany Edmund i Daneh mieli równocześnie wolny wieczór i mogli zjeść prostą, ale, co ważne, spokojną kolację. Nie coś przegryzionego w pośpiechu między poważnymi operacjami albo posiłek w towarzystwie kłócących się członków rady.
I dla Talbota stało się jasne, że nie mieli pojęcia, o czym ze sobą rozmawiać.
— A więc, jak ci minął dzień, kochanie? — zapytał, uświadamiając sobie zaraz, że było to równocześnie prozaiczne i niewystarczające.
— Zwykły młyn nagłych operacji bez znieczulenia. Przysięgam, będę musiała zatrudnić pielęgniarzy do trzymania wszystkich tych wrzeszczących na stole.
Edmund nie był pewien, czy powinien się śmiać, czy wzdrygnąć z zażenowaniem, więc milczał.
— Jody Dorsett będzie musiał od nowa nauczyć się używania topora — dodała po chwili. — Udało mu się odciąć sobie lewy kciuk.
— Au!
— Nawet w dawnych czasach medycy byliby w stanie przymocować go z powrotem. Widziałam odwołania do czegoś, co nazywało się przeszczep nerwu, ale nie mam pojęcia, jak się to robiło. A operowanie na kimś, kto jest dwukrotnie większy ode mnie i wije się z bólu, jest troszkę trudne. — Wszystko to zostało powiedziane lekkim tonem, ale czuł kryjącą się za słowami głęboką gorycz. I prawie nie ruszyła swojego jedzenia.
— Przykro mi — powiedział. — Może kiedy wyhodujemy trochę maków, będziesz mogła spróbować zrobić jakieś anestetyki.
— Tak naprawdę, to potrzebuję przyzwoitych podręczników medycznych. Przegrzebałam całą twoją bibliotekę i wszystko, czym dysponują inni. Ale jedyne informacje medyczne albo dotyczą pierwszej pomocy, albo są to dość ogólne i mętne wzmianki na temat medycyny średniowiecza. A osobiście odmawiam ponownego wprowadzenia upuszczania krwi jako lekarstwa na przeziębienia.
— Może kiedy Sheida…
— Tak, „kiedy Sheida to”, „kiedy Sheida tamto”. Potrzebuję tego teraz, Edmundzie! Wszystko, czego mi trzeba, to odrobina energii, trochę nanitów i uprawnienia. Nawet cholerny, podstawowy podręczniki Ale to musi czekać, prawda?
Talbot zrozumiał w końcu, że kobieta wcale nie myślała o tym, o czym mówiła.
— Gdzie jesteś? — zapytał po chwili. — I nie opowiadaj mi o chirurgii.
— Jestem w bardzo dziwnym miejscu — odpowiedziała po dłuższej przerwie. — Myślę, że nadszedł już czas, żebym poszła z tobą do łóżka. I jakaś część mnie mówi „tak!”, podczas gdy inna krzyczy „NIE!”. I nie wiem, która z nich jest odwagą, a która tchórzostwem. Ani nawet, co jest słuszne, a co nie. Mam już dość koszmarów.
Edmund myślał nad tym przez dłuższą chwilę i westchnął.
— Część mnie mówi: „Powiedz, że słuszne jest tak!” I nawet nie jest to ta część, poniżej mego naprężającego się paska. — Jeśli jeszcze w ogóle pamiętam jak, dodał w myślach. — To część mnie, która przez lata tęskniła za moją Daneh. Daneh, którą tak szaleńczo pokochałem od pierwszego wejrzenia. Część, która za tobą tęskniła, za wszystkim. Która chce obejmować cię w nocy, przytulać i sprawiać, by było ci lepiej. Ale wiem, że to nie będzie takie łatwe. Tak więc, jestem gotów czekać. Do czasu, aż znajdziesz innego, albo jeżeli się nie zdecydujesz, to do końca życia. Ponieważ kocham cię, zawsze cię kochałem i zawsze będę, niezależnie od tego, jaka droga nas poprowadzi.
Читать дальше