Philip Farmer - Gdzie wasze ciała porzucone

Здесь есть возможность читать онлайн «Philip Farmer - Gdzie wasze ciała porzucone» весь текст электронной книги совершенно бесплатно (целиком полную версию без сокращений). В некоторых случаях можно слушать аудио, скачать через торрент в формате fb2 и присутствует краткое содержание. Город: Warszawa, Год выпуска: 1997, ISBN: 1997, Издательство: MAG, Жанр: Фантастика и фэнтези, на польском языке. Описание произведения, (предисловие) а так же отзывы посетителей доступны на портале библиотеки ЛибКат.

Gdzie wasze ciała porzucone: краткое содержание, описание и аннотация

Предлагаем к чтению аннотацию, описание, краткое содержание или предисловие (зависит от того, что написал сам автор книги «Gdzie wasze ciała porzucone»). Если вы не нашли необходимую информацию о книге — напишите в комментариях, мы постараемся отыскать её.

Sir Richard Burton, dziewiętnastowieczny angielski podróżnik, pisarz i awanturnik, umiera. Jednak śmierć nie jest końcem, jest początkiem. Budzi się w dziwnym świecie — ogromnej krainie, będącej doliną nieskończenie długiej rzeki. Krainie zamieszkanej przez wszystkich ludzi, którzy kiedykolwiek żyli i umarli na ziemi — od neandertalczyków po kluczowe postacie naszej historii. Wraz z grupką niezwykłych towarzyszy wyrusza w podróż ku źródłom Rzeki w poszukiwaniu odpowiedzi na pytania zasadnicze — czym jest ten świat, kto go stworzył i kto w nim ustanawia prawa. Powieść, rozpoczynająca jeden z najsłynniejszych cykli fantastycznych, zdobyła nagrodę Hugo (1972) i uznanie czytelników na całym świecie.

Gdzie wasze ciała porzucone — читать онлайн бесплатно полную книгу (весь текст) целиком

Ниже представлен текст книги, разбитый по страницам. Система сохранения места последней прочитанной страницы, позволяет с удобством читать онлайн бесплатно книгу «Gdzie wasze ciała porzucone», без необходимости каждый раз заново искать на чём Вы остановились. Поставьте закладку, и сможете в любой момент перейти на страницу, на которой закончили чтение.

Тёмная тема
Сбросить

Интервал:

Закладка:

Сделать

Nagle zobaczył jak jakaś postać odrywa się od masy nagich ludzi i kieruje w jego stronę. Zauważył też, że nie był to człowiek.

Właśnie wtedy Burton nabrał pewności, że takiego Dnia Zmartwychwstania nie zapowiadała żadna religia. Nie wierzył w Boga przedstawianego przez chrześcijan, muzułmanów, hinduistów czy jakąkolwiek inną wiarę. Prawdę mówiąc nie był pewien, czy w ogóle wierzy w jakiegoś Stwórcę. Wierzył w Richarda Francisa Burtona i kilku jego przyjaciół. Był pewien, że kiedy umrze, świat przestanie istnieć.

4

Kiedy po śmierci przebudził się w tej dolinie, nad tą rzeką, nie potrafił zwalczyć wątpliwości, jakie istniały w umyśle każdego człowieka, poddanego wczesnemu uwarunkowaniu religijnemu i żyjącego w społeczeństwie, które przy każdej okazji podkreślało swą religijność. Teraz, widząc zbliżającego cię obcego, nabrał pewności, że istniało inne, nie tylko nadnaturalne wyjaśnienie fenomenu zmartwychwstania. Był jakiś fizyczny, naukowy powód pojawienia się tutaj, a szukając go, nie musiał uciekać się do judeistycznochrześcijańsko — muzułmańskich mitów.

Zbliżające się stworzenie — niewątpliwie płci męskiej — było dwunogiem wzrostu około sześciu stóp i ośmiu cali. Miało niezwykle chude, pokryte różową skórą ciało, trzy palce i kciuk przy każdej dłoni, po cztery bardzo długie i wąskie palce u stóp. Pod sutkami na piersi znajdowały się dwa ciemnoczerwone punkty. Gęste, czarne brwi opadały aż do wystających kości policzkowych na pół ludzkiej twarzy, by tam rozrosnąć się i pokryć je brązowym meszkiem. Z boków nozdrzy wyrastała na kształt falbany cienka membrana, długości może szesnastej części cala. Głęboka bruzda rozdzielała szeroką chrząstkę na końcu nosa. Wargi były wąskie, skórzaste i czarne, uszy pozbawione konch, za to z całkiem nieludzkimi zwojami wewnątrz. Moszna wyglądała tak, jakby w środku było pełno małych łusek.

Pamiętał tę istotę unoszącą się w powietrzu kilka pędów dalej, w tamtym koszmarnym miejscu. Stwór zatrzymał się kilka stóp przed nim i uśmiechnął, demonstrując całkiem ludzkie zęby.

— Mam nadzieję — zagadnął — że mówisz po angielsku. Jeśli wolisz, w miarę płynnie potrafię się wysławiać po rosyjsku, po chińsku w dialekcie mandarin albo w hinduistani.

Burton był lekko wstrząśnięty — tak, jakby przemówiła do niego małpa albo pies.

— Mówisz amerykańskim angielskim — odpowiedział. — Z akcentem środkowo — zachodnim. Zupełnie dobrze. Chociaż trochę zbyt starannie.

— Dziękuję — odparł stwór. — Poszedłem za tobą, gdyż wydałeś mi się jedyną osobą, która ma dość rozsądku, by oddalić się od tego zamieszania. Być może potrafisz jakoś wyjaśnić to… jak to nazywacie?… zmartwychwstanie?

— Wiem tyle, co i ty — oświadczył Burton. — A nawet mniej, gdyż prawdę mówiąc nie potrafiłbym wyjaśnić twojego istnienia, ani przed, ani po zmartwychwstaniu.

Gęste brwi obcego poruszyły się — gest, który, jak Burton miał się przekonać, oznaczał zaskoczenie lub zdziwienie.

— Nie? Przysiągłbym, że wśród sześciu miliardów mieszkańców Ziemi nie było ani jednego, który by o mnie nie słyszał albo nie oglądał w telewizji.

— Telewizji?

Brwi obcego poruszyły się ponownie.

— Nie wiesz, co…

Zamilkł na chwilę, po czym znów się uśmiechnął.

— Naturalnie, jak mogłem o tym nie pomyśleć! Musiałeś umrzeć, zanim przybyłem na Ziemię!

— Kiedy to było?

— Chwileczkę — powiedział powoli obcy unosząc brwi (odpowiednik ludzkiego zmarszczenia czoła, jak Burton miał się dowiedzieć). — Wydaje mi się, że według waszej chronologii było to w roku 2002. A kiedy ty umarłeś?

— To musiał być 1890 — stwierdził Burton. Znów powróciło wrażenie, że nic tutaj nie dzieje się naprawdę. Przesunął językiem w ustach; tylne zęby, które stracił, gdy somalijska włócznia przebiła mu policzki, były na miejscu. Nadal jednak był obrzezany, podobnie jak mężczyźni na brzegu — chociaż ci w większości krzyczeli coś po niemiecku, w dialekcie austriackim, po włosku i słoweńsku z akcentem Triestu. A przecież w jego czasach prawie nikt z mieszkańców tamtych regionów nie był obrzezany.

— W każdym razie — dodał — nie pamiętam nic po 20 października 1890.

— Aab! — powiedział obcy. — A więc opuściłem swoją rodzinną planetę 200 lat przed twoją śmiercią. Moją planetę? To satelita gwiazdy, którą wy, Ziemianie, nazywacie Tau Ceti. Lecieliśmy w anabiozie, a kiedy statek zbliżał się do waszego słońca zostaliśmy automatycznie rozmrożeni i… ale pewnie nie rozumiesz, o czym mówię?

— Nie bardzo. Trochę za dużo tego wszystkiego. Może później pomówimy o szczegółach. Jak się nazywasz?

— Monat Grrautut. A ty?

— Richard Francis Burton, do usług.

Skłonił się lekko i uśmiechnął. Mimo obcości tego stworzenia i pewnych jego dość odrażających cech fizycznych czuł do niego coraz większą sympatię.

— Świętej pamięci kapitan sir Richard Francis Burton — dodał. — Ostatnio konsul Jej Wysokości w austro — węgierskim porcie Triest.

— Elżbiety?

— Żyłem w dziewiętnastym, nie w szesnastym stuleciu.

— Królowa Elżbieta panowała w Wielkiej Brytanii w dwudziestym wieku — stwierdził Monat.

Spojrzał ku brzegowi.

— Dlaczego wszyscy są tacy przerażeni? Każda z ludzkich istot, jakie spotkałem, była albo przekonana, że nie ma żadnego tamtego świata, albo pewna, że zyska tam specjalne przywileje.

Burton uśmiechnął się.

— Ci, którzy nie wierzyli w życie pozagrobowe są przekonani, że trafili do Piekła, ponieważ nie wierzyli w nie. Ci, którzy uważali, że pójdą do Nieba są zaszokowani chyba dlatego, że są nadzy. Widzisz, większość ilustracji mówiących o tym, co nas czeka po śmierci, ukazywała tych z Piekła nagich, a tych w Niebie ubranych. Zatem, skoro zmartwychwstałeś z gołym tyłkiem, to musisz być w Piekle.

— To cię chyba bawi — zauważył Monat.

— Jeszcze parę minut temu czułem się potwornie — wyznał Burton. — I nadal jestem wstrząśnięty. Nawet bardzo. Ale spotkanie z tobą obudziło we mnie nadzieję, że sprawy przedstawiają się inaczej, niż wyobrażali je sobie ludzie. Zresztą tak zwykle jest. Bóg zaś jeśli ma zamiar przybyć, chyba się zbytnio nie spieszy. Jestem pewien, że można to wszystko wyjaśnić, ale nie według hipotez, jakie słyszałem na Ziemi.

— Nie sądzę, żebyśmy byli na Ziemi — oświadczył Monat. Wyciągnął w górę swój długi, wąski palec z chrzęstną naroślą zamiast paznokcia. — Jeśli popatrzysz przez chwilę w tym kierunku, zobaczysz obok słońca jakieś ciało niebieskie. To nie jest księżyc.

Burton przerzucił cylinder na plecy, osłonił dłońmi oczy i spojrzał. Dostrzegł lekko świecący krążek, na oko jakieś osiem razy mniejszy od księżyca w pełni.

— Gwiazda? — spytał opuszczając ręce.

— Tak sądzę — odparł Monat. — Zdawało mi się, że widziałem jeszcze kilka bardzo niewyraźnych obiektów w innych częściach nieba, ale nie jestem pewien. Dowiemy się, kiedy zapadnie noc.

— Jak myślisz, gdzie jesteśmy''

— Nie mam pojęcia.

Skinął ręką na słońce.

— Wschodzi, a więc i zajdzie, a wtedy powinna zapaść noc. Chyba musimy się jakoś do niej przygotować. I do innych wydarzeń. Jest ciepło i robi się jeszcze ciepłej, ale nocą może się ochłodzić. Może spaść deszcz. Powinniśmy zbudować jakieś schronienie. Trzeba też pomyśleć o jedzeniu. Choć wydaje mi się, że to urządzenie — wskazał na cylinder — nas nakarmi.

Читать дальше
Тёмная тема
Сбросить

Интервал:

Закладка:

Сделать

Похожие книги на «Gdzie wasze ciała porzucone»

Представляем Вашему вниманию похожие книги на «Gdzie wasze ciała porzucone» списком для выбора. Мы отобрали схожую по названию и смыслу литературу в надежде предоставить читателям больше вариантов отыскать новые, интересные, ещё непрочитанные произведения.


Отзывы о книге «Gdzie wasze ciała porzucone»

Обсуждение, отзывы о книге «Gdzie wasze ciała porzucone» и просто собственные мнения читателей. Оставьте ваши комментарии, напишите, что Вы думаете о произведении, его смысле или главных героях. Укажите что конкретно понравилось, а что нет, и почему Вы так считаете.

x