Philip Farmer - Gdzie wasze ciała porzucone

Здесь есть возможность читать онлайн «Philip Farmer - Gdzie wasze ciała porzucone» весь текст электронной книги совершенно бесплатно (целиком полную версию без сокращений). В некоторых случаях можно слушать аудио, скачать через торрент в формате fb2 и присутствует краткое содержание. Город: Warszawa, Год выпуска: 1997, ISBN: 1997, Издательство: MAG, Жанр: Фантастика и фэнтези, на польском языке. Описание произведения, (предисловие) а так же отзывы посетителей доступны на портале библиотеки ЛибКат.

Gdzie wasze ciała porzucone: краткое содержание, описание и аннотация

Предлагаем к чтению аннотацию, описание, краткое содержание или предисловие (зависит от того, что написал сам автор книги «Gdzie wasze ciała porzucone»). Если вы не нашли необходимую информацию о книге — напишите в комментариях, мы постараемся отыскать её.

Sir Richard Burton, dziewiętnastowieczny angielski podróżnik, pisarz i awanturnik, umiera. Jednak śmierć nie jest końcem, jest początkiem. Budzi się w dziwnym świecie — ogromnej krainie, będącej doliną nieskończenie długiej rzeki. Krainie zamieszkanej przez wszystkich ludzi, którzy kiedykolwiek żyli i umarli na ziemi — od neandertalczyków po kluczowe postacie naszej historii. Wraz z grupką niezwykłych towarzyszy wyrusza w podróż ku źródłom Rzeki w poszukiwaniu odpowiedzi na pytania zasadnicze — czym jest ten świat, kto go stworzył i kto w nim ustanawia prawa. Powieść, rozpoczynająca jeden z najsłynniejszych cykli fantastycznych, zdobyła nagrodę Hugo (1972) i uznanie czytelników na całym świecie.

Gdzie wasze ciała porzucone — читать онлайн бесплатно полную книгу (весь текст) целиком

Ниже представлен текст книги, разбитый по страницам. Система сохранения места последней прочитанной страницы, позволяет с удобством читать онлайн бесплатно книгу «Gdzie wasze ciała porzucone», без необходимости каждый раз заново искать на чём Вы остановились. Поставьте закладку, и сможете в любой момент перейти на страницу, на которой закончили чтение.

Тёмная тема
Сбросить

Интервал:

Закладка:

Сделать

Dyszał ciężko, pot pokrył mu ciało, ręce i nogi poruszały się niby w gęstej galarecie, a ruch naprzód był niemal niedostrzegalny. Aż wreszcie czubkami palców lewej ręki dotknął pręta. Był ciepły i twardy.

I nagle wiedział, gdzie jest „dół”. Zaczął spadać.

Dotknięcie złamało czar. Niewidzialna sieć wokół niego pękła bezgłośnie i runął w dół.

Był tak blisko pręta, że zdołał go pochwycić jedną ręką. Zahamował. Boleśnie uderzył biodrem o metal, skóra dłoni zapiekła od tarcia, aż wreszcie schwycił pręt także drugą ręką i zatrzymał się.

Przed nim, z drugiej strony pręta, ciała zaczęły spadać. Poruszały się z prędkością spadku swobodnego na Ziemi, a każde z nich zachowywało wyprężoną pozycję. Nie przestały się nawet obracać.

Poczuł podmuchy powietrza na nagich, spoconych plecach i okręcił się wokół pręta. Za nim, w pionowym rzędzie, w którym znajdował się jeszcze przed chwilą, śpiący spadali także. Jeden za drugim, jakby zrzucani kolejno, przelatywali obok niego, obracając się wolno. Ich głowy mijały go o parę cali. Miał szczęście, że go nie strącili, bo runąłby w otchłań wraz z nimi.

Spadali ciągle w majestatycznym pochodzie. Ciało za ciałem przelatywało obok, po obu stronach pręta, a tysiące, miliony innych spały dalej.

Przez chwilę przyglądał się, potem zaczął liczyć. Zawsze lubił to robić. Kiedy jednak doszedł do 3001, przerwał. Potem tylko patrzył na ten wodospad ciał. Jak wysoko, jak niewyobrażalnie wysoko były ułożone? I jak daleko mogą spaść? To on zrzucił je nieświadomie, gdy jego dotyk zniszczył siłę emanującą z pręta.

Nie mógł wspiąć się w górę, mógł jednak schodzić w dół. Zadął się ześlizgiwać. Gdzieś znad jego głowy dobiegło brzęczenie, zagłuszające cichy szum spadających ciał. Spojrzał w górę i zapomniał o przelatujących obok śpiących.

Wąski pojazd o kształcie canoe wykonany z jakiegoś jaskrawozielonego materiału opuszczał się pomiędzy kolumną spadających a kolumną zawieszonych: W jaki sposób to powietrzne canoe się utrzymuje, pomyślał. Jak magiczny dywan z „Tysiąca i jednej nocy”.

Jakaś twarz wysunęła się zza burty. Pojazd zatrzymał się, brzęczenie ucichło i druga twarz pojawiła się obok pierwszej. Obie okolone były długimi, prostymi, ciemnymi włosami. Potem twarze zniknęły, brzęczenie rozległo się ponownie canoe zaczęło się obniżać. Zatrzymało się jakieś pięć stóp nad nim. Na zielonym dziobie widniał niewielki znak: biała spirala rozwijająca się w prawo. Jeden z pasażerów powiedział coś w języku trochę podobnym do polinezyjskiego — słychać było dużo samogłosek i powtarzający się często przydech.

Nagle niewidzialny kokon zwarł się ponownie. Spadające ciała zwolniły i zatrzymały się. Człowiek trzymający się pręta poczuł, jak linie siły zbiegają się i unoszą go w górę. Choć rozpaczliwie przywarł do metalu, jego nogi oderwały się i uniosły, pociągając za sobą ciało. Po chwili, wyprostowany, patrzył w dół. Nieznana siła rozerwała jego uchwyt, a jednocześnie zamknęło się jego życie, umysł, jego świat. Popłynął w górę, obracając się powoli. Minął powietrzne canoe i wzniósł się wyżej. Dwaj mężczyźni we wnętrzu pojazdu byli nadzy, przystojni i ciemnoskórzy jak Arabowie z Jemenu. Rysy twarzy mieli nordyckie, przypominające rysy znanych mu Islandczyków.

Jeden z nich podniósł rękę, trzymającą metalowy przedmiot wielkości ołówka. Spojrzał wzdłuż niego, jakby do czegoś celował.

Człowiek unoszący się w powietrzu ryknął z wściekłości, nienawiści, rozpaczy; zamachał rękami, by podpłynąć do maszyny.

— Zabiję was! — wrzeszczał. — Zabiję! Zabiję! I znów ogarnęło go zapomnienie.

2

Bóg stał nad nim, leżącym w trawie nad strumieniem, pod płaczącymi wierzbami; leżącym z otwartymi szeroko oczami i słabym jak nowo narodzone dziecko. Kłuł go w żebra końcem swej żelaznej laski. Bóg byt wysokim mężczyznę w średnim wieku. Miał długą, czarną, rozwidloną brodę i nosił niedzielny garnitur angielskiego dżentelmena z pięćdziesiątego trzeciego roku panowania królowej Wiktorii.

— Spóźniasz się — powiedział. Dawno już minął termin spłaty długu.

— Jakiego długu? — zapytał Richard Francis Burton. Przeciągnął palcami po żebrach, by się upewnić, że są jeszcze całe.

— Jesteś winien za ciało — wyjaśnił Bóg, kłując go znowu swoją laską. — Że już nie wspomnę o duchu. Jesteś winien za ciało i ducha, które są jednym i tym samym.

Burton spróbował się podnieść. Nikt, nawet Bóg, nie mógł dźgać Richarda Burtona w żebra i odejść bez walki.

Bóg zignorował jego daremne wysiłki, wyciągnął z kieszeni kamizelki duży, złoty zegarek, otworzył bogato zdobione wieczko i spojrzał na wskazówki.

— Dawno po terminie — oświadczył. Wyciągnął rękę z dłonią zwróconą ku górze.

— Płać. W przeciwnym razie będę zmuszony cię wykluczyć.

— Wykluczyć z czego?

Zapadła ciemność. Bóg zaczął rozpływać się w czerni. Dopiero wtedy Burton uświadomił sobie, jak bardzo byt on podobny do niego. Miał te same czarne, proste włosy, tę samą arabską twarz z ciemnymi przenikliwymi oczami, wysokimi kośćmi policzkowymi, pełnymi wargami i wysuniętym do przodu, mocno zarysowanym podbródkiem. Te same długie, głębokie blizny — pamiątka po somalijskim sztylecie, który przebił mu szczękę w bójce pod Gerberą — znaczyły Jego policzki. Drobne dłonie i stopy kontrastowały z szerokimi ramionami i potężną piersią. Miał też długie, gęste włosy i rozwidloną brodę, dla których Beduini nazywali Burtona „ojcem Wąsów”.

— Wyglądasz jak Diabeł — oświadczył Burton, lecz Bóg był już zaledwie jeszcze jednym cieniem w ciemności.

3

Burton spał, lecz tak płytko, że zdawał sobie sprawę z tego, że śni. Dzień zastępował noc.

Potem otworzył oczy. I nie wiedział, gdzie jest.

W górze było błękitne niebo, a delikatny wietrzyk owiewał jego nagie ciało. Bezwłosa głowa, plecy, nogi i dłonie dotykały trawy. Spojrzał w prawo i zobaczył równinę pokrytą bardzo krótkimi, bardzo zielonymi i bardzo gęsto rosnącymi źdźbłami. Teren wznosił się łagodnie na przestrzeni mniej więcej mili. Dalej było pasmo wzgórz, zrazu niewysokich, potem wyższych i bardziej stromych w miarę, jak wspinały się ku górom. Wzgórza ciągnęły się jakieś dwie i pół mili. Porastały je drzewa, płonące szkarłatem, lazurem, jasną zielenią, płomienną żółcią i głębokim różem. Góry wyrastały nagle, pionowe i bardzo wysokie. Były czarne i błękitno — zielone; wyglądały na szkliste skały wulkaniczne z wielkimi plamami mchu, pokrywającego co najmniej czwartą cześć powierzchni.

Pomiędzy nim a wzgórzami leżały ludzkie ciała. Najbliższe, ledwo o parę stóp od Burtona, należało do białej kobiety, która w pionowym rzędzie znajdowała się tuż pod nim.

Chciał wstać, lecz był zbyt słaby. Jedyne, co mógł na razie zrobić, ale i to z najwyższym wysiłkiem, to obrócić głowę w lewo. Było tam więcej nagich ciał, równina zaś opadała ku rzece odległej może o sto jardów. Rzeka miała jakąś milę szerokości, a po jej drugiej stronie była także równina, prawdopodobnie ciągnąca się na milę i wspinająca ku wzgórzom pokrytym drzewami, a potem ku wysokim, stromym, czarnym i błękitno — zielonym górom. Tam był wschód, stwierdził odruchowo. Słońce właśnie wzeszło nad szczytami.

Prawie na samym brzegu stała dziwna budowla — jakby grzyb z szarego granitu w czerwone plamki. Szeroka podstawa miała nie więcej niż pięć stóp wysokości, a kapelusz co najmniej pięćdziesiąt stóp średnicy.

Читать дальше
Тёмная тема
Сбросить

Интервал:

Закладка:

Сделать

Похожие книги на «Gdzie wasze ciała porzucone»

Представляем Вашему вниманию похожие книги на «Gdzie wasze ciała porzucone» списком для выбора. Мы отобрали схожую по названию и смыслу литературу в надежде предоставить читателям больше вариантов отыскать новые, интересные, ещё непрочитанные произведения.


Отзывы о книге «Gdzie wasze ciała porzucone»

Обсуждение, отзывы о книге «Gdzie wasze ciała porzucone» и просто собственные мнения читателей. Оставьте ваши комментарии, напишите, что Вы думаете о произведении, его смысле или главных героях. Укажите что конкретно понравилось, а что нет, и почему Вы так считаете.

x