Alastair Reynolds - Przestrzeń Objawienia

Здесь есть возможность читать онлайн «Alastair Reynolds - Przestrzeń Objawienia» весь текст электронной книги совершенно бесплатно (целиком полную версию без сокращений). В некоторых случаях можно слушать аудио, скачать через торрент в формате fb2 и присутствует краткое содержание. Город: Warszawa, Год выпуска: 2002, ISBN: 2002, Издательство: Mag, Жанр: Фантастика и фэнтези, на польском языке. Описание произведения, (предисловие) а так же отзывы посетителей доступны на портале библиотеки ЛибКат.

Przestrzeń Objawienia: краткое содержание, описание и аннотация

Предлагаем к чтению аннотацию, описание, краткое содержание или предисловие (зависит от того, что написал сам автор книги «Przestrzeń Objawienia»). Если вы не нашли необходимую информацию о книге — напишите в комментариях, мы постараемся отыскать её.

Przestrzeń objawienia

Przestrzeń Objawienia — читать онлайн бесплатно полную книгу (весь текст) целиком

Ниже представлен текст книги, разбитый по страницам. Система сохранения места последней прочитанной страницы, позволяет с удобством читать онлайн бесплатно книгу «Przestrzeń Objawienia», без необходимости каждый раз заново искать на чём Вы остановились. Поставьте закладку, и сможете в любой момент перейти на страницу, на которой закончили чтение.

Тёмная тема
Сбросить

Интервал:

Закладка:

Сделать
Wnętrze Cerbera, 2567

Sylveste nazwał to pokojem cudów.

Dość trafne określenie. Sylveste przebywa} tu niecałą godzinę — tak przynajmniej przypuszczał, choć od dawna nie zwracał uwagi na upływ czasu — i dosłownie wszystko, co widział, zasługiwało na miano cudu. Zdawał sobie sprawę, że nie wystarczy mu całego życia, by ogarnąć choćby część tego, co zawierało to miejsce, by pojąć, czym ono jest. Już kiedyś tak się czuł, gdy dostrzegł w perspektywie ogromny potencjał niepoznanej wiedzy, jeszcze nie ujętej w ramy teorii. Wiedział jednak, że tamte doznania były jedynie bladym cieniem tego, co czuł teraz.

Miał tu spędzić zaledwie kilka godzin, nim pojawi się szansa powrotu. Co mógł robić przez te kilka godzin? Racjonalnie patrząc, niewiele, ale miał skafander wyposażony w sprzęt rejestrujący oraz własne oczy, musiał więc spróbować. Historia by mu nie wybaczyła, gdyby nie zrobił przynajmniej tyle. I co ważniejsze, sam by sobie tego nie wybaczył.

Pchnął skafander do centrum komory, gdzie dostrzegł dwa obiekty: bliznę niezwykłego światła i rotujący wokół niej przedmiot przypominający klejnot. Gdy się do nich zbliżył, ściany komory zaczęły się poruszać, jakby zasysano go w obrotową ramę obiektów, jakby sama przestrzeń została wciągnięta w wir, jakby natura przestrzeni była płynna. Skafander przekazywał mu właśnie takie dane: ćwierkał szczegóły analizy zmian otoczenia. Wskaźniki kwantowe przybierały wartości z nowych, niezbadanych dziedzin. Sylveste pamiętał, że coś podobnego napotkał przy Całunie Lascaille’a. Tak jak wówczas, obecnie czuł się dość normalnie, jakby cała rzeczywistość podlegała procesowi przepisania, transliteracji, w miarę zbliżania się do klejnotu i jego promieniującego kompana.

Trwało to kilka godzin i Sylveste zaczynał wątpić, czy poprawnie ocenił średnicę komory. Ale pozorna szybkość obrotowa klejnotu nieubłaganie spadała do zera, a ściany komory obracały się z zawrotną szybkością. Sylveste wiedział, że jest już blisko, choć klejnot nie wydawał mu się większy niż przedtem, gdy Sylveste ostrzegł go po raz pierwszy. Ciągle się poruszał i Sylveste’owi przypominał dziecięcy kalejdoskop; jego zmienne symeryczne wzory, wydobywane barwnymi błyskami światła, rozprzestrzeniały się w trzech — a może więcej — wymiarach. Od czasu do czasu obiekt wyrzucał w jego stronę ostrzegawcze iglice lub kolce — musiał robić uniki, ale odpierał ataki i w chwilach, gdy obiekt wydawał się przechodzić w fazę mniej aktywnej transformacji, nawet poddryfował bliżej. Sylveste zrozumiał, że jego życie nie zależy od starannego śledzenia wskaźników skafandra. Przeszedł już etap takich uproszczeń.

— Według ciebie, co to jest? — spytał Calvin głosem cichym, niemal zespolonym z myślami Sylveste’a. To niemal były własne myśli Sylveste’a.

— Miałem nadzieję, że zaproponujesz jakieś wyjaśnienie.

— Wybacz, jestem całkiem wyprany z genialnych intuicji. Za wiele tego, życia by nie wystarczyło.

Volyova dryfowała w kosmosie.

Nie umarła, gdy „Melancholia” wybuchła, choć nie zdążyła na czas dostać się do komory pajęczej. Zdążyła przywdziać hełm, tuż zanim statek sczezł jak skrzydło ćmy w płomieniu świecy. Gdy wylatywała z wraku, Światłowiec w nią nie celował; ignorował ją, tak jak ignorował komorę pajęczą.

Nie mogła tak po prostu umrzeć. Zdecydowanie nie było to w jej stylu. I choć wiedziała, że ma szansę bliskie zera i to, co robi, jest zupełnie pozbawione logiki, musiała przedłużyć te godziny, które jej pozostały. Zeskanowała swoje zasoby powietrza i mocy i stwierdziła, że wcale nie jest dobrze. Było bardzo źle! Pośpiesznie włożyła skafander, sądząc, że dotrze w nim przez hangar do promu, i tyle. Przedtem gdy leciała promem, nie pomyślała nawet o tym, by podłączyć go do jednego z modułów doładowujących. Dzięki temu teraz zyskałaby kilka dodatkowych dni, a tak miała przed sobą zaledwie parę godzin. Na przekór okolicznościom nie skończyła natychmiast całej sprawy. Wiedziała, że zapasy nie tak szybko się wyczerpią, gdy będzie spała, kiedy jej świadomość nie będzie potrzebna (zakładając oczywiście, że w przyszłości w ogóle kiedykolwiek jeszcze zrobi z niej użytek).

Zaprogramowała więc skafander na dryfowanie w przestrzeni i kazała się obudzić tylko wówczas, gdy pojawi się coś ciekawego, albo — co bardziej prawdopodobne — zagrażającego życiu. W tej chwili została obudzona, więc na pewno coś takiego się wydarzyło.

Spytała skafander, co się dzieje.

Udzielił informacji.

— Cholera — powiedziała Volyova.

Omiótł ją radar „Nieskończoności”, ten sam, którym statek lokalizował prom tuż przed atakiem promieniami gamma. Sygnał radaru był silny — oznaczało to, że statek znajduje się w jej bezpośrednim sąsiedztwie, oddalony najwyżej o kilkadziesiąt tysięcy kilometrów. To jak splunąć — bez trudu namierzy tak duży cel, jakim teraz była Volyova, bezbronna, nieruchoma i wyrazista.

Miała nadzieję, że statek okaże tyle przyzwoitości, by szybko z nią skończyć. Istniało przecież bardzo duże prawdopodobieństwo, że to ona sama skonstruowała broń, którą statek teraz zaatakuje.

Nie po raz pierwszy przeklinała własną wynalazczość.

Volyova uaktywniła nakładkę lornety skafandra i zaczęła przeglądać niebo w rejonie, skąd wysłano promień radaru. Początkowo widziała tylko czerń i gwiazdy, potem dostrzegła statek mały jak węgielek, ale zbliżający się z każdą sekundą.

— To nie dzieło Amarantinów, prawda? Zgadzamy się co do tego.

— Chodzi ci o ten klejnot?

— Nazwij go jak chcesz. I nie oni stworzyli to światło.

— Nie, to też nie ich robota. — Sylveste uświadomił sobie teraz, że czuje głęboką wdzięczność za obecność Calvina, choć to obecność iluzoryczna i złudna. — Nie wiemy, co to jest i co wiąże te rzeczy ze sobą, ale wiemy, że Amarantinowie to znaleźli.

— Myślę, że masz rację.

— Może nawet dokładnie nie rozumieli, co znaleźli. Ale z jakiegoś powodu musieli to zamknąć, ukryć przed resztą świata.

— Zazdrość?

— Może. Ale jak wyjaśnić ostrzeżenie, które nam przekazano, gdy tu zmierzaliśmy. Może zamknęli to, bo chcieli wyświadczyć przysługę reszcie Stworzenia, bo nie mogli tego zniszczyć ani przenieść w inne miejsce.

Sylveste zastanawiał się przez chwilę.

— Ten, kto to pierwotnie umieścił tu, wokół gwiazdy neutronowej, na pewno chciał, by te obiekty przyciągnęły czyjąś uwagę. Co o tym sądzisz?

— Przynęta?

— Gwiazdy neutronowe są dość powszechne, ale jednak egzotyczne, zwłaszcza dla kultury, która niedawno osiągnęła umiejętność lotów międzygwiezdnych. Z całą pewnością Amarantinów przyciągnęłaby tu zwykła ciekawość.

— Nie oni ostatni, prawda?

— Chyba nie. — Sylveste odetchnął. — Sądzisz, że powinniśmy wracać, dopóki możemy?

— Racjonalnie patrząc: tak. Czy taka odpowiedź ci wystarcza?

Podlecieli bliżej.

— Najpierw steruj w stronę światła — powiedział Calvin po minucie. — Chcę je bliżej obejrzeć. Choć to może głupio brzmi, ale wydaje się dziwniejsze od tego drugiego obiektu. Jeśli już mam umierać, obejrzawszy coś z bliska, to jest to tamto światło.

— Ja też tak uważam — odparł Sylveste. Już realizował sugestię CaMna, jakby zamiar pojawił się z jego woli. Calvin miał rację: dziwność światła miała w sobie coś głębszego, starszego. Sylveste nie potrafił określić tego słowami, a nawet odpowiednio zdiagnozować, ale teraz było to jasne, słuszne. Powinni iść do światła.

Читать дальше
Тёмная тема
Сбросить

Интервал:

Закладка:

Сделать

Похожие книги на «Przestrzeń Objawienia»

Представляем Вашему вниманию похожие книги на «Przestrzeń Objawienia» списком для выбора. Мы отобрали схожую по названию и смыслу литературу в надежде предоставить читателям больше вариантов отыскать новые, интересные, ещё непрочитанные произведения.


Alastair Reynolds - Poseidon's Wake
Alastair Reynolds
Alastair Reynolds - On the Steel Breeze
Alastair Reynolds
Alastair Reynolds - The Six Directions of Space
Alastair Reynolds
Alastair Reynolds - L'espace de la révélation
Alastair Reynolds
Alastair Reynolds - El arca de la redención
Alastair Reynolds
Alastair Reynolds - Unendlichkeit
Alastair Reynolds
Alastair Reynolds - Chasm City
Alastair Reynolds
Alastair Reynolds - Otchłań Rozgrzeszenia
Alastair Reynolds
Alastair Reynolds - Absolution Gap
Alastair Reynolds
Отзывы о книге «Przestrzeń Objawienia»

Обсуждение, отзывы о книге «Przestrzeń Objawienia» и просто собственные мнения читателей. Оставьте ваши комментарии, напишите, что Вы думаете о произведении, его смысле или главных героях. Укажите что конкретно понравилось, а что нет, и почему Вы так считаете.

x