Alastair Reynolds - Przestrzeń Objawienia

Здесь есть возможность читать онлайн «Alastair Reynolds - Przestrzeń Objawienia» весь текст электронной книги совершенно бесплатно (целиком полную версию без сокращений). В некоторых случаях можно слушать аудио, скачать через торрент в формате fb2 и присутствует краткое содержание. Город: Warszawa, Год выпуска: 2002, ISBN: 2002, Издательство: Mag, Жанр: Фантастика и фэнтези, на польском языке. Описание произведения, (предисловие) а так же отзывы посетителей доступны на портале библиотеки ЛибКат.

Przestrzeń Objawienia: краткое содержание, описание и аннотация

Предлагаем к чтению аннотацию, описание, краткое содержание или предисловие (зависит от того, что написал сам автор книги «Przestrzeń Objawienia»). Если вы не нашли необходимую информацию о книге — напишите в комментариях, мы постараемся отыскать её.

Przestrzeń objawienia

Przestrzeń Objawienia — читать онлайн бесплатно полную книгу (весь текст) целиком

Ниже представлен текст книги, разбитый по страницам. Система сохранения места последней прочитанной страницы, позволяет с удобством читать онлайн бесплатно книгу «Przestrzeń Objawienia», без необходимости каждый раз заново искать на чём Вы остановились. Поставьте закладку, и сможете в любой момент перейти на страницу, на которой закончили чтение.

Тёмная тема
Сбросить

Интервал:

Закладка:

Сделать

Było srebrzyste w teksturze, diamentowa rana w strukturze rzeczywistości, intensywna i spokojna. Gdy się do niej zbliżali, krążący klejnot jakby się skurczył. Gładka perłowa promienność otoczyła skafander. Sylveste czuł, że światło powinno razić w oczy, ale niczego takiego nie doznał, miał jedynie wrażenie ciepła i powolnie rosnącego poznania. Stopniowo stracił widok reszty komnaty i klejnotu, aż wydało mu się, że otacza go zamieć srebra i bieli. Nie czuł niebezpieczeństwa, zagrożenia, jedynie rezygnację — a była to rezygnacja radosna, przepełniona immanencja. Powoli, w magiczny sposób, skafander stawał się przezroczysty, srebrna światłość wdzierała się do środka, dotarła do skóry, przepychała głębiej, do ciała i kości.

Nie tego oczekiwał.

Potem, gdy wróciła mu świadomość — albo gdy do niej zstąpił, bo wydawało się, że podczas tego interludium znajdował się gdzieś ponad nią — czuł tylko zrozumienie.

Znów był w komorze, w pewnej odległości od białego światła, nadal w rotującej strukturze klejnotu.

Wiedział.

— No, to dopiero była wyprawa — odezwał się Calvin. W ciszy jego głos wydał się niespodziewany i nie na miejscu, jak nagły ryk trąby.

— Czułeś to wszystko?

— Mógłbym to określić tak: była to najbardziej niesamowita rzecz, jaką przeżyłem. Czy to ci coś wyjaśnia?

Owszem, wyjaśniało. Nie trzeba było drążyć tego dalej, utwierdzać się w przekonaniu, że Calvin wszystko współodczuwał lub że przez chwilę ich myśli — i nie tylko myśli — zlały się i razem płynęły z trylionem innych. I że on doskonale rozumiał, co się stało, ponieważ w chwili wspólnej mądrości padły odpowiedzi na wszystkie pytania.

— Zostaliśmy przeczytani, prawda? Światło to urządzenie skanujące, maszyna pobierająca informacje. — Myśl wydała się sensowna, nim ją wypowiedział, ale gdy słowa zabrzmiały, poczuł, że źle się wyraził, język nie dość giętki umniejszył to, o czym Sylveste mówił, jego zbyt ubogie słownictwo nie potrafiło oddać jego przeżyć. To, co pojął, zdawało się ulatywać jak sen, którego magiczne cechy znikają tuż po przebudzeniu. Musiał to jednak powiedzieć, by zwerbalizować swe odczucia. Niech przynajmniej skafander zarejestruje w pamięci te słowa dla potomności. — Przez chwilę wydawało mi się, że zmieniamy się w informację, a równocześnie jesteśmy połączeni ze wszystkimi informacjami zebranymi kiedykolwiek, ze wszystkimi myślami kiedykolwiek sformułowanymi, a przynajmniej pochwyconymi przez światło.

— Tak samo to czułem — powiedział Calvin.

Sylveste zastanawiał się, czy Calvina również dosięga ta sama amnezja. Powolny zanik wiedzy.

— Byliśmy w Hadesie? — Sylveste czuł, jak jego myśli tłoczą się przed bramą sformułowania, żądne wokalizacji, nim zupełnie wyparują. — To wcale nie jest gwiazda neutronowa. Może kiedyś nią była, ale teraz nie jest. Została przetransformowana, zmieniona w…

— W komputer — dopowiedział Calvin. — To Hades. Komputer zrobiony z materii nuklearnej. Materia gwiazdy oddana na obróbkę i magazynowanie infomacji. A światło to wejście do niego, do matrycy obliczeniowej. Przez chwilę wydawało mi się, że jesteśmy wewnątrz.

Ale było to znacznie bardziej dziwne.

Kiedyś gwiazda o masie trzydziestu ziemskich słońc osiągnęła kres życia nuklearnych przemian. Po kilku milionach lat rozrzutnego wydatkowania energii. Gwiazda eksplodowała jako supernowa i w samym swym centrum olbrzymie ciśnienie grawitacyjne zduszało kawał materii w jego własnym promieniu Schwarzschilda, aż powstała czarna dziura. Ten obiekt tak się nazywa, gdyż nic, nawet światło nie może uciec z rejonu o tym krytycznym promieniu. Materia i światło mogą tylko wpadać do czarnej dziury, zwiększając jej masę i siłę przyciągania. Błędny krąg.

Powstała kultura potrafiąca wykorzystać takie obiekty. Jej reprezentanci znali techniki przekształcające czarne dziury w coś znacznie bardziej egzotycznego, paradoksalnego. Najpierw czekali, aż świat stanie się znacznie starszy niż był wówczas, gdy czarna dziura się uformowała, aż dominująca populacja gwiazd będzie się składała z bardzo starych czerwonych karłów, gwiazd niewystarczająco masywnych, by wszcząć syntezę jądrową. Potem zagonili kilkanaście takich karłów w dysk akrecyjny wokół czarnej dziury i powoli żywili czarną dziurę, spuszczając deszcz materii gwiazdowej w połykający światło horyzont zdarzeń.

Tyle Sylveste rozumiał, albo przynajmniej potrafił stworzyć sam dla siebie pozory, że rozumie. Jednak dalszą część — zasadniczą — trudniej było pojąć, przypominała wewnętrznie sprzeczną zagadkę flozoficzną. Sylveste rozumiał, że gdy cząsteczki znalazły się w horyzoncie zdarzeń, nadal spadały po konkretnych trajektoriach, konkretnych orbitach, które wrzucały je wokół jądra o nieskończonej gęstości, będącego osobliwością serca czarnej dziury. Na tych trajektoriach czas i przestrzeń mieszały się ze sobą, aż nie można ich było należycie odseparować. I co najważniejsze istniał zbiór, wiązka trajektorii w której całkowicie zmieniały się miejscami, trajektoria w przestrzeni stawała się trajektorią w czasie. I jeden podzbiór tej wiązki umożliwiał materii przebycie drogi w przeszłość, we wcześniejszy okres historii czarnej dziury.

— Dostaję się do tekstów z dwudziestego wieku — powiedział cicho Calvin. Najwyraźniej śledził myśli Sylveste’a. — To zjawisko było znane, nawet je przewidywano. Wynikało z modeli matematycznych opisujących czarne dziury. Nikt jednak nie wiedział, jak poważnie należy to traktować.

— Ci, co stworzyli Hadesa, nie mieli takich oporów.

— Tak się wydaje.

Światło, energia, cząsteczki zjechały po tych szczególnych ścieżkach, pokonując kolejne orbity wokół osobliwości i zagrzebując się coraz głębiej w przeszłość. Nic z tego nie „ujawniło się” w świecie zewnętrznym, gdyż było ukryte za nieprzeniknioną barierą horyzontu zdarzeń, więc nie nastąpiło otwarte naruszenie przyczynowości. Zgodnie z modelami matematycznymi, do których dostał się Calvin, nie mogło być żadnego naruszenia, ponieważ te trajektorie nigdy nie wracały do świata zewnętrznego. A jednak wracały. Modele matematyczne nie uwzględniły pewnego szczególnego przypadku: maleńkie podzbiory podzbiorów podzbiorów trajektorii transportowały kwanta z powrotem do narodzin czarnej dziury, gdy zapadła się w detonacji supernowej swej rodzinnej gwiazdy.

W tamtej chwili drobne ciśnienie zewnętrzne, wywierane przez cząsteczki przybywające z przyszłości, wpłynęło na opóźnienie zapaści grawitacyjnej.

Opóźnienie niemierzalne, trwające niewiele dłużej niż najmniejsza teoretyczna część skwantowanego czasu, ale jednak zaistniało. I choć tak małe, wystarczyło, by posłać w przyszłość falę zakłócenia przyczynowości.

Zmarszczki zakłócenia przyczynowości napotkały nadciągające cząsteczki i stworzyły nieregularną sieć interferencyjną, falę stojącą rozciągającą się symetrycznie w przeszłość i przyszłość.

Nie było już całkiem jasne, czy usidlony w tej sieci zapadnięty obiekt można jeszcze nazwać czarną dziurą. Warunki początkowe zawsze były na granicy i może tego poplątania dałoby się uniknąć, gdyby obiekt pozostał nad swym promieniem grawitacyjnym, gdyby zapadł się w stabilną konfigurację dziwnych kwarków i zdegenerowanych neutronów.

Niezdecydowanie migotał między tymi dwoma stanami. To niezdecydowanie wykrystalizowało się i powstało coś unikalnego we wszechświecie — jeśli pominąć fakt, że w innym miejscu dokonano podobnych transformacji na innych czarnych dziurach i stworzono podobne przypadkowe paradoksalne twory.

Читать дальше
Тёмная тема
Сбросить

Интервал:

Закладка:

Сделать

Похожие книги на «Przestrzeń Objawienia»

Представляем Вашему вниманию похожие книги на «Przestrzeń Objawienia» списком для выбора. Мы отобрали схожую по названию и смыслу литературу в надежде предоставить читателям больше вариантов отыскать новые, интересные, ещё непрочитанные произведения.


Alastair Reynolds - Poseidon's Wake
Alastair Reynolds
Alastair Reynolds - On the Steel Breeze
Alastair Reynolds
Alastair Reynolds - The Six Directions of Space
Alastair Reynolds
Alastair Reynolds - L'espace de la révélation
Alastair Reynolds
Alastair Reynolds - El arca de la redención
Alastair Reynolds
Alastair Reynolds - Unendlichkeit
Alastair Reynolds
Alastair Reynolds - Chasm City
Alastair Reynolds
Alastair Reynolds - Otchłań Rozgrzeszenia
Alastair Reynolds
Alastair Reynolds - Absolution Gap
Alastair Reynolds
Отзывы о книге «Przestrzeń Objawienia»

Обсуждение, отзывы о книге «Przestrzeń Objawienia» и просто собственные мнения читателей. Оставьте ваши комментарии, напишите, что Вы думаете о произведении, его смысле или главных героях. Укажите что конкретно понравилось, а что нет, и почему Вы так считаете.

x