Skrajne przerażenie nie opuszczało mnie przez niemal cały następny tydzień. Byłem bliższy szaleństwa, niż kiedykolwiek przedtem. Mimo że powróciłem do codziennego świata, to jednak nie odzyskałem dawnego poczucia bezpieczeństwa. Czułem, że funkcjonowanie umysłu na poziomie codziennej świadomości jest tylko chowaniem głowy w piasek. Oznaczało jedynie, że nie byłem świadom zagrożenia.
Na szczęście nie pracowałem w tym czasie; podjęcie przeze mnie wówczas jakiejkolwiek pracy nie było możliwe. Po tygodniu pomyślałem sobie: No dobrze, ale czego się boisz? Nic ci się przecież nie stało… Natychmiast po tych słowach poczułem się lepiej. Kilka dni później „Standard Motors and Engineering” zaoferowało mi stanowisko zwierzchnika służby medycznej. Ofertą przyjąłem i zanurzyłem się, aż po czubek głowy, w pracę przeogromnej i skomplikowanej organizacji. Przez długi okres nie pozostawiła mi ona czasu na obmyślanie czy projektowanie eksperymentów z meskaliną; coś mnie od nich tak silnie odpychało, że zawsze znajdowałem sobie wymówkę, by odłożyć to na bok. Ostatecznie sześć miesięcy temu wróciłem do tego problemu, tym razem patrząc nań pod nieco innym kątem. Mój przyjaciel, Rupert Haddon z Princeton University, opowiedział mi o swoich niezwykle efektownych próbach leczenia przestępców seksualnych za pomocą LSD. Wyjaśniając swą teorię, odwoływał się w znacznej mierze do koncepcji Husserla. Natychmiast zdałem sobie sprawę, że fenomenologia jest tylko inną nazwą dla samoobserwacji, jakiej usiłowałem dokonywać pod wpływem meskaliny — i że gdy Husserl mówi o „odsłanianiu struktury świadomości”, ma na myśli po prostu zanurzanie się w świat nawyków, o których uprzednio mówiłem. Husserl zdał sobie sprawę z tego, że posiadając wojskowe mapy przedstawiające każdą piędź naszej planety, pozbawieni jesteśmy analogicznej — opisującej świat umysłu.
Lektura Husserla dodała mi odwagi. Jednak sama myśl o zażyciu meskaliny przeraziła mnie; na szczęście fenomenologia zaczyna się od analizy świadomości potocznej. Tak więc zacząłem robić notatki, dotyczące ludzkiego świata wewnętrznego i tworzyć geometrię świadomości.
Prawie natychmiast uświadomiłem sobie, że JAKIEŚ WEWNĘTRZNE SIŁY przeciwstawiają się mym poszukiwaniom. Kiedy tylko skoncentrowałem się na tych problemach, natychmiast zaczynałem odczuwać bóle głowy i mdłości. Każdego ranka budziłem się z uczuciem silnej, głębokiej depresji. Zawsze interesowałem się amatorsko matematyką i byłem niezłym szachistą; wkrótce zdałem sobie sprawę, że zaczynam czuć się lepiej w momencie, kiedy przesuwam swą uwagę na matematykę i szachy. Kiedy zaczynałem myśleć o umyśle, powracała ta sama depresja.
Ta właśnie słabość zaczęła doprowadzać mnie do pasji. Postanowiłem przezwyciężyć ją za wszelką cenę. Wyprosiłem u swych przełożonych dwa miesiące urlopu. Ostrzegłem żonę, że będę bardzo chory. Następnie rozmyślnie skierowałem swoją uwagę na fenomenologię. Skutki tego były dokładnie takie, jak sądziłem. Przez kilka dni czułem zmęczenie i przygnębienie. Następnie pojawiły się silne bóle głowy i nerwobóle. Jeszcze później zacząłem wymiotować wszystko, co zjadłem. Położyłem się do łóżka i próbowałem skoncentrować się na analizie własnej choroby za pomocą metody proponowanej przez Husserla. Żona nie miała pojada, co się ze mną dzieje; jej obawy o mnie tylko pogarszały sytuacją. Dobrze, że nie mamy dzieci; w przeciwnym wypadku byłbym z pewnością zmuszony przerwać eksperyment.
Czwartego dnia bytem tak wyczerpany, że ledwie przełknąłem łyżkę mleka. Zebrałem siły, a wysiłek, który w to włożyłem był niemal ponad moje możliwości; podjąłem próbę dotarcia do najgłębszych, wręcz instynktownych pokładów umysłu. Wówczas właśnie uświadomiłem sobie obecność owych wrogów. Było tak, jakby zanurzając się w głąb oceanu zauważyć nagle, że jest się otoczonym przez rekiny. Nie mogłem ich, oczywiście, „widzieć” w potocznym sensie tego słowa, ale CZUŁEM ich obecność tak wyraźnie, jak czuje się, na przykład, ból zęba. Były tam, głęboko, na takim poziomie mego bytu, do którego nie sięgała nigdy moja świadomość.
Kiedy usiłowałem powstrzymać się od krzyku przerażenia, broniąc się przed strachem, wynikającym z nieuchronnej zagłady, jaka mi groziła, zdałem sobie nagle sprawę z tego, ŻE ICH POKONAŁEM. Uwolniłem najgłębsze pokłady sił życiowych, które skierowałem przeciwko wampirom. Uruchomiłem nagle niesłychane siły, których istnienia nigdy nawet nie podejrzewałem w sobie; dały mi one moc giganta. Bytem znacznie od nich silniejszy — i musiały ustąpić. Zdałem sobie nagle sprawę, że jest ich tysiące; jednak wiedziałem, że nie są w stanie mnie pokonać.
Wtedy olśniło mnie, z siłą równą uderzeniu gromu. Nagle wszystko stało się jasne: WIEDZIAŁEM! Zrozumiałem, dlaczego tak im zależało na tym, aby nikt nie podejrzewał ich istnienia. Człowiek dysponuje znacznie większymi siłami, niż to jest potrzebne, aby je zniszczyć. Ale jak długo nie jest świadom ich istnienia, tak długo mogą na nim żerować — na podobieństwo wampirów wysysających z niego życiową energią.
Kiedy moja żona weszła do sypialni, ze zdumieniem stwierdziła, że siedzą na łóżku i śmieją się jak szalony. Przez chwilą sądziła, że zwariowałem. Ale prawie natychmiast zdała sobie sprawą, że jest to śmiech ozdrowieńca.
Poprosiłem ją, by przyniosła mi zupę… W przeciągu czterdziestu ośmiu godzin bytem znów na nogach, zdrów jak zawsze, a w gruncie rzeczy nawet zdrowszy niż kiedykolwiek w życiu. Początkowo znalazłem się w tak euforycznym nastroju, że zapomniałem o „nich”. Potem zdałem sobie sprawę z tego jaką głupotą to było z mojej strony. Miały nade mną ogromną przewagą: znały mój umysł znacznie lepiej niż ja. Jeśli nie zachowam należytej ostrożności, mogą mnie jeszcze zniszczyć.
Wówczas jednak czułem się w pełni bezpieczny. Kiedy później, w ciągu dnia, czułem uporczywe i dokuczliwe ataki depresji, sięgałem znowu ku owym głębokim źródłom siły wewnętrznej i optymizmowi, z jakim patrzyłem w przyszłość. Ataki natychmiast ustępowały, a ja znowu wybuchałem śmiechem. Musiało jednak minąć jeszcze wiele tygodni, nim nauczyłem się kontrolować ów mechanizm wyzwalający śmiech po każdej udanej potyczce z pasożytami.
To, co odkryłem, było oczywiście aż nadto nieprawdopodobne, by bez wahania można to było zaakceptować. W gruncie rzeczy miałem niezwykłe szczęście, że odkrycia tego nie dokonałem sześć lat wcześniej, gdy pracowałem dla „Transworld Cosmetics”. Od tego czasu mój umysł dojrzał — powoli i nieświadomie przygotował się do tego, co mnie obecnie spotykało. Jednak ostatnie kilka miesięcy upewniło mnie coraz bardziej, że nie była to tylko kwestia szczęścia. Mam poczucie, że po stronie ludzkości opowiadają się jakieś potężne siły, o naturze których nie mamy zielonego pojęcia.
(Specjalnie podkreślam to zdanie. Fakt ten zawsze, instynktownie, przeczuwałem).
Znaczenie mego odkrycia jest następujące: Od ponad dwóch stuleci umysł ludzki pada łupem owych wampirów. W kilku przypadkach zdołały one nawet całkowicie opanować czyjś umysł i używać go do realizacji swych celów. Przykładowo — jestem prawie pewien, że de Sade był takim „ZOMBI”, którego umysł był całkowicie pod kontrolą wampirów. Bluźnierczość i zarazem głupota jego prac nie są, jak w wielu innych przypadkach, wyrazem demonicznej witalności. Dowodem na to jest fakt, że de Sade nigdy nie dojrzał w żadnej sferze życia, mimo że dożył siedemdziesięciu czterech lat. Jedynym celem jego pracy było mącenie ludzkich umysłów. Umyślnie wypaczył i zdeprawował prawdy o seksie.
Читать дальше