Terry Pratchett - Dysk

Здесь есть возможность читать онлайн «Terry Pratchett - Dysk» весь текст электронной книги совершенно бесплатно (целиком полную версию без сокращений). В некоторых случаях можно слушать аудио, скачать через торрент в формате fb2 и присутствует краткое содержание. Город: Poznań, Год выпуска: 1999, ISBN: 1999, Издательство: Rebis, Жанр: Фантастика и фэнтези, на польском языке. Описание произведения, (предисловие) а так же отзывы посетителей доступны на портале библиотеки ЛибКат.

Dysk: краткое содержание, описание и аннотация

Предлагаем к чтению аннотацию, описание, краткое содержание или предисловие (зависит от того, что написал сам автор книги «Dysk»). Если вы не нашли необходимую информацию о книге — напишите в комментариях, мы постараемся отыскать её.

Prace ziemne odsłoniły szkielet plezjozaura z napisem „Skończyć z próbami nuklearnymi”. Dyrektor budowy Kin Arad nie jest zaskoczona — ma dwieście dziesięć lat i zaczynała karierę w Kompanii, kładąc warstwy geologiczne na nowo budowanych planetach. Na swoim koncie ma też uformowanie łańcucha górskiego w kształcie własnych inicjałów.
Gdy jednak dowiedziała się o istnieniu — wbrew prawom galaktycznym — płaskiej planety, nawet ją to zaintrygowało. A był to dopiero początek…
W książce opublikowanej w 1981 roku pojawiają się zalążki pomysłów, które pisarz tak świetnie rozwinął później w niezwykle poczytnym cyklu „Świat Dysku”.

Dysk — читать онлайн бесплатно полную книгу (весь текст) целиком

Ниже представлен текст книги, разбитый по страницам. Система сохранения места последней прочитанной страницы, позволяет с удобством читать онлайн бесплатно книгу «Dysk», без необходимости каждый раз заново искать на чём Вы остановились. Поставьте закладку, и сможете в любой момент перейти на страницу, на которой закончили чтение.

Тёмная тема
Сбросить

Интервал:

Закладка:

Сделать

Strumień był szeroki, czysty i na tyle leniwy, że rosły w nim żółte lilie wodne, a gdy zanurkowała, uciekały przed nią ławice rozmaitych ryb. Dryfowała powoli w złocistobrązowej wodzie pomiędzy łodygami lilii, poruszając się jedynie dzięki minimalnym ruchom dłoni i stóp i obserwując czerwone węże i małe rybki goniące w półcieniach rzucanych przez roślinność…

Wynurzyła się w fontannie piany w samym środku kępy kwiatów, wytrząsając wodę z włosów i uszu.

Łucznicy byli dobrze wyćwiczeni: groty ośmiu strzał wycelowanych w nią dygotały tylko trochę, co skutecznie przekonało ją, by nie nurkować. Refrakcja czy nie, mieli dużą szansę zrobić jej krzywdę nawet pod wodą. Łucznicy mieli na sobie samodziałowe tuniki jednolitej barwy, kolczugi i przypadkową zbieraninę uzbrojenia ochronnego. Wszyscy jednak mieli hełmy i przyglądali się jej błękitnymi oczyma.

— …i nie rób niczego głupiego! — polecił nagle słyszalny w słuchawce głos Marca. — Musimy to załatwić ostrożnie, bo jest za duża szansa, że cię trafią.

Kin powoli rozejrzała się. Na brzegach nie było nic ciekawego poza gęstymi kępami trzciny.

— Podoba mi się to „my” — powiedziała głośno.

— To nie gap się nachalnie w krzak o purpurowych kwiatach — doradziła słuchawka.

Zanim zdążyła odpowiedzieć, przez łuczników przepchnął się niski i krępy mężczyzna i wyszczerzył się, spoglądając na nią z góry, jako że brzeg był powyżej nurtu. Zbudowany był jak mur i miał ceglaną barwę, zwłaszcza jego cera. Włos i wąs były blond, a wyraz oczu przypomniał Kin, że inteligencja nie zaczęła się wraz z początkiem rewolucji przemysłowej.

Ubrany był w legginsy, spiętą pasem tunikę i czerwony płaszcz — całość wyglądała, jakby wielokrotnie w niej spano, jeśli nie gorzej. Dłoń poznaczoną odciskami trzymał na rękojeści miecza, w którą postukiwał z namysłem.

Kań zrewanżowała się szerokim uśmiechem.

Stojący zakończył pojedynek wietrzenia zębów, przyklęknął i wyciągnął do niej dłoń. Na brudnych palcach zalśniły pierścienie wyraźnie sugerujące, że pierwotnie należały do kogoś innego. I że to pierwotnie było całkiem niedawno. Kin przyjęła podaną dłoń z największą gracją, na jaką ją było stać, i wyszła na brzeg. Powitało ją ciche acz zgodne westchnienie, obdarzyła więc obecnych kolejnym uśmiechem, po którym cofnęli się nie wiadomo czemu o dobry metr, i wyjęła z włosów jakąś zaplątaną lilijkę.

Urok chwili zepsuł Cegłowaty zwięzłym komentarzem, któremu towarzyszyło stosowne spojrzenie i generalny chichot obecnych.

— Poczekaj — rozległo się w jej uchu. — Jeśli to łacina, to Silver powinna tłumaczyć.

— Tego nie musi mi nikt tłumaczyć — parsknęła Kin, częstując widownię kolejnym uśmiechem z reklamy pasty do zębów, i podeszła do Cegłowatego.

Ten skinął głową i jednego łucznika wymiotło w krzaki. Reszta poszła w jego ślady znacznie stateczniej.

Wokół garkotłuka zastali trzech mężczyzn; dwóch nosiło ciężkie, szare szaty sięgające ziemi, trzeci, znacznie młodszy, ubrany był w jaskrawe i całkowicie niepraktyczne rzeczy. Widząc nadchodzących, cała trójka cofnęła się od maszyny, jakby ta kopała prądem. Młodzian dostrzegł Kin, powiedział coś i pospiesznie sięgnął za koszulę. Wyjął stamtąd jakiś amulet na łańcuszku i podszedł do niej na sztywnych nogach, trzymając go jak najdalej od siebie jak broń.

Gdy stanął, Kin dostrzegła szkliste oczy i spocone czoło. Wyczuła też, że wszyscy spodziewają się czegoś po niej, ostrożnie więc ujęła wyciągnięty w jej stronę amulet.

Para w sutannach omal nie zemdlała, za to Cegłowatego aż zgięło ze śmiechu. Młodzik gapił się na nią, poruszając bezgłośnie ustami. Kin uprzejmie przyjrzała się temu, co trzymała w dłoni. Był to drewniany krzyżyk z czymś, co przypominało figurkę akrobaty. Oddała amulet tak uprzejmie jak potrafiła.

Młodzik złapał go kurczowo, rozejrzał się i pospieszył w górę zbocza ku traktowi. Szarzy poszli jego śladem i dopiero wówczas Kin zrozumiała, dlaczego odskoczyli tak gwałtownie od garkotłuka — próbowali bowiem wsadzić w jego wylot miecz.

— Próbowali zniszczyć garkotłuka! — syknęła.

— Dobra, Kin. Jak powiem kucaj, to kucaj. KUCAJ! Coś gwizdnęło jej nad głową i trafiło jednego z kapłanów między oczy. Bez jęku zwalił się na ziemię jak kłoda.

— Cape illud, fracturor — usłyszała w uchu głos pełen zadowolenia.

Cegłowaty złapał ją za ramię i ruszył w górę zbocza otoczony ciasnym kręgiem łuczników rozglądających się z obawą po lesie.

— Co to było? — spytała Kin, próbując ignorować szyszki, na które ciągle nadeptywała.

— Silver rzuciła kamieniem. — Podziw w głosie Marco był wyraźnie słyszalny, nawet w zminiaturyzowanej wersji dobiegającej z głośniczka. — Niestety, teraz niewiele możemy zrobić. Ich broń jest śmieszna, ale sytuacja nie jest tak groźna, by ryzykować poważne zranienie ciebie w razie bezpośredniej konfrontacji.

— Że jak?

— Nie chciałbym, żebyś sądziła, że kieruje mną coś innego niż rozsądna ostrożność.

— Nie będę sądziła — obiecała słabo.

— Silver chciałaby z tobą porozmawiać. Przez chwilę słyszała jedynie szelesty i stuknięcia, po czym rozległ się głos Silver:

— Uważają, że jesteś jakimś duchem wodnym, najwyraźniej są tu dość pospolite. Tylko że powinnaś zacząć wrzeszczeć, jak ci pokazali krzyż z podobizną Christosa, a tak zabiłaś im klina. Radzę ci okryć się jak najszybciej, bo oni tu mają jakieś sztywne przesądy dotyczące nagości.

Na trakcie czekało więcej zbrojnych i więcej kapłanów. Cegłowaty dosiadł podstawionego wierzchowca i usadził za sobą Kin, nie odzywając się słowem. Wydał krótką komendę i oddział ruszył.

— Tu ponownie Silver, nie rozpaczaj — rozległo się w uchu Kin.

— Nie rozpaczam, tylko zaczynam się uczciwie wkurzać.

— Wróciliśmy nad rzekę, Marco zajmuje się cuceniem kapłana. — W tle rozległ się cienki wrzask, po czym nagle się urwał. — Kin?

— Jestem, a niby gdzie mam być?

Do Cegłowatego podjechał chyba arcykapłan, bo na szary habit zarzucony miał płaszcz obszyty futrem i wyglądał na ważnego. Sprawiał też wrażenie wściekłego.

— Wkrótce dowiemy się więcej o nich — obiecała Silver. — Gdybyś tymczasem znalazła się w opałach, możesz naturalnie rozpocząć stosunek seksualny z tym, który cię wiezie. Nazywają go Lothar.

Kapłan w płaszczu zaczął nagle wrzeszczeć, pokazując, by zawrócić, i posyłając Kin zjadliwe spojrzenia. Lothar odpowiadał z rzadka i monosylabami dopóki niespodziewanie nie przechylił się w siodle i nie złapał wrzeszczącego za habit. W następnej chwili prawie uniósł go do siodła, warknął krótkie zdanie i wypluł kropkę. Podniesiony zamilkł i zbielał — albo ze strachu, albo ze złości.

— Nadzwyczaj interesujące — oceniła Silver. W tle jej głosu ktoś cienko i szybko coś mówił — Kin wydawało się, że po łacinie.

— Garkotłuk jest poważnie uszkodzony? — zainteresowała się, by podtrzymać rozmowę.

— Nie, choć gdyby wepchnęli miecz jeszcze z centymetr, trafiliby na linię przesyłową pięciu tysięcy kilo-woltów… Marco, jak on jest nieprzytomny, to nic nie powie, więc lepiej by było, żeby tak często nie mdlał!

Opuścili las i skierowali się ku centrum dysku między bagnami z jednej, a polami uprawnymi z drugiej strony. Przed nimi wznosił się imponujący słup dymu, którego wierzchołek rozwiewały dmące na dużej wysokości wiatry. Wkrótce też dostrzegli grupę ludzi wędrującą z przeciwka. Na widok zwartego oddziału odbiegli co prawda od drogi, ale zbrojni bez trudu złapali jednego i przyprowadzili Lotharowi do przepytania. Złapany trząsł się ze strachu, więc chwilę to trwało. Kin natomiast zaczęła trząść się z zimna.

Читать дальше
Тёмная тема
Сбросить

Интервал:

Закладка:

Сделать

Похожие книги на «Dysk»

Представляем Вашему вниманию похожие книги на «Dysk» списком для выбора. Мы отобрали схожую по названию и смыслу литературу в надежде предоставить читателям больше вариантов отыскать новые, интересные, ещё непрочитанные произведения.


Отзывы о книге «Dysk»

Обсуждение, отзывы о книге «Dysk» и просто собственные мнения читателей. Оставьте ваши комментарии, напишите, что Вы думаете о произведении, его смысле или главных героях. Укажите что конкретно понравилось, а что нет, и почему Вы так считаете.