Greg Bear - Pieśń krwi

Здесь есть возможность читать онлайн «Greg Bear - Pieśń krwi» весь текст электронной книги совершенно бесплатно (целиком полную версию без сокращений). В некоторых случаях можно слушать аудио, скачать через торрент в формате fb2 и присутствует краткое содержание. Город: Warszawa, Год выпуска: 1992, ISBN: 1992, Издательство: Alfa, Жанр: Фантастика и фэнтези, на польском языке. Описание произведения, (предисловие) а так же отзывы посетителей доступны на портале библиотеки ЛибКат.

Pieśń krwi: краткое содержание, описание и аннотация

Предлагаем к чтению аннотацию, описание, краткое содержание или предисловие (зависит от того, что написал сам автор книги «Pieśń krwi»). Если вы не нашли необходимую информацию о книге — напишите в комментариях, мы постараемся отыскать её.

Vergil Ulam był geniuszem przekraczającym granice biologii. Pracował nad restrukturyzacją komórek ludzkiego organizmu. Komórek myślących. Ponieważ Genotron, firma, w której pracował, skasował jego rewolucyjny program badawczy, Vergil postanowił na przekór wszystkiemu ocalić dzieło swego życia. Wybrał sposób najprostszy i najskuteczniejszy — przemycił myślące komórki we własnej krwi. Początkowo skutki działania inteligentnych limfocytów są niczym cuda w małej skali: wzrok Vergila poprawia się, a on sam staje się okazem zdrowia i seksualnej sprawności. Ale potem dzieją się rzeczy bardziej niezwykłe. Komórki mnożą się i przebudowują stopniowo „te zwykłe”, tworząc organizmy o wysokim stopniu komplikacji i wręcz społeczeństwa. Vergil Ulam staje się wszechświatem. Wszechświatem składających i eksperymentujących. Komórek, które bardzo szybko odkrywają istnienie innych ludzi i „zewnętrznego” wszechświata. Komórek, które postanowiły, że oto nastał czas przemian…

Pieśń krwi — читать онлайн бесплатно полную книгу (весь текст) целиком

Ниже представлен текст книги, разбитый по страницам. Система сохранения места последней прочитанной страницы, позволяет с удобством читать онлайн бесплатно книгу «Pieśń krwi», без необходимости каждый раз заново искать на чём Вы остановились. Поставьте закладку, и сможете в любой момент перейти на страницу, на которой закончили чтение.

Тёмная тема
Сбросить

Интервал:

Закладка:

Сделать

— Vergil, ja…

— Przyjedź do mnie do domu. Pogadamy i zdecydujemy co dalej.

— Vergil, ja pracuję.

— Kiedy się wyrwiesz?

— Mam dyżur przy telefonie, jeszcze przez pięć dni. A może dziś wieczorem? Po kolacji.

— Tylko ty. Nikt inny.

— W porządku.

Dowiedział się, jak ma jechać. Od La Jolla dzieliła go ponad godzina jazdy samochodem. Umówili się na dziewiątą.

Gail wróciła do domu przed Edwardem, który natychmiast zaofiarował się, że przygotuje szybką kolację. — Na dziś nie ma przepustek, co? — stwierdziła Gail. Wiadomość o tym, że musi wyjechać, przyjęła zachmurzona i gdy razem kroili warzywa na sałatkę, milczała.

— Chciałabym, żebyś obejrzał ze mną kilka taśm — stwierdziła przy jedzeniu, patrząc na męża spod oka. Jej grupa w przedszkolu od tygodnia zaangażowała się w produkcję filmów video. Gail była dumna z rezultatów.

— A mamy czas? — zapytał dyplomatycznie. Przed ślubem nie wszystko układało się między nimi najlepiej, raz omal się nawet nie rozstali. Nawet teraz, gdy już pojawił się kłopot, byli przesadnie ostrożni i obchodzili go na paluszkach.

— Prawdopodobnie nie — przyznała Gail i dźgnęła widelcem kawałek surowej cukini. — A co tym razem dolega Vergilowi?

— Tym razem?

— A tak. Przecież robił to już wcześniej. Kiedy pracował w Westinghouse i narobił tego zamieszania z prawami autorskimi.

— Trochę mu pomagam na własny rachunek.

— Ach, tak. A w czym teraz możesz mu pomóc?

— Nie jestem nawet pewny, o co rzeczywiście chodzi. — Uniki wychodziły mu znacznie mniej finezyjnie, niż pragnął.

— Czy to tajemnica?

— Nie. Może? Ale dziwna sprawa.

— Jest chory?

Edward pochylił głowę i podniósł rękę w geście „kto wie?”

— Nie masz zamiaru nic mi powiedzieć?

— Nie teraz — odpowiedział z uśmiechem, którym próbował ułagodzić żonę i tylko bardziej ją rozwścieczył.

— Prosił, żeby nic nikomu nie mówić — dodał.

— Możesz wpaść w kłopoty?

O tym jeszcze nie myślał.

— Nie sądzę.

— A o której wrócisz?

— Jak najszybciej — odparł i musnął palcami jej twarz. — Nie złość się — poprosił miękko.

— O nie! — odpowiedziała z naciskiem. — Co to, to nie.

Edward pojechał do La Jolla w dwuznacznym nastroju. Gdy tylko pomyślał o tym, co dolega Vergilowi, czuł się tak, jakby wkraczał w jakiś inny świat. Zmieniały się reguły gry i nie był pewny, czy potrafi przewidzieć wynik tych zmian.

Zjechał z autostrady w La Jolla Village Drive i wjechał do miasta przez Torrey Pines Road. Nieduże i bardzo drogie domy walczyły o przestrzeń życiową z dwu — i trzypiętrowymi blokami i kondominiami. Uliczki były strome i kręte. Rowerzyści i wielosezonowi joggerzy nosili jaskrawe dresy chroniące przed chłodnym, nocnym powietrzem. Nawet o tej dość późnej porze ulice roiły się od przechodniów i wielbicieli tężyzny fizycznej.

Zaparkował bez większych kłopotów. Zamykając drzwi volkswagena odetchnął głęboko zapachem morza. Pomyślał, że może mogliby się tu przeprowadzić. Opłaty byłyby znacznie wyższe, spłata kredytu dłuższa… Nie, stwierdził, nie był aż tak zainteresowany w manifestowaniu swej pozycji społecznej. Ale miejsce było ładne, 410 Pearl Street, nie najlepsza ulica w mieście, ale i tak, jak na razie, za droga. Vergilowi jakoś trafiały się takie okazje. Wciskając guzik domofonu Edward zdecydował, że — z drugiej strony — raczej nie zamieniłby się z nim na szczęście, gdyby miał je odziedziczyć z całym dobrodziejstwem inwentarza.

W windzie przygrywała bezbarwna muzyczka, a małe hologramy reklamowały mieszkania na sprzedaż, towary w sklepach i różnego rodzaju lokalne wydarzenia kulturalne, zapowiedziane na przyszły tydzień. Wysiadł na drugim piętrze i poszedł korytarzem, mijając po drodze imitacje mebli w stylu Ludwika XV i lustra w złoto-marmurowych ramach.

Vergil otworzył drzwi po pierwszym dzwonku i gestem zaprosił go do środka. Miał na sobie kraciasty płaszcz kąpielowy z długimi rękawami i miękkie kapcie. Edward wszedł do dużego pokoju i usiadł bez słowa, bawiąc się nie zapaloną fajką.

— Złapałeś infekcję — powtórzył Edward, wyjmując z kieszeni wydruk.

— O…? — Vergil zerknął na kartę i odłożył ją na niski szklany stolik.

— Tak twierdzi komputer.

— No cóż, najwyraźniej nie jest przygotowany na coś takiego.

— Być może nie, ale radziłbym ci…

— Wiem. Nie chcę być niegrzeczny, ale co możecie dla mnie zrobić, nawet w szpitalu? Już chętniej dałbym komputer do naprawy jaskiniowcom. Te liczby… rzeczywiście, o czymś świadczą, tylko nie mamy najmniejszego pojęcia o czym.

Edward zdjął płaszcz.

— Słuchaj, teraz naprawdę mnie przestraszyłeś! Twarz Vergila zmieniła się powoli, przybierając wyraz skupionego zachwycenia. Zaciskając usta patrzył w sufit.

— Gdzie Candice?

— Wzięła sobie wolny wieczór. Akurat teraz nie wszystko się nam układa.

— Wie?

Vergil uśmiechnął się głupio.

— A mogłaby nie wiedzieć? Przecież codziennie ogląda mnie nago. — Mówiąc to odwrócił twarz. Kłamał.

— Jesteś na haju?

Potrząsnął głową, a później skinął nią raz, powoli.

— Słucham — powiedział.

— Czego?

— Nie wiem. Dźwięków. Nie, nie dźwięków. To rodzaj muzyki. Serce, wszystkie naczynia krwionośne, tarcie krwi o arterie, o żyły. Aktywność. Coś jak pieśń krwi.

Spojrzał żałośnie na przyjaciela.

— Co powiedziałeś Gail?

— Prawdę mówiąc, nic. Tyle, że masz kłopoty i jadę ci pomóc.

— Możesz zostać?

— Nie.

Edward rozejrzał się podejrzliwie po pokoju, szukając popielniczek, bibułek od papierosów, czegoś takiego.

— Ja naprawdę niczego nie używam — powiedział Vergil. — Może nie mam racji, ale myślę, że dzieje się coś wielkiego. Że odkrywają, kim jestem.

Edward usiadł naprzeciw przyjaciela, wpatrując się w niego uważnie. Vergil najwyraźniej tego nie dostrzegł. Zajmowało go coś innego, coś, co działo się głęboko w jego wnętrzu.

— Masz kawę?

Vergil wskazał gestem na kuchnię. Edward nastawił wodę i w czwartej kolejnej szafce znalazł słoiczek neski. Z filiżanką w ręku wrócił do pokoju. Gospodarz siedział nieruchomo z szeroko otwartymi oczami, kręcąc powoli głową.

— Zawsze wiedziałeś, kim chcesz być? — zapytał.

— Mniej więcej.

— Mądre posunięcia. Ginekolog. Żadnych fałszywych kroków. Ja byłem inny. Wiedziałem, czego chcę. Nie wiedziałem, jak to osiągnąć. Atlas drogowy bez dróg. Same miejsca. Nikt i nic nigdy mnie nie obchodziło. Liczyłem się tylko ja. Nawet nie nauka. Wyłącznie środek. Chwycił poręcze fotela.

— A matka…

Widać było, jak zaciska ręce.

— …czarownica. Dziecko upiora i czarownicy. Odmieniec. Gdzie rzeczy małe powodują wielkie zmiany.

— Co się stało?

— Przemówiły do mnie, Edwardzie. — I Vergil zamknął oczy.

— Jezu!

Edward nie potrafił wymyślić i powiedzieć nic innego. W głowie roiło mu się od pomysłów: oszustwo, Vergil robi z niego balona, nigdy nie można było na nim polegać. Ale przed faktami, które ujawnił diagnostat, nie było ucieczki.

Wydawało się, że Vergil na piętnaście minut zasnął. Edward sprawdził mu puls, bijący równo i mocno, dotknął (chłodnego) czoła i zrobił sobie więcej kawy. Miał właśnie zamiar podnieść słuchawkę, niepewny, czy dzwonić do Gail, czy do szpitala, kiedy powieki Vergila rozchyliły się powoli. Patrzył wprost na gościa.

Читать дальше
Тёмная тема
Сбросить

Интервал:

Закладка:

Сделать

Похожие книги на «Pieśń krwi»

Представляем Вашему вниманию похожие книги на «Pieśń krwi» списком для выбора. Мы отобрали схожую по названию и смыслу литературу в надежде предоставить читателям больше вариантов отыскать новые, интересные, ещё непрочитанные произведения.


Отзывы о книге «Pieśń krwi»

Обсуждение, отзывы о книге «Pieśń krwi» и просто собственные мнения читателей. Оставьте ваши комментарии, напишите, что Вы думаете о произведении, его смысле или главных героях. Укажите что конкретно понравилось, а что нет, и почему Вы так считаете.