— Czy twoje życie nie jest przypadkiem i tak już wypełnione bez tych dodatkowych komplikacji? — spytała. — Dziecko w drodze, nowa przyjaciółka wprowadza się do… — jej reno przekazywało dane przez tachlinię — do „Goździkowego Apartamentu”?
Deszcz po Suszy zacierał z radości metafizyczne ręce i szeptał do czułek Gabriela.
— Jesteśmy Aristoi — powiedział Gabriel. — Z wieloma komplikacjami potrafimy poradzić sobie z wdziękiem, z radością, z…
— Beze mnie — wpadła mu w słowo Zhenling. — Jak wiesz, mam męża.
— Który nie jest tobie równy.
— Zda egzaminy — powiedziała z uporem. — Ostatnim razem niewiele brakowało.
— Twoja grupa chce więcej Aristoi. — Gabriel pogłaskał się po brodzie. — Zastanawiam się, czy to zbieg okoliczności.
— Zdaje się, że ty również chcesz więcej Aristoi w swym życiu?
— Tylko jednej.
— Szkoda. — Przerwała na chwilę, zamyślona, potem lekko wzruszyła ramionami. — Potraktuj to jako rzadkie przeżycie. Jak często doświadczasz prawdziwej frustracji? Pielęgnuj ją, póki trwa.
— Dopóki trwa — powtórzył, usiłując pocałować ją w rękę, ale Zhenling zdematerializowała swój skiagénos i dłoń Gabriela przeszła przez jej dłoń. Wyprostował się, spojrzał na nią. Wybuchnęła śmiechem.
— Szkoda, że nie widzisz swojej miny — powiedziała. — Rzadko ci się coś takiego zdarza, prawda?
Gabriel uspokoił siebie i syczący, jak czajnik, Deszcz po Suszy.
— Może później wymienimy pocałunki — powiedziała Zhenling, co ukoiło Deszcz po Suszy bardziej, niż potrafił to zrobić Gabriel. Ale teraz chciałabym zapoznać się z chemią twego mózgu.
— Z czym?
— Z poziomem wazopresyny — zaczęła wyliczać na palcach — dopaminy, serotoniny, lecytyny, tiaminy, noradrenaliny, fosfatidylocholiny, endorfiny… wiele tego jest. Kilkanaście. Twoje reno potrafi dokonać takiej analizy?
— Oczywiście — odparł Gabriel — ale nie jestem pewien, czy chciałbym przejść do takiego poziomu intymności, nie wymieniwszy przedtem przynajmniej pocałunku.
Miała poważny wyraz twarzy.
— Jutro mam zamiar zaproponować rozpoczęcie badań wyjaśniających, co sprawia, że Aristoi stają się Aristoi.
— Próbowano to wyjaśnić. Okazało się, że to pojęcie nie da się ująć w formuły. — Wykonał ruch ręką. Nieskazitelna Droga, patrząc na to tak, jakby była wycięta z różowego, przezroczystego kryształu, odpowiedziała gestem. — Spójrz na tych wszystkich ludzi — rzekł Gabriel. — Zdali egzaminy, każdy z nich ma prawo posługiwać się jakąś niebezpieczną techniką i każdy z nich przewodzi jakiejś domenie… ale są indywidualnościami i po latach każda z domen podporządkowuje się jego osobowości… Obywatele zainteresowani muzyką lub architekturą przesiedlają się do mojej domeny, zainteresowani politologią — na terytorium Ikony lub Coetzee’ego, ci, którzy szukają pocieszenia w filozofii, przemieszczają się do domeny Sebastiana, a ty, jak sadzę, musisz mieć u siebie sporo alpinistów. Wiesz, jak ekscentryczni są niektórzy z nas. Cóż możemy mieć ze sobą wspólnego?
— Przypuszczam, że poprzednich badań nie przeprowadzono we właściwy sposób. Albo nie postawiono właściwych pytań.
— Jesteś Ariste i oczywiście możesz badać wszystko, co ci się podoba.
Skłoniła głowę. W jej oczach zamigotało światło.
— To prowadzi do następnej sprawy. Rzeczywiście chciałabym spojrzeć na chemię twojego mózgu. W normalnych warunkach jesteśmy otoczeni przez ludzi, którzy nam ustępują, wszystko nam ułatwiają i bezkrytycznie akceptują nasze opinie. Niektórzy z nas są nawet czczeni jak bogowie.
— O, przestań proszę. — Gabriel uniósł ręce w geście protestu. — Musiałem wymyślić swojej mamie jakieś zajęcie, gdy przestała pracować zawodowo.
— W przeciwieństwie do większości tu obecnych, chętnie ci wierzę. Ale jednak niektórym z nas oddawana jest cześć. Jakie skutki powoduje to w naszych mózgach? Jesteśmy urodzonymi przywódcami — to jedno nas łączy — i wszyscy należymy do naczelnych, nawet ci najbardziej zmodyfikowani. Jesteśmy bardziej autorytarni niż jakikolwiek przywódca stada pawianów. Bardziej niż Ludwik XIV.
— Wolałbym, byś podała cywilizowane przykłady. Nie wiem, którego z tych dwóch wolałbym gościć u siebie w domu, prawdopodobnie pawiana.
— Moi aussi, monseigneur. Le roi, c’est l’etat et un cochon. Ale w takim razie chemia jego mózgu musiała być równie nienormalna jak chemia naszego.
— Zażądam pocałunku, jeśli masz zamiar omawiać chemię mojego mózgu i dokonywać ohydnych porównań.
Podeszła do Gabriela i dość zdecydowanie pocałowała go w usta. Jej oddech miał korzenny posmak. Deszcz po Suszy wpadł w ekstazę. Pozostałe składowe Gabriela były równie wzruszone.
Zhenling cofnęła się szybko. Udało jej się przybrać wyraz twarzy osoby dowcipnej, ale też nieco zarozumiałej.
— Chciałabym — powiedziała — porównać chemię twego mózgu teraz i pod koniec Promocji, a potem za jakieś pół roku. Tutaj kontaktujesz się z równymi sobie, a nie z ludźmi, których, z braku lepszego określenia, nazwę „pośledniejszymi”. Poddany jesteś większej presji, my nie jesteśmy tak ustępliwi, jak ludzie, którzy normalnie nas otaczają… to musi mieć jakiś wpływ na twój umysł.
— I do czego masz zamiar dojść?
— Z twoim umysłem? — Zmrużyła swe skośne oczy. — Bardzo daleko… — Deszcz po Suszy rozpoczął triumfalny taniec. — Ale chyba później. — Cofnęła się, przybrała Postawę Poważania zakłóconą jednak przez niedbały ruch ręki. — Muszę porozmawiać z innymi. Jestem pewna, że zobaczymy się na którymś z przyjęć.
— Muszę wiedzieć, czego dokładnie chcesz z tej analizy mózgu.
— Prześlę ci notatkę i podam, co mnie interesuje.
Gabriel patrzył, jak odchodzi. Wsłuchiwał się w głosy w swej głowie.
— Metalingwistyka konsekwentnie podbarwiona kokieterią —twierdził Augenblick. — Raczej z rozmysłem.
— Szefie, jesteśmy w akcji —powiedział Deszcz po Suszy.
Gabriel unosił się w tłumie. Widział, że Dorothy St John przymocowała swe oczy na czole Han Fu i zastanawiał się, czy Han o tym wie. Asterion, którego ciało zostało przystosowane do życia pod wodą, płynął elegancko na górze — jego dłonie z błoną pławną i stopy jak u delfina pracowały z wdziękiem w niewidzialnej wodzie.
Utwór, który teraz słyszysz,przekazało wreszcie reno Gabriela, nie ma tytułu i nie został opublikowany, ale skomponował go Tunku Iskander. Partytura nie jest dostępna w Hiperlogosie, ale nagranie istnieje w archiwach Rival Island, gdzie Tunku wykonywał tę muzykę w ubiegłym tygodniu dla Aristosa MacReady.
Niedostępny w bibliotece, lecz zarejestrowany w nieznanym archiwum, pół cywilizowanego świata stąd. Nic dziwnego, że poszukiwania trwały tak długo, prawie cztery minuty. Gabriel wiedział, że Tunku Iskander ma być wprowadzony w szeregi Aristoi jutro i że terminował u MacReady’ego i Dorothy. Gabriel nigdy go nie spotkał ani nie słyszał jego muzyki. Kazał swemu reno zebrać jak najwięcej nagrań i przechować je na później.
Przyjęcie toczyło się dalej, ku finałowi.
Gabriel, z włosami przewiązanymi z tyłu złotą wstążką, samotnie trenował wushu na murawie za Galerią z Czerwonej Laki. Rześkie poranne powietrze chłodziło mu członki. Jego umysł był w oneirochrononie, a Wiosenna Śliwa kierowała formą z dwoma mieczami, sterując jego ciałem z wdziękiem i wyobraźnią. Ciężkie obusieczne miecze cięły przestrzeń, ciach-ciach, a czerwone chorągiewki przyczepione do gard, rysując w powietrzu smocze ogony, wywoływały ponaddzwiękowe trzaski. Gabriel swą podstawową świadomością odbierał niewyraźnie napięcie mięśni, tętno, szorstkość oddechu w krtani, rejestrował obroty, uniki i pozycje wushu, sztuki walki przypominającej taniec, co bardzo odpowiadało psyche Wiosennej Śliwy. Widział, jeśli chciał, źdźbła zielonej trawy, długą perspektywę Galerii z Czerwonej Laki, szare szczyty gór za złotą siecią Labdakos — wszystko wirowało w piruecie… ale jego umysł pozostawał w oneirochrononie, skoncentrowany na Zaangażowanej Ideografii Kapitana Yuana.
Читать дальше