Tymczasem przygotowywała obronę. Kazała rozmieścić pozorne obiekty — przynęty, udające całe eskadry. Ktoś wlatujący do układu, obserwując przestrzeń na radarze, miał odnieść wrażenie, że w obszarze między planetami Rinconell i Barbas znajduje się flota trzykrotnie liczniejsza od rzeczywistej. Wszystkie statki musiały się obyć bez radarów — gdyby przybysz chciał zlokalizować obiekty, musiałby czekać tyle czasu, ile zajmuje wysłanie i przyjęcie odbitego sygnału, czyli wiele godzin. Fanaghee tak rozmieściła swoje eskadry, poruszające się po zamkniętych trajektoriach, że wróg, wynurzywszy się z Wormholu Jeden, musiał wpaść między strzelające dwie eskadry, jedną z przodu, drugą z tyłu.
Przechwycone statki, obsadzone nowymi załogami, stopniowo nabierały prędkości. Już tylko dzień dzielił Fanaghee od wysłania prośby do Komitetu o pozwolenie na atak na stolicę, gdy ze stacji przekaźnikowej w odległym końcu Wormholu Jeden nadeszła wiadomość, że nadciąga Flota Macierzysta i leci bardzo szybko.
Niewiele godzin później Flota Macierzysta przybyła i plany Fanaghee miały się sprawdzić w działaniu.
Sula z trudem przytomniała; w uszach miała natarczywe buczenie ze słuchawek, w sercu — paniczny strach. Przez chwilę młóciła rękami, czuła na twarzy dławiący nacisk poduszki, ale nagle jasno uświadomiła sobie, gdzie jest: w szalupie, a komputer pokładowy domaga się decyzji. Zacisnęła szczęki, wtłaczając krew do mózgu; odżywające zmysły zmusiła do koncentracji na displejach. Przełączyła się na wirtualne postrzeganie podstawowego displeju nawigacyjnego i teraz wewnątrz czaszki miała wymalowany kosmos — zadziwiająco pusty, z jednym słońcem, kilkoma planetami, garstką asteroidów i małymi abstrakcyjnymi punktami świetlnymi, reprezentującymi statki, a obok nich liczby oznaczające kierunek lotu, prędkość, masę i przyśpieszenie.
Ze zdziwieniem stwierdziła, że nieważka unosi się w uprzęży. Silnik szalupy zgasł. Zamrugała, potrząsnęła głową, próbując zrozumieć informacje z komputera.
Przynęty. Szalupę i kanonadę dwudziestu czterech pocisków wystrzelono w stronę przynęt, a komputer, analizując napływ danych z czujników, dopiero teraz to wywnioskował.
Cholera, jeśli mam umrzeć — co jest dość prawdopodobne — wolałabym zabrać ze sobą kilku wrogów, pomyślała.
Przed nią wisiało stado pocisków; ich większe przyśpieszenie początkowe sprawiło, że nadal się oddalały od szalupy, mimo że po odkryciu podstępu leciały bez napędu. Pytały ją o instrukcje.
Sula przejrzała displeje, szukając innych celów. Miała ich mnóstwo w polu widzenia, ale które były rzeczywiste?
Prześladował ją kwaśny zapach własnego ciała, stale obecny w skafandrze próżniowym. Po prawie dwóch miesiącach ciągłego przyśpieszania była poobijana, posiniaczona, wydrenowana z energii i apatyczna. Inni kadeci żartowali z jej zwyczaju aplikowania sobie narkotyków akceleracyjnych plastrami, a nie iniekcjami w szyję. Przezywali ją „Plasterek”. Na szczęście Jarlath zarządził dwudniową niemal nieważkość pod koniec długiego okresu przyśpieszania do Magarii. Chciał dać załogom czas na regenerację ducha i zebranie sił przed nadchodzącą bitwą. Sula albo obsesyjnie sprawdzała parametry szalupy, albo leżakowała w koi, czując, jak jej mięśnie i poskręcane na sznury ścięgna powoli tracą sztywność. Wiązało się to z prawie takim samym bólem jak poprzednio przyśpieszanie.
Mięśnie nie chciały się odprężyć. Po godzinach ostrego lotu, gdy flota skoczyła przez wormhol Magarii, Sulę wystrzelono z „Nieustraszonego”; została poddana bezwzględnemu, niemal zabójczemu przyśpieszaniu. Teraz w nieważkości krew swobodnie krążyła w całym ciele i kończyny zaczynały być świadome własnego bólu. Sula usiłowała nie zwracać na to uwagi i z trudem próbowała zagonić umysł do analizy mnóstwa danych z displeju.
Ostatnim razem leciała szalupą przez wiele dni, zamknięta, z trupem tuż obok. Tamto wielodniowe doświadczenie nie dało się zapomnieć. Wejście do szalupy i zamknięcie za sobą włazu wymagało wysiłku woli.
Zmusiła umysł do koncentracji na displejach.
Druga Eskadra Krążowników — dziewięć ciężkich krążowników, w tym „Nieustraszony” — prowadziła atak Floty Macierzystej, a teraz umykała przed puchnącym polem plazmy, wytworzonym przez wstępny ogień zaporowy Jarlatha — pociski wystrzelono przez wormhole, by eksplodowały przed flotą i zrobiły zamieszanie na wrażych ekranach radarowych. Ogień zaporowy miał dwa cele: zapobiec akcji rebelianckich pocisków oraz przesłonić wykonywany w ostatniej chwili manewr, którym Jarlath zamierzał zaskoczyć Naksydów. Jarlathowi był potrzebny uprzedzający ogień, by za ciężkimi krążownikami Drugiej Eskadry mogło polecieć dziesięć starszych krążowników Pierwszej Eskadry. Teraz wynurzały się z chmury radiacyjnej, podążając kursem nieco odchylonym w stosunku do kursu eskadry przed nimi. Za krążownikami, ciągle wyłaniając się z pęczniejącej chmury plazmowej, szły pozostałe jednostki Floty Macierzystej. Szły wśród słupów ognia, wyrzucanych przez Pierwszą Eskadrę Pancerników. Jarlath miał nadzieję, że tych sześć olbrzymich statków klasy Praxis zdruzgocze wroga.
Z przodu Naksydzi w zdumiewającej liczbie formacji lecieli po przeplatających się trajektoriach między Barbas a Rinconell. Na razie zaledwie kilka jednostek ukazało się wyraźnie. Naksydzi nie używali aktywnego radaru, a lojaliści Floty Macierzystej musieli czekać, aż ich własne radary wytropią wroga i zanalizują odbity sygnał, dając niezawodne namiary.
Większość z nich okazała się przynętami. Sula też ścigała przynęty. Przeszukała poprzednie obrazy z czujników i odkryła, że ławica przynęt manewrowała, gdy „Nieustraszony” i inne krążowniki wyłoniły się spoza plazmowej zasłony, a szalupę Suli oraz pociski, które miała prowadzić, wystrzelono w stronę czegoś, co wyglądało na eskadrę małych statków, przygotowującą się do ataku na flanki.
Radary Floty Macierzystej powoli ujawniały formacje wroga i Sula wyznaczyła trajektorie do najbliższych statków. Ale dwa prowadzące oddziały krążowników już wysłały w ich stronę kanonadę pocisków i dodawanie własnej siły ogniowej wydawało się Suli zupełnym marnotrawstwem. Postanowiła lecieć dotychczasowym kursem i poczekać na okazję. Wydała tylko rozkaz swoim pociskom: miały obrócić się i na krótko włączyć silniki, co spowoduje, że podryfują w kierunku jej szalupy i przestaną się oddalać.
Ze swego miejsca obserwowała rozwój bitwy. Widziała na displejach coraz więcej eskadr wroga; widziała chmury gorącej plazmy i płonące wytryski promieni gamma po eksplodujących pociskach; widziała statki i zabójcze pociski w szykach bojowych, manewrujące pod osłoną ekspandującego promieniowania; widziała pociski wyłaniające się z chmur; widziała, jak wiązki antyprotonów błyskają w przestrzeni rozdzielającej statki i pociski.
Dwie eskadry ciężkich krążowników manewrowały majestatycznie w pobliżu dwóch wrażych eskadr Naksydów. Czujniki szalupy uznały, że to osiemnaście statków pod dowództwem Elkizera i Farniaiego, dezerterów z Floty Macierzystej. Walczące floty szły po przecinających się kursach ku Barbas, by pracując wokół wielkiej planety, lecieć do wewnętrznego układu.
— Rozlot — powiedziała do siebie cicho. — Rozlot natychmiast. Ale krążowniki nadal mknęły w formacji, oddalone zaledwie kilka sekund świetlnych od siebie, i podobnie zachowywał się nieprzyjaciel. Przestrzeń między nacierającymi na siebie eskadrami kipiała od radiacji, w której radary na próżno szukały obiektów. Rozbłyski promieni laserowych i antyprotonowych stały się ciągłym pulsowaniem ognia, jak sznury świątecznych fajerwerków.
Читать дальше