Drugą wiadomość nadesłał kapitan porucznik Kamarullah. Miał kwadratową twarz, wąsy i siwiejące skronie, co sugerowało, że gniew Do-faqa poważnie nadszarpnął jego karierą, gdyż zwykle kapitanów poruczników awansowano zanim posiwiały im włosy.
— Mógł pan odmówić przyjęcia stanowiska dowódcy — oznajmił Kamarullah.
— Proszę mi wybaczyć, kapitanie, ale wie pan, że wówczas Do-faq wyznaczyłby kogoś innego.
— Wszyscy moglibyście odmówić — nalegał Kamarullah. — Gdyby cała eskadra zjednoczyła się przeciwko niemu, nie miałby wyboru.
— Bardzo żałuję, że tak się to wszystko potoczyło, ale już przyjąłem ofertę lorda komandora.
Kamarullah wykrzywił usta.
— „Żałuję” — powtórzył. — Bez wątpienia. Martinez zimno patrzył na kapitana.
— Spotkanie na śniadaniu kapitańskim na „Koronie” o godzinie 6:00 — powiedział. — Może pan przyjść ze swym pierwszym oficerem.
Wyjmę z etui Złoty Glob, ten prawdziwy, żeby podkreślić swoją władzę, postanowił.
A jeśli to nie wystarczy, walne nim Kamarullaha po łbie.
Dwie godziny przed śniadaniem obudził go posłaniec, który przyniósł mu zapieczętowane rozkazy od Zarządu Floty. Martinez włożył szlafrok, pokwitował rozkazy, złamał pieczęć i przeczytał, gdzie mu kazano lecieć.
Hone-bar. Do-faq zabierał dwie eskadry na Hone-bar, oddaloną o miesiąc. To da mu czas na doprowadzenie statku i eskadry do należytego poziomu.
Wezwał stewarda i zamówił kawę.
Potem zaczął planować.
* * *
Flota Macierzysta cały czas leciała z dużym przyśpieszeniem, okrążając Zanshaa i Vandrith, potem zrobiła szersze koło, zawierające Shaamah — słońce układu — oraz pozostałe planety. Dołączyła do niej eskadra Daimongów z Zerafan, która już poruszała się ze sporą prędkością i bez problemu zintegrowała się z siłami Jarlatha.
Eskadra Lai-ownów pod dowództwem Do-faqa przybyła z Preowin; miała bronić stolicy pod nieobecność Floty Macierzystej. Po miesiącu morderczego przyśpieszania i sesji taktycznych ze sztabem oraz sesji wideo ze swymi kapitanami, po wielu symulacjach ataku, Jarlathowi nawet się nie śniło wstrzymywać swych zbrojnych mścicieli. Zbyt oburzająca wydała mu się perspektywa, że cały wysiłek mógłby pójść na marne. Zapytał o pozwolenie ataku na Magarię — chętnie mu go udzielono.
Czterdzieści dni po wyjeździe z Zanshaa, podróżując z prędkością 0,56 c, Flota Macierzysta ostatni raz obleciała Vandrith i ruszyła do wormholu Zanshaa. Na trasie do Magarii czekały ją trzy takie przejścia. Cały czas musiała przyśpieszać i osiągnąć prędkość ponad 0,7 c, gdy po raz pierwszy zderzy się z flotą Fanaghee.
Jarlath, zmęczony i udręczony bólem, był zadowolony ze swych planów taktycznych. Wiedział, że czeka go ciężka walka, ale zniknęły jego dotychczasowe wątpliwości i był pewien zwycięstwa.
On sam i wszyscy, znający jego zamiary, nie zdawali sobie sprawy z tego, że plany Floty Macierzystej zakładały, iż przeciwnik popełnił poważne błędy, poniósł duże straty w załogach i sprzęcie i nie będzie ich w stanie uzupełnić.
Założenia niebezpieczne — należało przecież uwzględnić to, że Naksydzi zapewne bardzo, bardzo długo przygotowywali ten pucz.
* * *
Fanaghee dobrze wykorzystała dany jej czas. Niemal celne trafienie pocisku Martineza dotkliwie uszkodziło stację, ale jej nie zlikwidowało. Poeksplozyjny impuls elektromagnetyczny pomknął siecią komunikacyjną pierścienia i ją stopił. Z wyjątkiem „Ferogasha” wszystkie statki były w dokach, połączone kablami z systemem komunikacyjnym stacji, i impuls, przeniesiony kablami, uszkodził również statkowe układy komunikacyjne.
Wojskowa sieć łączności powinna być zabezpieczona przed takim atakiem i budując stację, skonstruowano niezbędne zabezpieczenia, ale przez całe wieki zaniedbywano konserwację i teraz sztab Naksydów pozostawał dosłownie niemy.
System ochrony Dowództwa Pierścienia ostatnio dodatkowo osłabiono podczas remontu, gdy rura chłodząca została wyprowadzona na zewnątrz bez właściwej ochrony przed błyskiem. Dowództwo Pierścienia było otoczone grubymi ekranami antyradiacyjnymi, ale zbiornik z chłodziwem i chłodnica znajdowały się poza pomieszczeniami Dowództwa, zupełnie niezabezpieczone przed nawałem neutronów i promieniowaniem gamma, wygenerowanym przez pocisk Martineza. Chłodziwo gwałtownie wyparowało, wyciekło do Sztabu Pierścienia i śmiertelnie poparzyło wszystkie obecne tam osoby, w tym starszą kapitan Deghbal. Katastrofę odkryto dopiero wiele godzin później: członkowie naksydzkiego personelu, naprawiwszy własne urządzenia, nie mogli się połączyć z Dowództwem Pierścienia, więc włamali się do opancerzonych pomieszczeń i zobaczyli, że Deghbal i jej załoga leżą nieżywi tam, gdzie zaskoczył ich trujący wyciek.
To była największa szkoda. Na stacji ogłoszono alarm, zasadnicza część personelu znajdowała się w zabezpieczonych schronach na stacji lub na statkach. Przy konstrukcji innych schronów nie popełniono tego samego błędu, tak fatalnego dla Dowództwa Pierścienia. Promieniowanie zabiło kilku zagubionych cywilów, jeńców z przechwyconych statków, których zagnano do terminalu windy, gdzie czekali na transport na planetę, oraz strażników tych jeńców. „Ferogash” stracił czujniki, ale nadal miał łączność. Ponieważ jednak nikt nie odpowiadał na jego komunikaty, przybrały one ton dość płaczliwy.
Fanaghee doznała jedynie upokorzenia. Była w wagoniku windy, mknącym z planety w stronę pierścienia, gdy kontrolki pojazdu zostały zniszczone i Fanaghee, zostawiona na pastwę losu w troposferze Magarii, tkwiła tam bez łączności jedenaście godzin.
Jednak w ciągu paru godzin wznowiono łączność między pozostałymi jednostkami floty. W ciągu paru dni trzy statki, wyczarterowane przez Pierwszy Aksjomat z Naksas, przycumowały przy stacji pierścienia i wypluły z siebie setki Naksydów, którzy obsadzili przechwycone statki. Większość tych załóg składała się albo z niedoświadczonych młodzików, albo z emerytów, powołanych na nowo do służby zaledwie parę godzin wcześniej, gdy powiedziano im, że teraz będą spełniali rozkazy nie Dowództwa czy Konwokacji, lecz Komitetu Ocalenia Praxis.
Już przed przybyciem rekrutów całe zespoły pracowały nad adaptacją statków do potrzeb Naksydów. Nie chodziło tylko o zastąpienie foteli kanapami, należało również całkowicie przebudować wykorzystywane podczas walki antyradiacyjne pomieszczenia, by je dostosować do niższych Naksydów.
Fanaghee i jej dwie eskadry oddzieliły się od stacji dwa dni po nadejściu posiłków i od tego czasu sterowała wydarzeniami ze swego statku flagowego „Majestat Praxis”. Eskadry zaczęły serię dużych przyśpieszeń między Magarią, Barbas i Rinconell; zamierzały utworzyć bastion, gdyby nastąpił odwet ze strony Floty Macierzystej z Zanshaa. Dołączyły do nich dwie eskadry pod dowództwem Elkizera — już leciały z dużą szybkością. I, kolejno, kończono przebudowę przechwyconych jednostek, które wcielono do obronnego kręgu Fanaghee.
Eskadry z Felarus i Comador były zaangażowane gdzie indziej, ale Naxas wysłał połowę swej dziesięciostatkowej eskadry na Magarię, zostawiając pozostałe w odwodzie do obrony stolicy. Pojedyncze statki, wypełniające swe zadania w rozmaitych miejscach, również dotarły do sił Fanaghee. Teraz jej flota liczyła siedemdziesiąt okrętów. Oceniła, że Jarlath w pobliżu Zanshaa ma około pięćdziesięciu pięciu statków, nawet jeśli zawezwał Daimongów z Zarafan, i zastanawiała się nad atakiem. Zamordowanie Naksydów — konwokatów — bardzo ją wzburzyło; chciała również zemsty na buntownikach, których wróg obwołał bohaterami. Wyobrażała sobie karę znacznie bardziej malowniczą niż zrzucenie ze skały. Akcję opóźniały tylko przebudowane statki, które nie zdążyły jeszcze osiągnąć szybkości takiej, jak pozostałe jednostki w składzie floty Fanaghee, ale gdy szybkości wszystkich jednostek się wyrównają, chciała poprosić Komitet o pozwolenie na zajęcie Zanshaa.
Читать дальше