David Shobin - Dostawca
Здесь есть возможность читать онлайн «David Shobin - Dostawca» весь текст электронной книги совершенно бесплатно (целиком полную версию без сокращений). В некоторых случаях можно слушать аудио, скачать через торрент в формате fb2 и присутствует краткое содержание. Жанр: Триллер, на польском языке. Описание произведения, (предисловие) а так же отзывы посетителей доступны на портале библиотеки ЛибКат.
- Название:Dostawca
- Автор:
- Жанр:
- Год:неизвестен
- ISBN:нет данных
- Рейтинг книги:3 / 5. Голосов: 1
-
Избранное:Добавить в избранное
- Отзывы:
-
Ваша оценка:
- 60
- 1
- 2
- 3
- 4
- 5
Dostawca: краткое содержание, описание и аннотация
Предлагаем к чтению аннотацию, описание, краткое содержание или предисловие (зависит от того, что написал сам автор книги «Dostawca»). Если вы не нашли необходимую информацию о книге — напишите в комментариях, мы постараемся отыскать её.
Dostawca — читать онлайн бесплатно полную книгу (весь текст) целиком
Ниже представлен текст книги, разбитый по страницам. Система сохранения места последней прочитанной страницы, позволяет с удобством читать онлайн бесплатно книгу «Dostawca», без необходимости каждый раз заново искать на чём Вы остановились. Поставьте закладку, и сможете в любой момент перейти на страницу, на которой закончили чтение.
Интервал:
Закладка:
Ta kaseta wideo tylko potwierdzała, jak mocno zakorzenione są rojenia tego człowieka. Niestety, według Brittena taka prezentacja była odpowiednim sposobem na zdobycie serca kobiety, której pożądał. Jego wyważony, logiczny i dokładny wywód był raczej propozycją zawarcia umowy niż oświadczynami. Miał jednak także swoją ciemną stronę: groźby i zawoalowane insynuacje stanowiły jego nieodłączną część. Po obejrzeniu tego nagrania Morgan utwierdziła się w przekonaniu, że Brittenowi potrzebna była nie żona, ale lekarstwa i długa hospitalizacja.
Przez cały czas Britten siedział u jej boku, sącząc sauterna i jedząc pasztet z gęsich wątróbek niczym widz chrupiący prażoną kukurydzę w kinie. Kiedy po zakończeniu filmu włączył światła, Morgan zauważyła, że wrócił mu dobry nastrój.
– No i co ty na to, moja droga? Jesteśmy sobie przeznaczeni, nie sądzisz?
– Jestem pod wrażeniem, Hugh – powiedziała. – Wideo najwyższej klasy. Pewnie kosztowało cię fortunę.
– Pieniądze nie mają znaczenia. Liczy się tylko to, czy cię przekonałem.
– Dałeś mi do myślenia – powiedziała, starając się, by zabrzmiało to szczerze. – Zobaczyłam cię od innej strony. Britten, o dziwo, zarumienił się.
– Dziękuję. Staram się, jak mogę. A teraz, jeśli…
– Hugh – przerwał mu Morrison, wpadając do pokoju. Chodź tu na chwilę.
– Czego znowu? – powiedział Britten ze złością. – Chcę mieć odrobinę prywatności.
– Ta sprawa nie może czekać. Właśnie zadzwonił do mnie jeden z naszych ludzi z policji. W komputerze policyjnym pojawiło się nazwisko Nuru Milawe.
– Co takiego? – Uśmiech momentalnie zniknął mu z twarzy. – To musi być jakaś pomyłka, przecież miał siedzieć w domu z tym chłopakiem!
– Może teraz tam siedzi, ale o pierwszej trzydzieści był w mieście i próbował opchnąć komuś jeden z tych swoich szkieletów.
– Wspominano coś o chłopcu? Czy Milawe dał się złapać? Morrison pokręcił głową.
– Uciekł. Ledwo ledwo. Był sarn.
– Rozumiem – powiedział Britten. – Czyli teraz ten głupiec jest w domu! Z tego, co wiem, policja nie zna jego adresu. Przynajmniej on tak mówił.
– Może to sprawdźmy.
– Słusznie. – Britten odwrócił się do Morgan. – Przepraszam, moja droga, ale na chwilę zostawię cię samą. Musimy do kogoś zadzwonić.
Odnalezienie położonej na odludziu, wyboistej drogi wiodącej do domu Nuru, zajęło Bradowi czterdzieści piąć minut. W czasie jazdy myślał o Michaelu, którego twarz bezustannie stawała mu przed oczami. Siąpił drobny deszcz, a droga była nieoświetlona i w złym stanie. Brad zatrzymał wóz w bezpiecznej odległości od domu Milawe, wziął wiatrówkę i torbę z tylnego siedzenia. Ostrożnie zamknął drzwi, starając się nie robić hałasu. Potem pochylił się i potruchtał ciemną, błotnistą drogą przed siebie.
Zaniedbany drewniany budynek bardziej przypominał opuszczoną stodołę niż dom. Z wnętrza wydobywał się słaby blask. Myśl, że to tu więziony jest jego syn, wzmogła i tak silną determinację Brada. Prostując ramiona, ruszył naprzód, z twarzą mokrą od deszczu.
Liczył na to, że zastanie Nuru samego. Brad wiedział, że gdyby doszło do walki wręcz, adrenalina doda mu sił, zwiększając jego szansę. Mimo to nie mógł zapomnieć, z jaką łatwością Nuru zabił dobrze zbudowanego Nbele.
Niezachwiany w swoim postanowieniu, podkradł się do budynku. Z oddali dobiegł pomruk gromu. Kilka metrów od drzwi Brad schował się za grubym pniem drzewa. Serce waliło mu jak młotem i musiał głęboko oddychać. Dokładnie obejrzał drzwi, a następnie powiódł wzrokiem po oknach. W górze widać było cienki czarny drut tańczący na wietrze – kabel telefoniczny.
Brad nie sądził, by telefon był mu potrzebny, i jednocześnie nie chciał, by Milawe mógł zeń skorzystać. Ukląkł na mokrej ziemi i przez chwilę grzebał w torbie. Odnalazłszy skalpel, szybko zdjął plastikową pochwę, wyciągnął rękę do góry i jednym ruchem przeciął kabel.
Britten przekartkował notatnik z adresami, aż wreszcie znalazł ten właściwy i wystukał numer. Przez chwilę słuchał w skupieniu, po czym odłożył słuchawkę i jeszcze raz spróbował uzyskać połączenie. Rozległ się cichy trzask, ale nie było sygnału. Bruzda przecięła czoło Brittena.
– To dziwne. Nie mogę się do niego dodzwonić.
– Co, nie odbiera?
– W ogóle nie ma sygnału – powiedział Britten. – Czekaj, zadzwonię do informacji.
Po krótkiej rozmowie odłożył słuchawkę.
– Podobno sąjakieś kłopoty na łączach, być może spowodowane burzą.
– To nam niewiele daje.
– Nie możemy sobie pozwolić na pozostawanie w niepewności. Pojedziemy tam.
– A co z dziewczyną? – spytał Morrison.
– Weźmiemy ją ze sobą.
Burza nadciągała w błyskawicznym tempie. Po kilku niespokojnych minutach Brad wyłonił się z cienia i podkradł do ściany domu, trzymając w rękach strzelbę i torbę. Mroczne i ponure niebo doskonale odzwierciedlało jego stan ducha.
Brad ruszył w stronę zasłoniętego okiennicami okna, oddalonego o kilka metrów. Zza szyby sączyło się słabe światło. Pochylony przebiegł przez mokre zarośla. Zimne strugi deszczu chłostały mu ramiona i przesiąkały przez ubranie. Przedzierający się przez rozkołysane drzewa wiatr wył upiornie.
Brad podszedł do okna i zatrzymał się, oddychając ciężko. Jeśli dopisze mu szczęście, huk piorunów zagłuszy odgłos jego kroków. Na środku okna, między zmurszałymi drewnianymi okiennicami była szeroka szpara. Przywierając plecami do szorstkiego drewna, Brad powoli zbliżył twarz do odsłoniętego kawałka szyby.
Trudno było cokolwiek zobaczyć przez mokre szkło, ale Brad miał wrażenie, że widzi duży, prawie pusty pokój. Wydawało mu się, że czuje charakterystyczny zapach marihuany. Nagły podmuch wiatru poderwał z ziemi mokre liście, obsypując mu twarz jakimiś paprochami. Brad przetarł oczy i zajrzał do wnętrza domu.
Słabe światło sączyło się z małej lampki po drugiej stronie pokoju. Brad przejechał dłonią po szkle, próbując zetrzeć mokre smugi i parę. Jego oczy powoli wyłowiły z półmroku ciemny prostokątny kształt, znajdujący się w odległości około trzech metrów od okna. Serce zamarło Bradowi w piersi, gdy zorientował się, że to oparcie fotela. Unosiła się nad nim cienka wstęga dymu. Fotel był obrócony nieznacznie w lewo. Z cienia wyłoniła się głowa z fajką w ustach. Nawet w półmroku dało się zauważyć łudzące podobieństwo do Nbele; mężczyzna miał ostre, wyraziste rysy i grubą szyję, tak jak jego kuzyn.
Brad szybko schylił głowę. Mimo słabości do marihuany Milawe wyglądał na groźnego i silnego przeciwnika. Cóż, dodawał sobie otuchy Brad, mam przewagę, jaką daje mi zaskoczenie.
W strugach lejącego deszczu Brad ostrożnie otworzył ładownicę strzelby i wychylił ją do przodu, odsłaniając wlot lufy. Zdjąwszy osłonę zabezpieczającą z jednego z nabojów, niepewnie wsunął go do zamka, po czym zatrzasnął magazynek. Następnie trzykrotnie zarepetował wiatrówkę, wytwarzając dość ciśnienia, by pocisk wyleciał z lufy z prędkością stu pięćdziesięciu metrów na sekundę. Towarzyszący temu trzask utonął w huku piorunów. Strzelba była gotowa do strzału.
Odgłosy zbliżającej się burzy przywodziły na myśl salwy artyleryjskie. Brad powoli wychylił się zza okiennicy. Fotel wrócił do swojej początkowej pozycji, zasłaniając Milawe. Brad spojrzał w lewo, gdzie światło lampki było silniejsze. Przy ścianie stało małe składane łóżko. Otworzył szerzej oczy. Na łóżku leżał jego syn z ustami zaklejonymi taśmą.
Читать дальшеИнтервал:
Закладка:
Похожие книги на «Dostawca»
Представляем Вашему вниманию похожие книги на «Dostawca» списком для выбора. Мы отобрали схожую по названию и смыслу литературу в надежде предоставить читателям больше вариантов отыскать новые, интересные, ещё непрочитанные произведения.
Обсуждение, отзывы о книге «Dostawca» и просто собственные мнения читателей. Оставьте ваши комментарии, напишите, что Вы думаете о произведении, его смысле или главных героях. Укажите что конкретно понравилось, а что нет, и почему Вы так считаете.