David Shobin - Dostawca

Здесь есть возможность читать онлайн «David Shobin - Dostawca» весь текст электронной книги совершенно бесплатно (целиком полную версию без сокращений). В некоторых случаях можно слушать аудио, скачать через торрент в формате fb2 и присутствует краткое содержание. Жанр: Триллер, на польском языке. Описание произведения, (предисловие) а так же отзывы посетителей доступны на портале библиотеки ЛибКат.

Dostawca: краткое содержание, описание и аннотация

Предлагаем к чтению аннотацию, описание, краткое содержание или предисловие (зависит от того, что написал сам автор книги «Dostawca»). Если вы не нашли необходимую информацию о книге — напишите в комментариях, мы постараемся отыскать её.

Supernowoczesny szpital. Przykład nieograniczonych niemal możliwości współczesnej medycyny. Nikt jednak nie potrafi wyjaśnić tajemniczych zgonów na oddziale noworodków. Doktor Brad Hawkins usiłuje rozwiązać zagadkę. Dokonuje szokującego odkrycia. I przekonuje się, że następną ofiarą może być on sam…

Dostawca — читать онлайн бесплатно полную книгу (весь текст) целиком

Ниже представлен текст книги, разбитый по страницам. Система сохранения места последней прочитанной страницы, позволяет с удобством читать онлайн бесплатно книгу «Dostawca», без необходимости каждый раз заново искать на чём Вы остановились. Поставьте закладку, и сможете в любой момент перейти на страницу, на которой закончили чтение.

Тёмная тема
Сбросить

Интервал:

Закладка:

Сделать

Nagle poczuł się głupio. Potrzebował prawdziwego pistoletu, nie jakiejś tam pukawki. Nie był nawet pewien, czy strzelba zadziała. Poza tym ketamina działała najlepiej, kiedy podawano ją dożylnie; wiatrówka była przeznaczona do aplikacji domięśniowej. Nie miał też pojęcia, jak dużo czasu minie, zanim środek zacznie działać. Jego arsenał był dość skąpy, ale na poczekaniu nie mógł zdobyć nic lepszego.

Przygotowania były stosunkowo łatwe. Teraz zaczynał się najtrudniejszy etap, kiedy nie pozostawało mu nic, jak tylko czekać.

ROZDZIAŁ 19

Simon Crandall zawarł niepisane porozumienie z policją i biurem lekarza sądowego, obowiązujące tylko w nagłych przypadkach. Choć oficjalnie nie pełnił służby po godzinach pracy, przyjeżdżał na miejsce zbrodni, gdy został o to poproszony i pozwalały mu na to okoliczności. Dla wszystkich zainteresowanych było jasne, że wzywa się go tylko wtedy, gdy jest to absolutnie konieczne; dlatego też, kiedy o drugiej w nocy zadzwonił do niego detektyw Riley, Crandall bez wahania zgodził się przyjechać do sklepu na Lower East Side.

Był tam po dwudziestu minutach, wciąż nieco zaspany. Riley na powitanie podał mu kubek kawy.

– Dziękuję za przybycie, doktorze Crandall. Cieszę się, że nie oderwałem pana od jakichś ważnych spraw.

– Jak kocha, to poczeka – mruknął Crandall, sącząc kawę. Rozejrzał się po pustym sklepie. – Gdzie ciało?

– Widzi pan to? – powiedział Riley, wskazując otwór w ścianie za wystawą. – Kaliber dziewięć milimetrów, wydrążony pocisk. Kulka z remingtona sto piętnaście plus-P-plus leci z prędkością czterdziestu metrów na sekundę. Proszę za mną. – Poprowadził Crandalla torem kuli, która przeleciała przez zaplecze, przebiła ścianę i wypadła na pogrążony w mroku zaułek. Otworzył tylne drzwi i skierował strumień światła z latarki na kształt rysujący się w ciemności.

Crandall zrobił krok do przodu i pochylił się. Pod ścianą leżał mężczyzna w wymiętym ubraniu. Miał zamknięte oczy. W ręku ściskał półlitrową butelkę wódki Georgi. W jego prawym uchu był widoczny mały otwór.

– To dopiero pech – powiedział Crandall. – Tak to jest, jak człowiek znajdzie się w niewłaściwym miejscu w nieodpowiednim momencie. Wygląda na to, że przynajmniej umarł szczęśliwy. Ale to nie z jego powodu mnie wezwaliście, prawda?

– Nie, on jest tylko pretekstem. Powód jest tam.

Riley zaprowadził Crandalla z powrotem do sklepu i włączył światło. Pomieszczenie było czymś w rodzaju salonu wystawowego, na ścianach wisiały tanie metalowe półki zastawione pudełkami pełnymi kości; gdzieniegdzie widać było całe szkielety.

– Taniocha – powiedział Crandall, rozejrzawszy się. – Niewiele mógłby na tym zarobić.

– Dopiero rozkręcał interes – stwierdził Riley, przechodząc do drugiego pomieszczenia. Wskazał mały szkielet i roztrzaskaną skrzynię. – Co pan na to?

Simon ukląkł przy szczątkach i wyciągnął spośród nich kartkę z napisem „Siuks Nakoda, ok. 1874". Następnie wyjął lupę i przyjrzał się kilku kościom.

– No, to już coś. Towar wyższej klasy. Wygląda na swoje lata, ale będę musiał go jeszcze komuś pokazać, by stwierdzić, czy to naprawdę Indianin. Skąd to się tu wzięło?

Riley opowiedział Crandallowi o zaplanowanej na ten wieczór transakcji i nieudanej zasadzce. Simon wysłuchał go w skupieniu.

– Sprawdzaliście tego typa w komputerze?

– Tak – odparł Riley – ale to ślepa uliczka. Kiedyś dostał nadzór kuratora za posiadanie narkotyków, ale od tej pory był czysty. Adres z prawa jazdy jest fałszywy. Jeden z moich ludzi uważa, że facet ma afrykańskie, być może kenijskie, nazwisko.

Słowa Rileya zaintrygowały Simona. Ostatnimi czasy interesowało go wszystko, co miało związek z Afrykańczykami i małymi szkieletami.

– Ma pan ten dokument?

Riley podał mu portfel, z którego zdjęto już odciski palców. Kiedy Crandall otworzył go, ze środka wypadł mały kawałek papieru. Simon złapał go w powietrzu. Kiedy zobaczył wypisane na nim nazwisko, opadła mu szczęka.

– O cholera! – powiedział. – Przecież ja go znam!

Czekanie było dla Brada Hawkinsa prawdziwą męczarnią. Chodził nerwowo po pustym domu, trawiony niepokojem, rozmyślając z bólem o swoim synu. Od czasu do czasu zatrzymywał się i patrzył na telefon, jakby spojrzeniem chciał zmusić aparat, by zadzwonił. O trzeciej nad ranem Brad wreszcie uznał, że ma dosyć. Wziął torbę i pojechał do Brittena.

Szkopuł w tym, że nie miał żadnego planu. Podejrzewał, że Britten wykorzystuje każdą chwilę na próby oczarowania Morgan; jeśli to mu się nie powiedzie, ucieknie się do gróźb i szantażu, byle tylko ją zdobyć. Brad był pewien, że wysiłki tego palanta spełzną na niczym, ale nie w tym rzecz. Musiał coś zrobić, by powstrzymać Brittena i Morrisona, i uratować Mikeya. Ale co? Nie mógł wpaść do środka ze strzelbą w rękach i oczekiwać, że się poddadzą. Nie zdziwiłby się, gdyby ci dwaj byli uzbrojeni w pistolety. Prawdziwe.

Jak do tego doszło? – zadręczał się. Spokojnie prowadził swoją praktykę na przedmieściach, wychowywał syna, kiedy nagle jego życie zmieniło się w koszmar. Zawsze chciał tylko zajmować się pacjentami, patrzeć, jak rośnie Michael, i może od czasu do czasu popływać pod żaglami. To chyba nie tak wiele? Potem ku swojemu zaskoczeniu – i zadowoleniu – zakochał się. Ale co z tego, skoro teraz miał przeciwko sobie morderców i porywaczy?

A wszystko to w jakiś przewrotny sposób wiązało się z zarządzaniem ochroną zdrowia. Mimo gorzkich słów skierowanych do Morgan przy ich pierwszym spotkaniu w zasadzie nie miał nic przeciwko systemowi finansowania ochrony zdrowia jako takiemu. Problem polegał na tym, że szara rzeczywistość mijała się z jego marzeniami. Cóż, pewnie było nieuniknione, że zarządzanie ochroną zdrowia w końcu sprowadza się do zarządzania finansami. Ubezpieczenia zdrowotne były wielkim biznesem, ale nikt już chyba nie sądził, że system ten może być odpowiedzią na potrzeby zdrowotne ludności.

Dawniej dofinansowywaniem służby zdrowia zajmowały się półcharytatywne organizacje, które starając się wyjść na swoje, miały na względzie przede wszystkim dobro pacjentów. Teraz, kiedy firmy ubezpieczeniowe były potężnymi korporacjami publicznymi, najważniejsze stały się dla nich pieniądze. Chodziło nie tyle o same zyski, co o bezpardonowe dążenie do ich osiągnięcia: jeśli jakaś kuracja nie znajdowała korzystnego odbicia w podsumowaniu kwartalnym, rezygnowano z jej finansowania, nie zważając na pacjentów. To nieuchronnie prowadziło do nadużyć. Pieniądze były przynętą, która wabiła rekiny takie jak Britten czy Morrison.

Brad skręcał właśnie w ulicę, przy której stał dom Brittena, gdy nagle włączył się pager. Jezu, ależ z niego idiota! Może jeszcze wynajmie orkiestrę dętą, by oznajmić swoje przybycie? Był pewien, że ten cholerny terkot niesie się po całej ulicy. Brad wcisnął guzik i spojrzał na wyświetlacz. Spodziewał się zobaczyć numer swojej poczty głosowej; jednak rząd cyfr poprzedzony był kierunkowym Manhattanu. Po chwili Brad zorientował się, że to numer Crandalla.

Po kiego licha Simon dzwoni do niego o tej porze? Brad szybko zjechał na pobocze, zgasił światła i wystukał numer na klawiaturze telefonu samochodowego.

– Simon? Co…

– Przepraszam, że zawracam ci głowę, Bradford, ale to pilne.

– Simon, mam masę, kłopotów. Co jest? Crandall wyczuł napięcie w głosie przyjaciela.

– Może najpierw ty powiedz, co się z tobą dzieje.

Читать дальше
Тёмная тема
Сбросить

Интервал:

Закладка:

Сделать

Похожие книги на «Dostawca»

Представляем Вашему вниманию похожие книги на «Dostawca» списком для выбора. Мы отобрали схожую по названию и смыслу литературу в надежде предоставить читателям больше вариантов отыскать новые, интересные, ещё непрочитанные произведения.


Отзывы о книге «Dostawca»

Обсуждение, отзывы о книге «Dostawca» и просто собственные мнения читателей. Оставьте ваши комментарии, напишите, что Вы думаете о произведении, его смысле или главных героях. Укажите что конкретно понравилось, а что нет, и почему Вы так считаете.