Tom Clancy - Czerwony Sztorm
Здесь есть возможность читать онлайн «Tom Clancy - Czerwony Sztorm» весь текст электронной книги совершенно бесплатно (целиком полную версию без сокращений). В некоторых случаях можно слушать аудио, скачать через торрент в формате fb2 и присутствует краткое содержание. Жанр: Триллер, на польском языке. Описание произведения, (предисловие) а так же отзывы посетителей доступны на портале библиотеки ЛибКат.
- Название:Czerwony Sztorm
- Автор:
- Жанр:
- Год:неизвестен
- ISBN:нет данных
- Рейтинг книги:5 / 5. Голосов: 1
-
Избранное:Добавить в избранное
- Отзывы:
-
Ваша оценка:
- 100
- 1
- 2
- 3
- 4
- 5
Czerwony Sztorm: краткое содержание, описание и аннотация
Предлагаем к чтению аннотацию, описание, краткое содержание или предисловие (зависит от того, что написал сам автор книги «Czerwony Sztorm»). Если вы не нашли необходимую информацию о книге — напишите в комментариях, мы постараемся отыскать её.
Czerwony Sztorm — читать онлайн бесплатно полную книгу (весь текст) целиком
Ниже представлен текст книги, разбитый по страницам. Система сохранения места последней прочитанной страницы, позволяет с удобством читать онлайн бесплатно книгу «Czerwony Sztorm», без необходимости каждый раз заново искать на чём Вы остановились. Поставьте закладку, и сможете в любой момент перейти на страницу, на которой закончили чтение.
Интервал:
Закладка:
– Dotarł już do was nowy oficer łączności? – zapytał Aleksiejew.
– Tak jest. Wasi ludzie wymienili prawie cały mój poprzedni personel – skinął głową dowódca dywizji.
– To bardzo dobrze. Drogo nas kosztowała nauka, jak strzec łączności na froncie. Wasz nowy sztab to bardzo sprawni oficerowie. A jak nowi żołnierze?
– W każdym pułku jest jedna kompania weteranów.
Pozostałych frontowców rozproszyliśmy po całej dywizji. Dowódca bardzo był zadowolony z odkomenderowanych do niego oficerów, którzy zastąpili dawnych, niezbyt mile przez generała widzianych. Aleksiejew najwyraźniej podesłał mu dobrych ludzi.
– Doskonale. Uformujcie dywizję w kolumny pułkowe. Pokażemy coś ludziom, towarzyszu. Pokażemy, jak wygląda dywizja Armii Radzieckiej. Tego właśnie mieszkańcom Moskwy potrzeba.
– Jak się przedostaniemy przez miasto?
– Wyznaczyłem kilku żołnierzy KGB z ochrony pogranicza do kierowania ruchem. Trzymajcie ludzi krótko. Nie chcę, by któryś się zgubił.
Podbiegł major.
– Towarzyszu generale, za dwadzieścia minut będziemy gotowi do wymarszu.
– Za piętnaście – odparł generał.
– Bardzo dobrze – zauważył Aleksiejew. – Generale, chwilowo będę wam towarzyszył. Chcę zobaczyć, jak wasi ludzie potrafią operować sprzętem.
Michaił Siergietow, zgodnie ze swoim zwyczajem, pojawił się na posiedzeniu Politbiura nieco wcześniej.
Kremla pilnowała jak zwykle kompania piechoty z dywizji Gwardii Tamańskiej. Żołnierze wchodzący w skład tej reprezentacyjnej jednostki posiadali niewielką praktykę bojową. Pozbawieni kłów pretorianie, jak wiele podobnych przeznaczonych do parady formacji, wymusztrowani i w galowych mundurach, stanowili wzór żołnierza. Ale w Alabino, dywizja – jak każda inna – posiadała komplet czołgów i dział. Prawdziwymi strażnikami Kremla byli żołnierze ochrony pogranicza KGB oraz stacjonująca pod Moskwą dywizja podległa ministerstwu spraw wewnętrznych. Stanowiło to typowy radziecki system, w którym obok siebie funkcjonowały trzy różne formacje podległe trzem odrębnym ministerstwom. Dywizja Gwardii Tamańskiej posiadała wyśmienite uzbrojenie, lecz niewielkie doświadczenie bojowe. Jednostki KGB były najlepiej wyszkolone, ale dysponowały tylko lekkim uzbrojeniem. Wojsko ministerstwa spraw wewnętrznych natomiast nie miało dostępu do ciężkiej broni i pomyślane było głównie jako paramilitarna policja. W jego skład jednak wchodzili Tatarzy znani z okrucieństwa i patologicznej wręcz nienawiści do Rosjan. Stosunki między tymi trzema formacjami były bafdziej niż skomplikowane.
– Michaile Edwardowiczu?
– Ach, witam was, Filipie Moisiejewiczu – Siergietow przystanął na widok ministra rolnictwa.
– Bardzo się niepokoję – powiedział cicho mężczyzna.
– Czym?
– Obawiam się, że oni… Rada Obrony… chcą użyć broni jądrowej.
– Aż tak zdesperowani chyba nie są.
Jeśli jesteście prowokatorem, towarzyszu, sami usłyszeliście moje słowa – pomyślał Siergietow. – Chciałbym wiedzieć, co naprawdę myślicie.
Otwarta, słowiańska twarz ministra rolnictwa nie zmieniła wyrazu.
– Mam nadzieję, że się nie mylicie. Nie po to zapewniłem krajowi żywność, by ujrzeć, jak to wszystko wylatuje w powietrze.
Sojusznik – powiedział sobie w duchu Siergietow.
– A jeśli dojdzie do głosowania, co wtedy?
– Nie wiem, Misza. Zbyt wielu z nas daje się porwać wypadkom.
– Sprzeciwicie się temu szaleństwu?
– Tak. Wkrótce mam mieć wnuka. Chcę, by normalnie żył. Za to jestem gotów zapłacić nawet głową. Wybaczcie mi towarzyszu. Wybaczcie wszystkie moje podejrzenia.
– Michaił Edwardowicz! Jak zwykle ranny ptaszek! – Kosow przybył w towarzystwie ministra obrony.
– Rozmawiamy właśnie z Filipem o przydziałach paliwa dla rolnictwa.
– Lepiej myślcie o moich czołgach! Żywność może poczekać – minister obrony minął ich szybko i wszedł do sali konferencyjnej. Siergietow wymienił ze swym krajanem spojrzenia.
Zebranie rozpoczęło się z dziesięciominutowym opóźnieniem. Zagaił sekretarz generalny, po czym oddał głos ministrowi obrony.
– Musimy wykonać w Niemczech rozstrzygający ruch.
– Obiecujecie nam to od tygodni – przerwał mu Bromkowskij.
– Tym razem już nieodwołalnie. Za godzinę pojawi się tu generał Aleksiejew i przedstawi swój plan. Chwilowo przedyskutujemy kwestię użycia taktycznej broni jądrowej oraz zastanowimy się nad sposobami, jak zapobiec ripoście Paktu Atlantyckiego.
Twarz Siergietowa była jedną z wielu nieruchomych twarzy zgromadzonych przy stole ludzi. Naliczył cztery, na których malowała się niekłamana zgroza. Dyskusja, jaka nastąpiła, była bardzo gwałtowna.
Aleksiejew przejechał już w towarzystwie dowódcy dywizji kilka kilometrów. Minęli ambasadę indyjską i gmach Ministerstwa Sprawiedliwości. Tę ostatnią budowlę generał obrzucił ironicznym spojrzeniem. Że akurat dziś muszę przejeżdżać obok tego miejsca – pomyślał. Ośmiokołowy transporter zaopatrzony był w centralkę radiową. Sześciu rekrutujących się spośród weteranów oficerów łączności udostępniło dowódcy pasmo radiowe, by ten mógł osobiście dyrygować przejazdem swej jednostki przez miasto. Kolumna sunęła powoli. Wozy bojowe przystosowane były wprawdzie do rozwijania dużych prędkości, ale potężne czołgi już przy szybkości dwudziestu kilometrów na godzinę zniszczyłyby kompletnie nawierzchnię ulic.
Maszyny jechały więc statecznie, przykuwając uwagę niewielkich grupek widzów gromadzących się na chodnikach. Moskwianie obserwowali przejazd żołnierzy i pozdrawiali ich machaniem rąk.
Pochód kolumny w niewielkim stopniu tylko przypominał paradne defilady wdrożonych do musztry gwardzistów z dywizji Gwardii Tamańskiej. Ale to akurat budziło w widzach największy entuzjazm. Mieli przed sobą prawdziwych żołnierzy jadących na front. Rozstawieni wzdłuż trasy oficerowie KGB "poradzili" funkcjonariuszom moskiewskiej milicji, by dywizję przepuścili przez miasto. Kiedy wytłumaczyli przyczynę przemarszu i opowiedzieli o awarii na moście kolejowym, milicjanci z entuzjazmem torowali drogę żołnierzom Ojczyzny.
Gdy kolumna dotarła do Placu Nogina, Aleksiejew wyprostował się we włazie kanoniera.
– Wspaniale wyszkoliliście żołnierzy – pochwalił dowódcę dywizji. – Teraz opuszczę was i przyjrzę się pozostałym waszym jednostkom. Zobaczymy się w Stendal.
Aleksiejew nie pozwolił kierowcy zatrzymać maszyny. Zeskoczył z transportera z lekkością młodego kaprala, stanął na krawężniku i przepuszczał pojazdy, salutując prowadzącym z dumą swe wozy oficerom. Po pięciu minutach pojawił się kolejny pułk. Generał czekał na drugi batalion wchodzący w skład tej jednostki. Jadący w transporterze dowódcy major Sorokin wychylił się z włazu bojowego, podał generałowi dłoń i wciągnął go na górę.
– Starsi ludzie mogą zrobić sobie krzywdę, wsiadając w ten sposób na transportery – ostrzegł major.
– No no, młody byczku! – roześmiał się Aleksiejew.
Generał był dumny ze swej sprawności fizycznej. Popatrzył na dowódcę batalionu, człowieka, który niedawno przybył z frontu.
– Jesteście gotowi?
– Tak jest, towarzyszu generale.
– Pamiętajcie o rozkazach i trzymajcie ludzi pod kontrolą – Aleksiejew rozpiął kaburę. Sorokin miał karabin
W perspektywie ulicy Riazina dostrzegli cerkiew Świętego Bazylego, zwieńczoną lasem wieżyczek i cebulastych kopuł. Pojazdy, jeden za drugim, skręcały w prawo, przejeżdżając obok starej świątyni. Jadący w wozach bojowych piechoty żołnierze zadzierali wysoko głowy, podziwiając historyczną budowlę. Paradowali w najstarszych modelach BTR-ów, które nie miały dachów i górnych osłon.
Читать дальшеИнтервал:
Закладка:
Похожие книги на «Czerwony Sztorm»
Представляем Вашему вниманию похожие книги на «Czerwony Sztorm» списком для выбора. Мы отобрали схожую по названию и смыслу литературу в надежде предоставить читателям больше вариантов отыскать новые, интересные, ещё непрочитанные произведения.
Обсуждение, отзывы о книге «Czerwony Sztorm» и просто собственные мнения читателей. Оставьте ваши комментарии, напишите, что Вы думаете о произведении, его смысле или главных героях. Укажите что конкретно понравилось, а что нет, и почему Вы так считаете.