Jacek Dukaj - CÓRKA ŁUPIEŻCY

Здесь есть возможность читать онлайн «Jacek Dukaj - CÓRKA ŁUPIEŻCY» весь текст электронной книги совершенно бесплатно (целиком полную версию без сокращений). В некоторых случаях можно слушать аудио, скачать через торрент в формате fb2 и присутствует краткое содержание. Год выпуска: 2009, Издательство: Wydawnictwo Literackie, Жанр: Старинная литература, на польском языке. Описание произведения, (предисловие) а так же отзывы посетителей доступны на портале библиотеки ЛибКат.

CÓRKA ŁUPIEŻCY: краткое содержание, описание и аннотация

Предлагаем к чтению аннотацию, описание, краткое содержание или предисловие (зависит от того, что написал сам автор книги «CÓRKA ŁUPIEŻCY»). Если вы не нашли необходимую информацию о книге — напишите в комментариях, мы постараемся отыскать её.

Wszystko już było. Teraz królową jest archeologia.    Zuzanna Klajn na osiemnaste urodziny dostaje klucz do tajemnic zmarłego w nieznanych okolicznościach ojca i znajduje Miasto: odbicie wszystkich miast kiedykolwiek zbudowanych przez ludzi i nieludzi, w tym wszechświecie i w poprzednich, skarbnicę wiedzy wszelkiej i pole zmagań między Potęgami.   Jakie sekrety Miasta odkrył ojciec Zuzanny?  Czy możemy zamieszkać w domach bogów i pozostać ludźmi?

CÓRKA ŁUPIEŻCY — читать онлайн бесплатно полную книгу (весь текст) целиком

Ниже представлен текст книги, разбитый по страницам. Система сохранения места последней прочитанной страницы, позволяет с удобством читать онлайн бесплатно книгу «CÓRKA ŁUPIEŻCY», без необходимости каждый раз заново искать на чём Вы остановились. Поставьте закладку, и сможете в любой момент перейти на страницу, на которой закончили чтение.

Тёмная тема
Сбросить

Интервал:

Закладка:

Сделать

- Piętnaście lat temu.

- Nie, nie. Teraz - skoro żyje. Żeby się z tobą spotkać.

- A co mu broni?

- Ooo, a bo to nie wiesz - tylko czekają, żeby się ujawnił.

- Niby kto czeka?

Malena teatralnie ściszyła głos.

- Oni.

- Zdecydowanie powinnaś się już urodzić.

Abominado, Pierwsza Kasa Chtoniczna, nie wznosił swych siedzib w świecie śmiertelników. Wyszedłszy z cienia kościoła Mariackiego, Zuzanna zadzwoniła na 00-ABOMINADO i spod powierzchni Rynku wystrzeliła karkołomna architektura banku Cienia. Korona spiralnej wieży zwieńczyła lsenną budowlę ponad trzysta metrów nad ziemią. Widziała drobne figurki ludzi wychylających się przez ażurowe blanki. Konstrukcja zwykła się zmieniać zgodnie z cyklami lunarnym i solarnym. (Pośmiertni są bardzo przesądni, sfery niebieskie i tajemne numerologie ciemnych matematyk rządzą Podziemnym Światem). Zuzanna odwiedziła już kiedyś Abominado pod znakiem Wagi i był to wówczas labirynt prostopadłych kratownic, w niczym niepodobny do barokowych kopuł, pod jakie wchodziła teraz. Wieża jednak - wieża stoi tu zawsze.

Abominado Building był lsnem wielokrotnego zagnieżdżenia: nie dość, że lśnił się równolegle w tysiącach miejsc na Ziemi, zazwyczaj na dobrze znanych, historycznych placach i ulicach, wszędzie taki sam - a z wieży mogłeś obejrzeć ów kalejdoskop krajobrazów - to dopuszczał zarazem połączenia zewnętrzne. Kogo mianowicie Zuzanna na owej wieży widziała? Sama mogłaby się tam wlśnić - ale ojciec wyraźnie mówił o placówce krakowskiej, co mogło oznaczać tylko jedno: depozyt materialny, tutaj właśnie złożony.

Abominado rozciągał się na pół Rynku oraz na część ulic odeń odchodzących, aż do Plant. W płytkim półlśnie Zuzanna weszła przez główny portal pod kopułę szkarłatu. Malena zaraz gdzieś się zgubiła w świetlistych salach, dla niej zapewne bardziej rzeczywistych od Sukiennic - chociaż to przecież też był tylko cień Cienia, wirtualna manifestacja życia chtonicznego.

Odźwierny przywitał Zuzannę przy wejściu na Szewską. Zuzanna pokazała kryptokartę. Poprowadził ją do kamienicy, której piwnice należały do Abominado - lsenny bank był czynny dwadzieścia cztery godziny na dobę, we wszystkich miejscach i strefach czasowych naraz, lecz do zasobów materialnych klienci mieli dostęp tylko w określonych lokacjach o określonych porach. Co prawda, materią zajmowała się Pierwsza Kasa Chtoniczna akurat najmniej - i być może z racji tego oderwania od świata żywych wybrał ją Jan Klajn: jej czas płynął inaczej.

Na owym poziomie lsnu Zuzanna minęła więcej porannych przechodniów - czyli czworo - niż innych klientów: żebrak pod murem, stara zakonnica z psem, dwie dziewczynki palące papierosy pod markizą nieczynnej jeszcze kawiarni. Klienci bowiem lśnili się wprost ze swych domów, nie zstępowali na ziemię, dla nich były wysokie komnaty Abominado, dla nich była Wieża Miliona Horyzontów. Przewodnik kiwał palcem zachęcająco; przez ten czas zdążył zmienić postać trzykrotnie, teraz na powrót miał dłonie i palce. Zuzanna była jeszcze z tych, co się w podobnych sytuacjach zastanawiają: program? człowiek? przedżywy, pośmiertny? a może coś pomiędzy? Ale dla takich bliźniaków Ludo nie mają już owe kwestie najmniejszego znaczenia.

Zeszła do piwnicy. Przez muślinową zasłonę lsnu widziała kamienne ściany i strażnika za pancerną taflą - w Abominado natomiast otwierał się przed nią skarbiec Tysiąca i Jednej Nocy. Czarnoskóry dżinn zmaterializował się po lewicy, na dłoni miał bliźniaczą kryptokartę. Zetknęli je czytnikami. Niebieska flara ogłosiła zgodność stanów wewnętrznych. Otworzyły się żelazne wrota, weszła. Para impów zapalała olejne lampy. Mimowolnie objęła piersi ramionami, chłód wisiał w powietrzu i we lśnie. Dżinn położył na kamiennym stole skrzynkę depozytową, po czym obrócił się w dym. Drgnęła, gdy wrota huknęły, domykając się za jej plecami.

No i czyż nie jest to moment telewizyjnego romantyzmu? Nikt nie patrzy - a jednak. Splunęła, nim uniosła wieko. W kątach komnaty pełgały złowieszcze cienie, przeganiały je refleksy od lsennych złoceń szkatuły. Kicz, moja panno, kicz.

Nie zadrżała jej dłoń. Szybka inwentaryzacja, zanim uderzą skojarzenia. Biżuteria w plastikowym woreczku; gruby plik euro; pistolet; zafoliowana mapa; czarne pudełeczko, a w środku grudki ziemi; memochip. Tyle.

Oczywiście pistolet zwyciężył, najpierw na nim zacisnęła palce - zimna kolba, zimna lufa, chropowaty, kanciasty metal. Uniosła, dziwiąc się ciężarowi broni. Stara, dwudziestowieczna maszyna, zero elektroniki. Pachniał stalą i oliwą. Czy jest naładowany? Nie potrafiła uwolnić magazynka ani przeładować.

Następnie pieniądze. Przeliczyła. Dwanaście tysięcy. Wziąć? schować? Schowała z powrotem.

Mapa - arkusz A4, zaklejony w błękitnawej folii - ukazywała czarno-biały szkic okolicy z krętą drogą (lub rzeką) i kilkoma geometrycznymi obiektami (budynkami?). Szkic pozbawiony był oznaczeń skali i opisu, nie został też zorientowany względem stron świata. Samotna strzałka wskazywała punkt przy jednej ze ścian czworoboku.

Ziemię Zuzanna powąchała - nic nie poczuła - i zaraz odłożyła. Pewnie jakaś pamiątka ojca.

Memochip powędrował do kieszeni.

Na koniec - biżuteria. Gdy wyjęła ją z woreczka, okazało się, że to pojedynczy naszyjnik. Od razu spostrzegła różnicę między łańcuszkiem a samym klejnotem: łańcuszek to była prosta i mocna dżdżownica ogniw nierdzewnej stali, ojciec zapewne kupił go po drodze w Sukiennicach; klejnot natomiast... Uniosła go na wysokość oczu. Rozhuśtany, obracał się wte i wewte, do środka i na zewnątrz, i na nice. Nie był to żaden mechanizm, o ile dobrze widziała, lecz składał się z wielu misternie ze sobą splecionych ruchomych części, które reagowały na najdrobniejsze zakłócenie równowagi, i tak zaczynał się rytmiczny, wahadłowy ruch w tuzinie kierunków naraz: elementy w kształcie łzy, elementy w kształcie elipsy, haka, litery T, litery S, elementy teleskopowe... A cały klejnot nie był przecież wiele większy od kciuka Zuzanny. Czekała, aż się uspokoi, i potrząsała na nowo. Zamierał w coraz to innych formach, wirujące astrolabium bieli, szarości i czerni. Dotknęła ostrożnie opuszkiem palca. Ciepły plastik - a przynajmniej tak czuła skóra.

Rzuciła go na plik banknotów, ale zamykając szkatułę, zawahała się i przełożyła go do kieszeni marynarki, razem z mapą. Kiedy wszakże oczekiwała na otwarcie żelaznych wrót, dłoń ponownie zakradła się do kieszeni i odnalazła klejnot między fałdami folii. Bawiła się nim machinalnie, wychodząc na ulicę. Jaskrawe słońce obudziło ją z zamyślenia i w pierwszym odruchu, w reakcji równie zwierzęcej co zmrużenie powiek - wyciągnęła i założyła naszyjnik, szybkim gestem odgarniając włosy i wpuszczając w dekolt obracający się nerwowo konstrukt. Zamarł, spocząwszy między piersiami. Spojrzała na swe odbicie w sklepowej witrynie. Kroniczna biel kryła klejnot, jedynie łańcuszek błyskał słonecznymi refleksami.

W ogóle słońce zalewało ulicę, poranny upał przedwczesnego lata zagęszczał powietrze, oddychało się trudniej, chodziło się wolniej. Nie zdawała sobie sprawy, że tyle czasu spędziła w Abominado. Teraz, zirytowana, machając ręką, rozpędziła ostatnie opary lsnu. W tramwaju prawie zasnęła, było tak ciepło, że ciało zasypiało wbrew umysłowi, przemocą przełamywała bezruch. Nawet wodna kurtyna elfiej wieży nie przyniosła zwykłego otrzeźwienia. Zuzanna padła na łóżko, ledwo przekroczyła próg sypialni i zrzuciła z siebie garnitur.

Ocknęła się wieczorem, bliźniacy kłócili się o coś w salonie. Był piątek i nie miała żadnych zobowiązań, mogła poleniuchować. Wcześniej planowała zajrzeć do kancelarii Lipszyca, ale okazało się, że w weekend jest zamknięta. Podreptała do łazienki. Dopiero biorąc prysznic, zorientowała się, że wciąż nie zdjęła naszyjnika. Ale czemu woda miałaby mu zaszkodzić? Podniosła go pod strumieniem ukropu. Klejnot obracał się, zmieniał formę.

Читать дальше
Тёмная тема
Сбросить

Интервал:

Закладка:

Сделать

Похожие книги на «CÓRKA ŁUPIEŻCY»

Представляем Вашему вниманию похожие книги на «CÓRKA ŁUPIEŻCY» списком для выбора. Мы отобрали схожую по названию и смыслу литературу в надежде предоставить читателям больше вариантов отыскать новые, интересные, ещё непрочитанные произведения.


Отзывы о книге «CÓRKA ŁUPIEŻCY»

Обсуждение, отзывы о книге «CÓRKA ŁUPIEŻCY» и просто собственные мнения читателей. Оставьте ваши комментарии, напишите, что Вы думаете о произведении, его смысле или главных героях. Укажите что конкретно понравилось, а что нет, и почему Вы так считаете.

x