Antoni Libera - Madame

Здесь есть возможность читать онлайн «Antoni Libera - Madame» весь текст электронной книги совершенно бесплатно (целиком полную версию без сокращений). В некоторых случаях можно слушать аудио, скачать через торрент в формате fb2 и присутствует краткое содержание. Жанр: Современная проза, на польском языке. Описание произведения, (предисловие) а так же отзывы посетителей доступны на портале библиотеки ЛибКат.

Madame: краткое содержание, описание и аннотация

Предлагаем к чтению аннотацию, описание, краткое содержание или предисловие (зависит от того, что написал сам автор книги «Madame»). Если вы не нашли необходимую информацию о книге — напишите в комментариях, мы постараемся отыскать её.

Powieść jest ironicznym portretem artysty z czasów młodości, dojrzewającego w peerelowskiej rzeczywistości schyłku lat sześćdziesiątych. Narrator opowiada o swoich latach nauki i o fascynacji starszą od niego, piękną, tajemniczą kobietą, która uczyła go francuskiego i dała mu lekcję wolności. Jest to zarazem opowieść o potrzebie marzenia, a także rozrachunek z epoką peerelu. Tradycyjna narracja, nie pozbawiona wątku sensacyjnego, skrzy się humorem, oczarowuje i wzrusza.

Madame — читать онлайн бесплатно полную книгу (весь текст) целиком

Ниже представлен текст книги, разбитый по страницам. Система сохранения места последней прочитанной страницы, позволяет с удобством читать онлайн бесплатно книгу «Madame», без необходимости каждый раз заново искать на чём Вы остановились. Поставьте закладку, и сможете в любой момент перейти на страницу, на которой закончили чтение.

Тёмная тема
Сбросить

Интервал:

Закладка:

Сделать

– Fakt – pokiwałem głową z niejakim roztargnieniem i znów się pochyliłem nad Wyspami fizyki.

Uważaj, idzie do ciebie – znów usłyszałem głos Rożka, tym razem jakby ściszony.

Podniosłem wzrok i zamarłem. Tak, to była Madame. Zakołatało mi w głowie. „Nie, przecież takie rzeczy na ziemi się nie zdarzają…”, zdążył się jeszcze we mnie odezwać Tomasz Mann, ale nie miałem czasu, by podjąć z nim dyskusję, bo oto już stała przede mną i mówiła przekornie:

– Papużki-nierozłączki. – Rzucała kpiarskie spojrzenie to na mnie, to na Rożka. – A ten to tylko by czytał! – wskazała mnie ruchem głowy. – Trudno, nie ma tak łatwo! Porywam ci przyjaciela – powiedziała do Rożka, a widząc, że się nie ruszam, zrobiła surową minę i rzekła do mnie władczo: – No proszę, na co czekasz? Odmawiasz mi tego tańca?

Wstałem i półprzytomny uniosłem lewą rękę (podobnie jak to uczynił Hipolit wobec Arycji), a gdy złożyła na niej swą prawą, chłodną dłoń, lewą zaś – na mym prawym, nieco spadzistym ramieniu, z sercem bijącym jak miot dotknąłem jej kibici.

Yesterday, all my troubles seemed so far away… [175] - rozległ się słodki dyszkant à la Paul McCartney czołowego vocalu wśród „Skowyczących Panter”.

Zrobiliśmy pierwsze kroki. Nie szło mi to za dobrze. Byłem oszołomiony, nie wiedziałem, gdzie patrzeć. Jej twarz – jej oczy i usta – miałem przed sobą nie dalej niż dziesięć centymetrów, odurzał mnie zapach jej perfum (tym razem nie Chanel, lecz równie luksusowych), a jeszcze na dobitek, jakby tych wszystkich wrażeń ciągle było za mało, palce mej prawej ręki wyczuwały pod suknią, pod jej wiotką materią, pasek i sprzączkę stanika. Mignęła mi w pamięci czamo-biała przebitka z Kobiety i mężczyzny, która ukazywała ich pierwszy, pozornie niewinny dotyk: restauracja, rozmowa, oparcie krzesła Anne; na nim spoczywa przypadkiem ręka Jeana-Louisa, stykając się z jej plecami.

„To kicz”, wołało coś we mnie, „jesteś w okowach kiczu!”

– No, weź się wreszcie w garść – powiedziała przez zęby – i zacznij mnie jakoś prowadzić! Wszyscy się na nas patrzą. Chcesz sobie narobić wstydu? A przy okazji i mnie?

Ująłem ją nieco mocniej, lecz krok plątałem dalej.

– No no, ładna historia! – nie przestawała drwić. – Żeby mój ulubieniec… najlepszy z moich uczniów… który pisywał dla mnie takie wypracowania… nie umiał dobrze tańczyć! Zresztą, co tam pisywał! Grywał na fortepianie i recytował wiersze! Występował na scenie i wcale się nie wstydził…

– Niech pani nie żartuje.

– Żartuję? Ja nie żartuję! Wyrażam tylko zdziwienie. Bo czyż nie jest to dziwne, że ktoś, jako mon élève… mój podopieczny… poddany!… – bawiła się w królową – w najgłębszym mroku nocy… – zamarłem z przerażenia, myśląc że ona coś wie o moich styczniowych podchodach śmiałego Akteona; była to jednak tylko, na szczęście, metafora: – nocy roku szkolnego… poważa się na zuchwałość zupełnie niewiarygodną i chwyta mnie za rękę, zwiódłszy pięknymi słówkami… zresztą, co mówię „za rękę”!… za przegub! za nadgarstek!… czyżby nie był świadomy natury tego gestu? – przeniknęła mnie wzrokiem i dokończyła zdanie: – że oto ten sam ktoś, jako absolwent… prymus… dojrzały mężczyzna z maturą… w rzęsistym świetle balu… i jeszcze bezprzykładnie przeze mnie ośmielony… tak się peszy i gubi, że trzeba go nieomal podtrzymywać na nogach…

– Nie jestem wcale speszony – bąknąłem robiąc obrót – najwyżej tylko…

– Co?! – wpadła mi w słowo z uśmiechem. – Trzęsiesz się cały… jak królik.

Pociemniało mi w oczach („i ty przeciw mnie, Brutusie?”). Przełknąłem jednak dumę i tańcząc coraz śmielej odpowiedziałem słowami, jakie wyrzekła do mnie w rozmowie w gabinecie:

– Przesada, gruba przesada – i chciałem mówić dalej, lecz znowu mi przerwała:

– No, teraz trochę lepiej! Żebyś jeszcze rytm trzymał!

– I do tego dojdziemy – odzyskiwałem luz. – Chciałem tylko powiedzieć, że jeśli w pierwszej chwili czułem się trochę nieswój, to tylko i wyłącznie z powodu zaskoczenia.

– Zaskoczenia? Też sobie! Co niby cię zaskoczyło?

– Jak to co! Pani wybór. Od naszej ostatniej rozmowy u pani w gabinecie minęło prawie pół roku, przez które pani do mnie nie odezwała się słowem… Traktowała mnie pani jak widmo, jak powietrze… A teraz ni stąd, ni zowąd, prosi mnie pani do tańca. No, sama pani przyzna…

– Nic nie przyznam… Nie gadaj! – skarciła mnie zalotnie. – Słuchaj muzyki i tańcz.

Yesterday, love was such an easy game to play [176] - zawodził pierwszy vocal „Skowyczących Panter”.

– Czyż nie pachnie to kiczem? – zagrałem ironistę.

– Co?

– No, ten nasz słodki taniec na tle tych słodkich słów.

– Być może cię to zdziwi, lecz nie znam angielskiego… A poza tym… czasami… kicz bywa całkiem miły. Nie trzeba się go wyrzekać. Gdyby nie było kiczu, nie byłoby wielkiej sztuki. Gdyby nie było grzechu, nie byłoby i życia.

– I czy nie byłoby lepiej?

– Och, mam już dość tych bzdur! – fuknęła zniecierpliwiona. – Po tym tańcu wychodzę. Moja rola skończona. Obowiązki służbowe zostały dopełnione – mówiła jakby do siebie. – Fini, c’est fini… c’est la fin [177] idę do domu. Odpocząć.

Oh, l believe in yesterday… [178] - kończył rzewnie „Paul” ze „Skowyczących Panter”.

– A jeśli mój przemądrzały „umiłowany uczeń” – kończyła też Madame – pragnie być dżentelmenem i odprowadzić swą panią… swoją panią profesor… niech czeka na nią za kwadrans – spojrzała na zegarek, zdejmując lewą rękę z mego prawego ramienia – za dziesięć wpół do pierwszej. Za bramą. Przy kiosku „Ruchu”.

Zamarłem i chyba zbladłem. W każdym razie poczułem, jak krew odpływa mi z głowy. „Umawia się ze mną tak, jak wtedy z Dyrektorem”, pomyślałem w popłochu, a ona, spostrzegłszy widocznie moje zakłopotanie, dorzuciła przekornie:

– Chyba że świetnie się bawi i woli towarzystwo swojego przyjaciela. Niech powie jasno, proszę. Wezmę wtedy taksówkę.

– Będzie czekał – odparłem.

– To miłe z jego strony – dygnęła jak dama dworu i ruszyła ku wyjściu wśród oklasków i krzyków.

More „Beatles”! More „Beatles”! More „Beatles”! [179]– skandowali „Yankesi”, czyli abiturienci tak zwanej „klasy angielskiej”.

„Skowyczące Pantery” spełniły ich życzenie. Rozległy się pierwsze takty przeboju Ticket to ride [180] .

Kompletnie odurzony, wróciłem na miejsce, do Rożka.

– Lubi cię pani dyrektor – powiedział z szelmowskim uśmiechem.

– Przesadzasz – z największym trudem zagrałem obojętność. – Raczej bawi się mną.

– Dobre i to – powiedział. – Wiesz, jak się wszyscy gapili?

– Gapili się, powiadasz?…

– Jeszcze jak! Nawet Kugler, ten bolszewicki pętak. A zresztą… było na co.

– Co chcesz przez to powiedzieć?

– Tworzycie ładną parę – uśmiechnął się obleśnie.

– Ech, Rożek, co ty gadasz! – czułem, że czerwienieję. – Aż ręce opadają! – I niby zniechęcony tą śliską konwersacją wyszedłem na korytarz.

Stanąłem przed jednym z okien i popatrzyłem w dół, na czerniejący w mroku pudełkowaty kiosk „Ruchu”.

„Czemu się denerwujesz?”, znów usłyszałem w głowie głos mego drugiego ja. „Powinieneś się cieszyć. Mało komu się trafia tego rodzaju historia. A niektórzy wręcz twierdzą (wiesz, oczywiście, kto), że w ogóle nikomu. A poza tym, czyś nie chciał?… Czyś nie uczynił wszystkiego, aby do tego doszło? Powiedziałeś jej wprost… więcej niż powiedziałeś: oświadczyłeś na piśmie! – ‘Niech pani mi rozkazuje’. Stało się. Rozkazała. Twój ruch. Stawiaj czoło”.

Читать дальше
Тёмная тема
Сбросить

Интервал:

Закладка:

Сделать

Похожие книги на «Madame»

Представляем Вашему вниманию похожие книги на «Madame» списком для выбора. Мы отобрали схожую по названию и смыслу литературу в надежде предоставить читателям больше вариантов отыскать новые, интересные, ещё непрочитанные произведения.


Отзывы о книге «Madame»

Обсуждение, отзывы о книге «Madame» и просто собственные мнения читателей. Оставьте ваши комментарии, напишите, что Вы думаете о произведении, его смысле или главных героях. Укажите что конкретно понравилось, а что нет, и почему Вы так считаете.