Antoni Libera - Madame

Здесь есть возможность читать онлайн «Antoni Libera - Madame» весь текст электронной книги совершенно бесплатно (целиком полную версию без сокращений). В некоторых случаях можно слушать аудио, скачать через торрент в формате fb2 и присутствует краткое содержание. Жанр: Современная проза, на польском языке. Описание произведения, (предисловие) а так же отзывы посетителей доступны на портале библиотеки ЛибКат.

Madame: краткое содержание, описание и аннотация

Предлагаем к чтению аннотацию, описание, краткое содержание или предисловие (зависит от того, что написал сам автор книги «Madame»). Если вы не нашли необходимую информацию о книге — напишите в комментариях, мы постараемся отыскать её.

Powieść jest ironicznym portretem artysty z czasów młodości, dojrzewającego w peerelowskiej rzeczywistości schyłku lat sześćdziesiątych. Narrator opowiada o swoich latach nauki i o fascynacji starszą od niego, piękną, tajemniczą kobietą, która uczyła go francuskiego i dała mu lekcję wolności. Jest to zarazem opowieść o potrzebie marzenia, a także rozrachunek z epoką peerelu. Tradycyjna narracja, nie pozbawiona wątku sensacyjnego, skrzy się humorem, oczarowuje i wzrusza.

Madame — читать онлайн бесплатно полную книгу (весь текст) целиком

Ниже представлен текст книги, разбитый по страницам. Система сохранения места последней прочитанной страницы, позволяет с удобством читать онлайн бесплатно книгу «Madame», без необходимости каждый раз заново искать на чём Вы остановились. Поставьте закладку, и сможете в любой момент перейти на страницу, на которой закончили чтение.

Тёмная тема
Сбросить

Интервал:

Закладка:

Сделать

– Tam… Widzisz? O tam… – mówi z dziwnym uśmiechem. – Miałam się tam urodzić. Nie doszło jednak do tego. Marzenie mojego ojca nie zostało spełnione. Niech jego woli zatem stanie się zadość inaczej. Niech będzie tam przynajmniej poczęty jego wnuk, a mój syn pierworodny. Ty mi go dasz. Dziś w nocy. A dam mu na imię Artur. Będzie piękny jak ja, a smutny jak twoja dusza. I będzie pisał jak… Simone de Beauvoir. Chodź do mnie! – mówi tonem nie znoszącym sprzeciwu i podaje mi rękę jak Bóg Michała Anioła do stworzonego Adama.

Trzymając się za ręce idziemy wyżej i wyżej.

Słońce krwawo zachodzi, z nim – dzień ostatni niewiedzy.

Lecz cóż to? Gdzie jesteśmy? To wcale nie są Alpy. To Tatry! Znajoma grań. Biało-czerwone słupki. Tablica ostrzegawcza: „Uwaga! Granica Państwa”.

– Halo, obywatelu! – słyszę tubalny głos i wyrasta przede mną rosły, wąsaty sierżant. – Dokumenty poproszę.

Przeszukuję nerwowo kieszenie kurtki i spodni i wręczam mu bilet miesięczny.

– Nie jestem kontrolerem – burczy na mnie milicjant i gdy mówi te słowa, zjawia się przy nim dwóch mężczyzn w ortalionowych kurtkach z blaszanymi krążkami zwisającymi spod klap i jeden z nich bierze bilet.

– Z miesięcznym za granicę? – krzywi się pogardliwie.

– Przez zieloną granicę – wtrąca z naciskiem drugi.

– Dowód lub paszport proszę! – żąda surowo sierżant.

Znów przeszukuję kieszenie i, w braku tych dokumentów, podaję mu niezawodną legitymację szachową.

– Co to jest? – pyta sierżant.

– Karta Klubu Marymont. Mam turniej na Słowacji. Jestem mistrzem juniorów.

– Po pierwsze, nie żadnym mistrzem – słychać skądś głos Kuglera -lecz co najwyżej wice-. Po wtóre zaś, jest to tytuł uzyskany psim swędem. – I ze skalnego okna wyłania się Karakan, a za nim – wataha „czerni”.

Są dziwnie poubierani. Mają na sobie czarne, wyszmelcowane portki i czerwone koszule.

Hiszpańscy bojownicy? Szlachetni Dąbrowszczacy? Nie! To „ludzie z marmuru” poprzebierani za zbójców. Górnicy, hutnicy, chłopi z rzeźb spod Pałacu Kultury i arkad MDM-u, o tępych, brutalnych twarzach i monstrualnych łapach.

Kugler zaś w prawej ręce, niczym oskard lub czekan, trzyma potężny młot, a zamiast lewej – ma hak, niczym Kapitan Hook.

– Idziecie więc, powiadacie, na turniej do Słowacji – mówi z błazeńską powagą. – I na to wam potrzebna ta lornetka polowa – wskazuje ruchem głowy na mój tors, gdzie, istotnie, spoczywa ów przyrząd optyczny zawieszony na szyi. – I co, liczycie na to, że ktoś wam w to uwierzy? – uśmiecha się szyderczo. – Może mamusia. Nie ja. Te szalbierstwa nie przejdą!

No pasaranl No more! – krzyczy aktyw bojowców.

– Sami słyszycie – Karakan wskazuje hakiem na bandę. – Głos ludu. Który żąda, by wreszcie was zdemaskować.

– Zdemaskować! Ukarać! – podchwytuje chór „czerni”.

– Nie mam wyboru. Muszę – rozkłada obłudnie ręce i rozpoczyna orację w stylu mów Wyszyńskiego (Andrieja, prokuratora):

– Pragniecie zatem wiedzieć, szanowni towarzysze, kim jest ów „mistrz szachowy”, „wirtuoz” i „taternik”, ów „uzdolniony wszechstronnie artysta estradowy, chodzący drogą cnoty i miłujący prawdę”? Służę wam odpowiedzią. Niech mówią same fakty. Zacznijmy od dzieciństwa.

Kiedy lud pracujący i młodzież miast i wsi krzewiły w naszym kraju masową turystykę, organizując wycieczki i marsze szlakiem Lenina, on osobno, „prywatnie”, z niejakim panem Konstantym z burżuazyjnej rodziny (używającym bryczesów!), chadzał „własnymi drogami” i wylegiwał się w „dwójce” w schronisku nad Morskim Okiem.

Kiedy pionierzy-junacy z obozów i hufców SP ćwiczyli tężyznę fizyczną, odgruzowując miasta i pomagając w polu, on osobno, „prywatnie” uczęszczał na lekcje muzyki do „pani od fortepianu” z obszarniczej rodziny (noszącej aksamitkę!) i chuchał w białe rączki.

Kiedy w klubie szachowym, w którym i ja grywałem, juniorzy studiowali Botwinnika i Tala, on, inaczej niż wszyscy, wpatrzony w instruktora z inteligenckiej rodziny (chodzącego na co dzień z piersiówką wódki w kieszeni!) fascynował się Retim i wkuwał Capablancę.

Idźmy dalej, jak pisze i mawia towarzysz Stalin.

Czego się ten pięknoduch uczy w domu rodzinnym? Może marksizmu, biologii, historii WKP(b)? Może choćby języka naszego Wielkiego Brata? Literatury radzieckiej? – Bujać to my, towarzysze! My nie wierzymy w cuda! On uczy się francuskiego! Tego symbolu kultury inteligencji mieszczańskiej, ziemiaństwa i burżuazji, tego reliktu przeszłości, co poszła na śmietnik Historii! A resztę czasu spędza, słuchając Wolnej Europy! Wdychając miazmaty Zachodu!

Jakie ziarno i gleba, taki owoc i plon! Tak wychowana jednostka jest spaczona i zła. Sieje wokół anarchię. Buntuje. Knuje zdradę.

Dowody? Jest ich bez liku! Weźmy trzy dla przykładu.

Od czego ów „artysta. zaczyna swą „karierę”, znalazłszy się w kolektywie? Jaki czyni użytek ze swoich białych rączek, tych wychuchanych paluszków, którymi się nauczył przebierać po klawiaturze? Może taki, by wspomóc nauczyciela śpiewu? Udzielać się na chórze? Wspierać i dopingować nasz „Tercet egzotyczny. w szlachetnej rywalizacji o Złotego Słowika? O nie! On woli jazz. On zakłada swój zespół. Dla niego bożyszczem jest Tyrmand, renegat i potwarca, który uciekł na Zachód.

Było tak? Świadek Eunuch!

– Jeśli nie jeszcze gorzej! – dochodzi skądś głos Eunucha.

– Ledwo tej wrogiej hydrze – ciągnie dalej Karakan – ukręciliśmy łeb, odrasta on gdzie indziej. W zespole teatralnym, który opanowuje. – Co się tam gra? Jakie sztuki? A zwłaszcza, jakich autorów? Radzieckich czy choćby rosyjskich? Czy nawet ojczystych, polskich? A skąd! Wyłącznie zachodnich. Ajschylosów, Szekspirów. Odwetowca Goethego! Działalność ta zostaje surowo zakazana.

Świadek Soliter! Tak było?

– Było o wiele gorzej – słychać głos Solitera.

– No właśnie! Lecz dywersant nie liczy się z zakazem. Forsuje swój wrogi projekt i, mydląc oczy jury, wyłudza pierwszą nagrodę. Dostaje poza tym prezent w postaci zegarka na rękę produkcji NRD, naszego sojusznika i przyjaciela w bloku. Co robi z tym cennym przedmiotem, uznając go za zbyteczny? Oddaje potrzebującym? Wymienia na inne dobro? Przynajmniej spienięża w komisie? Nie! Barbarzyńsko go niszczy, dając w ten sposób upust swej głębokiej pogardzie dla przemysłu lekkiego krajów socjalistycznych i narażając na szwank dobrosąsiedzkie stosunki.

I trzeci z wybranych dowodów.

Mimo tej jawnej wrogości wobec naszego ustroju i zgoła aktów terroru, my, w swej wspaniałomyślności i wierze w dobro człowieka, wciąż go nie odrzucamy. Przeciwnie, dajemy mu szansę, wyciągamy doń rękę. Niech weźmie udział w obchodach trzydziestej rocznicy wybuchu Hiszpańskiej Wojny Domowej. Niech przyda się wreszcie na coś. Niech zagra jakże nam drogie rewolucyjne pieśni. – Co robi z tą wielkoduszną, zaszczytną propozycją? Naprzód szydzi, jak umie, i robi sobie kpiny. Następnie wyłudza cynicznie sowitą gratyfikację w postaci zwolnienia z lekcji. A wreszcie, uknuwszy spisek, dopuszcza się sabotażu!

Sprawdziliśmy w naszych aktach, kim był Joaquin Rodrigo. I co się okazało? To zagorzały Frankista! I co reakcyjny element wykrzykiwał na sali po owych wstawkach muzycznych? Rewolucyjne hasła? ,Arriba parias”? „Precz z Franco”?

Świadkowie bojownicy!

– Krzyczano „więcej flamenco!” – odpowiadają chórem socjalistyczni zbójcy.

– Szanowni towarzysze! – niezmordowany Kugler kontynuuje mowę. – Zadajmy teraz pytanie zupełnie zasadnicze. Czy działał w pojedynkę? Czy pozostawał z kimś w zmowie?

Читать дальше
Тёмная тема
Сбросить

Интервал:

Закладка:

Сделать

Похожие книги на «Madame»

Представляем Вашему вниманию похожие книги на «Madame» списком для выбора. Мы отобрали схожую по названию и смыслу литературу в надежде предоставить читателям больше вариантов отыскать новые, интересные, ещё непрочитанные произведения.


Отзывы о книге «Madame»

Обсуждение, отзывы о книге «Madame» и просто собственные мнения читателей. Оставьте ваши комментарии, напишите, что Вы думаете о произведении, его смысле или главных героях. Укажите что конкретно понравилось, а что нет, и почему Вы так считаете.