Charles Bukowski - Szmira

Здесь есть возможность читать онлайн «Charles Bukowski - Szmira» весь текст электронной книги совершенно бесплатно (целиком полную версию без сокращений). В некоторых случаях можно слушать аудио, скачать через торрент в формате fb2 и присутствует краткое содержание. Жанр: Современная проза, на польском языке. Описание произведения, (предисловие) а так же отзывы посетителей доступны на портале библиотеки ЛибКат.

Szmira: краткое содержание, описание и аннотация

Предлагаем к чтению аннотацию, описание, краткое содержание или предисловие (зависит от того, что написал сам автор книги «Szmira»). Если вы не нашли необходимую информацию о книге — напишите в комментариях, мы постараемся отыскать её.

Siedziałem, patrzyłem na czerwonego mercedesa i dumałem o Cindy. I świerzbiło mnie, żeby wziąć się do działania. Pomyślałem, że może warto zakraść się do domu. Może zdołam podsłuchać, jak Cindy rozmawia przez telefon? Może wpadnę na jakiś trop? Pewnie, że było to niebezpieczne. Sam środek dnia. A ja uwielbiam ryzyko. Sprawia, że uszy mi dzwonią, a zwieracz w tyłku mocniej się ściska. Żyje się raz, no nie? Chyba że jest się Łazarzem. Biedny skurwiel, musiał zdychać 2 razy. Ale ja jestem Nick Belane. Po jednej kolejce zsiadam z karuzeli. Świat należy do odważnych.

Szmira — читать онлайн бесплатно полную книгу (весь текст) целиком

Ниже представлен текст книги, разбитый по страницам. Система сохранения места последней прочитанной страницы, позволяет с удобством читать онлайн бесплатно книгу «Szmira», без необходимости каждый раз заново искать на чём Вы остановились. Поставьте закладку, и сможете в любой момент перейти на страницу, на которой закончили чтение.

Тёмная тема
Сбросить

Интервал:

Закладка:

Сделать

– Nie, dzięki.

McKeWey podrapał się i ziewnął.

– No, Nick, mój chłopcze, masz szczęście. Ktoś opłacił ci czynsz za cały rok.

Pani Śmierć bawi się z tobą, powiedział głos w mojej głowie.

– Kto? – zapytałem.

– Przysiągłem na honor mojej matki, że ci nie zdradzę.

– Na honor swojej matki? Ciągnęła tyle druta, że starczyłoby na okablowanie dzielnicy!

McKelvey wstał od biurka.

– Spokojnie, bo będziesz zbierał zęby na szufelkę – zagroziłem.

– Nie podoba mi się, jak sobie używasz na mojej matce.

– A to czemu? Połowa facetów w mieście jeździła na niej jak na łysej kobyle!

McKeWey obszedł biurko i ruszył w moją stronę.

– Jeszcze krok, a będziesz miał w zadku własny łeb.

Stanął. Wyglądam naprawdę groźnie, kiedy jestem wkurwiony.

– Dobra. A teraz gadaj. Czynsz opłaciła kobieta, prawda?

– Tak. Tak. Pierwszy raz widziałem taką laskę!

Oczy miał zamglone, ale zawsze miał takie.

– No już, McKeWey, puszczaj farbę…

– Nie mogę. Przysiągłem! Na honor matki.

– A niech to! – Westchnąłem. – Dobra, spadaj. Czynsz mam zapłacony.

McKeWey ruszył wolno do drzwi. Potem obejrzał się przez lewe ramię.

– W porządku – rzekł – ale dbaj o czystość i porządek.

Żadnych bali, baletów, balang. Masz rok.

Doszedł do drzwi, otworzył je, zamknął i już go nie było.

7

A więc znów miałem biuro.

Trzeba się było brać do roboty. Podniosłem słuchawkę i wystukałem numer mojego bukmachera.

– Pizzeria Tony'ego – usłyszałem.

– Tu Powolna Śmierć – podałem swoją ksywę.

– Belane, wisisz mi na 475 dolców – powiedział. – Nie przyjmę żadnego nowego zakładu, dopóki nie spłacisz długu.

– Chcę postawić 25. Jak wygram, to wygram 5 paczek i będziemy kwita. A jak umoczę, wszystko ureguluję, przysięgam na honor mojej matki.

– Belane, twoja stara wisi u mnie ma 230 dolców.

– Taa? A twoja ma kurzajki na tyłku!

– Poważnie? Słuchaj, Belane, czyżbyś…?

– Nie, nie ja. Jeden gość. To on mi powiedział.

– Chyba że tak.

– Dobra, chcę postawić 25 górą na Burnt Butterfly w szóstej.

– Niech będzie, przyjmuję. I życzę ci szczęścia. Bo ci się kończy.

Rozłączyłem się. Kurwa mać, człowiek musi walczyć o każdy centymetr. Rodzi się, żeby walczyć, rodzi się, żeby umrzeć.

Myślałem o tym. I myślałem o tym.

Potem odchyliłem się w fotelu, zaciągnąłem głęboko papierosem i wydmuchałem niemal idealne kółko.

8

Po lunchu postanowiłem wrócić do biura. Otworzyłem drzwi i zobaczyłem faceta siedzącego przy moim biurku. Nie był to McKelvey. Pojęcia nie miałem, co to za jeden. Moje biurko robiło się coraz bardziej popularne. Oprócz faceta za biurkiem w pokoju był jeszcze jeden. Stał. Wyglądali na twardzieli. Zimnych twardzieli.

– Nazywam się Dante – oznajmił ten przy biurku.

– A ja Fante – oświadczył ten drugi.

Ja nie powiedziałem nic. Nie wiedziałem, co jest grane. Ciarki przeszły mi po grzbiecie i znikły pod sufitem.

– Przysłał nas Tony – powiedział ten, który siedział.

– Nie znam żadnego Tony'ego. Nie pomyliliście, panowie, przypadkiem adresu?

– Bynajmniej – stwierdził ten, który stał.

A potem Dante rzekł:

– Burnt Butterfly dał plamę.

– Zrzucił dżokeja zaraz po starcie – dodał Fante.

– Żartujesz.

– Wcale nie. Facet zwalił się na mordę.

– Pechowo obstawiłeś – zawyrokował Dante.

– I Tony twierdzi, że jesteś mu winien 5 paczek – rzekł Fante.

– Drobnostka – oznajmiłem. – Mam forsę w…

Ruszyłem w stronę biurka.

– Nic z tego, frajerze. – Dante roześmiał się. – Skonfiskowaliśmy twoją pukawkę.

Cofnąłem się.

– No więc – zaczął Fante – chyba sam rozumiesz, że nie możemy pozwolić na to, żebyś chodził sobie po ziemi i oddychał jak gdyby nigdy nic, skoro wisisz u Tony'ego na 5 paczek?

– Dajcie mi 3 dni…

– Masz 3 minuty – rzekł Dante.

– Co z wami jest? – zapytałem. – Dlaczego ciągle gadacie na zmianę, najpierw jeden, potem drugi, i tak w kółko? Nigdy się nie mylicie?

– Ktoś inny się tu pomylił – odpowiedzieli równocześnie. – Ty.

– Ładnie. Duet. Podobało mi się.

– Stul pysk – warknął Dante. Wyjął szluga i wsunął do ust.

– Hmm, chyba zapomniałem zapalniczki. Chodź tu, dupku, i mi przypal.

– „Dupku”? Rozmawiasz sam ze sobą?

– Nie, dupku, do ciebie mówię. Chodź tu! Zapal mi fajkę!

Migiem!

Postąpiłem kilka kroków, pstryknąłem zapalniczką i zbliżyłem płomień do papierosa tkwiącego w chyba najohydniejszej mordzie, jaką widziałem w życiu.

– Grzeczny chłopczyk – pochwalił Dante. – A teraz wyjmij tego peta z moich ust i wsadź sobie do gęby, żarzącym się końcem do środka. I nie waż się go wyjąć, dopóki ci nie pozwolę.

Pokręciłem głową.

– Albo zrobisz, jak mówi, albo cię tak podziurawimy, że myszy wezmą cię za kawałek sera.

– Chwileczkę…

– Masz 15 sekund – poinformował mnie Dante, po czym wyjął i nastawił stoper. – Start. 14, 13, 12, 11…

– Chyba nie mówisz poważnie?

– 10, 9, 8, 7, 6, 5, 4, 3…

Usłyszałem trzask odbezpieczanej broni.

Wyrwałem Dantemu papierosa z ust i wsunąłem we własne, żarem do środka. Próbowałem zebrać jak najwięcej śliny i cofnąć język, ale mi się nie udało, trafiłem papierosem w sam jego środek, trafiłem tak, że mnie porządnie ZAPIEKŁO!!! Było to bardzo nieprzyjemne, bardzo bolesne! Zacząłem się krztusić i wyplułem peta.

– Brzydki chłopczyk! – skarcił mnie Dante. – A mówiłem, że masz go trzymać w ustach, dopóki nie pozwolę ci wyjąć! Przez ciebie musimy zaczynać od początku!

– Odpierdol się! – zawołałem. – Jak chcesz, to strzelaj!

– Dobrze – zgodził się.

Nagle drzwi się otworzyły i weszła Pani Śmierć. Odstawiona tak, że mucha nie siada. Prawie zapomniałem, że mam poparzony język.

– Cholera, ale laska! – zachwycił się Dante. – Znasz ją, Belane?

– Pewnie.

Podeszła do krzesła, usiadła i skrzyżowała nogi. Kiecka podjechała jej do góry. Żaden z nas nie mógł uwierzyć, że takie nogi istnieją. Nawet ja, choć już je widziałem.

– Co to za pajace? – spytała.

– Przysłał ich gość imieniem Tony.

– Odpraw ich. Ja jestem twoją klientką.

– Dobra, chłopaki – powiedziałem. – Zmywajcie się.

– Co ty nie powiesz? – zdziwił się Dante.

– Co ty nie powiesz? – zdziwił się Fante.

Obaj zaczęli się śmiać. I nagle przestali.

– Zabawny z niego gość – rzekł Dante.

– Nawet bardzo – dodał Fante.

– Ja ich wykurzę – oznajmiła Pani Śmierć.

Wbiła wzrok w Dantego. Zgiął się natychmiast. Twarz mu pobladła.

– Jezu… – jęknął. – Niedobrze mi…

– Albo zrobisz, jak mówi, albo cię tak podziurawimy, że myszy wezmą cię za kawałek sera.

– Chwileczkę…

– Masz 15 sekund – poinformował mnie Dante, po czym wyjął i nastawił stoper. – Start. 14, 13, 12, 11…

– Chyba nie mówisz poważnie?

– 10, 9, 8, 7, 6, 5, 4, 3…

Usłyszałem trzask odbezpieczanej broni.

Wyrwałem Dantemu papierosa z ust i wsunąłem we własne, żarem do środka. Próbowałem zebrać jak najwięcej śliny i cofnąć język, ale mi się nie udało, trafiłem papierosem w sam jego środek, trafiłem tak, że mnie porządnie ZAPIEKŁO!!! Było to bardzo nieprzyjemne, bardzo bolesne! Zacząłem się krztusić i wyplułem peta.

Читать дальше
Тёмная тема
Сбросить

Интервал:

Закладка:

Сделать

Похожие книги на «Szmira»

Представляем Вашему вниманию похожие книги на «Szmira» списком для выбора. Мы отобрали схожую по названию и смыслу литературу в надежде предоставить читателям больше вариантов отыскать новые, интересные, ещё непрочитанные произведения.


Charles Bukowski - Post Office
Charles Bukowski
Charles Bukowski - Women
Charles Bukowski
libcat.ru: книга без обложки
Charles Bukowski
Charles Bukowski - Factotum
Charles Bukowski
Charles Bukowski - Faktotum
Charles Bukowski
Charles Bukowski - Hollywood
Charles Bukowski
Charles Bukowski - Listonosz
Charles Bukowski
libcat.ru: книга без обложки
Charles Bukowski
Charles Bukowski - Essential Bukowski - Poetry
Charles Bukowski
Отзывы о книге «Szmira»

Обсуждение, отзывы о книге «Szmira» и просто собственные мнения читателей. Оставьте ваши комментарии, напишите, что Вы думаете о произведении, его смысле или главных героях. Укажите что конкретно понравилось, а что нет, и почему Вы так считаете.

x