Bez pożegnania przerwał rozmowę z agentem, po czym zaczął wydawać instrukcje Jennifer. Przez ramię zawołał do drugiego producenta:
– Joe, musimy przerwać zdjęcia na jakiś tydzień.
– Ale…
– Pieprzyć budżet. – Ruszył ku swojej przyczepie, ale zaraz przystanął i położył dłoń na ramieniu Jennifer, która przez telefon rezerwowała bilet na samolot; włosy zasłaniały jej twarz niczym kurtyna. Kiedy uniosła głowę, zobaczyła w jego niezwykłych oczach wyraz bardzo rzadko widywany przez innych: cichą rozpacz. – Błagam – mruknął – jeśli będzie trzeba, porusz niebo i ziemię.
Minęła chwila, nim Jennifer wróciła do rzeczywistości, ale nawet po jego odejściu przez kilka sekund czuła na ramieniu ciepło, ciężar jego prośby. Znów podniosła słuchawkę i zaczęła wybierać numer. Alex Rivers dostanie to, na czym mu zależy.
O siódmej rano w środę zadzwonił telefon. Will wybiegł z łazienki, owijając się w pasie ręcznikiem. – Tak?
– Mówi Watkins. Przed chwilą miałem telefon z posterunku. Zgadnij, kto się pojawił. Masz trzy szanse.
Will opadł na podłogę, świat zawirował mu przed oczami.
– Będziemy za pół godziny – powiedział.
– Will? – Głos Watkinsa brzmiał, jakby to była rozmowa międzymiastowa. – Faktycznie wiesz, jak zrywać panienki.
Wiedział, że musi obudzić Jane i powiedzieć jej, że zgłosił się po nią mąż, wiedział, że w drodze na komendę musi wygłosić zapewnienia, których ona po nim oczekuje, ale nie sądził, by był w stanie to zrobić. Uczucia, które wywołała w nim Jane, sięgały głębiej niż kwestia brzemiennego w skutki zbiegu okoliczności. Podobało mu się, że Jane usiłuje tuszować piegi niemowlęcym pudrem. Podobał mu się sposób, w jaki gestykulowała przy mówieniu. Uwielbiał widzieć ją w swoim łóżku. Powtarzał sobie, że po prostu włoży maskę obojętności, którą nosił przez ostatnie dwadzieścia lat, i po tygodniu jego życie wróci do normy. Powtarzał sobie, że przecież tak to miało wyglądać. A równocześnie widział Jane wybiegającą z bramy cmentarza przy wtórze sowiego krzyku i zdawał sobie sprawę, że nawet po jej odejściu pozostanie za nią odpowiedzialny.
Spała na boku z ręką przyciśniętą do brzucha.
– Jane – powiedział, delikatnie dotykając jej ramienia. Pochylił się i lekko nią potrząsnął; zdumiało go, że pościel nie pachnie już nim, tylko nią. – Jane, obudź się.
Zamrugała i przekręciła się na plecy.
– Już czas? – zapytała.
Przytaknął.
Kiedy brała prysznic, zaparzył kawę, na wypadek gdyby chciała się napić przed wyjściem, ale ona odmówiła, zależało jej, by pojechali od razu. Will prowadził wóz w milczeniu, pozwalając, aby wszystkie te słowa, które zamierzał powiedzieć, tłoczyły się w powietrzu. Będę za tobą tęsknił. Zadzwoń, jeśli będziesz miała okazję. A gdyby coś się stało, wiesz, gdzie mnie znaleźć.
Jane szklistym wzrokiem wpatrywała się w drogę, zaciskając dłonie na kolanach. Odezwała się dopiero na parkingu przy posterunku. Jej głos był tak cichy, że Will pomyślał, iż chyba się przesłyszał.
– Sądzisz, że będzie mnie lubił?
Spodziewał się raczej rozważań, czy pozna męża albo gdzie jest jej dom, i to go zaskoczyło.
Nie miał okazji odpowiedzieć. W stronę samochodu biegło stado dziennikarzy, błyskając fleszami i wykrzykując pytania, które tworzyły niezrozumiały hałas. Jane skuliła się na siedzeniu.
– Chodź – powiedział Will, obejmując ją za ramiona i przyciągając ku drzwiom od strony kierowcy. – Trzymaj się blisko mnie.
Do diabła, kim ona jest? Nawet jeśli faktycznie nazywa się Barrett i jest antropologiem, nawet jeśli odkryła tę rękę, tak wielkie zainteresowanie mediów wydaje się grubą przesadą. Will prowadził Jane schodami do głównego holu posterunku, czując, jak jej ciepły oddech owiewa mu obojczyk.
Obok kapitana Watkinsa stał Alex Rivers.
Opuścił rękę, którą obejmował Jane. Przeklęty Alex Rivers. Wszyscy ci reporterzy, wszystkie te aparaty fotograficzne nie miały nic wspólnego z Jane.
Uśmiechnął się ironicznie. Jane była żoną amerykańskiego gwiazdora filmowego numer jeden. I całkiem o tym zapomniała.
Najpierw zauważyła, że Will się od niej odsunął, i przez chwilę sądziła, że nie będzie mogła ustać samodzielnie. Bała się spojrzeć w twarz wszystkim tym ludziom, ale coś trzymało ją na nogach i musiała się przekonać, co to jest.
Uniosła głowę i zobaczyła utkwione w swej twarzy oczy Alexa Riversa.
„Tabu”.
– Cassie? – Alex zrobił jeden, potem drugi krok do przodu, a Jane podświadomie przysunęła się do Willa. – Wiesz, kim jestem?
Naturalnie wiedziała, wszyscy go znali, to był Alex Rivers, na litość boską. Przytaknęła i dopiero wtedy uświadomiła sobie, że coś się dzieje z jej wzrokiem. Twarz Riversa drgała i migotała; podobnie mgiełka unosząca się latem z rozgrzanego asfaltu sprawia, że widzimy podwójnie. Rivers raz wydawał się błyszczący i nadludzki, raz był zwykłym człowiekiem.
Kiedy wyciągnął do niej ręce, doznania wszystkich zmysłów Cassie nałożyły się na siebie. Czuła ciepło emitowane przez jego skórę, widziała światło odbijające się we włosach, słyszała szept, który ich oboje otoczył. Czuła zapach drzewa sandałowego jego płynu po goleniu i świeżego krochmalu koszuli. Ostrożnie go objęła, dokładnie wiedząc, które mięśnie jego pleców znajdzie pod palcami. Antropologia, pomyślała, badanie sposobu, w jaki ludzie przystosowują się do swojego świata. Zamknęła oczy i zanurzyła się w znajome doznania.
– Boże, Cassie, nie wiedziałem, co się stało. Herb zadzwonił do mnie do Szkocji. – Jego oddech muskał ją w ucho. – Kocham cię, pichouette.
I właśnie to słowo sprawiło, że się cofnęła. Spojrzała na niego, na tego mężczyznę, o którym marzyła każda Amerykanka, i zrobiła krok w tył.
– Masz zdjęcie? – szepnęła. – Na którym jesteśmy oboje?
Nie pytała siebie, dlaczego kilka dni temu, gdy nie myślała jasno, z taką łatwością zaufała Willowi, a teraz Aleksa Riversa prosi o dowód, nim pójdzie z nim do domu. Alex zmarszczył czoło, zaraz jednak wyjął z kieszeni portfel. Podał jej laminowaną fotografię ślubną.
To z całą pewnością był on i to z całą pewnością była ona, wyglądała na szczęśliwą, kochaną, zdecydowaną. Oddała zdjęcie Alexowi, który schował portfel i wyciągnął do niej rękę.
Utkwiła w niej wzrok.
Gdzieś za plecami usłyszała prychnięcie sekretarki:
– Cholera, jeśli ona ma wątpliwości, ja z nim pójdę.
Splotła palce z palcami Alexa i patrzyła, jak wyraz jego twarzy ulega radykalnej przemianie. Pionowa zmarszczka troski pomiędzy brwiami zniknęła, zaciśnięte mocno wargi wygięły się w uśmiechu, oczy zajaśniały. Alex rozświetlił całe pomieszczenie i Cassie zaparło dech. Mnie, pomyślała, on pragnie mnie. Alex Rivers puścił jej dłoń i objął ją w pasie.
– Jeśli pamięć ci nie wróci – szepnął – sprawię, że od nowa się we mnie zakochasz. Zabiorę cię do Tanzanii, pomieszam ci kości, a ty możesz rzucić we mnie łopatką…
– Więc jestem antropologiem? – krzyknęła.
Alex przytaknął.
– Dzięki temu się poznaliśmy.
Ogarnęła ją wielka radość; Jej ręka. Więc jednak to była jej ręka, jakimś cudownym zrządzeniem opatrzności Alex Rivers ją kocha i…
Will. Uwalniając się z objęć Alexa, spojrzała na stojącego kilka kroków dalej Willa.
– Jestem antropologiem – powiedziała z uśmiechem.
Читать дальше