Biedna stara pani Bates, uprzejma i skromna jak zawsze, miała taką minę, jak gdyby nie bardzo rozumiała, co się dzieje.
– Obawiam się, że Jane trochę niedomaga – powiedziała – ale nie wiem na pewno, powiadają, że jest zdrowa. Przypuszczam, że córka zaraz tu przyjdzie, łaskawa pani. Proszę, niechże pani siada. Żałuję, że Hetty pojechała na tę wycieczkę. Nie potrafię, doprawdy… czy łaskawa pani ma aby krzesło? Czy aby pani wygodnie siedzi? Jestem pewna, że córka zaraz przyjdzie.
Emma ufała, że tak będzie. Przez chwilę miała obawy, że panna Bates starała się jej unikać. Ale panna Bates pojawiła się wkrótce. – Jestem uszczęśliwiona i wdzięczna… – lecz sumienie Emmy podszepnęło jej, że w tonie starej panny nie brzmi zwykła pogodna wylewność… mniej było swobody zarówno w wyrazie twarzy, jak sposobie bycia. Emma miała nadzieję, że bardzo życzliwe zapytanie o zdrowie panny Fairfax ułatwi nawrót dawnych przyjaznych stosunków. I rzeczywiście to poskutkowało.
– Ach, jaka pani dobra, panno Emmo! Pewnie pani już słyszała i przyszła dzielić z nami naszą radość. Ale, jak dla mnie, mało to, co prawda, podobne do radości – otarła ukradkiem łzę – ciężko nam będzie rozstać się z nią teraz, kiedy tak długo się nią cieszyłyśmy. Jane ma w tej chwili straszny ból głowy, całe rano pisała, wie pani, takie długie listy do pułkownika Campbella i do pani Dbcon. „Moje dziecko – tłumaczyłam jej – oślepniesz”, bo miała ciągle łzy w oczach. Trudno się dziwić, trudno się dziwić. To wielka zmiana, chociaż można powiedzieć, że Jane ma szczęście – znaleźć taką posadę! – chyba żadna młoda kobieta takiej nie dostała od razu na początek; niech pani nas nie posądza o niewdzięczność, panno Emmo, to przecież tak zdumiewający uśmiech fortuny – tu znów otarła łzę – ale biedactwo! Gdyby pani wiedziała, jaką ma migrenę. Kiedy ktoś bardzo cierpi, nie jest w stanie ocenić żadnej łaski losu tak, jak by należało. Jane jest ogromnie przybita. Patrząc na nią, nikt by nie pomyślał, jaka jest w gruncie rzeczy uradowana i szczęśliwa, że zapewnia sobie takie stanowisko. Pani wybaczy jej, że nie przyjdzie tutaj, nie ma na to sił, poszła do swego pokoju. „Kochaneczko – powiedziałam jej – powiem, żeś się wyciągnęła na łóżku”; ale ona nie leży, chodzi po pokoju. Tylko że teraz, jak już napisała wszystkie listy, z pewnością niedługo wyzdrowieje. Będzie jej bardzo przykro, że pani nie widziała, panno Emmo, ale pani w swej dobroci z pewnością jej wybaczy. Trzymano panią chwilę pod drzwiami, było mi po prostu wstyd, ale w domu powstał jakiś zamęt i tak się złożyło, że nie słyszałyśmy pukania, dopiero jak pani była na schodach, dowiedziałyśmy się, że ktoś przyszedł. „To z pewnością pani Cole – powiedziałam – wierzaj mi, nikt poza nią nie przyszedłby tak wcześnie”. „Trudno – powiedziała Jane – trzeba to znieść, wszystko jedno, teraz czy kiedy indziej, niech już będzie teraz”. Ale kiedy weszła Patty i powiedziała, że to pani, zawołałam: „Ach, to panna Woodhouse, jestem pewna, że ją będziesz chciała przyjąć”. „Nie, nie mogę widzieć się z nikim” – odparła i wstała, żeby wyjść z pokoju, dlatego nie poprosiłyśmy pani od razu i strasznie nam było wstyd i przykro. „Jeżeli musisz odejść – powiedziałam – no, to trudno, powiem, że się wyciągnęłaś na łóżku”.
Emma słuchała z wielkim zainteresowaniem. Od dawna już żywiła w sercu cieplejsze uczucia dla Jane, zaś obraz jej obecnych cierpień wyleczył ją z wszelkich nieszlachetnych podejrzeń, jakie powzięła poprzednio; teraz pozostało tylko współczucie, a pamięć niesprawiedliwego i nieżyczliwego traktowania panny Fairfax, którym nieraz grzeszyła, była dostatecznym wytłumaczeniem, że Jane mogła w sposób całkiem naturalny przyjąć panią Cole albo kogokolwiek ze starych wiernych przyjaciół, a nie mogła znieść jej widoku. Zaczęła więc mówić tak, jak czuła, z prawdziwym żalem i troską, pragnąc szczerze, aby nowe warunki życia, które się obecnie ustalą, jak to zdołała wywnioskować ze słów panny Bates, okazały się jak najpomyślniejsze i jak najkorzystniejsze dla panny Fairfax.
– To ciężki cios dla pań. Zdawało mi się, że decyzja miała być odłożona do powrotu państwa Campbell.
– Jaka pani dobra! – odrzekła panna Bates. – Ale pani jest zawsze taka dobra.
To „zawsze” było nie do zniesienia, chcąc więc przerwać wylew straszliwej wdzięczności Emma zapytała od razu:
– Czy wolno zapytać, dokąd wyjeżdża panna Fairfax?
– Do niejakiej pani Smallridge, czarująca osoba, wielce inteligentna… Jane obejmie opiekę nad trzema dziewczynkami – przemiłe dzieci. Trudno wymarzyć sobie dogodniejszą posadę; wyjąwszy może rodzinę pani Suckling i pani Bragge; ale pani Smallridge jest w zażyłej przyjaźni z tymi obydwoma domami i mieszka w ich najbliższym sąsiedztwie, to tylko cztery mile od Maple Grove. Jane będzie zaledwie o cztery mile od Maple Grove.
– Przypuszczam, że panna Fairfax zawdzięcza tę posadę pani Elton…
– Tak, naszej zacnej pani Elton. To najbardziej niestrudzona, najwierniejsza przyjaciółka. Nie chciała słyszeć o odmowie. Nie zgodziła się na to, aby Jane powiedziała „nie”; bo kiedy Jane dowiedziała się o tym po raz pierwszy (to było właśnie przedwczoraj, tego dnia, kiedy jeździłyśmy do Donwell), więc kiedy Jane usłyszała o tym po raz pierwszy, była całkowicie zdecydowana, że nie przyjmie oferty, właśnie dla przyczyn, o których pani wspomniała; ściśle tak, jak pani mówi, postanowiła nie wiązać się niczym aż do powrotu państwa Campbell, nic nie było w stanie nakłonić jej teraz do zaangażowania się gdziekolwiek – powtarzała to pani Elton w kółko, nie wiem ile razy – przyznaję, że nigdy nie przypuszczałam, żeby miała zmienić zdanie! Ale ta zacna pani Elton, która nigdy się nie myli, okazała się lepszym prorokiem. Nie każdy by się upierał tak uprzejmie jak ona, po prostu oświadczyła, że nie przyjmuje odpowiedzi Jane; powiedziała stanowczo, że nie napisze jeszcze z odmową, tak jak Jane sobie życzyła, poczeka, no i oczywiście wczoraj wieczorem zapadła decyzja, że Jane pojedzie. To była dla mnie zupełna niespodzianka! Wcale tego nie oczekiwałam! Jane wzięła panią Elton na bok i oświadczyła jej nagle, że, po dojrzałym rozważeniu wszystkiego, co przemawia za propozycją pani Smallridge, zdecydowała się ją przyjąć. Ja nic o tym nie wiedziałam, aż wszystko zostało postanowione.
– Czy pani spędziła wieczór z panią Elton?
– Tak, byłyśmy tam z mamą i z Jane. Umówiłyśmy się w Box Hill spacerując z panem Knightleyem. „Muszą państwo przyjść do nas dziś wieczorem – powiedziała – muszę mieć koniecznie wszystkich państwa u siebie”.
– To i pan Knightley tam był także?
– Nie, pan Knightley odmówił od razu, choć myślałam, że jednak przyjdzie, bo pani Elton zapowiedziała, że nie ustąpi, ale była moja matka, Jane i ja; bardzo przyjemny wieczór. Zawsze miło jest znaleźć się wśród dobrych, życzliwych przyjaciół, panno Emmo, choć wszyscy zdawali się dość zmęczeni po rannej wycieczce. Nawet rozrywki, wie pani, bywają męczące i nie powiem, żeby ktokolwiek się zbyt dobrze bawił w Box Hill. Ale ja mimo wszystko zawsze będę zdania, że to była bardzo przyjemna eskapada, i jestem niezmiernie wdzięczna zacnym przyjaciołom, którzy mnie z sobą zabrali.
– Panna Fairfax, choć pani nie zdawała sobie z tego sprawy, biła się więc z myślami cały dzień?
– Tak przypuszczam.
– Bez względu na to, kiedy ta chwila nastąpi, będzie ona niepożądana zarówno dla niej, jak dla wszystkich jej przyjaciół, ale mam nadzieję, że obowiązki jej zostaną w miarę możności ułatwione, chciałam powiedzieć, że przyczynią się do tego zarówno charakter, jak zachowanie wobec niej całej rodziny przyszłych chlebodawców.
Читать дальше