Kornel Makuszyński - Szaleństwa Panny Ewy
Здесь есть возможность читать онлайн «Kornel Makuszyński - Szaleństwa Panny Ewy» весь текст электронной книги совершенно бесплатно (целиком полную версию без сокращений). В некоторых случаях можно слушать аудио, скачать через торрент в формате fb2 и присутствует краткое содержание. Жанр: Детская проза, на польском языке. Описание произведения, (предисловие) а так же отзывы посетителей доступны на портале библиотеки ЛибКат.
- Название:Szaleństwa Panny Ewy
- Автор:
- Жанр:
- Год:неизвестен
- ISBN:нет данных
- Рейтинг книги:4 / 5. Голосов: 1
-
Избранное:Добавить в избранное
- Отзывы:
-
Ваша оценка:
- 80
- 1
- 2
- 3
- 4
- 5
Szaleństwa Panny Ewy: краткое содержание, описание и аннотация
Предлагаем к чтению аннотацию, описание, краткое содержание или предисловие (зависит от того, что написал сам автор книги «Szaleństwa Panny Ewy»). Если вы не нашли необходимую информацию о книге — напишите в комментариях, мы постараемся отыскать её.
Szaleństwa Panny Ewy — читать онлайн бесплатно полную книгу (весь текст) целиком
Ниже представлен текст книги, разбитый по страницам. Система сохранения места последней прочитанной страницы, позволяет с удобством читать онлайн бесплатно книгу «Szaleństwa Panny Ewy», без необходимости каждый раз заново искать на чём Вы остановились. Поставьте закладку, и сможете в любой момент перейти на страницу, на которой закончили чтение.
Интервал:
Закладка:
"Bomba pęknie za minut pięć… Za trzy… Za dwie minuty…"
Pani Szymbartowa zmąciła jednak zwykły porządek rzeczy, gdyż w pewnej chwili spojrzała na córkę i coś ją w jej widoku zastanowiło.
– Czemu jesteś taka podniecona? – zapytała powoli.
– Nie, mamusiu…
– Źle się czujesz?
– Lepiej niż kiedykolwiek. Czemu mamusia pyta?
– Bo ci oczy błyszczą. Piłaś tran?
– Jeszcze nie…
Ewcia kopnęła ją lekko pod stołem, dając jej znak, aby czuwała i aby "zgasiła oczy".
Pani Szymbartowa uspokojona przecięła zimny siekany kotlet z obiadu, w którym były trzy czwarte rozmoczonej bułki i jedna czwarta mięsa, jedną połowę położyła przed Ewcią, a drugą przed małżonkiem.
– Trzeba to przytrzymać, aby tego wiatr nie porwał – mruknął sam do siebie pan Szymbart.
– Co powiedziałeś?
– Że nie przełknę tego bez mleka! – odrzekł on odważnie.
Pani Szymbartowa siedziała przez chwilę nieruchomo, chcąc dać do poznania, że rozdzierający krzyk mężowskiego serca domagającego się napoju nie czyni na niej najmniejszego wrażenia, po czym z własnej i nieprzymuszonej woli podniosła się z westchnieniem i poszła do spiżarni.
– Tatusiu, ratuj! – szepnęła Zosia.
– Przed czym? – zdumiał się spokojny pan Szymbart.
Nie było jednak czasu na odpowiedz, bo na mrocznej scenie ukazała się pani Szymbartowa, stąpająca jakoby w śnie somnambulicznym. Tak zawsze kroczy lady Makbet, patrząc nieruchomym spojrzeniem na swe okrwawione ręce. Pani Szymbartowa natomiast patrzyła jak urzeczona w garnek. Miała wyraz taki, jak gdyby się jej coś pomieszało w rozumie, albowiem dnia onego przestały działać wszystkie prawa fizyki: oto trzyma w ręku garnek pełen mleka, a garnek jest przedziwnie lekki. Dlaczego jest taki lekki? Przecie kożuch jest nienaruszony, przeto powinno pod nim być mleko. Postawiła naczynie na stole, nie odwracając od niego zdumionego spojrzenia. Obydwie dziewczyny czyniły to samo. Zdawało się, że najgłupszy z głupich garnków z jednym uchem stał się ni stąd ni zowąd największym dziwem świata. Jedynie Pan Szymbart, rzeczy nieświadom, zachował rozumne spojrzenie na świat i na garnek. Chwycił go gwałtownym ruchem za ucho, jak to czasem czyni majster szewski z uchem terminatora, i przechylił naczynie nad szklanką. W tej chwili król Salomon, siedzący na chmurze i przyglądający się tej scenie, zawołał zapewne: "Z próżnego i ja nawet nalać nie mogłem, kochany panie Szymbart!".
Zakwilił cicho pan Szymbart i rozumne jego spojrzenie przybrało ciemną barwę nagłego ogłupienia.
– Czary, czy co? – mruknął zdumiony.
– Czarownice zwykle wypijają mleko…- odezwała się Ewcia głosem tak chwiejącym, aż się zataczał.
Pani Szymbartowa odegrała gwałtownym ruchem mgłę majaków, co owiły jej głowę, i powróciwszy do życia krzyknęła:
– Kto wypił mleko?!
Wysunęła palce w stronę męża.
– Ty?!
– Obrażasz mnie! – odrzekł pan Szymbart z bezmleczną godnością.
– Dobrze… Zosia nie wypiła, ja nie wypiłem…
– Może Rolli? – podszepnęła nieśmiało Zosia.
– Nie! – wołała pani Szymbartowa. – Jest to pies złodziejski, lecz nawet on takiej sztuczki nie potrafi, aby wypić mleko, a zostawić kożuch. Zostaje tylko jedna podejrzana osoba… Ewcia poczuła, jak ją policzek zaczyna piec od gorącego spojrzenia pani Szymbartowej. Przymknęła na chwilę oczy i skoczyła w ciemną przepaść.
– To ja wypiłam… – powiedziała potężnie.
– Ewciu! – krzyknęła Zosia.
Pan Szymbart spojrzał ciekawie na Ewcię, a blady uśmiech usiadł mu na wąsach jak senna mucha.
"I była chwila ciszy. I powietrze stało głuche, milczące, jakby z trwogi oniemiało" – jak w Panu Tadeuszu przed burzą.
Potem twarz pani Szymbartowej przybrała barwę szkarłatną; grały na niej nagłe i przemijające błyski zdumienia, gniewu, oburzenia, rozpaczy i bezmiernej pogardy.
– Ładny przykład dla mego dziecka! – krzyknęła wreszcie z boleścią. – Miłą dziewczynę przyjęłam pod swój dach!… Ale zrobi się porządek z miłą dziewczynką! Przede wszystkim panienka nie dostanie jutro śniadania…
– Oho! – zawołał pan Szymbart.
Nikt jednak nie zwrócił uwagi na ten szlachetny głos protestu.
– Poza tym trzeba będzie zaprowadzić inne środki ostrożności przed włamywaczami…
– Oho! – zawołał pan Szymbart po raz drugi, pragnąc przywieść żonę do należytego umiaru w wytrysku straszliwych słów.
– A teraz spać! – zakomenderowała pani Szymbartowa.
Okazało się jednak, że głupie mleko wygnało z tego domu sen spokojny. Pani Szymbartowej nie pozwoliło zasnąć oburzenie, Ewci odrobina strachu, co to będzie jutro, Zosi wyrzuty sumienia, a panu Szymbartowi zdumienie, pomieszanie z podziwem.
Raniutko czatował na Ewcię i zapytał ją szeptem:
– Ewciu, jak ty to zrobiłaś?
– Przez rurkę, proszę pana. Ale to nie ja wypiłam mleko…
– Tylko kto?
– Zosia…
– I nie umarła? – zaśmiał się pan Szymbart. – To nadzwyczajne!
Nagle coś mu musiało przyjść do głowy, gdyż zmarszczył czoło i ściszył głos jeszcze bardziej.
– Powiedz mi, dziewczyno… ale tak w zaufaniu… czy nie dałoby się w ten sam sposób z butelką?… Z koniakiem na przykład… bo to, widzisz, czasem człowiek jest zaziębiony… Ty masz wyborne pomysły!
Bardzo żałośnie był zawiedziony, gdy mu Ewcia odmówiła pomocy w zbrodni, lecz nie umniejszało to jego podziwu jej wynalazczości.
Sprawa z "kroplą mleka" stała się początkiem okresu przedziwnie burzliwego. Pani Szymbartowa byłaby odżałowała wszystkiego, tego jednak nie mogła przeboleć, że ją okpiono. Wielki jej rozum nie przewidział tak misternego cygaństwa i to ją zabolało najwięcej. Stała się przeto czujna i była wiecznie na czatach. Zbierała pilnie ziarnko do ziarnka i zapisywała wszystko w pamięci. Odkryła tłuste ślady tranu na murze za oknem izdebki Ewci; przypatrywała się z niepokojem niepokojowi swej córki; z uśmieszków męża wywnioskowała, że o czymś wie i że jest cichym wspólnikiem niezwykłych zbrodni. Poczęła wychodzić z domu głośno, a po krótkiej chwili powracała cicho i wpadała do pokoiku Zosi. Po takiej jednej zasadzce zdarzyła się awantura druga, zgoła piekielna. Nie chciała wierzyć własnym oczom otworzywszy cicho drzwi: Ewcia stała na łóżku i trzymała nogi Zosi, stojącej na głowie. Krzyknęła pani Szymbartowa rozdzierającym głosem i rzuciła się na pomoc jedynemu dziecku.
– Zbrodniarko! – zawołała ostatnim tchem, – Zamordujesz mi dziecko!
Ze straszliwego sądu, odbytego na miejscu przestępstwa, okazało się, że Ewcia postanowiła wyleczyć Zosię z ustawicznej bladości przez zabieg prosty i na pierwszy rzut oka jedyny. Rozum chłopski dawno doszedł do nieodpartego przekonania, że jeśli kto stanie na głowie, ten się zaczerwieni, gdyż wtedy krew z całego ciała spływa ku głowie. Nie należy, oczywiście, dopuszczać się w tym kierunku przesady, albowiem krew dobroczynna może się zmienić w tak zwaną "nagłą krew", zalewa nieszczęśliwca z kretesem i na amen. Jedynie lotnicy umiejąc latać przez dłuższy czas głową na dół, nie należy jednak zalecać tego panienkom. Ewcia nie żądała od swej przyjaciółki niezwykłości, pilnym ćwiczeniem doprowadza ją jednak do tego, że w pewnych chwilach, po kilku minutach utrzymywania się w pozycji zgoła przeciwnej naturze, blada Zosia przypominała buraka i dojrzały pomidor. Wierząca jednak tylko w tran i sól morszyńską pani Szymbartowa nie mogła pojąć świetnej metody Ewci, przeto i ją, i jej wyborny pomysł obrzuciła słowami wielkości kurzego jaja, jak się zwykle mówi o straszliwym gradzie. W następstwie tych okropności zostały zakazane wszystkie stosunki towarzyskie obydwóch panienek i Ewcia została skazana jako wybitnie "trędowata" na samotność gorzką i smutną. Ponieważ Rolmops, choć tak wybitnie mądry, był dość tępy w rozmowie, Ewcia snuła swoje samotne godziny jak pajęczynę. Czasem pan Szymbart dodał jej ukradkiem otuchy i szepnął jej przy spotkaniu: "Czuj duch, dziewczyno!" – nieznaczną jednak było to pociechą.
Читать дальшеИнтервал:
Закладка:
Похожие книги на «Szaleństwa Panny Ewy»
Представляем Вашему вниманию похожие книги на «Szaleństwa Panny Ewy» списком для выбора. Мы отобрали схожую по названию и смыслу литературу в надежде предоставить читателям больше вариантов отыскать новые, интересные, ещё непрочитанные произведения.
Обсуждение, отзывы о книге «Szaleństwa Panny Ewy» и просто собственные мнения читателей. Оставьте ваши комментарии, напишите, что Вы думаете о произведении, его смысле или главных героях. Укажите что конкретно понравилось, а что нет, и почему Вы так считаете.