Jennifer Greene - Kobieta z wyspy
Здесь есть возможность читать онлайн «Jennifer Greene - Kobieta z wyspy» весь текст электронной книги совершенно бесплатно (целиком полную версию без сокращений). В некоторых случаях можно слушать аудио, скачать через торрент в формате fb2 и присутствует краткое содержание. Жанр: Современные любовные романы, на польском языке. Описание произведения, (предисловие) а так же отзывы посетителей доступны на портале библиотеки ЛибКат.
- Название:Kobieta z wyspy
- Автор:
- Жанр:
- Год:неизвестен
- ISBN:нет данных
- Рейтинг книги:5 / 5. Голосов: 1
-
Избранное:Добавить в избранное
- Отзывы:
-
Ваша оценка:
- 100
- 1
- 2
- 3
- 4
- 5
Kobieta z wyspy: краткое содержание, описание и аннотация
Предлагаем к чтению аннотацию, описание, краткое содержание или предисловие (зависит от того, что написал сам автор книги «Kobieta z wyspy»). Если вы не нашли необходимую информацию о книге — напишите в комментариях, мы постараемся отыскать её.
Kobieta z wyspy — читать онлайн бесплатно полную книгу (весь текст) целиком
Ниже представлен текст книги, разбитый по страницам. Система сохранения места последней прочитанной страницы, позволяет с удобством читать онлайн бесплатно книгу «Kobieta z wyspy», без необходимости каждый раз заново искать на чём Вы остановились. Поставьте закладку, и сможете в любой момент перейти на страницу, на которой закончили чтение.
Интервал:
Закладка:
– Gdzie jest mój syn? – spytała gorączkowo.
– Sądzę, że razem z panią Conroy stoją tuż za drzwiami. Widzę, że bardzo pani do niego spieszno.
Pobiegła, roztrącając stojących wokół ludzi. Tak bardzo chciała zobaczyć Kipa. Natychmiast. Mimo tego jej oczy odruchowo obiegły opustoszały korytarz.
Jarl z pewnością słyszał wyrok, jednak nigdzie go nie widziała. Odszedł. Przeszył ją ostry ból i poczuła nieznośną pustkę. Usiłowała przekonać siebie, że to bez sensu. Sama przecież chciała, żeby ją zostawił. Nie było możliwości powrotu, tym bardziej, że nawet wyrok sądu nie zdołał przekreślić jego zdrady. Wystawi! ją i Kipa na niebezpieczeństwo. Opuściła ją głęboka wiara w jego miłość.
Przez chwilę poczuła się bezradna wobec tej pustki. Jednak szybko uniosła brodę, zdecydowana myśleć tylko o swoim dziecku, a Jarla wyrzucić z pamięci. Szła coraz szybciej, bezskutecznie wypatrując małego. Wreszcie obok drzwi dostrzegła kobietę z dzieckiem trzymającym w objęciach spychacz. Łzy popłynęły strumieniem, kiedy zamknęła Kipa w swoich ramionach.
Maks pochylił się do przodu i położył rękę na sercu.
– Naprawdę doceniam to, że przyszedłeś mi pomóc, Hendriks.
– Nie ma sprawy. – Twarz Jarla obsypana była śniegiem. Właśnie wniósł ostatnią deskę do znajdującego się za garażem pomieszczenia. Żadna z dwudziestu czterech desek nie była specjalnie długa czy ciężka. Gdy po raz kolejny patrzył ze zdziwieniem na Maksa, stary człowiek ponownie położył rękę na piersi.
– Cholerne serce, nie pozwala mi niczego podnieść. To naprawdę miło, że wpadłeś.
– Powiedziałem, że nie ma sprawy. Co zamierzasz budować?
– Budować?
– Z tych desek.
– A tak, wkrótce będę miał sporo roboty. – Maks zdjął czapkę i wytarł czoło, jakby to on się namęczył. – Dobrze mieć takiego sąsiada jak ty. Wszyscy już dawno powyjeżdżali. Nie przypuszczałem, że zamieszkasz tu na stałe. Nie jest ci za daleko stąd do pracy?
– Nieważne.
– Wejdziesz na kawę?
– Nie, dziękuję. – Jarl sięgnął po marynarkę leżącą na stosie drewna.
– Tylko jeden kubek, wszystko już przygotowane. Masz coś lepszego do roboty w niedzielę rano?
Nie miał nic lepszego do roboty, ale chciał być sam. Poranny telefon od Maksa zaskoczył go, jednak przyszedł i pomógł staremu. Pozostawanie dłużej nie byłoby rozsądne. Maks nie wspomniał jeszcze o Sarze, a Jarl nie chciał, żeby to robił.
– Mam trochę papierkowej roboty, ale dziękuję.
– Zaczekaj. Zaczekaj chwilę. – Maks wypuścił olbrzymi kłąb dymu.
Przez dziesięć minut Jarl słuchał cierpliwie opowieści o pewnym zdarzeniu sprzed lat, kiedy to Maks omal nie odmroził sobie nogi.
– To naprawdę bardzo interesujące, Maks. Ale teraz…
– Kiedy muszę ci jeszcze coś powiedzieć. Zaczekaj.
Jarl, przestępując z nogi na nogę, wysłuchał jeszcze kilku równie pasjonujących opowieści. Powoli zapadał mrok.
– Matko Boska! – powiedział nagle Maks. – Spójrz na to!
– Na co? – Jarl zadarł głowę i na horyzoncie ujrzał poruszające się punkciki, które szybko rosły, zmieniając się w liczne stado, złożone z dwóch tuzinów gołębi.
– Spójrz, wypuściła wszystkie. To znaczy, że ma kłopoty. – Maks ruszył szybko w kierunku przystani i nagle zatrzymał się z ręką na sercu.
– Muszę do niej popłynąć, ale czuję się okropnie. Chyba się przeziębiłem.
– Za dużo palisz – powiedział sucho Jarl, z niepokojem obserwując ptaki.
– Połknę nitroglicerynę, zanim się wezmę za wiosła. Jestem taki słaby.
– Przymknij się Maks – Jarl cedził powoli każde słowo. – Co ty właściwie knujesz?
– Knuję? – sapał z oburzeniem Maks. – Może Sarze albo dzieciakowi coś się stało. Widzisz przecież, że wysłała wszystkie ptaki.
– Sara nie chce mnie widzieć. – Jarl zmrużył oczy.
– Nie wiem, co planujesz, ale nie rób tego. Ona nie będzie ci wdzięczna.
– Sprawy między wami to nie mój interes – powiedział Maks pojednawczo.
– No właśnie.
– Tylko że ja jestem tutaj, a nie tam. To nie ja wysłałem te gołębie, więc dlaczego mnie oskarżasz?
Jarl dobrze o tym wiedział, dlatego z niepokojem wytężał wzrok w kierunku wyspy. Na horyzoncie widział unoszący się z komina dym. Nie mógł pozbyć się wrażenia, że stary z pewnością coś knuje i nie zamierzał brać w tym udziału.
– Wymyślasz sobie jakieś historie – powiedział Maks niemal radośnie – a może Sara ma zapalenie płuc, albo chłopiec złamał nogę? Ja w każdym razie płynę. – Zrobił trzy kroki, po czym zgiął się, kaszląc przeraźliwie. Kącikiem oka dostrzegł, że Jarl wciąż stoi w tym samym miejscu i zakaszlał głośniej.
– Do diabła! – Jarl się w końcu poruszył. – Idź do domu. Nie stój na zimnie.
– Ale Sara…
– Zajmę się Sarą. Tobą też się zajmę, jak tylko wrócę. Wezwij lekarza.
– Nie potrzebuję lekarza.
– Ale możesz potrzebować, jeśli się okaże, że coś uknułeś, co?, mogłoby zranić Sarę. A teraz idź do domu i przestań wreszcie palić to śmierdzące cygara.
Maks zrobił urażoną minę, gdy Jarl odcumował ulubioną łódź starego i odpłynął.
– Dobra, dobra – zamruczał do siebie Maks. – Myślisz, że taki z ciebie twardziel, Hendriks? Zobaczysz, jaką ci przygotowała niespodziankę.
Jarl płynął na pełnych obrotach. Lodowaty wiatr smagał go po twarzy. Zima to kiepska pora na życie na wyspie. Ich powrót był bezsensowny, przecież teraz mogli mieszkać, gdzie tylko chcieli.
Ich powrót na wyspę był tak samo bezsensowny jak fakt, że Jarl zamieszkał na stałe w swoim domku letniskowym. Do dzisiaj właściwie nie wiedział. dlaczego to zrobił. Nawet nie próbował dociekać.
Nic już nie było tak jak przedtem. Chodził, jadł i spał, ciągle pełen poczucia winy. Powtarzał sobie, że zrobił to, co należało. Pomógł jej,, uwolnił od udręki, ale wcale nie czuł się jak bohater. Czuł się jak sukinsyn i był nim. Chapman w sądzie przedstawił Sarę jako dziwkę i to z powodu ich związku. Przez niego mogła stracić dziecko. Nagle zrozumiał ogrom ryzyka, na jakie ją naraził.
Nie pragnął spotkania z nią. Wiedział, że go odrzuciła. Maks niepotrzebnie postawił go w tej sytuacji.
Zbliżył się do brzegu, o który z łoskotem rozbijały się lodowate fale. Zacumował łódź Maksa obok jej łodzi. Teraz miała już własną. Buty Jarla skrzypiały, gdy szedł po chropowatym lodzie. Na pewno wszystko jest w porządku. Przeczułby, gdyby im coś zagrażało.
Zimą ścieżka wyglądała zupełnie inaczej. Ciemne, z lekka oszronione gałęzie pochylały się złowieszczo. Wiatr szczypał Jarla w policzki. Miał nadzieję, że nie wychodzili w czasie takiej pogody. Obserwował tę przeklętą wyspę dniem i nocą. z obawą, że może im się przydarzyć coś złego.
Światło paliło się we wszystkich oknach, a na drzwiach wisiał wieniec z pomalowanych na czerwono szyszek. Stłumił mimowolny uśmiech.
Sara ujrzała przez okno jego twarz. Jej serce biło jak oszalałe. Był zmarznięty, rozzłoszczony i chyba uparty, jak zwykle Jarl, Usłyszała pukanie do drzwi. Sekundy mijały, a ona wciąż nie mogła się ruszyć.
– Kip – wyszeptała w końcu. Chłopiec wychylił się zza framugi, – Jarl przyszedł.
Wyręczanie się Kipem było raczej tchórzostwem, ale przez moment naprawdę się bała. Jarl miał słabość do chłopca i nie potrafił niczego mu odmówić. Kip pogalopował do drzwi i szarpnął za klamkę. Już po chwili znalazł się w szerokich, opiekuńczych ramionach.
Читать дальшеИнтервал:
Закладка:
Похожие книги на «Kobieta z wyspy»
Представляем Вашему вниманию похожие книги на «Kobieta z wyspy» списком для выбора. Мы отобрали схожую по названию и смыслу литературу в надежде предоставить читателям больше вариантов отыскать новые, интересные, ещё непрочитанные произведения.
Обсуждение, отзывы о книге «Kobieta z wyspy» и просто собственные мнения читателей. Оставьте ваши комментарии, напишите, что Вы думаете о произведении, его смысле или главных героях. Укажите что конкретно понравилось, а что нет, и почему Вы так считаете.