Jacek Komuda - Czarna Szabla
Здесь есть возможность читать онлайн «Jacek Komuda - Czarna Szabla» весь текст электронной книги совершенно бесплатно (целиком полную версию без сокращений). В некоторых случаях можно слушать аудио, скачать через торрент в формате fb2 и присутствует краткое содержание. Год выпуска: 2007, Жанр: Фантастика и фэнтези, на польском языке. Описание произведения, (предисловие) а так же отзывы посетителей доступны на портале библиотеки ЛибКат.
- Название:Czarna Szabla
- Автор:
- Жанр:
- Год:2007
- ISBN:нет данных
- Рейтинг книги:3 / 5. Голосов: 1
-
Избранное:Добавить в избранное
- Отзывы:
-
Ваша оценка:
- 60
- 1
- 2
- 3
- 4
- 5
Czarna Szabla: краткое содержание, описание и аннотация
Предлагаем к чтению аннотацию, описание, краткое содержание или предисловие (зависит от того, что написал сам автор книги «Czarna Szabla»). Если вы не нашли необходимую информацию о книге — напишите в комментариях, мы постараемся отыскать её.
Czarna Szabla — читать онлайн бесплатно полную книгу (весь текст) целиком
Ниже представлен текст книги, разбитый по страницам. Система сохранения места последней прочитанной страницы, позволяет с удобством читать онлайн бесплатно книгу «Czarna Szabla», без необходимости каждый раз заново искать на чём Вы остановились. Поставьте закладку, и сможете в любой момент перейти на страницу, на которой закончили чтение.
Интервал:
Закладка:
- Panie ojcze, nie ostawiajcie go bez pomocy! Toż to człowiek! On umrze!
Krysiński obejrzał się na pachołków i chłopów.
- Cóż czynić, bracia? Macie jakąś radę?
- Powiedział Pan: miłuj bliźniego swego jak siebie samego. Nie lza ostawić tak człowieka, chociaż grzesznego - rzekł siwowłosy brat Jonasz.
- Szablę niechaj odda - mruknął Efraim. - Bo jeszcze gotów w naszym Jeruzalem krew niewinną przelewać!
Krysiński podszedł do Dydyńskiego, pochylił się nad rannym.
- Nie ostawimy waszmości bez pomocy. Ale najpierw daj mi szablę, która tyle krwi przelała. Nie możesz przebywać między ludem Bożym, mając u boku żelazo splamione posoką niewinnych.
Błysk zrozumienia pojawił się w oczach Dydyńskiego. Nie bez pomocy Racheli odpiął szablę z rapci i podał - rękojeścią do przodu. Stary szlachcic nie dobył jej z pochwy, podniósł w górę i cmoknął jak stary rębajło próbujący wdzięków pani staszowskiej, barskiej czy sandomierskiej.
- Zacna szabelka - mruknął. - Jak przyrośnięta do ręki lata. Dobra do zamachów i odbić. W sam raz dla zajezdnika.
- Ojcze, ratuj - jęknęła Rachela.
Krysiński pochylił się nad młodym rębajłą. Szybko i bez ceregieli rozerwał nogawicę hajdawerów, oderwał rękę Dydyńskiego od rany na udzie. Krew trysnęła w górę, a stolnikowic jęknął z bólu.
Stary szlachcic położył obie dłonie na krwawym cięciu po szabli czy pałaszu. Przymknął oczy i wyszeptał słowa modlitwy.
A potem odjął zakrwawione ręce od ciała pana Dydyńskiego. Jacek jęknął, ale nie z bólu. Krwawienie ustało. Rana była napuchnięta, ale nie sina, przestała lać się z niej krew. A potem Dydyński pochylił się i opadł w ramiona panny Racheli. Nie omdlał, nie stracił świadomości. Po prostu zasnął.
3.We dworze
Dydyński wstał z łoża już następnego dnia. Nie czuł się źle; gorączka ustąpiła, rany przestały krwawić. A najdziwniejsze, że zabliźniła się paskudna szrama na udzie. Pan stolnikowic obmacał ją, odwinął szarpie i zdziwił się, widząc wąską, zasklepioną krechę. Kiedy wstał z łoża, stwierdził, iż prawie nie czuje bólu. Ubrał się szybko, nie korzystając z pomocy czeladzi, a potem ruszył do świetlicy dworu. Bielone ściany przypominały bardziej wnętrze chłopskiej izby, a nie dworek. Nie było tu wystawnych opon, kilimów i materii jak w innych szlacheckich siedzibach. Na ścianach próżno było szukać broni, bo bracia polscy wyrzekali się przemocy i siły. Orężem ich było słowo, a obroną pomoc i opieka Króla Niebieskiego. Nie zawsze jednak wystarczała ona dla powstrzymania jadowitych jezuickich paszkwili, sądów, trybunałów i zawziętych, fanatycznych panów braci z głowami pustymi jak beczki po wareckim piwie. Atakowali oni nowochrzeczeńców za nieuznawanie Trójcy Świętej, odmowę służby w wojsku i zwalnianie chłopów od powinności.
- Waszmość już wstałeś?
Rachela weszła tak cicho, że niemal nie dosłyszał stukotu jej trzewików. Dzisiaj zamiast giermaka przystrojona była w kołpaczek zdobiony czaplimi piórami i niewieści żupan ze srebrnej lamy. Wyglądała w nim jeszcze piękniej niż wczoraj, bowiem strój ten podkreślał bardziej jej krągłe biodra, wypychał ku górze piersi.
- To cud - rzekł stolnikowic - rana na udzie już się wygoiła. Winienem w podzięce wychylić beczkę węgrzyna za zdrowie rodzica waćpanny.
- Mój ojciec umie uzdrawiać ludzi. Dawno temu, przed laty, dostał dar od Pana Niebieskiego. Wtedy porzucił swój stan szlachecki, wstąpił w szeregi Chrystian i tu, w naszym rodzinnym Krysinowie, założył nowe Jeruzalem, chłopów uwolnił od powinności, sprowadził braci, a swoją szablę... - zamilkła, gdy uświadomiła sobie, że broń ojca odnaleźli w stodole - odłożył na resztę życia.
- Jestem waszym dozgonnym dłużnikiem. - Skłonił się przed nią dwornie. - Rozkazuj mi, waćpanna, a bądź pewna, że masz we mnie wiernego sługę. Potrzebujecie zbrojnej asysty? A może wyroczek trzeba wyegzekwować? Sąsiadowi folwark zajecha... znaczy się... ehem, ehem, odebrać, zawalidrodze natrętnemu rzyć przetrzepać, czuba utrzeć? We wszystkim możecie zdać się na mnie! Ja żadnej pracy się nie boję!
- Spłacisz dług u nas, jeśli przestaniesz przelewać krew. My jesteśmy spokojni ludzie, z nikim nie wojujemy, a jeśli już, to z nami walczą jezuici i księża, sejmiki i trybunały.
- Waćpanna, nie krzyw się, ale gdybym chciał pokój i miłosierdzie głosić, wstąpiłbym do klasztoru. Do ojców bernardynów, bo to pijacy wielcy. A swoją drogą, gdzie moja anielica zacna, sandomierska? Pod Bukowem, Kircholmem i Kłuszynem dobrze mi się wysłużyła. Powiem waćpannie w sekrecie, że bez niej mi jak bez ręki albo żony. Bo jak ta szabelka świśnie, to jakoby chóry niebiańskie zagrały!
- Jak waszmość śmiesz mówić takie rzeczy tu, w nowym Jeruzalem?! Aż taką przyjemność sprawia ci zabijanie swoich braci?
- Nie wiem, czyi oni tam bracia, ale chyba nie z mojej gałęzi Dydyńskich. No, nie złość się, waćpanna, bo ślicznie z tym wyglądasz. Nie jestem zbójem, brygantem czy swawolnikiem z gościńca, dla którego zabić człowieka to jak splunąć. Jestem zajezdnikiem, ale nie mordercą.
- To niewielka różnica.
- Nie służę szelmom i zwyrodnialcom - mruknął niechętnie. - Nie wyciągnę szabli dla starosty Krasickiego z Dybiecka, dla Diabląt Stadnickich czy innych wywołańców. Wynajmuję się do zajazdów, zwad i egzekwowania wyroków, ale pomagam tym, którzy nie mają sił, by utrzymać szablę w ręku. Daję waćpannie słowo szlacheckie, że nigdy w życiu nie zabiłem niewinnego człowieka. A jeśli nawet, to nieumyślnie.
- A jednak zamieniasz ludzkie żywoty na czerwonce, talary i dukaty.
- Świat jest pełen łajna, mościa panno. Wściekłych psów, banitów, hultajów, swawolników, wichrzycieli i warchołów tudzież zwykłej ludzkiej zawiści. Ktoś musi to posprzątać; choćby po to, abyś waćpanna, jadąc do swego zboru, nie zabrudziła trzewiczków w końskim łajnie. Nie będę przeczył - zabijałem i będę rozwalał podgolone łby. Ale przy okazji pomogłem wielu zacnym ludziom, którzy byli w opresji gorszej niż tatarski najazd. Gdzie moja szabla?
- Pan ojciec zabrał.
- Będę musiał tedy czołem mu uderzyć. I podziękować. A wiesz waćpanna, czemu mówię ci to wszystko?
Milczała, jakby zalękniona.
- Bo daję moją szlachecką głowę, że jako bracia polscy macie kłopoty z niejednym z sąsiadów.
Rachela wybuchła płaczem. Łzy grube jak błyszczące perły spływały po jej policzkach. Szlachcic przyskoczył bliżej, chwycił ją w ramiona, utulił jak małe dziecko.
- Waćpanna, co się stało? - zapytał. - Ktoś cię skrzywdził? Kto taki?
Nic nie powiedziała. Rozpłakała się jeszcze bardziej.
4. Ludzie pana Pamiętowskiego
Przyjechali w ośmiu, z czeladzią, z dobytymi szablami i czekanami, nabitymi półhakami i bandoletami, jakby wybierali się na kujawską biesiadę albo w swaty do pijanych Zaporożców, a nie do ariańskiego dworu. Powoli, nie spiesząc się, podjeżdżali pod ganek. Rozglądali się dokoła, przypatrywali domostwu, chałupom chłopów, zagonom i poletkom ogrodzonym płotami i parkanami. Pierwszy z jeźdźców był mały, w misiurce opadającej na czoło, porwanej przeszywanicy i kolczudze. Drugi z kolei gruby, spocony, przyodziany w kontusz podbity wyleniałym futrem. Nie miał lewego ucha, w zamian za to natura ozdobiła jego podgardle trzema obwisłymi podbródkami, sumiastymi wąsami i długą brodą spływającą na potężne brzuszysko. Trzeci z nich wyglądał na znacznie młodszego; jeden jego wąs był krótszy, drugi dłuższy. Przez cały czas mrużył prawe oko, może dlatego, że na jego brwi, policzku i oczodole widniała straszna, zagojona blizna po cięciu szablą lub pałaszem. A czwarty...
Читать дальшеИнтервал:
Закладка:
Похожие книги на «Czarna Szabla»
Представляем Вашему вниманию похожие книги на «Czarna Szabla» списком для выбора. Мы отобрали схожую по названию и смыслу литературу в надежде предоставить читателям больше вариантов отыскать новые, интересные, ещё непрочитанные произведения.
Обсуждение, отзывы о книге «Czarna Szabla» и просто собственные мнения читателей. Оставьте ваши комментарии, напишите, что Вы думаете о произведении, его смысле или главных героях. Укажите что конкретно понравилось, а что нет, и почему Вы так считаете.