Kim Robinson - Czerwony Mars

Здесь есть возможность читать онлайн «Kim Robinson - Czerwony Mars» весь текст электронной книги совершенно бесплатно (целиком полную версию без сокращений). В некоторых случаях можно слушать аудио, скачать через торрент в формате fb2 и присутствует краткое содержание. Город: Warszawa, Год выпуска: 1998, ISBN: 1998, Издательство: Prószyński i S-ka, Жанр: Фантастика и фэнтези, на польском языке. Описание произведения, (предисловие) а так же отзывы посетителей доступны на портале библиотеки ЛибКат.

Czerwony Mars: краткое содержание, описание и аннотация

Предлагаем к чтению аннотацию, описание, краткое содержание или предисловие (зависит от того, что написал сам автор книги «Czerwony Mars»). Если вы не нашли необходимую информацию о книге — напишите в комментариях, мы постараемся отыскать её.

Niezwykle realistyczny opis kolonizacji Marsa przez Ziemian na początku XXI wieku. Dramatyczne dzieje osadników, którzy doprowadzają do totalnej katastrofy, próbując przystosować planetę do zamieszkania.
Czy mimo eksperymentów na ekosferze planety i zbrodniczych posunięć międzynarodowych korporacji finansowych Mars się odrodzi i stanie się dla ludzi prawdziwym domem?
Czerwony Mars Kolejne części cyklu to
i
.
Powieść otrzymała nagrodę BSFA w 1992, Nebula w 1993.
Nominovana do nagród Hugo, Clarke i Locus w 1993.

Czerwony Mars — читать онлайн бесплатно полную книгу (весь текст) целиком

Ниже представлен текст книги, разбитый по страницам. Система сохранения места последней прочитанной страницы, позволяет с удобством читать онлайн бесплатно книгу «Czerwony Mars», без необходимости каждый раз заново искать на чём Вы остановились. Поставьте закладку, и сможете в любой момент перейти на страницу, на которой закончили чтение.

Тёмная тема
Сбросить

Интервал:

Закладка:

Сделать

Postać, ku jej zdumieniu, zaprowadziła ją prosto do rovera. Wepchnięto ją w śluzę powietrzną; ten ktoś wpadł za nią do środka, zamknął komorę i wypompował powietrze, po czym zdarł Ann hełm z głowy. Następnie zdjął swój i okazało się, że to Simon. Był purpurowy na twarzy i krzyczał na nią, uderzając ją przy tym raz po raz. Jego twarz była mokra od łez. Jej Simon, jej cichy, spokojny Simon teraz wydzierał się na nią:

— Dlaczego? Dlaczego? Niech cię diabli, czy ty zawsze musisz coś takiego zrobić?! Czy zawsze musisz myśleć tylko o sobie? O sobie i o swoim własnym świecie? Jesteś taka… jesteś taką cholerną egoistką!

Jego głos przeszedł w straszliwy, przepełniony ogromnym bólem jęk. I to był jej Simon, który zwykle tak niewiele mówił, który nigdy nie podnosił głosu, który nigdy nie wypowiadał więcej niż kilka słów. Teraz bił ją po twarzy i krzyczał, dosłownie wypluwając słowa i tracąc dech z wściekłości. I nagle to jego zachowanie zdenerwowało Ann. Dlaczego nie zareagowałeś przedtem, pytała go w myślach, dlaczego nie zareagowałeś wtedy, gdy cię potrzebowałam, gdy potrzebowałam kogoś, w kim tliłoby się życie? Dlaczego musiała zrobić coś takiego, aby go poruszyć i zbudzić z dziwacznego letargu? Ale nie powiedziała mu tego. Z całych sił uderzyła go tylko pięścią prosto w pierś, aż Simon upadł do tyłu.

— Zostaw mnie w spokoju! — krzyknęła. — Zostaw mnie! — A wtedy wstrząsnął nią gniew i znów poczuła lodowaty dreszcz, powiew marsjańskiej śmierci. — Dlaczego nie zostawisz mnie w spokoju?!!

Simon odzyskał równowagę, rzucił się do przodu, chwycił ją mocno za ramiona i potrząsnął. Nigdy wcześniej nie zauważyła, że jest taki silny.

— Właśnie dlatego że… — krzyknął, po czym umilkł. Oblizał usta i chwilę łapał oddech. — Dlatego… — Odwrócił wzrok, twarz pociemniała mu jeszcze bardziej, jak gdyby tysiąc słów naraz chciało mu się przecisnąć przez gardło, a potem zrezygnował i najwyraźniej postanowił niczego nie wyjaśniać. Potrząsał nią tylko i bez sensu powtarzał: — Dlatego! Dlatego! Dlatego!

Padał śnieg. Mimo że nadszedł już wczesny ranek, było mroczno. Wiatr pędził przez teren chaotyczny, pył wodny wirował nad zniszczoną krainą. Głazy narzutowe, duże jak miejskie bloki, leżały jedne obok drugich, a cała okolica rozbiła się na milion małych urwisk, zagłębień, płaskowzgórzy, pasm górskich i szczytów, a także wiele spiczastych wierzchołków, szerokich słupów i chwiejnych kamieni. Prawdziwe wytwory czystej karni. Wszystkie urwiste i pionowe skały na tym obszarze były zupełnie czarne, podczas gdy bardziej spłaszczone strefy pokrywał śnieg; krajobraz stanowił teraz prawdziwą mozaikę czerni i bieli. Całość trwała w ciągłym ruchu, wirowała w gwałtownych porywach wiatru, wszędzie to pojawiały się, to znikały białe fale i gęste tumany śniegu.

Potem śnieg przestał padać i wiatr zamarł. Czarne pionowe powierzchnie i białe poziome ustabilizowały się i zastygły w bezruchu. Niebo było zachmurzone, żadna wypukłość nie rzucała więc cienia i cały krajobraz jarzył się, jakby światło promieniowało z pokrytej śniegiem ziemi ku wiszącym nad nią niskopylistym obłokom. Wszystko w tym nowym świecie wydawało się mieć ostre krawędzie i było bardzo wyraźnie widoczne, jak gdyby marsjańska kraina została zaklęta w szkło.

Na horyzoncie pojawiło się kilka idących ludzkich sylwetek. Wyłaniały się jedna po drugiej. Było ich siedem i wędrowały w nierównym szeregu. Poruszały się powoli z opuszczonymi ramionami i nisko pochylonymi głowami w hełmach. Zachowywały się tak, jak gdyby wędrowały bez żadnego określonego celu. Dwie istoty, które szły na przedzie, spoglądały od czasu do czasu w górę, ale nigdy się nie zatrzymywały ani nie wskazywały pozostałym kierunku.

Chmury na zachodnim niebie połyskiwały jak masa perłowa i był to jedyny znak w tym posępnym dniu, że słońce powoli się zniża. Siedmioro ludzi zaczęło wchodzić na długie górskie pasmo, które nagle pojawiło się przed nimi na zniszczonym lądzie. Z wyższych stoków pasma rozciągał się wspaniały widok we wszystkich kierunkach.

Minęło sporo czasu, zanim wszyscy wdrapali się na górę. W końcu zbliżyli się do szczytu, do skalnej wypukłości, za którą pasmo zaczynało się zniżać. Na wierzchołku znajdowało się coś niezwykle interesującego: wielki głaz eratyczny o płaskim dnie, ustawiony wysoko w powietrzu na sześciu smukłych kamiennych słupach tej samej wielkości.

Siedem postaci zbliżyło się do tego megalitu. Zatrzymały się i, stojąc pod ciemnosinymi chmurami, przez pewien czas przyglądały się budowli. Potem weszły między kamienne podpory i zastygły pod wielkim głazem. Znajdował się wysoko nad nimi, niby solidne, mocne sklepienie. Znajdującą się pod nim kolistą, płaską podłogę wykonano z pociętego polerowanego kamienia.

Jedna z postaci podeszła do któregoś z dalszych słupów i dotknęła go palcem. Inni wpatrywali się w nieruchomy śnieżny chaos. Nagle tuż obok nich otworzyła się klapa w ziemi. Istoty zbliżyły się i jedna po drugiej zaczęły wchodzić do wnętrza góry.

Kiedy wszyscy zniknęli pod ziemią, sześć smukłych kolumn poczęło się wtapiać w powierzchnię, a wielki dolmen, który na nich spoczywał, powoli się opuścił. Gdy kamienne słupy zniknęły, wielka skała spoczęła na górskim paśmie, wracając do swej pierwotnej roli imponującego skalnego wierzchołka. Słońce za chmurami zaszło i pustą krainę okrył mrok.

To Maja kazała im jechać dalej, to właściwie ona dowiozła ich na południe.

Kryjówka pod dolmenem była szeregiem małych jaskiń. Zgodnie ze słowami Michela, podróżnicy znaleźli w nich zapasy żywności i gazów, nie było tam jednak ludzi. Po kilku dniach, które uciekinierzy spędzili wypoczywając oraz nadrabiając braki we śnie i jedzeniu, Maja zaczęła narzekać. “To nie jest sposób na życie — mówiła. — Więcej w tym życiu śmierci niż życia. Gdzie są inni? — pytała. — Gdzie jest Hiroko?” Michel i Kasei wyjaśnili jej po raz kolejny, że ukryta kolonia znajduje się na południu, że przenieśli ją tam już dawno temu. “W porządku — odpowiadała Rosjanka. — W takim razie my również pojedziemy na południe”. W garażu kryjówki podróżnicy znaleźli kolejne kamienne pojazdy. “Potrafimy przecież podróżować w nocy — nalegała Maja — a gdy wyjedziemy z kanionów, będziemy bezpieczni”. W kryjówce nie mogli mieszkać bez końca, jej zapasy, choć spore, były jednak ograniczone, więc, prędzej czy później, i tak musieliby to miejsce opuścić. “Najlepiej jechać teraz, gdy jeszcze można się ukryć w ciemności wywołanej burzą pyłową — przekonywała ich Maja. — Najlepiej jechać już teraz, nie zwlekając”.

Pobudziła więc zmęczoną grupkę przyjaciół do działania. Załadowali dwa pojazdy i znowu wyruszyli. Jechali na południe przez wielkie, jakby “zmiętoszone” równiny Margaritifer Sinus. Ta kraina nie narzucała im takich ograniczeń jak Marineris, przejeżdżali więc każdej nocy setki kilometrów, a całe dnie przesypiali. Niemal nie odzywali się do siebie i przez kilka dni i nocy tej milczącej podróży przejechali między Argyre i Hellas, przez nieskończoną krainę pokrytych kraterami południowych wyżyn. Zaczęło im się wydawać, że nigdy nie żyli inaczej, że zawsze tylko jechali przed siebie w małych łazikach i że ich podróż potrwa do końca świata…

A potem pewnej nocy wjechali na warstwowy teren regionu polarnego i tuż przed świtem horyzont przed nimi rozjarzył się, a następnie zmienił w mrocznobiały pas, który gęstniał coraz bardziej, kiedy się ku niemu zbliżali, aż stanął przed nimi jako biała ściana skalna. Była to, oczywiście, południowa czapa polarna. Michel i Kasei zajęli w tym momencie siedzenia kierowców i cichymi głosami naradzali się przez interkom. Później ruszyli dalej i jechali tak długo, aż dotarli do białego urwiska. Teraz znaleźli się na lodzie, pod którym leżał zamarznięty piasek. Ściana skalna okazała się ogromnym nawisem, który wyglądał jak fala zamarznięta nagle tuż przed uderzeniem w brzeg plaży. Na dnie urwiska pojawił się wycięły w lodzie tunel, z którego wyszła postać w walkerze i wskazała wjazd dwóm łazikom.

Читать дальше
Тёмная тема
Сбросить

Интервал:

Закладка:

Сделать

Похожие книги на «Czerwony Mars»

Представляем Вашему вниманию похожие книги на «Czerwony Mars» списком для выбора. Мы отобрали схожую по названию и смыслу литературу в надежде предоставить читателям больше вариантов отыскать новые, интересные, ещё непрочитанные произведения.


Kim Robinson - Blauer Mars
Kim Robinson
Kim Robinson - Grüner Mars
Kim Robinson
Kim Robinson - Roter Mars
Kim Robinson
Kim Robinson - Błękitny Mars
Kim Robinson
Kim Robinson - Zielony Mars
Kim Robinson
Kim Robinson - Mars la bleue
Kim Robinson
Kim Robinson - Mars la verte
Kim Robinson
Kim Robinson - Mars la rouge
Kim Robinson
Kim Robinson - Red Mars
Kim Robinson
Kim Robinson - Blue Mars
Kim Robinson
Kim Robinson - Green Mars
Kim Robinson
Kim Stanley Robinson - Green Mars
Kim Stanley Robinson
Отзывы о книге «Czerwony Mars»

Обсуждение, отзывы о книге «Czerwony Mars» и просто собственные мнения читателей. Оставьте ваши комментарии, напишите, что Вы думаете о произведении, его смысле или главных героях. Укажите что конкретно понравилось, а что нет, и почему Вы так считаете.

x