Kim Robinson - Czerwony Mars

Здесь есть возможность читать онлайн «Kim Robinson - Czerwony Mars» весь текст электронной книги совершенно бесплатно (целиком полную версию без сокращений). В некоторых случаях можно слушать аудио, скачать через торрент в формате fb2 и присутствует краткое содержание. Город: Warszawa, Год выпуска: 1998, ISBN: 1998, Издательство: Prószyński i S-ka, Жанр: Фантастика и фэнтези, на польском языке. Описание произведения, (предисловие) а так же отзывы посетителей доступны на портале библиотеки ЛибКат.

Czerwony Mars: краткое содержание, описание и аннотация

Предлагаем к чтению аннотацию, описание, краткое содержание или предисловие (зависит от того, что написал сам автор книги «Czerwony Mars»). Если вы не нашли необходимую информацию о книге — напишите в комментариях, мы постараемся отыскать её.

Niezwykle realistyczny opis kolonizacji Marsa przez Ziemian na początku XXI wieku. Dramatyczne dzieje osadników, którzy doprowadzają do totalnej katastrofy, próbując przystosować planetę do zamieszkania.
Czy mimo eksperymentów na ekosferze planety i zbrodniczych posunięć międzynarodowych korporacji finansowych Mars się odrodzi i stanie się dla ludzi prawdziwym domem?
Czerwony Mars Kolejne części cyklu to
i
.
Powieść otrzymała nagrodę BSFA w 1992, Nebula w 1993.
Nominovana do nagród Hugo, Clarke i Locus w 1993.

Czerwony Mars — читать онлайн бесплатно полную книгу (весь текст) целиком

Ниже представлен текст книги, разбитый по страницам. Система сохранения места последней прочитанной страницы, позволяет с удобством читать онлайн бесплатно книгу «Czerwony Mars», без необходимости каждый раз заново искать на чём Вы остановились. Поставьте закладку, и сможете в любой момент перейти на страницу, на которой закончили чтение.

Тёмная тема
Сбросить

Интервал:

Закладка:

Сделать

Peter pociągnął drążek kontroli silniczka na naręcznej konsoletce, po czym położył palce na guziczkach i w jednej chwili odleciał od reszty. Niektóre osoby próbowały trzymać się blisko siebie, ale Clayborne osądził, że rzecz jest niemożliwa do wykonania i oznacza tylko stratę paliwa, więc pozwolił sobie od nich oddryfować. Wyglądali nad jego głową jak dodatkowe gwiazdy. Młody człowiek nie był już tak przerażony jak w przebieralni, ale czuł wściekłość i smutek; nie chciał umierać. Nagle wstrząsnął nim spazm żalu za przyszłością, której już nie przeżyje, i Peter zaczął głośno krzyczeć i płakać. Po chwili objawy histerii jakby same ustały, mimo że młodzieniec czuł się dokładnie tak samo paskudnie jak przedtem.

Popatrzył tępo na gwiazdy. Od czasu do czasu fale strachu lub rozpaczy przetaczały się jeszcze przez jego ciało, ale stawały się coraz rzadsze w miarę jak sekundy przechodziły w minuty, a minuty rozciągały się w godziny. Peter spróbował zwolnić swój metabolizm, ale wysiłki przynosiły jedynie skutek przeciwny do zamierzonego, więc młodzieniec postanowił o tym zapomnieć, chociaż najpierw wywołał tempo pulsu na ekranie nadgarstka: sto osiem uderzeń na minutę. Na szczęście nie sprawdził tętna, kiedy ubierali się w skafandry i wyskakiwali, nie wiedział więc, czy bardzo przyspieszyło. Skrzywił się i aby się uspokoić, spróbował rozpoznawać widoczne konstelacje. Czas wlókł się niemiłosiernie.

Nagle Peter się obudził, a kiedy sobie uświadomił, że spał, przeraziło go to i jednocześnie ubawiło. Zresztą natychmiast zasnął znowu. Po jakimś czasie się obudził, tym razem na dobre. Nie dostrzegał wokół siebie żadnych innych rozbitków z wagonika, chociaż z dala od niego zdawały się poruszać jakieś gwiazdy, i pomyślał, że to mogą być ludzie. W zasięgu wzroku — ani w przestrzeni, ani na powierzchni planety — nie było widać najmniejszego śladu windy.

Peter czuł się dziwacznie, jak gdyby była to noc przed spotkaniem z plutonem egzekucyjnym, noc spędzona na śnie o kosmosie. Śmierć była właśnie jak ta przestrzeń, tyle że pozbawiona gwiazd albo myśli. W jakiś sposób lot był tylko nudnym czekaniem na nią. Coraz bardziej się niecierpliwił i zastanowił się nawet, czy nie wyłączyć systemu grzewczego i w ten sposób natychmiast ze wszystkim skończyć. Sama świadomość jednak, że może tak zrobić, ułatwiła mu oczekiwanie i powiedział sobie, że zrobi to, kiedy wyczerpie mu się zapas powietrza. Myśl ta przyspieszyła jego puls aż do stu trzydziestu, więc dla uspokojenia spróbował się skoncentrować na leżącej pod nim planecie. Dom, słodki dom. Nadal jeszcze tkwił na orbicie prawie areostacjonarnej. Mijały godziny, a Tharsis ciągle znajdowała się pod nim, chociaż teraz była trochę dalej na zachód. Leciał nad Marineris.

Minęły kolejne godziny i Peter mimo woli znowu zasnął. Kiedy się obudził, dostrzegł mały srebrny statek kosmiczny wiszący przed nim jak UFO, i aż się szarpnął, krzycząc z zaskoczenia, przez co stracił stabilność i zaczął bezładnie koziołkować. Gorączkowo włączył silniczki, aby skorygować kierunek lotu, a kiedy mu się udało, zauważył, że statek nadal znajduje się w tym samym miejscu. W lewym bocznym okienku statku dostrzegł twarz kobiety, która coś do niego mówiła i wskazywała palcem na ucho. Peter włączył się na ogólny kanał, ale nieznajoma najwyraźniej nastawiła się na inny, ponieważ nadal jej nie słyszał. Całym ciałem szarpnął się ku statkowi i bardzo przestraszył kobietę, gdy niemal uderzył w szybę. Zdołał jakoś wyhamować i trochę się cofnął. Kobieta gwałtownie wymachiwała rękami, jak gdyby pytała, czy Peter chce wejść do środka. Zatoczył palcem wskazującym i kciukiem w rękawiczce niezdarny krąg i pokiwał głową tak energicznie, że znowu zaczął opadać. Kiedy się obrócił, zobaczył przez okienko, że na dachu statku otwarto drzwi przegrody kadłubowej. Zdołał ustabilizować lot i opuścić się ku przegrodzie. Kiedy do niej dotarł, zastanowił się, czy to wszystko nie jest tylko snem. Potem dotknął otwartego luku i łzy popłynęły mu do oczu; zamrugał i mokre kropelki potu spłynęły po szybce hełmu. Opadł płasko na podłogę. Miał szczęście, ponieważ powietrza pozostało mu już tylko na godzinę.

Kiedy przegroda kadłubowa została zamknięta i wypompowano powietrze, Peter odpiął i zdjął hełm. Powietrze było dość rzadkie, bogate w tlen i zimne. Otworzył się luk śluzy. Peter ruszył ku niemu i wszedł na pokład statku.

W środku były dwie kobiety. Śmiały się; były najwyraźniej we wspaniałych nastrojach.

— Co chciałeś zrobić, wylądować w tym stroju na powierzchni planety? — spytała jedna z nich.

— Byłem w windzie — odpowiedział po prostu. Jego głos był nieprzyjemnie kraczący. — Musieliśmy skakać. Czy znalazłyście jeszcze kogoś?

— Nikogo innego nie widziałyśmy. Życzysz sobie przejażdżkę w dół?

Zdołać tylko ciężko przełknąć ślinę. Znowu się zaśmiały.

— Cóż, trochę nas zdziwił widok kogoś na zewnątrz, chłopcze. Ile g chciałbyś, aby się dobrze poczuć?

— Nie wiem… może trzy?

Znowu zachichotały.

— No… a ile może być? — spytał niepewnie.

— Z pewnością o wiele więcej niż trzy — odparła kobieta, wpatrując się w niego z uwagą.

— O wiele więcej — powtórzył, po czym zażartował: — A ile może znieść człowiek?

— Myślę, że zaraz się dowiemy — oznajmiła druga kobieta i znów się roześmiała.

Mały statek zaczął przyspieszać ku Marsowi. Peter leżał wyczerpany w fotelu grawitacyjnym za dwiema kobietami. Zadawał im pytania, jednocześnie pociągając z tubek na zmianę wodę i topiony ser cheddar. Kobiety wyjaśniły, że przebywały na jednym z kompleksów zwierciadlanych, a gdy tafle zwierciadła rozbiły się na mozaikę maleńkich cząsteczek, uprowadziły awaryjny statek, aby się dostać na planetę. Miały jakieś kłopoty z zejściem i przesunęły się na orbitę polarną. Zamierzały wylądować w pobliżu południowej czapy.

Peter słuchał ich w milczeniu. Nagle statek zaczął szaleńczo podskakiwać, a okna stały się zupełnie białe, potem żółte, wreszcie głęboko, wściekle pomarańczowe. Przeciążenie wcisnęło młodzieńca z powrotem w fotel, przed oczyma mu się zaćmiło. Bolała go szyja.

— Kompletne zero — mruknęła jedna z kobiet, a Peter nie wiedział, czy miała na myśli jego samego czy ich niestabilny pojazd.

Wreszcie przeciążenie zmalało i okno się rozjaśniło. Peter wyjrzał i zobaczył, że nadal opuszczają się ku planecie w stromym locie nurkowym. Znajdowali się zaledwie kilka tysięcy metrów ponad powierzchnią. Nie mógł w to uwierzyć. Kobiety utrzymywały statek w takim nachyleniu, że wydawało się, iż wbiją się dziobem w piasek, a potem, w ostatniej minucie, wyrównały i Peter znowu poczuł pchnięcie w fotel.

— Cacy — powiedziała jedna z kobiet, po czym rozległ się łoskot i okazało się, że znajdują się na powierzchni. Statek podskakiwał, tocząc się po nierównym gruncie.

Znowu grawitacja. Peter wygramolił się z samolotu jako ostatni, zszedł tunelem spacerowym i dotarł do dużego rovera. Był oszołomiony i miał ochotę rozpłakać się jak dziecko. W łaziku znajdowało się dwóch mężczyzn; wykrzykiwali pozdrowienia i ściskali kobiety.

— Kto to jest? — krzyczeli jeden przez drugiego.

— Nie mam pojęcia, znalazłyśmy go na górze. Wyskoczył z windy. Jest chyba jeszcze w lekkim szoku — odpowiedziała jedna z kobiet.

— Hej, młodzieńcze — zwróciła się do Petera z uśmiechem — wylądowaliśmy, jesteś już bezpieczny.

Читать дальше
Тёмная тема
Сбросить

Интервал:

Закладка:

Сделать

Похожие книги на «Czerwony Mars»

Представляем Вашему вниманию похожие книги на «Czerwony Mars» списком для выбора. Мы отобрали схожую по названию и смыслу литературу в надежде предоставить читателям больше вариантов отыскать новые, интересные, ещё непрочитанные произведения.


Kim Robinson - Blauer Mars
Kim Robinson
Kim Robinson - Grüner Mars
Kim Robinson
Kim Robinson - Roter Mars
Kim Robinson
Kim Robinson - Błękitny Mars
Kim Robinson
Kim Robinson - Zielony Mars
Kim Robinson
Kim Robinson - Mars la bleue
Kim Robinson
Kim Robinson - Mars la verte
Kim Robinson
Kim Robinson - Mars la rouge
Kim Robinson
Kim Robinson - Red Mars
Kim Robinson
Kim Robinson - Blue Mars
Kim Robinson
Kim Robinson - Green Mars
Kim Robinson
Kim Stanley Robinson - Green Mars
Kim Stanley Robinson
Отзывы о книге «Czerwony Mars»

Обсуждение, отзывы о книге «Czerwony Mars» и просто собственные мнения читателей. Оставьте ваши комментарии, напишите, что Вы думаете о произведении, его смысле или главных героях. Укажите что конкретно понравилось, а что нет, и почему Вы так считаете.

x