Kurt Vonnegut - Kocia kołyska

Здесь есть возможность читать онлайн «Kurt Vonnegut - Kocia kołyska» весь текст электронной книги совершенно бесплатно (целиком полную версию без сокращений). В некоторых случаях можно слушать аудио, скачать через торрент в формате fb2 и присутствует краткое содержание. Город: Poznań, Год выпуска: 2004, ISBN: 2004, Издательство: Zysk i S-ka, Жанр: Фантастика и фэнтези, на польском языке. Описание произведения, (предисловие) а так же отзывы посетителей доступны на портале библиотеки ЛибКат.

Kocia kołyska: краткое содержание, описание и аннотация

Предлагаем к чтению аннотацию, описание, краткое содержание или предисловие (зависит от того, что написал сам автор книги «Kocia kołyska»). Если вы не нашли необходимую информацию о книге — напишите в комментариях, мы постараемся отыскать её.

Powieść, w której fakt zastępuje miejsce fikcji, a fikcja staje się faktem. Narrator zamierza napisać książkę o wybuchu pierwszej bomby atomowej i życiu jej twórcy, doktora Feliksa Hoenikera. Tymczasem trafia na wyimaginowaną wyspę San Lorenzo, skąd obserwuje rzeczywistą zagładę Ameryki, która miała być tematem jego powieści.
Wariacje Vonneguta na temat ludzkiej pomysłowości i zamiłowania do zabaw i gier (doktor Hoeniker stworzył swoją bombę dla zabawy) obrazują kondycję naszej cywilizacji, w której ludzie wolą uciekać w fantazję i kłamstwa, zawierzyć choćby najbardziej nieprawdopodobnej religii niż zmagać się z rzeczywistością i prawdą.
Nominowana do nagrody Hugo w 1964.

Kocia kołyska — читать онлайн бесплатно полную книгу (весь текст) целиком

Ниже представлен текст книги, разбитый по страницам. Система сохранения места последней прочитанной страницы, позволяет с удобством читать онлайн бесплатно книгу «Kocia kołyska», без необходимости каждый раз заново искать на чём Вы остановились. Поставьте закладку, и сможете в любой момент перейти на страницу, на которой закончили чтение.

Тёмная тема
Сбросить

Интервал:

Закладка:

Сделать

— A teraz niech pan znowu wyobrazi sobie kule armatnie na dziedzińcu lub pomarańcze w skrzynce — zaproponował. Po czym wytłumaczył mi, jak to układ dolnej warstwy kul lub pomarańczy określa układ wszystkich następnych warstw.

— Dolna warstwa spełnia rolę “zalążka”; od nie] zależy, jak będą się zachowywać wszystkie następne kule lub pomarańcze, choćby liczba ich rosła w nieskończoność.

— Przypuśćmy teraz — doktor Breed zachichotał, wyraźnie z siebie zadowolony — że istnieje wiele różnych sposobów krystalizowania, czyli zamarzania wody. Przypuśćmy, że lód, po którym jeździmy na łyżwach i który wrzucamy do koktajli, to, co moglibyśmy nazwać lodem-1, jest tylko jednym z wielu możliwych rodzajów lodu. Przypuśćmy, że woda zamarza na Ziemi zawsze w postaci lodu-1 tylko dlatego, że nigdy nie było “zalążka”, który by przekazał jej formę lodu-2, lodu-3, lodu-4… I przypuśćmy, że istnieje pewna forma, nazwijmy ją lodem-9, kryształ twardy niczym to biurko — tu znowu uderzył w biurko swoją starczą dłonią — powstająca w temperaturze stu stopni Fahrenheita, albo, jeszcze lepiej, stu trzydziestu stopni.

— Proszę mówić, na razie wszystko rozumiem — powiedziałem.

Dalszy wywód przerwały głośne i pełne napięcia szepty, dobiegające z sąsiedniego pokoju. Zebrał się tam cały “żeński klasztor”.

Dziewczęta szykowały się do śpiewania kolędy.

Zaczęły, kiedy doktor Breed i ja stanęliśmy w drzwiach. Cała setka dziewcząt przebrała się za chłopców z chóru kościelnego, założywszy białe kołnierze z jakichś formularzy spiętych biurowymi spinaczami. Śpiewały pięknie.

Byłem zaskoczony i szczerze wzruszony. Zawsze robi na mnie wrażenie ten rzadko okazywany skarb — słodycz, z jaką większość kobiet potrafi śpiewać.

Dziewczęta śpiewały Miasteczko Betlejem . Nieprędko zapomnę, ile uczucia wkładały w słowa:

Pójdźmy do stajenki z nadzieją i lękiem.

21. PIECHOTA MORSKA ATAKUJE

Kiedy doktor Breed przy pomocy panny Faust rozdał już dziewczętom wszystkie świąteczne batoniki, wróciliśmy do jego gabinetu.

— Na czym to stanęliśmy? — spytał. — Ach, tak! — I poprosił, żebym sobie wyobraził żołnierzy amerykańskiej piechoty morskiej, tkwiącej gdzieś w zapomnianych przez Boga bagnach.

— Ciężarówki, czołgi i haubice grzęzną — użalał się — tonąc w cuchnącej mazi i szlamie. Tu podniósł znacząco palec i zrobił do mnie oko.

— Przypuśćmy jednak, młody człowieku, że jeden z żołnierzy ma przy sobie małą kapsułkę zawierającą ziarenko lodu-9, zalążek nowego sposobu łączenia się cząsteczek wody, czyli zamarzania. I jeśli ten żołnierz wrzuci to ziarenko do najbliższej kałuży…

— To kałuża zamarznie? — zgadłem.

— A całe błoto wokół tej kałuży?

— Też zamarznie?

— A wszystkie kałuże w tym zamarzniętym błocie?

— Zamarzną?

— A jeziorka i strumienie płynące przez to zamarznięte bagno?

— Zamarzną?

— Oczywiście! — krzyknął. — I piechota morska Stanów Zjednoczonych podniesie się z bagna i ruszy do ataku.

22. PRZEDSTAWICIEL PRASY BRUKOWEJ

— Czy coś takiego istnieje? — spytałem.

— Nie, nie, nie — odpowiedział doktor Breed, znowu tracąc cierpliwość. — Opowiedziałem tę historię tylko dlatego, żeby dać panu pewne pojęcie o tym, jak świeżo i niekonwencjonalnie potrafił Feliks podchodzić do starych problemów. Powtórzyłem panu tylko to, co on powiedział generałowi piechoty morskiej, który zamęczał go tym błotem.

Feliks jadał w naszym bufecie przy oddzielnym stoliku. Istniało niepisane prawo, że nikt nie może siadać obok niego, żeby nie naruszać toku jego myśli. Jednak ten generał wdarł się do środka, przystawił sobie krzesło i zaczął mu opowiadać o błocie. To, co pan usłyszał, to była odpowiedź, jaką Feliks dał mu na poczekaniu.

— Ale… ale taka rzecz nie istnieje?

— Mówiłem już panu, że nie! — krzyknął doktor Breed, wyprowadzony z równowagi. — Feliks wkrótce potem zmarł. I gdyby słuchał pan tego, co próbowałem panu powiedzieć o ludziach zajmujących się czystą nauką, to nie zadawałby mi pan takich pytań! Ludzie czystej nauki pracują nad tym, co ich interesuje, a nie nad tym, co interesuje innych.

— Myślę wciąż o tym błocie…

— Może pan przestać o nim myśleć! Powiedziałem na temat błota wszystko, co miałem do powiedzenia.

— Kiedy strumienie, płynące przez to bagno, zamienią się w lód-9, to co stanie się z rzekami i jeziorami, do których one wpadają?

— Zamarzną. Ale taka rzecz jak lód-9 nie istnieje.

— A co z oceanami, do których wpadają te zamarznięte rzeki?

— Zamarzną, oczywiście — uciął. — Założę się, że pobiegnie pan sprzedać gazetom sensacyjny materiał na temat lodu-9. Jeszcze raz mówię panu, że on nie istnieje!

— A źródła, które zasilają te zamarznięte rzeki i jeziora, i wszystkie podziemne wody zasalające te źródła?

— Też zamarzną, do cholery! — wrzasnął. — Gdybym wiedział, że reprezentuje pan prasę brukową — dodał wyniosłym tonem, wstając — to nie traciłbym czasu na rozmowy z panem!

— A deszcz?

— Deszcz, po zetknięciu z ziemią, zamieniałby się w twarde, małe grudki lodu-9, i oznaczałoby to koniec świata! I na tym skończymy również naszą rozmowę! Do widzenia panu!

23. ŁABĘDZIA PIEŚŃ

Doktor Breed mylił się: taka rzecz jak lód-9 istniała.

I lód-9 znajdował się na Ziemi.

Był to ostatni prezent, jakim Feliks Hoenikker obdarzył ludzkość przed odejściem na zasłużony odpoczynek.

Zrobił to tak, że nikt nie wiedział, nad czym pracował, i nie pozostawił żadnych notatek.

To prawda, że odkrycie wymagało skomplikowanej aparatury, ale Laboratorium Badawcze było w taką aparaturę wyposażone. Doktor Hoenikker musiał tylko poszperać po sąsiednich pracowniach pożyczając to i owo, zyskując opinię uciążliwego, choć sympatycznego sąsiada, dopóki nie wykonał swojej — jak to się mówi — łabędziej pieśni.

Uzyskał bryłkę lodu-9. Był błękitnobiały i topił się w temperaturze stu czternastu przecinek czterech stopni Fahrenheita.

Feliks Hoenikker włożył bryłkę do buteleczki, buteleczkę schował do kieszeni, po czym wyjechał wraz z trójką dzieci do swego domku na przylądku Cod, aby tam spędzić święta Bożego Narodzenia.

Angela miała wtedy trzydzieści cztery lata, Frank dwadzieścia cztery, a mały Newt osiemnaście.

Doktor Hoenikker umarł w Wigilię, zdradzając jedynie swoim dzieciom tajemnicę lodu-9. Dzieci podzieliły bryłkę lodu-9 pomiędzy siebie.

24. CO TO JEST WAMPETER

Muszę tu wyjaśnić, co bokononiści rozumieją pod pojęciem wampetera.

Wampeter jest osią karassu. Nie ma karassu bez wampetera, tak jak nie ma koła bez osi, powiada Bokonon.

Wampeterem może być wszystko: drzewo, kamień, zwierzę, idea, książka, melodia, święty Graal. Cokolwiek jest wampeterem, członkowie karassu krążą wokół niego w majestatycznym chaosie mgławicy spiralnej. Orbity członków karassu wokół tego wspólnego środka są oczywiście orbitami duchowymi. Krążą po nich dusze, a nie ciała. Jak w piosence Bokonona:

W kółko, w kółko, nieustannie w kółko się kręcimy,
Nasze stopy są z ołowiu, nasze skrzydła z cyny…

Wampetery przychodzą i odchodzą, powiada Bokonon.

Każdy karass ma zawsze dwa wampetery — jeden, którego znaczenie wzrasta, i drugi, którego znaczenie maleje.

Читать дальше
Тёмная тема
Сбросить

Интервал:

Закладка:

Сделать

Похожие книги на «Kocia kołyska»

Представляем Вашему вниманию похожие книги на «Kocia kołyska» списком для выбора. Мы отобрали схожую по названию и смыслу литературу в надежде предоставить читателям больше вариантов отыскать новые, интересные, ещё непрочитанные произведения.


Kurt Vonnegut - Galápagos
Kurt Vonnegut
Kurt Vonnegut - Le berceau du chat
Kurt Vonnegut
Kurt Vonnegut - Abattoir 5
Kurt Vonnegut
Kurt Vonnegut - Hocus Pocus
Kurt Vonnegut
Kurt Vonnegut - Syreny z Tytana
Kurt Vonnegut
Kurt Vonnegut - Rzeźnia numer pięć
Kurt Vonnegut
Kurt Vonnegut - Slaughterhouse-Five
Kurt Vonnegut
libcat.ru: книга без обложки
Kurt Vonnegut
libcat.ru: книга без обложки
Kurt Vonnegut Jr.
libcat.ru: книга без обложки
Kurt Vonnegut
Отзывы о книге «Kocia kołyska»

Обсуждение, отзывы о книге «Kocia kołyska» и просто собственные мнения читателей. Оставьте ваши комментарии, напишите, что Вы думаете о произведении, его смысле или главных героях. Укажите что конкретно понравилось, а что нет, и почему Вы так считаете.

x