— A jeśli nie ma Drugiej Fundacji?
— To wejdziemy na nową drogę od razu.
Niespokojny sen, w który w końcu zapadł Trevize, nie trwał długo. Obudziło go powtórne dotknięcie czyjejś dłoni na ramieniu. Zerwał się, rozglądając się nieprzytomnie i wyraźnie nie mogąc zrozumieć, dlaczego nie budzi się w swoim łóżku. — Co… Co… — wyjąkał.
— Przepraszam pana, Trevize — powiedział Pelorat. — Jest pan moim gościem i powinienem pozwolić panu porządnie wypocząć, ale jest tu pani burmistrz.
Pelorat stal obok jego łóżka w flanelowej piżamie i lekko dygotał. Trevize oprzytomniał i przypomniał sobie wszystko.
Burmistrz Branno siedziała w salonie Pelorata, opanowana jak zawsze. Był z nią Kodell. Siedział, gładząc swój siwy wąs.
Trevize obciągnął i wygładził pas, zastanawiając się, jak długo tych dwoje może obejść się bez siebie. — Czyżby rada doszła już do siebie? — spytał szyderczo — Czyżby jej członkowie zainteresowali się nieobecnością jednego spośród nich?
— Widać pewne oznaki powrotu do życia — odparła Branno — ale są one jeszcze zbyt słabe, żeby mógł pan wiązać z nimi jakieś nadzieje. Bez wątpienia jestem nadal na tyle silna, żeby zmusić pana do opuszczenia Terminusa. Zostanie pan przewieziony na Kosmodrom Krańcowy…
— A nie do Portu Kosmicznego na Terminusie, pani burmistrz? Czy mam zostać pozbawiony widoku tłumu żegnającego mnie ze łzami w oczach?
— Widzę, panie radny, że wróciła panu ochota do błazeństw i cieszę się z tego. Ucisza to moje ewentualne wyrzuty sumienia. Pan i profesor Pelorat wystartujecie bez rozgłosu z Kosmodromu Krańcowego.
— I nigdy nie wrócimy?
— I być może nigdy nie wrócicie. Oczywiście — tu uśmiechnęła się lekko — jeśli odkryje pan coś tak bardzo ważnego, że nawet ja chętnie ujrzę pana z powrotem, wróci pan. Może nawet zostanie pan powitany z honorami.
Trevize skinął niedbale głową. — I to się może zdarzyć — rzekł.
— Prawie wszystko może się zdarzyć. W każdym razie będzie się panu podróżować wygodnie. Dostaje pan dopiero co ukończony krążownik kieszonkowy nazwany, na pamiątkę statku Hobera Mallowa, „Odległą Gwiazdą”. Do obsługi wystarczy jedna osoba, chociaż mogą się w nim wygodnie pomieścić trzy.
Trevize nagle zapomniał o swej starannie wystudiowanej niedbałej pozie i ironii. — Z pełnym uzbrojeniem? — spytał.
— Bez uzbrojenia, ale poza tym całkowicie wyposażony. Gdziekolwiek się udacie, jesteście obywatelami Fundacji i możecie zwrócić się do naszego konsula, nie będziecie więc potrzebowali broni. W razie potrzeby będziecie mogli korzystać z naszych funduszy… Nie są one nieograniczone, warto dodać.
— Jest pani hojna.
— Wiem o tym, panie radny. I jeszcze jedno. Pomaga pan profesorowi Peloratowi w jego poszukiwaniach Ziemi. Bez względu na to, czego pana zdaniem pan szuka, poszukujecie Ziemi. Musi to być jasne dla wszystkich, których spotkacie. I niech pan pamięta o tym, że „Odległa Gwiazda” jest nieuzbrojona.
— Poszukuję Ziemi — powiedział Trevize. — Doskonale o tym wiem.
— A zatem ruszajcie.
— Proszę mi wybaczyć, ale są jeszcze pewne sprawy, których nie omówiliśmy. W swoim czasie prowadziłem różne statki, ale nigdy nie siedziałem za sterami najnowszego modelu krążownika kieszonkowego. Co będzie, jeśli się okaże, że nie potrafię nim kierować?
— Powiedziano mi, że „Odległa Gwiazda” jest całkowicie skomputeryzowana… I od razu wyjaśniam, żeby pan nie pytał, że nie musi pan wiedzieć, jak posługiwać się komputerem najnowszej generacji. On sam panu wyjaśni wszystko, co będzie pan musiał wiedzieć. Ma pan jeszcze jakieś życzenia?
Trevize spojrzał ponuro na swoje spodnie. — Chcę zmienić ubranie.
— Znajdzie pan ubranie na statku. Także te pasy czy jak to się nazywa. Profesor Pelorat też został zaopatrzony w to, czego mu trzeba. Wszystko, co mieści się w granicach rozsądku, jest już na statku, chociaż muszę dodać, że nie obejmuje to towarzystwa pań.
— To niedobrze — rzekł Trevize. — Byłoby przyjemniej, chociaż tak się składa, że akurat w tej chwili nie widzę odpowiedniej kandydatki. No, ale przypuszczam, że Galaktyka jest raczej gęsto zaludniona i że kiedy już będę daleko od Terminusa, będę mógł robić, co mi się podoba.
— Jeśli chodzi o towarzystwo? To pana sprawa.
Podniosła się ciężko. — Nie odwiozę pana na kosmodrom — powiedziała — ale są tu tacy, co to zrobią i radzę nie próbować robić nic poza tym, co panu powiedziano. Myślę, że zastrzelą pana, jeśli tylko spróbuje pan ucieczki. Ponieważ nie będzie mnie tam, nie będą mieli żadnych zahamowań.
— Nie wykonam żadnego podejrzanego ruchu, pani burmistrz, ale…
— Słucham.
Trevize zastanawiał się przez chwilę i w końcu powiedział z uśmiechem, który — miał nadzieję — wyglądał na niewymuszony: — Może przyjść taki moment, że poprosi mnie pani, żebym spróbował coś zrobić. Postąpię wtedy tak, jak będę uważał za stosowne, ale będę pamiętał ostatnie dwa dni.
Burmistrz Branno westchnęła. — Niech mi pan oszczędzi słuchania melodramatycznych przemówień. Jeśli taki moment nadejdzie, to trudno, ale na razie nie proszę o nic.
Statek wyglądał jeszcze bardziej okazale, niż Trevize spodziewał się na podstawie tego, co zapamiętał z krzykliwej reklamy towarzyszącej wprowadzeniu krążowników nowej generacji.
To nie jego rozmiary wywierały takie wrażenie, bo statek był raczej mały. Przy jego projektowaniu brano pod uwagę szybkość i zwrotność, to, że będzie miał całkowicie grawitacyjny napęd, a przede wszystkim fakt, że zostanie wyposażony w najnowocześniejsze komputery. Duże rozmiary byłyby nie tylko zbyteczne, ale nawet utrudniałyby osiągnięcie założonego celu.
Tym, co budziło podziw, było urządzenie pozwalające jednej osobie kierować statkiem lepiej, niż było to możliwe w przypadku tradycyjnych krążowników, których załoga musiała liczyć co najmniej dwanaście osób. Jeśli na pokładzie była jeszcze jedna lub — dwie osoby dla zmiany wachty, to statek taki mógł pokonać całą flotyllę znacznie większych, nie pochodzących z Fundacji statków. W dodatku mógł prześcignąć każdy z istniejących typów statków.
Jego kształt był doskonale celowy — nie było tam ani jednej zbytecznej linii czy krzywizny, i to zarówno zewnątrz, jak i wewnątrz. Każdy metr sześcienny wnętrza został wykorzystany do maksimum, tak że — paradoksalnie — wydawało się ono bardzo przestronne. Nic z tego, co burmistrz Branno mówiła o znaczeniu jego misji, nie wywarło na Trevizem takiego wrażenia jak statek, na którym miał wyruszyć w tej misji.
Żelazna Branno, pomyślał ze smutkiem, wpakowała go w niebezpieczne przedsięwzięcie o nadzwyczajnym znaczeniu. Na pewno nie zgodziłby się na to tak łatwo, gdyby nie ułożyła wszystkiego tak, że zapragnął jej pokazać, na co go stać.
Jeśli chodzi o Pelorata, to nie posiadał się z zachwytu. — Czy uwierzyłby pan — rzekł, dotykając delikatnie palcem kadłuba, zanim wszedł do środka — że nigdy jeszcze nie znalazłem się tak blisko statku kosmicznego?
— Jeśli pan tak mówi, profesorze, to oczywiście wierzę w to, ale jak się panu udało tego dokonać?
— Szczerze mówiąc, drogi przy… to znaczy, drogi panie Trevize, sam nie wiem. Przypuszczam, że to dlatego, że byłem całkowicie pochłonięty swoimi badaniami. Wie pan, jeśli ktoś ma w domu naprawdę dobry komputer, który może się połączyć z każdym innym komputerem w dowolnym miejscu Galaktyki, to nie potrzebuje się ruszać z miejsca… Jakoś zawsze mi się wydawało, że statki kosmiczne są większe niż ten tutaj.
Читать дальше