— Wiem — odparł Trevize. — Mnie też o tym powiedziano. Ale my wiemy, że Gaja istnieje i możemy o tym mówić.
— Bliss jest innego zdania. Mówi, że nikt by nam nie uwierzył, że wiemy o tym. Poza tym, ja nie mam najmniejszego zamiaru kiedykolwiek wyprowadzić się z Gai.
Trevize nagle oprzytomniał. — Co?!
— Mam zamiar pozostać tu… Wiesz, sam nie mogę w to uwierzyć. Zaledwie parę tygodni temu żyłem na Terminusie życiem samotnika, życiem, które prowadziłem od paru dziesiątków lat, zagłębiony po uszy w swoich notatkach i myślach, nigdy nie marząc nawet o niczym innym jak tylko o tym, bym do śmierci, kiedykolwiek miałaby ona nastąpić, mógł dalej zajmować się tymi notatkami i myślami i prowadzić dalej życie samotnika, po prostu spokojnie wegetować. I potem, nagle, niespodziewanie, stałem się podróżnikiem galaktycznym, zostałem wciągnięty w kryzys galaktyczny i — nie śmiej się, Golan — znalazłem Bliss.
— Nie śmieję się, Janov — odparł Trevize — ale czy jesteś pewien, że wiesz, co robisz?
— Ależ tak! Sprawa Ziemi przestała być dla mnie ważna. To, że była jedynym światem o zróżnicowanej ekologii i jedynym, na którym powstały istoty inteligentne, zostało zadowalająco wyjaśnione. No wiesz, Wieczni…
— Tak, wiem. I masz zamiar zostać na Gai?
— Stanowczy zamiar. Ziemia należy do przeszłości, a przeszłości mam już dość. Przyszłością jest Gaja.
— Nie jesteś częścią Gai, Janov. A może myślisz, że możesz się stać jej częścią?
— Bliss mówi, że mogę się stać czymś w rodzaju jej części. Jeśli nie biologicznie, to przynajmniej intelektualnie. Ona mi oczywiście pomoże.
— Ale skoro ona jest częścią Gai, to jak wy dwoje możecie znaleźć wspólny punkt widzenia, mieć wspólne sprawy i prowadzić wspólne życie?
Rozmawiali na dworze. Trevize popatrzył poważnym wzrokiem na cichą, żyzną wyspę, na morze za nią, na odległy, siny horyzont, na inną wyspę — wszystko to było spokojne, cywilizowane i żywe, i wszystko to tworzyło jedność.
— Janov — powiedział — ona jest światem, ty — skromną jednostką. A co będzie, jeśli się tobą znudzi? Jest młoda…
— Myślałem o tym, Golan. Przez ostatnie dni nie myślałem o niczym innym. Spodziewam się, że się mną znudzi. Nie jestem jakimś romantycznym idiotą. Ale wystarczy mi to, co mi da wcześniej. Już dała mi dosyć. Otrzymałem od niej więcej, niż mógłbym kiedykolwiek marzyć. Nawet gdybym już więcej jej nie ujrzał, to i tak uważam się za szczęśliwca.
— Nie wierzę ci — rzekł spokojnie Trevize. — Myślę, że jednak jesteś romantycznym idiotą, ale wiedz, że wolę cię właśnie takim. Nie chciałbym, żebyś był inny. Janov, znamy się od niedawna, ale przez parę tygodni byliśmy razem i — przepraszam, jeśli to zabrzmi głupio — bardzo cię polubiłem.
— Ja ciebie też, Golan — odparł Pelorat.
— I nie chcę, żeby cię ktoś zranił. Muszę porozmawiać z Bliss.
— Nie, nie! Proszę, nie rób tego. Wygłosisz jej kazanie.
— Nie będę wygłaszał żadnego kazania. Tu chodzi nie tylko o ciebie; i dlatego muszę z nią porozmawiać na osobności. Słuchaj, Janov, nie chcę robić tego za twoimi plecami, a więc pozwól, że pomówię z nią i postawię jasno parę spraw. Jeśli będę zadowolony z tej rozmowy, to złożę ci gratulacje z całego serca i cokolwiek się stanie, zachowam spokój.
Pelorat potrząsnął głową. — Wszystko zepsujesz.
— Obiecuję ci, że nie. Bardzo cię proszę…
— No cóż… ale proszę cię, drogi przyjacielu, uważaj na to, co. będziesz mówił, dobrze?
— Daję ci słowo honoru, że będę uważał.
— Pel mówi, że chciałeś się ze mną zobaczyć — rzekła Bliss.
— Tak — odparł Trevize.
Znajdowali się w przydzielonym mu małym apartamencie.
Usiadła z gracją, założyła nogę na nogę i spojrzała na niego przenikliwie pięknymi orzechowymi oczami.
— Nie lubisz mnie, prawda? Od początku ci się nie spodobałam — rzekła.
Trevize — pozostał w postawie stojącej. — Znasz ludzkie umysły i to, co się w nich dzieje. Wiesz, co myślę o tobie i dlaczego tak myślę — powiedział.
Bliss wolno pokręciła głową. — Twój umysł jest dla Gai terenem zakazanym. Wiesz o tym. Potrzebowaliśmy twojej decyzji i musiała ona powstać w czystym, nietkniętym umyśle. Kiedy przechwyciliśmy wasz statek, umieściłam ciebie i Pela w polu uspokajającym, ale to było konieczne. Panika czy wściekłość zaszkodziłaby ci i być może w kluczowym momencie stałbyś się bezużyteczny. I to wszystko. Nie mogłam zrobić i nie zrobiłam nic ponadto, nie wiem więc, co myślisz.
— Podjąłem decyzję, którą musiałem podjąć — powiedział Trevize. — Zdecydowałem na korzyść Gai i Galaxii. Po co więc ta cała gadka o czystym i nietkniętym umyśle? Macie to, czego chcieliście i teraz możecie zrobić ze mną, co wam się podoba.
— Nic podobnego, Trev. W przyszłości mogą być potrzebne inne decyzje. Pozostaniesz tym, kim jesteś i, dopóki będziesz żył, będziesz naturalnym źródłem rzadkiego w Galaktyce dobra. Bez wątpienia są teraz w Galaktyce, i pojawią się w przyszłości, inni ludzie o takich jak twoje zdolnościach, ale nie znamy ich. Wiemy tylko o tobie. I dlatego nie możemy cię nawet tknąć.
Trevize zastanawiał się przez chwilę. — Jesteś Gają — powiedział w końcu — a ja nie chcę rozmawiać z Gają. Chcę mówić z tobą jako jednostką, jeśli to w ogóle znaczy coś dla ciebie.
— Owszem, znaczy. Jesteśmy dalecy od tego, żeby stopić się w jedną wspólną masę. Mogę na pewien czas odizolować się od Gai.
— Myślę, że możesz — rzekł Trevize. — Czy już to zrobiłaś?
— Tak.
— A zatem, po pierwsze, pozwól, że ci powiem, że nie grałaś czysto. Być może faktycznie nie ingerowałaś w mój umysł, żeby wpłynąć na moją decyzję, ale na pewno zajęłaś się umysłem Janova, żeby na mnie wpłynąć. Może nie?
— Myślisz, że to zrobiłam?
— Myślę, że to zrobiłaś. W kluczowym momencie Pelorat przypomniał mi, że Galaktyka zrobiła na nim wrażenie żywej istoty i ta myśl skłoniła mnie do podjęcia decyzji. Sama myśl może była jego własną, ale to twój umysł ją wyzwolił, prawda?
— Ta myśl istniała w jego głowie, ale było tam również wiele innych myśli. Przetarłam szlak dla przywołania akurat tego, a nie jakiegokolwiek innego wrażenia i dlatego mogło ono wyłonić się z jego świadomości i przybrać kształt słów. Ale zauważ, że nie ja stworzyłam tę myśl. Ona już istniała w jego umyśle.
— Niemniej jednak, choć pośrednio, naruszyło to moją niezależność podejmowania decyzji, może nie?
— Gaja uważała, że to konieczne.
— Naprawdę? A więc może poprawi się wam samopoczucie, jeśli powiem, że chociaż w tamtej chwili uwaga Janova skłoniła mnie do podjęcia decyzji na waszą korzyść, to myślę, że podjąłbym taką samą decyzję, nawet gdyby on nic nie powiedział albo gdyby próbował mnie nakłonić do podjęcia innej decyzji. Chcę, żebyś to wiedziała.
— Ulżyło mi — rzekła chłodno Bliss. — To właśnie chciałeś mi powiedzieć, kiedy zażyczyłeś sobie spotkać się ze mną?
— Nie.
— A co jeszcze?
Teraz Trevize usiadł na krześle, które postawił tak blisko, że ich kolana niemal stykały się. Pochylił się ku niej.
— To ty byłaś na stacji orbitalnej, kiedy zbliżyliśmy się do Gai. To ty złapałaś nas, ty weszłaś na pokład naszego statku, żeby nas zabrać tutaj, ty przez cały czas od tamtej pory, z wyjątkiem obiadu u Doma, w którym nie wzięłaś udziału, byłaś z nami. I, co bardziej istotne, to ty byłaś, na „Odległej Gwieździe” w chwili, kiedy podjąłem swą decyzję. Zawsze ty.
Читать дальше