— Nie wiem, czy potrafię ci to zadowalająco wyjaśnić — odparła Novi. — Gaja została stworzona wiele tysięcy lat temu z pomocą robotów, które kiedyś, przez krótki czas, służyły ludziom, ale już im nie służą. Przedstawiły nam zupełnie jasno, że możemy przetrwać tylko wtedy, kiedy będziemy ściśle przestrzegali trzech praw robotyki w odniesieniu do wszelkiego życia. W tej interpretacji pierwsze prawo robotyki brzmi: „Gaja nie może wyrządzić krzywdy żadnej żywej istocie albo, przez powstrzymanie się od działania, dopuścić do tego, by jakiejś żywej istocie stała się krzywda”. Przez cały czas naszego istnienia przestrzegaliśmy tej zasady i nie możemy postępować inaczej.
W efekcie jesteśmy teraz bezradni. Nie możemy siłą narzucić naszej wizji żywej Galaktyki trylionom ludzi i niezliczonej liczbie innych żywych istot, bo być może w ten sposób skrzywdzilibyśmy wielu i wiele z nich. Ale nie możemy też siedzieć z założonymi rękami i przyglądać się, jak Galaktyka niszczy się sama w walce, której moglibyśmy zapobiec. Nie wiemy, czy mniej kosztować będzie Galaktykę nasze działanie czy powstrzymanie się od działania albo — jeśli zdecydujemy się na działanie — czy mniej będzie kosztować Galaktykę poparcie Terminusa czy może Trantora. Niech zadecyduje o tym radny Trevize. Jakakolwiek będzie jego decyzja, Gaja się jej podporządkuje.
— W jaki sposób mam podjąć tę decyzję? — spytał Trevize. — Co mam zrobić?
— Masz komputer odparła Novi. — Ludzie na Terminusie nie zdawali sobie sprawy z tego, że kiedy go zrobili, to zrobili to lepiej, niż pozwalałby na to stan ich wiedzy. Komputer na twoim statku zawiera część Gai. Połóż dłonie na łączach i pomyśl. Możesz na przykład pomyśleć, że ekran na statku burmistrz Branno jest absolutnie nieprzepuszczalny. Jeśli to zrobisz, to możliwe, że Branno natychmiast skorzysta ze swej broni, aby unieszkodliwić czy zniszczyć pozostałe dwa statki i zapanować fizycznie nad Gają, a później nad Trantorem.
— I nic nie zrobisz, żeby jej przeszkodzić? — spytał Trevize ze zdumieniem.
— Absolutnie nic. Jeśli będziesz miał pewność, że dominacja Terminusa wyrządzi Galaktyce mniej zła niż którakolwiek z pozostałych możliwości, to z zadowoleniem przyjmiemy tę decyzję, choćby miała ona pociągnąć za sobą naszą zagładę.
Z drugiej strony, możesz poszukać pola mentalnego Mówcy Gendibala, połączyć się z nim i wzmocnić je za pomocą komputera. W takim przypadku on na pewno wyswobodzi się z mojego uchwytu i odepchnie mnie. Potem może opanować myśli Branno i, korzystając z jej statków, zapanować fizycznie nad Gają i zapewnić dalszą realizację Planu Seldona. Gaja nie zrobi nic, żeby temu przeszkodzić.
No i wreszcie możesz poszukać mojego pola mentalnego, połączyć się ze mną i tym samym zapoczątkować utworzenie żywej Galaktyki, co ostatecznie nastąpi nie za życia tego pokolenia ani następnego, ale dopiero po wielu wiekach pracy, po wiekach, w czasie których będzie dalej realizowany Plan Seldona. Wybór należy do ciebie.
— Zaczekaj! — krzyknęła Branno. — Nie podejmuj jeszcze decyzji. Czy mogę coś powiedzieć?
— Możesz mówić swobodnie — rzekła Novi. — Tak samo Mówca Gendibal.
— Radny Trevize — rzekła Branno. — Kiedy widzieliśmy się ostatni raz na Terminusie, powiedział pan: „Może nadejść taki moment, pani burmistrz, że poprosi mnie pani o przysługę, a ja wtedy zrobię tak, jak będę chciał i nie zapomnę ostatnich dwóch dni”. Nie wiem, czy pan przewidział obecną sytuację, czy czuł pan intuicyjnie, co się ma zdarzyć, czy po prostu ma pan to, co ta kobieta mówiąca o żywej Galaktyce nazywa darem znajdowania właściwych rozwiązań. W każdym razie miał pan rację. Proszę pana o przysługę dla dobra Federacji.
Może uważa pan, że powinien mi odpłacić za to, że kazałam pana aresztować i skazałam na wygnanie. Proszę, żeby pan pamiętał, że zrobiłam to, gdyż uważałam, że wymaga tego dobro Federacji. Nawet jeśli zrobiłam źle albo działałam tylko we własnym interesie, to niech pan pamięta, że zrobiłam to ja, a nie Federacja. Niech pan nie niszczy całej Federacji tylko po to, żeby wyrównać rachunki ze mną. Niech pan pamięta, że jest pan z Fundacji i że jest pan człowiekiem, że nie chce pan być tylko cyfrą w planach bezdusznych matematyków z Trantora albo czymś nawet mniej ważnym niż cyfra w jakimś galaktycznym galimatiasie życia i nie — życia. Chce pan być niezależnym organizmem mającym wolną wolę. Chce pan, żeby takimi byli pana potomkowie i ziomkowie. Wszystko inne się nie liczy.
Oni mówią, że nasze Imperium doprowadzi do rozlewu krwi i nieszczęść, ale przecież nie musi tak być. Mamy wolną wolę i od nas zależy, co wybierze — my i czy będzie tak czy inaczej. Możemy przecież wybrać inną drogę. W każdym razie lepiej jest z własnej woli zaryzykować klęskę niż żyć bezpiecznie będąc kółkiem w jakiejś maszynie. Niech pan zauważy, że proszę teraz pana, żeby podjął pan decyzję jako człowiek mający wolną wolę. Te przedmioty z Gai nie są w stanie powziąć żadnej decyzji, bo nie pozwala im na to ten mechanizm, którego są częściami, więc zdają się na pana. I jeśli pan im to rozkaże, to sami się zniszczą. Czy chce pan, żeby cała Galaktyka stała się taka?
— Nie wiem, pani burmistrz, czy mam wolną wolę — odparł Trevize. — Być może mój umysł został odpowiednio nastawiony i podejmę decyzję, której chcą.
— Twój umysł jest absolutnie nietknięty — powiedziała Novi. — Gdybyśmy mogli posunąć się do tego, żeby odpowiednio do naszych celów zmienić , twój umysł, to całe spotkanie byłoby zupełnie niepotrzebne. Gdybyśmy byli tak pozbawieni zasad, to moglibyśmy robić to, co najbardziej by nam odpowiadało, nie oglądając się na interesy i dobro całej ludzkości.
— Myślę, że teraz moja kolej — powiedział Gendibal. — Radny Trevize, niech pan nie kieruje się zaściankowymi interesami. Fakt, że urodził się pan na Terminusie nie powinien mieć wpływu na pana decyzję. Nie powinien pan stawiać Terminusa ponad Galaktykę. Już od pięciuset lat Galaktyka rozwija się zgodnie z Planem Seldona. Proces ten realizuje się i w Federacji Fundacyjnej, i poza nią.
Jest pan przede wszystkim częścią Planu Seldona, a dopiero potem obywatelem Fundacji. Niech pan, kierując się wąsko pojętym patriotyzmem czy romantyczną tęsknotą za czymś nowym i nieznanym, nie zrobi czegoś, co mogłoby zniweczyć Plan. Druga Fundacja w żaden sposób nie skrępuje wolnej woli ludzkości. Jesteśmy przewodnikami, a nie despotami.
Proponujemy Drugie Imperium Galaktyczne, które będzie się zasadniczo różniło od Pierwszego. W tych kilkudziesięciu tysiącleciach, które minęły od wynalezienia metod podróżowania w nadprzestrzeni, nie było ani jednego dziesięciolecia, kiedy gdzieś w Galaktyce nie byłoby rozlewu krwi, kiedy nie ginęliby ludzie. Było tak nawet wówczas, kiedy w samej Fundacji panował pokój. Jeśli wybierze pan burmistrz Branno, to sytuacja taka będzie trwała w nieskończoność. Będzie to wciąż ten sam ponury cykl śmierci i zagłady. Plan Seldona jest dla ludzkości wyjściem z tego błędnego koła, i to nie za cenę stania się jeszcze jednym zbiorem atomów w Galaktyce składającej się z atomów, nie za cenę zredukowania ludzi do jednego poziomu z trawą, bakteriami i kurzem.
— Z tym, co Mówca Gendibal mówi o Drugim Imperium Pierwszej Fundacji — rzekła Novi — zgadzam się. Z tym, co mówi o ich własnym imperium — nie. Mówcy z Trantora są w końcu niezależnymi ludźmi o wolnej woli i są tacy sami, jak zawsze byli. Czy są wolni od ambicji, czy nie ma u nich destrukcyjnej rywalizacji, polityki i pięcia się w górę za wszelką cenę? Czy wśród członków Stołu Mówców nie ma kłótni, a nawet nienawiści, i czy zawsze będą przewodnikami, za którymi nie będziecie się bali iść? Spytaj o to Mówce Gendibala, niech ci zaświadczy słowem honoru.
Читать дальше