Od czasu, kiedy kciuk Muła spoczął na kontakcie miotacza wyzwalającym reakcję łańcuchową, do momentu, kiedy odrzucił miotacz, upłynęło niecałe półtorej sekundy.
Ale tuż pod progiem świadomości i w ułamku czasu bliskim niewykrywalności Channis uchwycił przelotny błysk w umyśle Muła. Był to błysk pewności i niezłomnej wiary w zwycięstwo.
6. JEDEN CZŁOWIEK, MUŁ… I INNY CZŁOWIEK
Dwóch ludzi, pozornie odprężonych i swobodnych, będących wzajemnym przeciwieństwem pod względem fizycznym, których każdy nerw drgał czujnie napięty niczym czuły detektor.
Muł, po raz pierwszy od wielu lat, nie był całkowicie pewny, jak ma postąpić. Channis wiedział, że chociaż potrafi obronić się w tej chwili, to wymaga to od niego wielkiego wysiłku, natomiast dla jego przeciwnika atak nie jest tak wyczerpującym zadaniem. Channis wiedział, że gdyby chciał przetrzymać Muła, musi przegrać.
Ale niebezpiecznie było o tym myśleć. Zdradzić się przed Mułem z emocjonalnej słabości, znaczyłoby dać mu do ręki broń. I tak już w umyśle Muła pojawił się krótki błysk, którego Channis nie zdążył dokładnie zidentyfikować, ale który był charakterystyczny dla zwycięzcy.
Zyskać na czasie.
Dlaczego inni zwlekają? Czyżby to właśnie było źródłem pewności Muła? Czyżby jego przeciwnik wiedział coś, o czym on nie ma pojęcia? Umysł, który znajdował się pod jego baczną obserwacją, niczego nie pokazywał. Ach, gdyby potrafił czytać w myślach. A jednak…
Channis wysiłkiem woli powstrzymał to psychiczne kręcenie się w kółko. Liczyło się tylko jedno — zyskać na czasie…
— Skoro już wiadomo, że jestem człowiekiem z Drugiej Fundacji, i skoro nie zaprzeczyłem temu po zakończeniu naszego pojedynku o Pritchera, może powiesz mi dlaczego, twoim zdaniem, przyleciałem do Tazendy?
— O, nie — Muł roześmiał się z wielką pewnością siebie. — Ja nie jestem Pritcherem. Nie muszę ci składać żadnych wyjaśnień. Usłyszałeś już tyle, że możesz sobie wyobrazić powody, które mną kierowały. Bez względu na to, co naprawdę myślałem, twoje działanie odpowiadało mi, więc nie pytam o nic więcej.
— Jednak w twojej koncepcji muszą być pewne luki. Czy Tazenda jest tą Drugą Fundacją, którą spodziewałeś się odkryć? Pritcher dużo mówił o twoich staraniach znalezienia jej i o psychologu, który był twoim narzędziem — o Eblingu Misie. Czasem coś tam plótł, kiedy go… no… lekko do tego zachęciłem. Przypomnij sobie , Eblinga Misa, Pierwszy Obywatelu.
— A niby dlaczego miałbym to zrobić?
Nie tracić pewności siebie! Channis czuł, że Wiara Muła w siebie Wzrasta, jak gdyby z upływem czasu jakikolwiek niepokój, który Muł mógł odczuwać, ulatniał się i rozpływał.
Powstrzymując nagły przypływ zwątpienia, powiedział:
— A więc nie jesteś ciekaw? Pritcher opowiadał mi, że coś wprawiło Misa w osłupienie. Poza tym to jego usilne naleganie na pośpiech, na szybkie ostrzeżenie Drugiej Fundacji… Dlaczego? Ebling Mis umarł. Nie ostrzeżono Drugiej Fundacji. A mimo to nadal istnieje.
Muł uśmiechnął się z prawdziwą przyjemnością i Channis poczuł, że nagle uderza go i zaraz się cofa fala okrucieństwa.
— Ale, jak widać, Druga Fundacja została jednak ostrzeżona. W przeciwnym razie jak i po co niejaki Bail Channis pojawiłby się na Kalganie, manipulował moimi ludźmi i podjął się raczej niewdzięcznego zadania przechytrzenia mnie? Tylko że ostrzeżenie przyszło zbyt późno, to wszystko.
— A zatem — Channis postarał się, by do Muła dotarło od niego uczucie litości — nie wiesz nawet, gdzie znajduje się Druga Fundacja i nie rozumiesz nic z głębszego znaczenia tego, co się tu teraz dzieje.
Zyskać na czasie!
Muł poczuł litość Channisa i nagle w jego zwężonych oczach błysnęła wrogość. Potarł nos swym zwykłym gestem i warknął: — No to zabaw się! Co z tą Drugą Fundacją? Channis zaczął z namysłem, posługując się raczej słowami niż symboliką emocjonalną.
— Z tego, co słyszałem, najbardziej intrygowała Misa tajemnica otaczająca Drugą Fundację. Hari Seldon w tak bardzo odmienny sposób potraktował obie placówki. Pierwsza Fundacja była imponującym, ostentacyjnym przedsięwzięciem, które w ciągu dwustu lat olśniło i oślepiło pół Galaktyki. Druga była niczym mroczna otchłań.
Nie zrozumiesz, dlaczego tak się stało, jeśli nie postarasz się wczuć w klimat intelektualny czasów umierającego Imperium. Był to czas absolutu, ostatnich wielkich uogólnień, przynajmniej w dziedzinie myśli. Oczywiście, fakt postawienia tamy dalszemu rozwojowi myśli świadczył o tym, że ta kultura ginie. To właśnie bunt przeciwko stawianiu tej tamy uczynił Seldona sławnym. To właśnie ten ostatni błysk twórczego geniuszu zalał Imperium promiennym blaskiem zachodu i mgliście zapowiedział wschodzące słońce Drugiego Imperium.
— Bardzo wzruszające. No i co dalej?
— No więc założył swoje Fundacje zgodnie z prawami psychohistorii, ale któż lepiej od niego wiedział, że nawet te prawa są względne. On nigdy nie stworzył ostatecznego dzieła. Ostateczne dzieła są dobre dla dekadenckich umysłów. Jego dzieło było stale doskonalącym się mechanizmem, a Druga Fundacja była narzędziem tego doskonalenia. My, Pierwszy Obywatelu twego Chwilowego Związku Światów, my jesteśmy strażnikami Planu Seldona. Tylko my!
— Próbujesz dodać sobie odwagi tym gadaniem — spytał pogardliwie Muł — czy chcesz mi zaimponować? Bo ani Druga Fundacja, ani Plan Seldona, ani Drugie Imperium razem wzięte nie imponują mi, ani nie budzą we mnie najmniejszej litości, sympatii czy poczucia odpowiedzialności, ani żadnego innego uczucia, które mogłoby ci pomóc. W każdym razie, kiedy mówisz o Drugiej Fundacji, głupcze, używaj czasu przeszłego, bo już jest po niej.
Muł podniósł się i podszedł do niego. Channis czuł, że potencjał emocjonalny Muła wali się całym ciężarem na jego umysł. Odskoczył gwałtownie do tyłu, ale coś pełzło ku niemu nieubłaganie, uginając i rozbijając coraz bardziej jego jaźń.
Poczuł za plecami ścianę. Naprzeciw niego, wsparłszy się chudymi ramionami pod boki, stał Muł i rozchylał usta w okropnym uśmiechu.
— Wasza gra skończona, Channis. Gra tych wszystkich, którzy tworzyli Drugą Fundację. To, co było Drugą Fundacją! Co było! Na co czekałeś, siedząc tu cały czas i plotąc coś Pritcherowi, kiedy mogłeś obezwładnić go i odebrać mu miotacz nie kiwnąwszy nawet palcem? Czekałeś na mnie, prawda? Czekałeś, żeby powitać mnie w sytuacji, która nie wzbudziłaby moich podejrzeń.
Tym gorzej dla ciebie, że nie potrzebowałem już żadnego dodatkowego dowodu na poparcie moich podejrzeń. Znałem cię, znałem cię dobrze, Bailu Channisie z Drugiej Fundacji.
Ale na co czekasz teraz? Cały czas rozpaczliwie zarzucasz mnie słowami, tak jakby sam dźwięk twego głosu mógł mnie unieruchomić. A kiedy tak mówisz, coś w twoim umyśle czeka i czeka, cały czas czeka. Ale na próżno. Nie przybędzie tu nikt z tych, których oczekujesz — żaden ze sprzymierzeńców. Jesteś tu sam, Channis, i pozostaniesz sam. A wiesz dlaczego?
Dlatego, że Druga Fundacja całkowicie się pomyliła co do mojej osoby. W porę poznałem wasz plan. Myśleliście, że przylecę tu za tobą i sam wam wlezę w sieć. Ty miałeś być przynętą — miałeś zwabić biednego, głupiutkiego mutanta, który jest tak zapatrzony w swoje rojenia o imperium, że nic nie zauważy i wpadnie w zastawiony na niego potrzask. No i co, jestem waszym więźniem?
Zastanawiam się, czy przyszło komuś z was do głowy, że nie zjawię się tu bez swojej floty, która składa się z takich jednostek, że wobec każdej z nich jesteście bezbronni i bezradni jak dzieci. Tazenda leży w gruzach, miasta są starte z powierzchni planety. Nie napotkaliśmy żadnego oporu. Druga Fundacja już nie istnieje, Channis, i ja — śmieszny, brzydki cherlak — jestem teraz panem Galaktyki.
Читать дальше