Robert Silverberg - Oblicza Wód

Здесь есть возможность читать онлайн «Robert Silverberg - Oblicza Wód» весь текст электронной книги совершенно бесплатно (целиком полную версию без сокращений). В некоторых случаях можно слушать аудио, скачать через торрент в формате fb2 и присутствует краткое содержание. Город: Poznań, Год выпуска: 1995, ISBN: 1995, Издательство: Zysk i S-ka, Жанр: Фантастика и фэнтези, на польском языке. Описание произведения, (предисловие) а так же отзывы посетителей доступны на портале библиотеки ЛибКат.

Oblicza Wód: краткое содержание, описание и аннотация

Предлагаем к чтению аннотацию, описание, краткое содержание или предисловие (зависит от того, что написал сам автор книги «Oblicza Wód»). Если вы не нашли необходимую информацию о книге — напишите в комментариях, мы постараемся отыскать её.

Planeta Hydros jest w całości pokryta wodą. Można na niej zamieszkać, ale nie da się jej już potem opuścić, bowiem nie ma lądu, na którym mógłby lądować statek kosmiczny. Na sztucznej wyspie schronienie znalazła niewielka kolonia Ziemian, oraz osiedle rodzimych mieszkańców Hydros. Niesprzyjąjący zbieg okoliczności zmusza ludzi do wyprawy na fllotylli statków w poszukiwaniu półlegendarnnego lądu...

Oblicza Wód — читать онлайн бесплатно полную книгу (весь текст) целиком

Ниже представлен текст книги, разбитый по страницам. Система сохранения места последней прочитанной страницы, позволяет с удобством читать онлайн бесплатно книгу «Oblicza Wód», без необходимости каждый раз заново искать на чём Вы остановились. Поставьте закладку, и сможете в любой момент перейти на страницу, на которой закончили чтение.

Тёмная тема
Сбросить

Интервал:

Закладка:

Сделать

Prawdopodobnie była to najdłuższa mowa, jaką Kinverson wygłosił kiedykolwiek w swoim życiu. Sam wydawał się zdziwiony tym, że powiedział tak dużo. Kiedy skończył, przez chwilę zimno patrzył na Lawlera z widocznym gniewem i irytacją. Potem wrócił do swoich haczyków i sprzętu.

Lawler powiedział:

— Nie przeszkadza ci, że nasz wielki wódz prowadzi nas na nieznane terytorium i nie trudzi się nawet, żeby nas o tym powiadomić?

— Nie. Nie przeszkadza mi. Nie przeszkadza mi nic oprócz ludzi, którzy przeszkadzają mi za bardzo. Przyjmuję każdy dzień, jaki jest. Zostaw mnie w spokoju, doktorze. Mam robotę?

* * *

— Chcesz teraz przeprowadzić te rozmowy? — spytał Dag Tharp. — Jesteś o godzinę za wcześnie, prawda?

— Być może. Czy to ma jakieś znaczenie?

— Jak sobie życzysz. — Ręce Tharpa poruszały się przy tarczach i pokrętłach. — Jeśli chcesz rozmawiać teraz, wywołamy ich wcześniej. Tylko nie zrzucaj winy na mnie, jeśli nie wszyscy będą gotowi.

— . Daj mi najpierw Bambera Cadrella.

— Zwykle rozmawiasz najpierw z „Gwiazdą”.

— Wiem. Dzisiaj wezwij Cadrella. Tharp popatrzył na niego ze zdumieniem.

— Co cię dziś ugryzło, doktorze?

— Kiedy usłyszysz, co mam do powiedzenia Cadrellowi, zobaczysz, co mnie ugryzło. Wezwij go, proszę.

— Dobrze. Dobrze. — Ze stołu, na którym stał sprzęt, rozległy się szumy i trzaski. — Ta przeklęta mgła — wymamrotał Tharp. — Cud, że sprzęt nie gnije. „Bogini”, zgłoś się. „Bogini”, zgłoś się. Tu „Królowa”. „Bogini”, „Bogini”, zgłoś się.

— „Królowa”, tu „Bogini”. — Chłopięcy, wysoki, piskliwy głos Barda, syna Nicko Thalheima, z pokładu „Bogini Sorve”.

— Powiedz mu, że chcę rozmawiać z Cadrellem — powiedział Lawler.

Tharp rzucił kilka słów do mikrofonu. Lawler nie dosłyszał dźwięcznej odpowiedzi.

— Co powiedział?

— Mówi, że Bamber jest przy sterze. Jego wachta kończy się za dwie godziny.

— Powiedz mu, aby natychmiast sprowadził Bambera na dół, do mikrofonu. Mam ważną sprawę.

Znowu szumy i trzaski. Chłopiec chyba sprzeciwiał się. Tharp powtórzył prośbę Lawlera i z drugiej strony zapadła cisza na około minutę.

Potem usłyszeli głos Bambera Cadrella.

— Co jest tak cholernie pilne, doktorze?

— Powiem ci, tylko odeślij chłopca.

— On jest moim radiooperatorem.

— Wspaniale. Nie chcę jednak, aby usłyszał to, co mam do powiedzenia.

— Jakieś problemy, doktorze?

— Czy on tam jeszcze jest?

— Odesłałem go. Co się dzieje?

— Zboczyliśmy z kursu o dziewięćdziesiąt stopni, jesteśmy na wodach równikowych i kierujemy się na południe, południowy zachód. Delagard prowadzi nas na Morze Puste. — Dag Tharp stojący obok Lawlera ze zdumienia wstrzymał oddech. — Czy zdajesz sobie z tego sprawę, Bamber?

Kolejne długie milczenie ze strony „Bogini Sorve”.

— Oczywiście, że tak, doktorze. Uważasz mnie za kiepskiego marynarza?

— Morze Puste, Bamber.

— W porządku. Słyszałem.

— Mieliśmy płynąć na Grayvard.

— Wiem o tym, doktorze.

— Czy twoim zdaniem to w porządku, że płyniemy w złym kierunku?

— Zakładam, że Delagard wie, co robi.

— Zakładasz?

— To jego okręty, ja tylko dla niego pracuję. Kiedy zaczęliśmy zbaczać na południe, domyśliłem się, że na północy muszą być jakieś kłopoty, może sztorm albo coś innego, co on chce ominąć. W jego posiadaniu są wszystkie dobre mapy, doktorze. My po prostu podążamy wyznaczonym przez niego kursem.

— Prosto na Morze Puste?

— Delagard nie jest szalony — powiedział Cadrell. — Niedługo zawrócimy na północ. Nie ma co do tego żadnych wątpliwości.

— Nie chciałeś zapytać go, skąd ta zmiana kursu?

— Powiedziałem ci: zakładam, że jest to uzasadnione. Zakładam, że on wie, co robi.

— Cholernie dużo zakładasz — powiedział Lawler.

Tharp podniósł wzrok znad radia. Jego oczy, zwykle schowane w pomarszczonych fałdach ciała, były błyszczące i wielkie ze zdziwienia.

— Morze Puste?

— Na to wygląda.

— Przecież to szaleństwo!

— Jednak nie. Na razie udawaj, że tego nie słyszałeś, dobrze, Dag? Daj mi teraz Martina Yaneza.

— Nie Stayvola? Zawsze rozmawiasz najpierw ze Stayvolem.

— Yaneza — powiedział Lawler, starając się wymazać z pamięci obraz uśmiechającego się do niego Josca.

Chwila manipulowania gałkami i przez piski zakłóceń usłyszeli głos radiooperatora „Trzech Księżyców” — była nim jedna z dziewcząt Haina, Lawler nie pamiętał która — a potem, chwilę później, głęboki, spokojny głos Martina Yaneza, mówiący:

— Nie mamy nic do zameldowania, doktorze, dzisiaj wszyscy zdrowi.

— To nie jest rutynowa kontrola medyczna — powiedział Lawler.

— A więc co? Czy mieliście jakieś wieści ze „Złotego Słońca”? — W głosie Yaneza pojawiło się nagłe podniecenie, zapał, nadzieja.

— Niestety, nie — cicho powiedział Lawler.

— Aha!

— Chciałem dowiedzieć się, co sądzisz o naszej zmianie kursu.

— Co masz na myśli?

— Nie wciskaj mi kitu, Martin. Proszę.

— Od kiedy to lekarz interesuje się nawigacją?

— Powiedziałem, nie wciskaj mi kitu.

— Jesteś teraz nawigatorem, doktorze?

— Jestem stroną zainteresowaną. Wszyscy jesteśmy. To również moje życie. O co chodzi, Martin? Czy siedzisz tak głęboko w kieszeni Delagarda, że mi nie powiesz?

— Mówisz, jakbyś był mocno rozgniewany — powiedział Yanez. — Zrobiliśmy obejście na południe. Co z tego?

— Dlaczego to zrobiliśmy?

— Powinieneś zapytać o to Delagarda.

— A ty pytałeś?

— Ja nie potrzebuję. Po prostu idę po wyznaczonym kursie. On skręca na południe i ja też skręcam na południe.

— Bamber powiedział mniej więcej to samo. Czy wy, chłopcy, jesteście marionetkami, że pozwalacie mu pociągać za sznurki, jak mu się podoba? Jezu, Martin, dlaczego my już nie płyniemy na Grayvard?

— Powiedziałem ci. Zapytaj Delagarda.

— Mam zamiar. Przedtem chciałem dowiedzieć się, co inni kapitanowie sądzą o tym, że płyniemy na Morze Puste.

— Czy to właśnie robimy? — zapytał Yanez jak zawsze spokojnym głosem. — Myślałem, że tylko zataczamy krótki łuk na południe, z przyczyn, o jakich Delagard nic nie mówi. O ile wiem, Grayvard jest w dalszym ciągu naszym ostatecznym celem.

— Naprawdę w to wierzysz?

— A jeśli powiem, że tak, czy mi uwierzysz?

— Chciałbym.

— To prawda, doktorze. Jak to, że kochałem mojego brata, przysięgam na Boga. Delagard nie powiedział ani słowa o zmianie, a ja nie pytałem, tak samo jak Bamber i Poilin. Zakładam, że siostry nie zdają sobie nawet sprawy, że zeszliśmy z kursu.

— Więc rozmawiałeś o tym z Cadrellem i Stayvolem?

— Oczywiście.

— Stayvol jest bardzo blisko z Delagardem. Niezbyt mu ufam. Co powiedział?

— Jest równie zdziwiony jak my.

— Naprawdę?

— Tak. A cóż to za różnica? Wszyscy płyniemy za Delagardem. Jeśli chcesz wiedzieć, co się dzieje, zapytaj jego. A jeśli ci powie, powiedz mi, doktorze.

— Obiecuję.

— Chcesz, żebym wezwał Stayvola? — zapytał Dag Tharp.

— Nie. Chyba go sobie podaruję. Tharp potarmosił skórę na szyi.

— Do diabła — powiedział. — Do diabła, do diabła.

Sądzisz, że to spisek? Kapitanowie knują coś i nic nam nie mówią?

— Wierzę Martinowi Yanezowi. Gdyby coś się działo, i Delagard mógłby dopuścić do tajemnicy Stayvola, ale na pewno nie tamtych dwóch.

Читать дальше
Тёмная тема
Сбросить

Интервал:

Закладка:

Сделать

Похожие книги на «Oblicza Wód»

Представляем Вашему вниманию похожие книги на «Oblicza Wód» списком для выбора. Мы отобрали схожую по названию и смыслу литературу в надежде предоставить читателям больше вариантов отыскать новые, интересные, ещё непрочитанные произведения.


Robert Silverberg - He aquí el camino
Robert Silverberg
Robert Silverberg - Rządy terroru
Robert Silverberg
Robert Silverberg - Poznając smoka
Robert Silverberg
Robert Silverberg - The Old Man
Robert Silverberg
Robert Silverberg - The Nature of the Place
Robert Silverberg
Robert Silverberg - The Reality Trip
Robert Silverberg
Robert Silverberg - The Songs of Summer
Robert Silverberg
Robert Silverberg - The Secret Sharer
Robert Silverberg
Robert Silverberg - Good News from the Vatican
Robert Silverberg
Robert Silverberg - The Pope of the Chimps
Robert Silverberg
Отзывы о книге «Oblicza Wód»

Обсуждение, отзывы о книге «Oblicza Wód» и просто собственные мнения читателей. Оставьте ваши комментарии, напишите, что Вы думаете о произведении, его смысле или главных героях. Укажите что конкретно понравилось, а что нет, и почему Вы так считаете.