Robert Silverberg - Oblicza Wód

Здесь есть возможность читать онлайн «Robert Silverberg - Oblicza Wód» весь текст электронной книги совершенно бесплатно (целиком полную версию без сокращений). В некоторых случаях можно слушать аудио, скачать через торрент в формате fb2 и присутствует краткое содержание. Город: Poznań, Год выпуска: 1995, ISBN: 1995, Издательство: Zysk i S-ka, Жанр: Фантастика и фэнтези, на польском языке. Описание произведения, (предисловие) а так же отзывы посетителей доступны на портале библиотеки ЛибКат.

Oblicza Wód: краткое содержание, описание и аннотация

Предлагаем к чтению аннотацию, описание, краткое содержание или предисловие (зависит от того, что написал сам автор книги «Oblicza Wód»). Если вы не нашли необходимую информацию о книге — напишите в комментариях, мы постараемся отыскать её.

Planeta Hydros jest w całości pokryta wodą. Można na niej zamieszkać, ale nie da się jej już potem opuścić, bowiem nie ma lądu, na którym mógłby lądować statek kosmiczny. Na sztucznej wyspie schronienie znalazła niewielka kolonia Ziemian, oraz osiedle rodzimych mieszkańców Hydros. Niesprzyjąjący zbieg okoliczności zmusza ludzi do wyprawy na fllotylli statków w poszukiwaniu półlegendarnnego lądu...

Oblicza Wód — читать онлайн бесплатно полную книгу (весь текст) целиком

Ниже представлен текст книги, разбитый по страницам. Система сохранения места последней прочитанной страницы, позволяет с удобством читать онлайн бесплатно книгу «Oblicza Wód», без необходимости каждый раз заново искать на чём Вы остановились. Поставьте закладку, и сможете в любой момент перейти на страницу, на которой закончили чтение.

Тёмная тема
Сбросить

Интервал:

Закладка:

Сделать

Jedyne, co można było zrobić, to ukryć się i czekać, czekać, czekać. Wszyscy schronili się pod pokładem. Długie godziny powietrze wypełnione było brzęczeniem przelatujących ryb, przerywanym niesamowitymi jękami oraz odgłosami silnych i gwałtownych uderzeń.

Wreszcie zapadła cisza. Lawler i kilku innych ostrożnie wyszli na pokład.

Powietrze było czyste. Stado poleciało dalej. Jednak wszędzie leżały martwe i półmartwe śluzice, jak robactwo pokrywając stertami pokład wszędzie, gdzie jego konstrukcja utworzyła przeszkodę w ich locie. Chociaż porozbijane, niektóre miały w sobie jeszcze dość życia, aby syczeć, szczypać i próbować uderzać w twarze sprzątającej załogi. Pozbycie się ich zajęło cały dzień.

Po śluzicach nadciągnęła ciemna chmura, która obiecywała deszcz, a zrzuciła jedynie warstwę szlamu: migrującą powietrzem masę jakichś drobnych cuchnących mikroorganizmów, które opadły okręt prawie nieskończonymi ilościami, pozostawiając warstwę lepkiej brązowej substancji na żaglach, takieiunku, masztach i każdym milimetrze pokładu. Oczyszczenie tego zajęło trzy dni. A potem były jeszcze taranorożce i Kinverson znowu siedział na pokładzie, waląc w swój bęben, aby je odstraszyć.

A po taranorożcach…

Lawler zaczynał myśleć o tym wielkim planetarnym morzu jak o upartej, nieubłaganie wrogiej sile, która niezmordowanie zsyłała na nich jedną plagę po drugiej w gniewnej reakcji na ich obecność na jej szerokim łonie. Wydawało się, że podróżnicy wywoływali swędzenie oceanu, a on się w ten sposób drapał. Niektóre drapnięcia były dość mocne. Lawler zastanawiał się, czy podróżnicy zdołają przetrwać wystarczająco długo, aby dotrzeć do Grayvard.

Nareszcie nadszedł błogosławiony dzień ulewnego deszczu. Zmył szlam mikroorganizmów i smród pozostawiony przez zdechłe śluzice, pozwolił im napełnić beczki słodką wodą dokładnie wtedy, gdy sytuacja stawała się krytyczna. W ślad za deszczem pojawiła się ławica nurków, które figlowały wesoło i beztrosko płynąc z okrętem, pluskając się w pianie jak eleganccy tancerze witający turystów w rodzinnym kraju. Gdy tylko nurki zniknęły z pola widzenia, przydryfował w pobliże kolejny, a może ten sam, kolonialny potwór miotający kule łajna, który znów zbombardował okręt wilgotnymi pociskami zapalającymi. Wyglądało to tak, jakby ocean poniewczasie zorientował się, że zsyłając deszcz, a potem nurki ukazał podróżnikom zbyt przyjazną twarz i chciał im przypomnieć o swej prawdziwej naturze.

Potem przez jakiś czas znowu panował spokój. Wiały pomyślne wiatry, morskie stwory zaprzestały nieustannych ataków. Sześć okrętów spokojnie płynęło naprzód ku swemu celowi. Ich ślady, długie i proste, rozchodziły się za nimi jak szerokie autostrady w pustkę, którą już przemierzyły.

Pewnego idealnie spokojnego ranka — morze prawie bez fal, jednostajna bryza, rozmigotane niebo, śliczny, błękitno-zielony kształt Sunrise widzialny tuż nad horyzontem i jeden z księżyców nadal w polu widzenia — Lawler wyszedł na pokład i natknął się na naradę na mostku. Brali w niej udział: Delagard, Kinverson, Onyos Felk i Leo Martello. Po chwili Lawler zauważył ojca Quillana, na poły schowanego za masywnym Kinversonem.

Delagard trzymał lunetę. Przeglądał widnokrąg i opowiadał o czymś pozostałym, którzy pokazywali, patrzyli, komentowali.

Lawler wspiął się po drabinie.

— Coś się dzieje?

— Z pewnością tak — powiedział Delagard. — Brakuje jednego z naszych okrętów.

— Mówisz poważnie?

— Zobacz. — Delagard podał Lawlerowi lunetę. — Ładna noc. Raporty mówią, że między północą a świtem nie wydarzyło się nic niezwykłego. Policz okręty, które widzisz. Jeden, dwa, trzy, cztery.

Lawler przyłożył lunetę do oka. Jeden. Dwa. Trzy. Cztery.

— Którego brakuje?

Delagard tarmosił swoje gęste loki.

— Jeszcze nie jestem pewien. Nie mają wywieszonych flag. Gabe uważa, że to siostry zginęły. Oddzieliły się w nocy i ruszyły własnym kursem.

— To byłoby szaleństwo — powiedział Lawler. — Przecież nie mają pojęcia o prowadzeniu okrętu.

— Jak dotąd radziły sobie dobrze — wtrącił Leo Martello.

— Tylko dlatego, że podążały za konwojem. Lecz gdyby spróbowały wyruszyć samodzielnie…

— No, tak — powiedział Delagard. — To byłoby szaleństwo. Ale one są szalone. Cholerne suki, ani przez chwilę nie wahałbym się powiedzieć, że to do nich podobne…

Przerwał. Na schodkach poniżej rozległ się odgłos kroków.

— Dag, czy to ty? — zawołał Delagard. Lawlerowi wyjaśnił: — Wysłałem go na dół, aby nawiązał kontakt radiowy.

Z luku schodni wyłoniła się pomarszczona twarz Tharpa, a za nią jej właściciel.

— Brakuje „Złotego Słońca” — oznajmił Tharp.

— Siostry są na „Krzyżu Hydros” — powiedział Kinverson.

— Racja — powiedział gorzko Tharp. — Ale „Krzyż Hydros” odpowiedział, kiedy go przywołałem przed chwilą. Podobnie „Gwiazda”, „Trzy Księżyce”, „Bogini”. Żadnej odpowiedzi ze „Złotego Słońca”.

— Jesteś całkowicie pewien? Nie mogłeś nawiązać z nimi łączności? — zapytał Delagard. — Nie ma żadnego sposobu, żeby ich wywołać?

— Chcesz spróbować, to idź i spróbuj. Wywoływałem całą flotę. Odpowiedziały cztery okręty.

— Łącznie z siostrami? — nalegał Kinverson.

— Rozmawiałem osobiście z siostrą Hallą, w porządku? Lawler powiedział:

— Zapomniałem, kto płynie na „Złotym Słońcu”.

— Damis Saftelle — odpowiedział Leo Martello.

— Damis nigdy nie odpłynąłby na własną rękę. On nie jest taki.

— Nie — powiedział Delagard, patrząc podejrzliwie i nieufnie. — On nie jest taki, prawda, doktorze?

Przez cały dzień Tharp próbował złapać „Złote Słońce”. Radiooperatorzy próbowali również.

Cisza na paśmie „Złotego Słońca”. Cisza. Cisza. Cisza.

— Okręty tak po prostu nie znikają w ciemnościach — powiedział Delagard, gwałtownie przemierzając pokład.

— Jednak ten najwidoczniej zniknął — powiedziała Lis Niklaus.

— Zamknij ten swój pieprzony pysk!

— Och, to miłe, Nid, bardzo miłe.

— Zamknij go albo zrobię to za ciebie!

— To nic nie da — powiedział Lawler. Odwrócił się do Delagarda. — Czy nigdy dotąd nie straciłeś okrętu w ten sposób? Żeby tak zniknął cicho, bez S.O.S. ani niczego innego?

— Nigdy nie straciłem okrętu. Kropka.

— Gdyby były kłopoty, wzywaliby pomocy przez radio, prawda?

— Gdyby mogli — wtrącił Kinverson.

— Co to znaczy? — zapytał Delagard.

— Załóżmy, że cała zgraja takich sieciowatych potworów wczołgała się na pokład w nocy. Wachta zmienia się

O trzeciej nad ranem, ludzie schodzą z olinowania, wachta spod pokładu wchodzi na górę, wszyscy dostają się w sieci i zostają wciągnięci za burtę, i w ten sposób połowa załogi znika. W czasie tej masakry Damis lub ktoś inny schodzi ze sterówki, aby zobaczyć, co się dzieje, i sieci dostają także jego. A potem resztę jednego po drugim…

— Gospo wrzeszczał jak opętany, kiedy porwała go sieć — zauważyła Pilya Braun. — Myślicie, że cała załoga wpadnie w sieci i pozwoli wyciągnąć się za burtę, przy czym nikt nie narobi hałasu, który ostrzegłby pozostałych?

— No więc, to nie były sieci — powiedział Kinverson. — Coś innego wdrapało się na pokład. A może to były sieci plus coś innego. I wszyscy zginęli.

— A potem pojawił się jamochłon i połknął okręt? — zapytał Delagard. — Gdzie, do cholery, jest okręt? Cała załoga mogła zginąć, ale co się stało z okrętem?

Читать дальше
Тёмная тема
Сбросить

Интервал:

Закладка:

Сделать

Похожие книги на «Oblicza Wód»

Представляем Вашему вниманию похожие книги на «Oblicza Wód» списком для выбора. Мы отобрали схожую по названию и смыслу литературу в надежде предоставить читателям больше вариантов отыскать новые, интересные, ещё непрочитанные произведения.


Robert Silverberg - He aquí el camino
Robert Silverberg
Robert Silverberg - Rządy terroru
Robert Silverberg
Robert Silverberg - Poznając smoka
Robert Silverberg
Robert Silverberg - The Old Man
Robert Silverberg
Robert Silverberg - The Nature of the Place
Robert Silverberg
Robert Silverberg - The Reality Trip
Robert Silverberg
Robert Silverberg - The Songs of Summer
Robert Silverberg
Robert Silverberg - The Secret Sharer
Robert Silverberg
Robert Silverberg - Good News from the Vatican
Robert Silverberg
Robert Silverberg - The Pope of the Chimps
Robert Silverberg
Отзывы о книге «Oblicza Wód»

Обсуждение, отзывы о книге «Oblicza Wód» и просто собственные мнения читателей. Оставьте ваши комментарии, напишите, что Вы думаете о произведении, его смысле или главных героях. Укажите что конкретно понравилось, а что нет, и почему Вы так считаете.