Robert Silverberg - Oblicza Wód

Здесь есть возможность читать онлайн «Robert Silverberg - Oblicza Wód» весь текст электронной книги совершенно бесплатно (целиком полную версию без сокращений). В некоторых случаях можно слушать аудио, скачать через торрент в формате fb2 и присутствует краткое содержание. Город: Poznań, Год выпуска: 1995, ISBN: 1995, Издательство: Zysk i S-ka, Жанр: Фантастика и фэнтези, на польском языке. Описание произведения, (предисловие) а так же отзывы посетителей доступны на портале библиотеки ЛибКат.

Oblicza Wód: краткое содержание, описание и аннотация

Предлагаем к чтению аннотацию, описание, краткое содержание или предисловие (зависит от того, что написал сам автор книги «Oblicza Wód»). Если вы не нашли необходимую информацию о книге — напишите в комментариях, мы постараемся отыскать её.

Planeta Hydros jest w całości pokryta wodą. Można na niej zamieszkać, ale nie da się jej już potem opuścić, bowiem nie ma lądu, na którym mógłby lądować statek kosmiczny. Na sztucznej wyspie schronienie znalazła niewielka kolonia Ziemian, oraz osiedle rodzimych mieszkańców Hydros. Niesprzyjąjący zbieg okoliczności zmusza ludzi do wyprawy na fllotylli statków w poszukiwaniu półlegendarnnego lądu...

Oblicza Wód — читать онлайн бесплатно полную книгу (весь текст) целиком

Ниже представлен текст книги, разбитый по страницам. Система сохранения места последней прочитанной страницы, позволяет с удобством читать онлайн бесплатно книгу «Oblicza Wód», без необходимости каждый раз заново искать на чём Вы остановились. Поставьте закладку, и сможете в любой момент перейти на страницу, на которой закончили чтение.

Тёмная тема
Сбросить

Интервал:

Закладка:

Сделать

— Słyszałem hałas ubiegłej nocy. Co za świństwo.

— Spadłam z koi, oto co się stało.

— I tłukłaś się po kabinie przez pięć czy dziesięć minut, krzycząc i przeklinając? A Nid, kiedy cię podniósł, też poczuł, że musi sobie pokrzyczeć i poprzeklinać? Skończ z tym, Lis.

Obrzuciła go chłodnym, ponurym spojrzeniem. Wydawała się bliska płaczu. Jeszcze nigdy nie widział twardej, dzielnej Lis na krawędzi załamania.

— Niech śniadanie poczeka kilka minut — powiedział cicho. — Oczyszczę to rozcięcie i dam ci coś, od czego zejdzie ten siniak.

— Jestem do tego przyzwyczajona, doktorze.

— Często cię bije?

— Dość często.

— Nikt już nikogo nie bije, Lis. Tak postępowano w czasach jaskiniowców.

— Powiedz to Nidowi.

— Chcesz? Zrobię to.

W jej oczach pojawił się błysk strachu.

— Nie! Na rany Chrystusa, nie mów ani słowa, doktorze! On mnie zabije.

— Bardzo się go boisz, prawda?

— A ty nie?

Lawler powiedział ze zdziwieniem:

— Nie. Dlaczego miałbym się bać?

— No tak, może ty nie, ale to ty. l tak miałam szczęście. Zrobiłam coś, co mu się nie podobało, dowiedział się i przyjął to o wiele gorzej, niż oczekiwałam. Nauczyło mnie to kilku rzeczy. Nid to brutalny człowiek. Ostatniej nocy myślałam, że mnie zamorduje.

— Następnym razem zawołaj mnie lub postukaj w ścianę kabiny.

— Nie będzie następnego razu. Mam zamiar poprawić się od dzisiaj. Mówię poważnie.

— Aż tak bardzo się go boisz?

— Kocham go, doktorze. Czy możesz w to uwierzyć? Kocham tego drania. Jeśli nie chce, żebym pieprzyła się na boku, to nie będę. Bardzo mi na nim zależy.

— Mimo to, że cię bije.

— To świadczy, jak mu na mnie zależy.

— Chyba nie mówisz poważnie, Lis.

— Tak. Tak. Potrząsnął głową.

— Jezu. Tłucze cię na kwaśne jabłko, a ty mi mówisz, że to dlatego, że tak bardzo cię kocha.

— Ty nie rozumiesz tych spraw, doktorze — powiedziała Lis. — Nigdy nie rozumiałeś. Nie mogłeś.

Lawler przez chwilę patrzył na nią ze zdumieniem, próbując pojąć, o czym mówiła. W tej chwili była dla niego kimś równie obcym jak Skrzelowiec.

— Chyba nie — powiedział.

Po burzy morze uspokoiło się na jakiś czas, nie było ciche, ale też nie wzburzone. Napotkali kolejną strefę gęstą od splątanych wodorostów, jednakże tym razem nie była ona tak zbita jak poprzednio i udało się im przedrzeć, nie używając śmiertelnego afrodyzjaka dr. Nikitina. Trochę dalej znajdowało się miejsce, gdzie dryfowały ciasno upakowane kępy tajemniczych, cienkich, żółto-zielonych glonów. Wyskakiwały jak garby na powierzchnię morza, kiedy okręt przepływał obok, i z ciemnych, drgających pęcherzyków, zwisających na krótkich, kolczastych łodygach, emitowały piskliwe dźwięki:

— Wracajcie — wydawały się mówić — wracajcie, wracajcie, wracajcie.

To były denerwujące i nużące odgłosy. Najwyraźniej nie było to szczęśliwe miejsce. Jednak niebawem te długie, dziwne glony zniknęły, chociaż jeszcze przez dzień lub dwa słyszało się w oddali ich melancholijny pomruk, od czasu do czasu przynoszony przez podmuchy wiatru.

Następnego dnia pojawiła się kolejna nieznana forma życia: gigantyczne, tworzące kolonie stworzenia, cała ich populacja, setki, a może tysiące różnych gatunków organizmów zawieszonych na jednym ogromnym pływaku niemal dorównującym rozmiarami platformom lub jamochłonom. Jego mięsiste, przezroczyste ciało prześwitywało przez wodę jak ledwie zanurzona wyspa; gdy podpłynęli bliżej, ujrzeli niezliczone składniki stworzenia, drgające, turkoczące i zajęte swoimi indywidualnymi obowiązkami. Jedne wiosłowały, inne łowiły ryby, a małe trzepoczące organizmy rozmieszczone wokół krawędzi pełniły rolę stabilizatorów dla całego obszernego organizmu sunącego dostojnie poprzez morze.

Kiedy okręt podpłynął bliżej, stworzenie wypuściło kilka tuzinów przezroczystych rurowatych tworów, które wznosiły się na wysokość kilku metrów jak grube, lśniące kominy ponad powierzchnią morza.

— Co to takiego, jak sądzisz? — zapytał ojciec Quillan.

— Aparat wzrokowy? — zasugerował Lawler. — Swego rodzaju peryskop?

— Patrz, coś się z nich wydobywa…

— Uwaga! — krzyknął z góry Kinverson. — Strzela do nas!

Lawler powalił duchownego na pokład dokładnie w chwili, gdy kula jakiejś kleistej, czerwonawej substancji przeleciała ze świstem obok nich. Kula upadła na śródokręciu, dwa lub trzy metry za nimi. Wyglądała jak duże, pomarańczowe łajno, bezkształtne i drgające. Zaczynała wypuszczać łodygę. Pół tuzina takich pocisków wylądowało w innych punktach pokładu, a z każdą chwilą przybywały nowe.

— Kurwa! Kurwa! Kurwa! — ryczał Delagard, miotając się dokoła. — To świństwo pali nam pokład. Wiadra i łopaty! Halsować! Halsować! Felk! Wydostań nas z tego piekła, do cholery!

Pokład skwierczał i dymił w miejscach, gdzie wgryzały się weń kule. Felk, przy sterze, starał się wyprowadzić j okręt ze strefy ostrzału, wykonując gwałtowne uniki. Pod jego ochrypłymi rozkazami wachta przeciągała liny, obracała reje, stawiała żagle. Lawler, Quillan i Lis Niklaus biegali po pokładzie, zgarniając łopatami miękkie korodujące pociski i wyrzucając je za burtę. W miejscach, gdzie kwaśne grudy dotykały jasnożółtego drewna pokładu, pozostawały ciemne ślady spalenizny. Kolonialny twór, choć znajdujący się już w znacznej odległości, z metodyczną, bezmyślną wrogością nadal wyrzucał w kierunku okrętu swoje pociski, mimo iż nieszkodliwe spadały teraz do wody, wzbijając obłoczki pary, po czym z sykiem znikały w głębinach.

Wypalone ślady na pokładzie były zbyt głębokie, aby można je było usunąć. Lawler podejrzewał, że te lepkie pociski, gdyby ich natychmiast nie zmieciono za burtę, przepaliłyby okręt na wylot, pokład po pokładzie, aż do dna kadłuba.

Następnego ranka Gharkid zauważył w oddali na ster-burcie szarą chmurę brzęczących kształtów.

— Śluzica w godowym szale. Delagard zaklął i rozkazał zmienić kurs.

— Nie — powiedział Kinverson. — To nic nie da. Nie ma czasu na manewr. Opuścić żagle.

— Co?

— Ściągnij je na dół, inaczej posłużą jako sieci, kiedy wpadnie na nas ta chmura. A wtedy znajdziemy się po szyje w śluzicy.

Klnąc wściekle, Delagard rozkazał ściągnąć żagle. Wkrótce „Królowa Hydros” dryfowała z nagimi masztami, sterczącymi w ciężkie białe niebo. A potem nadciągnęły śluzice.

Brzydkie, skrzydlate robaki o szczeciniastym tułowiu, oszalałe od chuci, nadlatywały milionami od nawietrzej. To było istne morze śluzicy; przez zderzające się ciała trudno było dostrzec wodę. Jak fale przypływu wzbijały się w powietrze — na czele samice, a ich niezliczone ilości prze słaniały słońce. Z furią tłukły lśniącymi, ukośnymi skrzydełkami; rozpaczliwie unosiły zadarte nosy; parły do przodu całymi oszalałymi plutonami. A tuż za nimi leciały samce.

To, że na ich drodze stały okręty, nie miało żadnego znaczenia. Były jedynie drobną przeszkodą dla śluzicy w gorączce. Tak samo jak góry. Śluzice miały genetycznie zaprogramowany kurs i podążały nim ślepo, niepowstrzymanie. Jeśli miało to oznaczać, że roztrzaskają sobie łby o burtę „Królowej Hydros”, niechaj tak będzie. Jeśli miało to oznaczać, że przelecą kilka metrów nad pokładem i uderzą w podstawę masztu lub drzwi nadbudówki, niechaj tak będzie. Niech tak będzie. Niech tak będzie. Kiedy armada śluzicy dotarła do pokładu, nie było na nim nikogo. Lawler wiedział już, co oznacza zderzenie z młodą śluzicą. Dorosła, ogarnięta godowym szałem, zapewne podróżowała z dziesięciokrotnie większą szybkością, więc spotkanie z nią prawdopodobnie skończyłoby się śmiercią. Muśnięcie ostrym końcem skrzydła przecięłoby skórę do kości. Ognista szczecina pozostawiłaby krwawy ślad.

Читать дальше
Тёмная тема
Сбросить

Интервал:

Закладка:

Сделать

Похожие книги на «Oblicza Wód»

Представляем Вашему вниманию похожие книги на «Oblicza Wód» списком для выбора. Мы отобрали схожую по названию и смыслу литературу в надежде предоставить читателям больше вариантов отыскать новые, интересные, ещё непрочитанные произведения.


Robert Silverberg - He aquí el camino
Robert Silverberg
Robert Silverberg - Rządy terroru
Robert Silverberg
Robert Silverberg - Poznając smoka
Robert Silverberg
Robert Silverberg - The Old Man
Robert Silverberg
Robert Silverberg - The Nature of the Place
Robert Silverberg
Robert Silverberg - The Reality Trip
Robert Silverberg
Robert Silverberg - The Songs of Summer
Robert Silverberg
Robert Silverberg - The Secret Sharer
Robert Silverberg
Robert Silverberg - Good News from the Vatican
Robert Silverberg
Robert Silverberg - The Pope of the Chimps
Robert Silverberg
Отзывы о книге «Oblicza Wód»

Обсуждение, отзывы о книге «Oblicza Wód» и просто собственные мнения читателей. Оставьте ваши комментарии, напишите, что Вы думаете о произведении, его смысле или главных героях. Укажите что конкретно понравилось, а что нет, и почему Вы так считаете.