Robert Heinlein - Daleki patrol
Здесь есть возможность читать онлайн «Robert Heinlein - Daleki patrol» весь текст электронной книги совершенно бесплатно (целиком полную версию без сокращений). В некоторых случаях можно слушать аудио, скачать через торрент в формате fb2 и присутствует краткое содержание. Год выпуска: 1986, Издательство: Klubowe, Жанр: Фантастика и фэнтези, на польском языке. Описание произведения, (предисловие) а так же отзывы посетителей доступны на портале библиотеки ЛибКат.
- Название:Daleki patrol
- Автор:
- Издательство:Klubowe
- Жанр:
- Год:1986
- ISBN:нет данных
- Рейтинг книги:3 / 5. Голосов: 1
-
Избранное:Добавить в избранное
- Отзывы:
-
Ваша оценка:
- 60
- 1
- 2
- 3
- 4
- 5
Daleki patrol: краткое содержание, описание и аннотация
Предлагаем к чтению аннотацию, описание, краткое содержание или предисловие (зависит от того, что написал сам автор книги «Daleki patrol»). Если вы не нашли необходимую информацию о книге — напишите в комментариях, мы постараемся отыскать её.
Daleki patrol — читать онлайн бесплатно полную книгу (весь текст) целиком
Ниже представлен текст книги, разбитый по страницам. Система сохранения места последней прочитанной страницы, позволяет с удобством читать онлайн бесплатно книгу «Daleki patrol», без необходимости каждый раз заново искать на чём Вы остановились. Поставьте закладку, и сможете в любой момент перейти на страницу, на которой закончили чтение.
Интервал:
Закладка:
Z tą słabą pociechą Max wyszedł z kabiny Hendrixa. Mimo to czuł się znacznie lepiej, niż w chwili, gdy wchodził onegdaj na pokład. Myśl, o czekającej go karze nie była aż tak bardzo nie do zniesienia, jak życie z obawą, kiedy i gdzie go nakryją. Wkrótce jednak i o tym zapomniał — wizje ponurej przyszłości ustąpiły radości z powodu pierwszego kroku, jaki wreszcie zrobił na drodze do astronautyki. Chciałby móc opowiedzieć o tym Samowi … albo Ellie …
12
Tego samego dnia wpisano do księgi pokładowej, że Maximilian Jones został przyjęty na aspiranta do stopnia oficerskiego. Sam kapitan wezwał go do siebie, odebrał przysięgę, złożył życzenia pomyślności i nazwał go „mister Jonesem”. Ceremonia była niezwykle prosta, odbyła się jedynie w obecności doktora Hendriaa oraz pisarza. Lecz to był dopiero początek. To, co nastąpiło później, zaskoczyło Maxa bardziej, niż sama nominacja.
— Myślę, że będzie znacznie lepiej, jeśli resztę dnia spożytkuje mr. Jones na przeprowadzkę i aklimatyzację — powiedział kapitan z lekkim mrugnięciem oka — Zrozumiał pan moje Intencje, doktorze?
— Oczywiście, panie kapitanie.
— A zatem w porządku. Bennett, będzie pan tak miły i wezwie Dumonta …
Główny steward na pokładzie pasażerskim nie posiadał się ze zdumienia, ujrzawszy, jak dotychczasowy pomocnik stewarda III klasy nieomal w ciągu paru chwil przedzierzgnął się w oficera, W odpowiedzi na pytanie kapitana odparł zaskoczony:
— Sądzę, że mr. Jones mógłby zamieszkać w kabinie B-014. Czy jest pan zadowolony, sir?
— Oczywiście, oczywiście.
— Zaraz polecę, aby przeniesiono pańskie rzeczy na górę …
— W porządku. A pan, mr. Jones, zechce pójść razem z Dumontem. Ale chwileczkę … jeszcze moment. Przecież musimy znaleźć dla pana Jakąś czapkę. Kapitan podszedł do szafy i zaczął szukać.
— Pamiętam, że miałem jakąś, która powinna być odpowiednia.
— Kapitanie, niech pan nie szuka — powstrzymał go Hendrix — Mam jedną przy sobie. Poza tym mr. Jones i ja nosimy ten sam numer.
— Dobrze. Choć przypuszczam, że w ciągu ostatnich kilku minut jego głowa mogła nieco napuchnąć …
— Już ja się postaram, aby wszystko wróciło do normy — nieprzyjemnie roześmiał się Hendrix, po czym podał Maxowi czapkę. Nowomianowany oficer odniósł wrażenie, jakby ten gest miał rangę symbolu, był echem sentymentu, świadectwem dawnych czasów. Omal nie wyszedł z siebie, gdy zaczął mruczeć coś, co miało oznaczać podziękowanie, a kiedy wychodził z kabiny, był bliski potknięcia się o własną nogę.
Gdy już zamknęły się drzwi kapitańskiego apartamentu, Dumont przystanął.
— Nie trzeba, aby pan szedł na dół, do kabiny załogi … — zwrócił się do Jonesa — Jeśli z łaski swojej poda mi pan numer swojej szafki, sam to załatwię.
— Ależ, mr. Dumont! … Mam bardzo niewiele rzeczy i poradzę sobie bez pańskiej fatygi. Lecz Dumont stał nieporuszony.
— Za pozwoleniem … Niech pan obejrzy swoją nową kabinę, a ja już wszystko załatwię.
W swym nowym, jednoosobowym oczywiście, pokoju znalazł materac piankowy, zasłany kocem. Przy drzwiach znajdowała się niewielka umywalka oraz lustro. Nad łóżkiem wisiała półka na książki, obok szafa. Gdzieś w kącie znalazł opuszczony blat do pisania, telefon oraz brzęczyk, podłączony do pełniącego służbę oficera. W skład inwentarza wchodziło także ruchome krzesło, kosz na śmieci oraz niewielki dywanik na podłodze. Najbardziej jednak przypadł mu do gustu solidny zamek przy drzwiach — dobra gwarancja minimum prywatności. Właśnie oglądał zawartość szuflad, gdy wrócił Dumont z jego rzeczami — oczywiście sam nie niósł skąpego tobołka, gdyż ceniąc swą godność zatrudnił przy tej pracy pomocnika, pełniącego służbę.
Steward wszedł za swym szefem i zapytał ze stosowną czołobitnością:
— Gdzie mam złożyć te rzeczy, sir?
Max rozpoznał człowieka, który już od dawna siedział przy jego stoliku, podczas obiadów.
— Hallo, Jim! — wykrzyknął, lekko speszony — Walnij to wszystko na łóżko! Dziękuję.
— Tak jest, sir. Moje gratulacje.
— Dziękuję raz jeszcze.
Uścisnęli się. Dumont, jak zwykle czujny, dbał, aby ta ceremonia nie została przeciągnięta nad obowiązujące normy przyzwoitości.
— To wszystko, Gregory … — włączył się, gdy obaj potrząsali jeszcze prawicami — Możesz już wracać do zmywania. Coś poza tym, sir — ostatnią kwestię skierował oczywiście do Maxa.
— Nie, dziękuję.
— Czy mógłbym przypomnieć o konieczności naszycia nowych dystynkcji? Mam nadzieję, że nie ma pan zamiaru wykonać tego własnoręcznie, sir … Prawdopodobnie jestem lepszym mistrzem igły i nożyc — dodał z sarkazmem.
— Zapewne … Ale sam też bym sobie poradził.
— Moja żona niewątpliwie będzie zaszczycona tym obowiązkiem — ciągnął Dumont — Szyje dla wszystkich pań z pokładu pasażerskiego. Jestem przekonany, że do kolacji mundur będzie gotowy, z nowymi dystynkcjami, oczyszczony i wyprasowany.
Max był szczęśliwy, że mógł obarczyć tą pracą kogoś innego. Poza tym w tej samej chwili dotarła doń świadomość konieczności odwiedzania salonu — od dzisiaj miał tam spożywać wszystkie posiłki. Zanim jednak zdążył się przebrać w nowy mundur, tuż przed kolacją ktoś zapukał do drzwi i nie czekając na pozwolenie, wszedł. Zdumiony Max stanął twarzą w twarz z mr. Simes’em. Oficer popatrzył na czapkę Jonesa, po czym wybuchnął śmiechem…
— Niech pan to zdejmie, zanim pańskie uszy doznają uszczerbku. Max stał niewzruszony.
— Pan sobie czegoś życzy, sir?
— Tak. Tylko chwilki, abym zdążył przekazać ci pewną radę, a ty, po dziewięciokroć mądry …
— Co proszę? Simes walnął się w piersi.
— Chodzi tylko o jedno … Proszę pamiętać, że na tym statku istnieje jeden zastępca astronauty i ja właśnie mam zaszczyt pełnić tę funkcję. Proszę tego nie zapominać. Jestem nim i długo jeszcze będę, nawet wtedy, gdy pan znowu wróci do obory, wyrzucać gnój, bo tam jest pańskie właściwe miejsce. Max poczuł, jak płoną mu skronie i pali go twarz.
— W takim razie dlaczego zgodził się pan na tę nominację? Simes ponownie się roześmiał.
— Czy wyglądam na idiotę? … Kapitan powiedział „tak”, astronauta powiedział „tak” … czy miałem nadstawiać głowę? Lepiej zgodzić się i poczekać, aż pan popełni ten błąd, co z pewnością kiedyś wreszcie nastąpi. Chciałbym jedynie powiadomić pana, że ten kawałek złotego szamerunku nic jeszcze nie znaczy. Ciągle stoi pan niżej, niż ja. Powtarzam to w tej chwili, aby pan dobrze to sobie zapamiętał. Max zacisnął zęby. Nic nie odpowiedział. Tymczasem Simes wyraźnie na coś czekał.
— No? …
— Co?
— Przecież wydałem rozkaz: nie zapominać!
— Tak jest, mr. Simes! Nie zapomnę! Z pewnością nie zapomnę! Simes rzucił jeszcze jedno lodowate spojrzenie.
— Nie powinien pan zapomnieć!
Wyszedł.
Max jeszcze stał z zaciśniętymi pięściami, spoglądając w stronę drzwi, gdy zapukał Gregory.
— Kolacja, sir. Za pięć minut.
Przyszedł nieomal w ostatniej chwili. Kilka pań siedziało już przy stole, kapitan Blaine jeszcze stał.
Maxowi przeszła przez głowę potworna myśl o wszystkich uciążliwościach życia w eleganckim świecie: kiedy wszyscy usiądą, on także będzie musiał zająć swoje miejsce — tylko gdzie?
Zaczął drżeć całym ciałem, dygotał nieustannie i nie mógł się pohamować, gdy usłyszał jakiś kobiecy głos.
Читать дальшеИнтервал:
Закладка:
Похожие книги на «Daleki patrol»
Представляем Вашему вниманию похожие книги на «Daleki patrol» списком для выбора. Мы отобрали схожую по названию и смыслу литературу в надежде предоставить читателям больше вариантов отыскать новые, интересные, ещё непрочитанные произведения.
Обсуждение, отзывы о книге «Daleki patrol» и просто собственные мнения читателей. Оставьте ваши комментарии, напишите, что Вы думаете о произведении, его смысле или главных героях. Укажите что конкретно понравилось, а что нет, и почему Вы так считаете.
