Alastair Reynolds - Przestrzeń Objawienia

Здесь есть возможность читать онлайн «Alastair Reynolds - Przestrzeń Objawienia» весь текст электронной книги совершенно бесплатно (целиком полную версию без сокращений). В некоторых случаях можно слушать аудио, скачать через торрент в формате fb2 и присутствует краткое содержание. Город: Warszawa, Год выпуска: 2002, ISBN: 2002, Издательство: Mag, Жанр: Фантастика и фэнтези, на польском языке. Описание произведения, (предисловие) а так же отзывы посетителей доступны на портале библиотеки ЛибКат.

Przestrzeń Objawienia: краткое содержание, описание и аннотация

Предлагаем к чтению аннотацию, описание, краткое содержание или предисловие (зависит от того, что написал сам автор книги «Przestrzeń Objawienia»). Если вы не нашли необходимую информацию о книге — напишите в комментариях, мы постараемся отыскать её.

Przestrzeń objawienia

Przestrzeń Objawienia — читать онлайн бесплатно полную книгу (весь текст) целиком

Ниже представлен текст книги, разбитый по страницам. Система сохранения места последней прочитанной страницы, позволяет с удобством читать онлайн бесплатно книгу «Przestrzeń Objawienia», без необходимости каждый раз заново искать на чём Вы остановились. Поставьте закладку, и сможете в любой момент перейти на страницу, на которой закончили чтение.

Тёмная тема
Сбросить

Интервал:

Закладка:

Сделать

— Dajcie mi tu trochę światła — poprosił. Jeden ze studentów odczepił przenośny reflektor i oświetlił bok obelisku. Gdzieś wysoko mignęła błyskawica — wyładowania elektryczne w burzy przebiegały między zasłonami pyłu.

— Potrafi pan to przeczytać?

— Próbuję — odparł Sylveste. — Nie jest to najłatwiejsza rzecz na świecie. Zwłaszcza gdy trzęsiesz lampą.

— Przepraszam. Staram się trzymać stabilnie. Ale zaczyna mocno wiać.

Miał rację. Nawet na dnie studni tworzyły się wiry powietrzne. Wkrótce zacznie tu porządnie wiać, pył się zagęści, w powietrzu powstaną nieprzezroczyste szare płachty. W takich warunkach nie da się zbyt długo pracować.

— Przepraszam. Bardzo cenię pańską pomoc — powiedział Sylveste i zaraz się zorientował, że musi coś dodać. — Jestem wdzięczny, że pan został ze mną i nie poszedł za Sluką.

— Wybór nie był trudny. Nie wszyscy podważają pańskie hipotezy.

Sylveste spojrzał na obelisk.

— Nawet te dziwaczne?

— Uważamy, że przynajmniej powinno sieje sprawdzić. Przecież zrozumienie tego, co tu zaszło, leży w interesie kolonii.

— Chodzi panu o Wydarzenie?

Student skinął głową.

— Jeśli rzeczywiście Amarantini to spowodowali… i jeśli rzeczywiście zbiegło się to u nich z pojawianiem się możliwości lotów kosmicznych… wówczas ma to znaczenie nie tylko czysto teoretyczne.

— Nie lubię określenia „czysto teoretyczne”. To tak jakby inne kategorie były automatycznie bardziej wartościowe. Ale ma pan rację. Musimy wiedzieć.

Pascale podeszła bliżej.

— Co mianowicie wiedzieć?

— Co takiego zrobili, że ich słońce ich zabiło. — Sylveste odwrócił się i spojrzał jej w twarz, przyszpilając ją ponadwymiarowymi srebrnymi fasetkami swych sztucznych oczu. — Byśmy w końcu nie popełnili tego samego błędu.

— Sądzisz, że to byl wypadek?

— Podejrzenie, że zrobili to specjalnie, wydaje mi się wielce nieprawdopodobne.

— Zdaję sobie z tego sprawę. — Traktował ją z góry. Wiedział, że tego nie znosiła. Sam siebie nie znosił za to, że tak postępował. — Wiem również, że obcy z epoki kamiennej nie mieli środków, by wpłynąć na zachowanie swej gwiazdy, czy przez przypadek, czy w inny sposób.

— Ta cywilizacja była na wyższym etapie rozwoju — stwierdził Sylveste. — Wiemy, że wynaleźli koło i proch, posiadali szczątkową wiedzę w dziedzinie optyki i interesowali się zastosowaniem astronomii w rolnictwie. Z podobnego etapu rozwoju ludzkość zaledwie w ciągu pięciu wieków doszła do ery lotów kosmicznych. Założenie, że inne gatunki nie potrafiłyby tego dokonać, świadczyłoby o uprzedzeniach rasowych.

— Ale gdzie są dowody? — Pascale wstała i strząsnęła z płaszcza strużki osiadającego pyłu. — Wiem, co powiesz: nie przetrwały żadne artefakty zaawansowanej techniki, ponieważ z natury były mniej trwałe od wcześniejszych wytworów. Ale nawet gdyby się znalazły materialne dowody, co by to zmieniło? Nawet Hybrydowcy nie majstrują w gwiazdach, a oni są znacznie bardziej zaawansowani niż reszta ludzkości, włącznie z nami.

— Wiem. Właśnie to mnie niepokoi.

— A co mówi ten napis?

Sylveste westchnął i znów spojrzał na inskrypcję. Miał nadzieję, że gdy oderwie wzrok od obelisku, umożliwi swej podświadomości pracę nad tekstem i w pewnej chwili jego znaczenie wyłoni się nagle przed nim w całej jasności, jak odpowiedź na jeden z tych psychologicznych problemów, które postawiono przed misją do Całunników. Ale olśnienie uparcie nie nadchodziło — znaki ciągle nie poddawały się interpretacji. A może moje oczekiwania są fałszywe? — pomyślał Sylveste. Liczył na nagłe objawienie, które potwierdzi jego idee, jakkolwiek były przerażające.

Lecz inskrypcja upamiętniała tylko wydarzenie, które zaszło w tym miejscu; być może miało ono wielkie znaczenie w historii Amarantinów, ale skonfrontowane z oczekiwaniami Sylveste’a było nadzwyczaj prowincjonalne. Dla całkowitej pewności należało jeszcze przeprowadzić pełną analizę komputerową, a poza tym odsłonięto zaledwie górny, metrowy fragment tekstu, Sylveste jednak już czuł przytłaczające rozczarowanie. Bez względu na to, co przedstawiał ten obelisk, dla Sylveste’a przestał być interesujący.

— Coś się tu wydarzyło — stwierdził Sylveste. — Może miała miejsce jakaś bitwa albo pojawił się bóg? A to jest tylko kamień, który to miejsce zaznacza? Dowiemy się więcej, gdy odkopiemy go w całości i określimy datę warstwy kontekstowej. Możemy również zbadać wiek samego artefaktu.

— Nie tego szukałeś, prawda?

— Przez chwilę wydawało mi się, że to może to. — Sylveste spojrzał w dół na najniższy odsłonięty fragment obelisku. Napis kończył się kilkanaście centymetrów powyżej odsłoniętego poziomu, a poniżej zaczynało się coś i biegło w dół, znikając z oczu. Pewnego rodzaju diagram — Sylveste widział wyłaniające się łuki kilku koncentrycznych kręgów. I to wszystko. Co to było?

Sylveste nie mógł i nawet nie próbował zgadywać. Burza się nasilała. Zniknęły gwiazdy — przesłaniająca wszystko płachta pyłu łopotała w górze jak skrzydło wielkiego nietoperza. Kiedy wyjdą z szybu, znajdą się w piekle.

— Dajcie mi coś do kopania — powiedział.

I zaczął skrobać wieczną zmarzlinę wokół najwyższej warstwy sarkofagu niczym więzień, który do świtu chce wykopać tunel ze swojej celi. Po paru chwilach Pascale i student dołączyli do niego. Nad ich głowami wyła burza.

— Niewiele pamiętam — powiedział kapitan. — Ciągle jesteśmy w pobliżu Głąbiela?

— Nie. — Volyova usiłowała nie zdradzić się z tym, że mówiła mu to już kilkanaście razy, zawsze, gdy rozgrzewała jego mózg. — Opuściliśmy Kruger 60A kilka lat temu, gdy Hegazi wynegocjował dla nas potrzebny nam lód do tarczy.

— Aha. Więc gdzie jesteśmy?

— Lecimy w kierunku Yellowstone.

— Dlaczego? — Bas kapitana wydobywał się z głośników umieszczonych w pewnej odległości od jego ciała. Skomplikowane algorytmy skanowały mu mózg i przekazywały wynik w postaci mowy, klecąc odpowiedzi, gdy było to konieczne. Kapitan w ogóle nie miał rzeczywistego prawa być świadomym, cała neuronowa aktywność powinna była się zakończyć, gdy temperatura rdzenia spadła poniżej temperatury zamarzania. Ale jego mózg przenikała siatka maleńkich maszyn i w pewnym sensie te maszyny teraz myślały, choć robiły to w temperaturze mniejszej niż pół kelwina powyżej zera bezwzględnego.

— Słuszne pytanie — odparła. Jeszcze coś więcej ją teraz niepokoiło, nie tylko ta rozmowa. — Lecimy na Yellowstone, bo…

— Tak?

— Sajaki sądzi, że jest tam człowiek, który może ci pomóc.

Kapitan zastanawiał się. Volyova miała na bransolecie mapę jego mózgu, widziała na niej wijące się kolory niczym armie połączone na polu bitwy.

— Na pewno chodzi o Calvina Sylveste’a.

— Calvin Sylveste nie żyje.

— W takim razie ten drugi, Dan Sylveste. To jego szuka Sajaki?

— Nie wyobrażam sobie, żeby to był ktoś inny.

— Nie przyjdzie dobrowolnie. Ostatnio nie chciał się zgodzić. — Zapadła cisza. Kwantowe fluktuacje temperatury na pewien czas przesunęły kapitana z powrotem w stan poniżej świadomości. Wreszcie powiedział: — Sajaki musi zdawać sobie z tego sprawę.

— Jestem pewna, że rozważył wszystkie możliwości. — Volyova powiedziała to tonem sugerującym, że jest pewna wszystkiego, ale akurat tego nie. Powinna jednak wykazać ostrożność w wypowiedziach o innym Triumwirze. Sajaki zawsze był najbliższym asystentem kapitana. Przeszli razem długą drogę, dawno temu, zanim jeszcze Volyova stała się członkiem załogi. O ile wiedziała, nikt — z Sajakim włącznie — nigdy nie rozmawiał z kapitanem, nikt nawet nie wiedział, że jest taka możliwość. Podejmowanie ryzyka nie miało jednak sensu, nawet uwzględniając zawodną pamięć kapitana.

Читать дальше
Тёмная тема
Сбросить

Интервал:

Закладка:

Сделать

Похожие книги на «Przestrzeń Objawienia»

Представляем Вашему вниманию похожие книги на «Przestrzeń Objawienia» списком для выбора. Мы отобрали схожую по названию и смыслу литературу в надежде предоставить читателям больше вариантов отыскать новые, интересные, ещё непрочитанные произведения.


Alastair Reynolds - Poseidon's Wake
Alastair Reynolds
Alastair Reynolds - On the Steel Breeze
Alastair Reynolds
Alastair Reynolds - The Six Directions of Space
Alastair Reynolds
Alastair Reynolds - L'espace de la révélation
Alastair Reynolds
Alastair Reynolds - El arca de la redención
Alastair Reynolds
Alastair Reynolds - Unendlichkeit
Alastair Reynolds
Alastair Reynolds - Chasm City
Alastair Reynolds
Alastair Reynolds - Otchłań Rozgrzeszenia
Alastair Reynolds
Alastair Reynolds - Absolution Gap
Alastair Reynolds
Отзывы о книге «Przestrzeń Objawienia»

Обсуждение, отзывы о книге «Przestrzeń Objawienia» и просто собственные мнения читателей. Оставьте ваши комментарии, напишите, что Вы думаете о произведении, его смысле или главных героях. Укажите что конкретно понравилось, а что нет, и почему Вы так считаете.

x