Stephen Baxter - Statki czasu

Здесь есть возможность читать онлайн «Stephen Baxter - Statki czasu» весь текст электронной книги совершенно бесплатно (целиком полную версию без сокращений). В некоторых случаях можно слушать аудио, скачать через торрент в формате fb2 и присутствует краткое содержание. Город: Poznań, Год выпуска: 1996, ISBN: 1996, Издательство: Zysk i S-ka, Жанр: Фантастика и фэнтези, на польском языке. Описание произведения, (предисловие) а так же отзывы посетителей доступны на портале библиотеки ЛибКат.

Statki czasu: краткое содержание, описание и аннотация

Предлагаем к чтению аннотацию, описание, краткое содержание или предисловие (зависит от того, что написал сам автор книги «Statki czasu»). Если вы не нашли необходимую информацию о книге — напишите в комментариях, мы постараемся отыскать её.

Powieść napisana została z pozycji pojmowania kosmosu przez człowieka końca dwudziestego wieku i zdobyczy współczesnej nauki; jest nowoczesną reinterpretacją wizji Wellsa. Podróżnik w czasie u Baxtera zmierza ku nieskończoności. Jego zadanie jest daleko ważniejsze niz tylko uratowanie Weeny: prócz tajemnicy przyszłości musi także rozwiązać paradoksy otaczającego go świata.
Autoryzowana kontynuacja
Herberta George’a Wellsa.

Statki czasu — читать онлайн бесплатно полную книгу (весь текст) целиком

Ниже представлен текст книги, разбитый по страницам. Система сохранения места последней прочитанной страницы, позволяет с удобством читать онлайн бесплатно книгу «Statki czasu», без необходимости каждый раз заново искать на чём Вы остановились. Поставьте закладку, и сможете в любой момент перейти на страницу, на которой закончили чтение.

Тёмная тема
Сбросить

Интервал:

Закладка:

Сделать

— No tak — powiedziałem, próbując opanować drżenie — ale w porównaniu z tym cholernym zimnem przypomina to pobyt w przyjemnym kurorcie... A jak wygląda drugi stan stabilny?

— To biała Ziemia.

Zamknął oczy i już więcej się do mnie nie odezwał.

22. OPUSZCZENIE I PRZYBYCIE

Nie wiem, jak długo tak leżeliśmy, skuleni na podłodze samochodu czasu, podtrzymywani resztkami ciepła naszych ciał. Przypuszczałem, że jesteśmy jedynymi okruchami życia pozostałymi na planecie — z wyjątkiem, być może, jakichś odpornych porostów, które przywarły do zmarzniętych skał.

Szturchałem Nebogipfela i bez przerwy do niego mówiłem.

— Daj mi spać — wymamrotał.

— Nie — zaprzeczyłem najżywiej, jak potrafiłem. — Morlokowie nie śpią.

— Ja tak. Za długo przebywałem w otoczeniu ludzi.

— Jeśli zaśniesz, to umrzesz... Nebogipfelu, myślę, że musimy zatrzymać samochód.

Przez chwilę milczał.

— Dlaczego?

— Musimy wrócić do paleocenu. Ziemia jest martwa, zamknięta w uścisku tej wstrętnej zimy, więc musimy wrócić do bardziej przyjaznej przeszłości.

— Świetny pomysł... — Zakaszlał. — Tylko że to niemożliwe. Nie miałem środków, by wyposażyć tę machinę w rozbudowane urządzenia sterownicze.

— Co chcesz przez to powiedzieć?

— Że ten samochód czasu to w zasadzie pojazd balistyczny. Mogłem go skierować w przyszłość lub przeszłość, na określony czas podróży. Dotrzemy do roku 1891 tej historii lub mniej więcej do tego momentu, ale po nakierowaniu i starcie nie mam kontroli nad jego trajektorią. Rozumiesz? Samochód podąża przez czas trasą wy znaczoną przez początkowe ustawienie i zależną od mocy niemieckiego plattnerytu. Zatrzymamy się nie wcześniej niż w roku 1891, lodowatym i martwym roku 1891...

Poczułem, że drżę trochę mniej, ale nie było to spowodowane poprawą warunków, lecz tym, że — uświadomiłem sobie — moje siły zaczęły się w końcu wyczerpywać.

Snułem opętańczo domysły, że może jeszcze nie przepadliśmy. Jeżeli Ziemia nie została opuszczona — jeżeli ludzie mieli ją odbudować — to może istniała szansa, że znajdziemy klimat, w którym będziemy mogli zamieszkać.

— A człowiek? Co z człowiekiem? — naciskałem Nebogipfela.

Chrząknął i wywrócił oczy.

— Jak mogła przeżyć ludzkość? Ludzie z pewnością opuścili planetę, bowiem w przeciwnym razie by wyginęli...

— Opuścili Ziemię? — zaprotestowałem. — Ba, nawet wy, Morlokowie, ze swoją Sferą wokół Słońca, nie posunęliście się tak daleko!

Odsunąłem się od niego i wsparłem na łokciach, aby spojrzeć z samochodu czasu na południe. Byłem teraz pewien, że wszelka nadzieja nadejdzie właśnie stamtąd, od strony miasta orbitalnego.

Jednak to, co zobaczyłem, przejęło mnie zgrozą.

Pas wokół Ziemi pozostał na swoim miejscu, a ogniwa między błyszczącymi stacjami były jasne jak zawsze, ale zobaczyłem teraz, że biegnące w dół linie, które łączyły miasto z planetą, zniknęły. Kiedy zajęty byłem Morlokiem, orbitalni mieszkańcy rozmontowali windy, zrywając w ten sposób swe pępowiny łączące ich z matką Ziemią.

Kiedy tak dalej patrzyłem, na kilku stacjach rozbłysnęło jaskrawe światło. Blask odbijał się od lodowych pól Ziemi jak od wianka słońc. Metalowy pierścień wyślizgnął się ze swojej pozycji nad równikiem. Z początku ta migracja przebiegała powoli, ale potem wydawało się, że miasto obróciło się wokół własnej osi — płonąc niczym ogniste koło — aż poruszało się tak szybko, iż nie mogłem rozpoznać poszczególnych stacji.

W chwilę później miasto oddaliło się od Ziemi i zniknęło.

Symbolizm tej wielkiej ucieczki był zaskakujący. Bez ognia od wielkich silników lodowe pola na opuszczonej Ziemi wydawały się zimniejsze, bardziej szare niż przedtem.

Położyłem się z powrotem w samochodzie.

— To prawda — powiedziałem do Nebogipfela.

— Co takiego?

— Ziemia została porzucona. Orbitalne miasto uwolniło się od niej i odleciało. Historia planety dobiegła końca, Nebogipfelu, i obawiam się, że nasza też!

Mimo mych wysiłków, by nie dopuścić do jego zaśnięcia, Nebogipfel stracił przytomność. Po pewnym czasie zabrakło mi sił, by dalej go cucić. Przytuliłem się do Morloka, próbując ochronić jego wilgotne, zimne ciało przed najgorszym chłodem, ale obawiałem się, że z niewielkim powodzeniem. Wiedziałem, że przy naszej prędkości przez czas nasza podróż nie potrwa dłużej niż trzydzieści godzin. Ale co, jeżeli niemiecki plattneryt lub sklecona na poczekaniu konstrukcja Nebogipfela były wadliwe? Mogłem powoli zamarzać, uwięziony w tym „rozcieńczonym” wymiarze na zawsze — lub w dowolnej chwili zostać wyrzucony na powłokę wiecznego lodu.

Chyba zasnąłem lub zemdlałem.

Wydawało mi się, że widzę, jak Obserwator — ta wielka, szeroka głowa — wisi w powietrzu przed moimi oczami, a za jego pozbawionym kończyn ścierwem dostrzegam tamto wymykające się, zabarwione na zielono gwiezdne pole. Spróbowałem wyciągnąć rękę ku gwiazdom, gdyż wydawały się takie jasne i ciepłe, ale nie mogłem się poruszyć — może to wszystko było tylko snem — a potem Obserwator zniknął.

Jęk i szarpnięcie oznaczały, że plattneryt wreszcie stracił swoją moc i samochód ponownie wślizgnął się w historię.

Perłowy blask nieba rozproszył się i blade światło słońca zniknęło, jak gdyby ktoś je wyłączył. Byłem pogrążony w ciemności.

Resztki naszego paleoceńskiego ciepła rozpłynęły się w wielkiej umywalce nieba. Lód chwycił moje ciało w swoje szpony — czułem, jakbym płonął — i nie mogłem oddychać, choć nie wiedziałem, czy to z powodu zimna, czy trucizn w powietrzu. Czułem wielkie parcie w płucach, jakbym tonął.

Wiedziałem, że za chwilę stracę przytomność. Postanowiłem, że przed śmiercią przynajmniej zobaczę ten rok 1891, tak bardzo różny od mojego świata. Wsunąłem pod siebie ramiona — już nie czułem rąk — i dźwignąłem się do półsiedzącej pozycji.

Ziemia skąpana była w srebrnym świetle podobnym do blasku księżyca (tak przynajmniej myślałem). Samochód czasu spoczywał niczym pogruchotana zabawka na środku równiny pokrytej warstwą odwiecznego lodu. Była noc i na niebie nie widać było żadnych gwiazd. Na początku myślałem, że przesłaniają je chmury, ale potem dostrzegłem nisko na niebie sierp księżyca i nie mogłem zrozumieć, dlaczego nie ma gwiazd. Zastanawiałem się, czy moje oczy nie zostały uszkodzone wskutek zimna. Zauważyłem, że ten bratni świat jest nadal zielony i poczułem radość. Może ludzie nadal tam żyli. Jak zmarznięta Ziemia musiała błyszczeć na niebie tego młodego świata! Niedaleko Księżyca lśniło jasne światło. Znajdowało się tak blisko, że nie mogła to być gwiazda. Może odbicie słońca od jakiegoś księżycowego jeziora?

Jakaś cząstka mojego zamierającego mózgu kazała mi zastanowić się nad źródłem srebrzystego światła księżyca, gdyż teraz odbijało się ono od zmarzliny, która już się tworzyła na szkielecie samochodu czasu. Jeżeli Księżyc był nadal zielony, to nie mógł być źródłem tego nadnaturalnego blasku. A zatem co?

Ostatkiem sił obróciłem głowę. Na bezgwiezdnym niebie, wysoko nade mną, świeciła tarcza: migocząca, cienka i delikatna, jakby utkana z pajęczyny, kilkadziesiąt razy większa od księżyca w pełni.

A na lodowej równinie za samochodem czasu stała cierpliwie...

Nie mogłem rozpoznać, co to jest. Zastanawiałem się, czy wzrok rzeczywiście mnie nie zawodzi. Zobaczyłem piramidalną postać, która była mniej więcej wzrostu człowieka, ale miała zamazane kontury, jakby poruszała się niestrudzenie niczym owad.

Читать дальше
Тёмная тема
Сбросить

Интервал:

Закладка:

Сделать

Похожие книги на «Statki czasu»

Представляем Вашему вниманию похожие книги на «Statki czasu» списком для выбора. Мы отобрали схожую по названию и смыслу литературу в надежде предоставить читателям больше вариантов отыскать новые, интересные, ещё непрочитанные произведения.


Stephen Baxter - The Martian in the Wood
Stephen Baxter
Stephen Baxter - Project Hades
Stephen Baxter
Stephen Baxter - Evolution
Stephen Baxter
Stephen Baxter - Bronze Summer
Stephen Baxter
Stephen Baxter - Iron Winter
Stephen Baxter
Stephen Baxter - Flood
Stephen Baxter
Stephen Baxter - Firma Szklana Ziemia
Stephen Baxter
Stephen Baxter - Les vaisseaux du temps
Stephen Baxter
Stephen Baxter - Moonseed
Stephen Baxter
Stephen Baxter - Exultant
Stephen Baxter
Stephen Baxter - Coalescent
Stephen Baxter
libcat.ru: книга без обложки
Stephen Baxter
Отзывы о книге «Statki czasu»

Обсуждение, отзывы о книге «Statki czasu» и просто собственные мнения читателей. Оставьте ваши комментарии, напишите, что Вы думаете о произведении, его смысле или главных героях. Укажите что конкретно понравилось, а что нет, и почему Вы так считаете.