Spojrzał na mnie smutnym wzrokiem.
— Przepraszam — powiedział. — Może nie powinni byli mnie przysyłać. Ciągle zapominam, jak mało wiesz! Obawiam się, że zrobił się ze mnie straszny, stary niedołęga! Słuchaj, muszę ci powiedzieć, że od 1914 roku prowadzimy wojnę.
— Wojnę? Z kim?
— Cóż, oczywiście z Niemcami. Bo z kim innym? I naprawdę zrobił się straszny bałagan...
Słowa te, ledwie pobieżny wgląd w przyszłą Europę pogrążoną w mrokach dwudziestoczteroletniej wojny, zmroziły mnie do szpiku kości!
Doszliśmy do komory o powierzchni jakichś dziesięciu stóp kwadratowych. Była niewiele większa od metalowego pudełka przyśrubowanego do wewnętrznej ściany molocha. Na suficie paliła się jedna żarówka, a ściany wyłożone były skórą, która łagodziła wrażenie metalowej posępności fortecy i tłumiła hałas silników, choć wyczuwało się głębsze pulsowanie. Było tam sześć prostych krzeseł z oparciem, przykręconych śrubami do podłogi, które stały naprzeciwko siebie i wyposażone były w skórzane uprzęże. Znajdowała się tam również niska szafka.
Filby nakazał nam ręką, żebyśmy usiedli i zaczął się krzątać przy szafce.
— Powinienem przypiąć was pasami — powiedział. — Ten nonsens z przekraczaniem czasu przyprawia o całkiem niezły zawrót głowy.
Moses i ja usiedliśmy naprzeciwko siebie. Przypiąłem się luźno pasami; Nebogipfel miał kłopoty z klamrami, a pasy zwisały wokół niego, dopóki Moses nie pomógł mu ich napiąć.
Powłócząc nogami, Filby podszedł do mnie z jakimś przedmiotem w ręku; była to filiżanka herbaty na popękanym, porcelanowym podstawku, na którym znajdował się również mały biszkopt. Nie mogłem się powstrzymać od śmiechu.
— Filby, zmienne koleje losu nigdy nie przestają mnie zdumiewać. Oto mamy za chwilę wyruszyć w czas w tej groźnej, ruchomej fortecy, a ty podajesz nam herbatę i biszkopty!
— No cóż, to dość ciężka przeprawa, nawet bez życiowych wygód. Sam wiesz to najlepiej!
Pociągnąłem łyk herbaty; była letnia i dość mocna. Tak pokrzepiony stałem się — niestosownie — dość złośliwy. Po namyśle doszedłem do wniosku, że mój stan psychiczny był trochę chwiejny i nie chciałem stanąć oko w oko z własną przyszłością lub straszną perspektywą tego 1938 roku.
— Filby — dokuczałem mu — czy nie dostrzegasz nic... Hm... dziwnego w moich towarzyszach?
— Dziwnego?
Przedstawiłem go Mosesowi. Biedny Filby zagapił się, przez co herbata zaczęła mu ściekać po brodzie.
— To właśnie tym naprawdę szokuje podróżowanie w czasie — powiedziałem do Filby’ego gwałtownie. — Zapomnij o początku gatunku i przeznaczeniu ludzkości. Dopiero gdy stajesz twarzą w twarz ze sobą jako młodym człowiekiem, uświadamiasz sobie, co to znaczy doznać szoku!
Filby wypytywał nas drobiazgowo o naszą tożsamość — poczciwy, stary Filby, sceptyczny do samego końca!
— Myślałem, że widziałem w życiu dość zmian i cudów, nawet bez tego podróżowania w czasie. Ale teraz... no cóż!
Westchnął i wydało mi się, że zobaczył w swoim długim życiu trochę za dużo, biedaczek. Nawet w młodości był podatny na coś w rodzaju przemęczenia mózgu.
Pochyliłem się do przodu, na tyle, na ile pozwalały mi pasy.
— Filby, nie mogę uwierzyć, że ludzie tak nisko upadli, tak oślepli. Ba, z mojej perspektywy widzę, że ta wasza przeklęta przyszła wojna wygląda na koniec cywilizacji.
— Dla ludzi z naszych czasów — odrzekł poważnie — być może rzeczywiście tak jest. Ale to młodsze pokolenie, które poznało w swoim życiu jedynie wojnę, które nigdy nie czuło na twarzy ciepła słońca, nie obawiając się jednocześnie powietrznych torped... Cóż! Myślę, że przywykło do tego, to tak, jakby przemieniało się w podziemny gatunek.
Nie mogłem się powstrzymać, by nie spojrzeć na Morloka.
— Filby, po co odbywamy tę podróż przez czas?
— Nie chodzi tak bardzo o ciebie, lecz o wehikuł — zaczął. — Widzisz, musieli się upewnić co do budowy wehikułu czasu. Technika podróży w czasie jest zasadniczą sprawą w tej wojnie. A przynajmniej tak uważają niektórzy z nich. Z twoich zapisków dowiedzieli się dość dużo o twoich badaniach, choć nigdy nie opublikowałeś niczego na ten temat. Pozostała jedynie kwestia dziwnej relacji o twojej pierwszej wyprawie w odległą przyszłość, którą nam pozostawiłeś po powrocie na krótki czas. Tak więc wysłano „Raglana”, żeby chronił twój dom przed jakimkolwiek najazdem Podróżnika w Czasie... Takiego jak ty...
Nebogipfel uniósł głowę.
— Dalsze pogmatwanie przyczynowości — powiedział. — Widocznie naukowcy z 1938 roku nie zaczęli jeszcze pojmować koncepcji wielorakości... tego że nie można niczego zapewnić, jeśli chodzi o przeszłość: że nie można zmienić Historii, że można jedynie doprowadzić do powstania nowych wersji...
Filby spojrzał na niego — na tę trajkoczącą zjawę w szkolnym mundurku, której zewsząd wyrastały włosy!
— Nie teraz — powiedziałem do Nebogipfela. — Filby, ciągle mówisz: oni. Kim są „oni”?
Wydawał się zaskoczony pytaniem.
— To oczywiście rząd.
— Która partia? — warknął Moses.
— Partia? Och, to wszystko należy już do przeszłości.
Przekazał nam tę mrożącą krew w żyłach wiadomość — o śmierci demokracji w Brytanii — tymi kilkoma zdawkowymi słowami!
— Chyba wszyscy spodziewaliśmy się — ciągnął — że zastaniemy tu Die Zeitmachine, która będzie się przetaczać po Richmond Park i wyczekiwać okazji, by dokonać skrytobójstwa... — Przybrał żałobny wyraz twarzy. — Wiesz, to przez Niemców. Przeklęci Niemcy! To oni robią ten straszny bałagan... Tak jak zawsze!
Dokładnie po tych słowach, przy przyćmionym świetle jednej żarówki, usłyszałem ryk silników. Doznałem uczucia znajomego, bezradnego spadania, które uświadomiło mi, że „Raglan” jeszcze raz wysyła mnie w czas.
KSIĘGA TRZECIA
WOJNA Z NIEMCAMI
Moja najnowsza podróż przez czas była nieprzyjemna i bardziej dezorientująca niż zwykle — oceniłem, że to z powodu nierównomiernego rozłożenia szczątkowych ilości plattnerytu wokół molocha. Nie trwała jednak długo i uczucie spadania szybko zniknęło.
Filby siedział ze skrzyżowanymi ramionami i głową przyciśniętą do piersi, stanowiąc idealny obraz nieszczęśnika. Teraz zerknął na coś, co uznałem za zegar ścienny, i klepnął się w kościste kolano.
— Ha! Jesteśmy na miejscu. Ponownie mamy szesnastego lipca 1938 roku.
Zaczął odpinać pasy.
Wstałem z krzesła i przyjrzałem się dokładniej temu zegarowi. Stwierdziłem, że mimo iż wskazówki nadawały mu konwencjonalny wygląd, urządzenie posiadało również kilka chronometrycznych tarcz. Żachnąłem się i puknąłem palcem w szklaną osłonę. Powiedziałem do Mosesa:
— Niech pan spojrzy! To zegar chronometryczny, ale pokazuje lata i miesiące. To przerost, Moses, charakterystyczny dla rządowych projektów. Dziwię się, że w zegarze nie zamontowano laleczek w nieprzemakalnych płaszczach i przeciwsłonecznych kapeluszach, które pokazywałyby zmianę pór roku!
Po kilku minutach dołączyli do nas kapitan Hilary Bond oraz młody żołnierz, który zabrał nas z Richmond Hill (nazywał się Harry Oldfield, jak nam powiedziała Bond). W małym pomieszczeniu zrobiło się tłoczno.
— Otrzymałam rozkazy co do was — odezwała się kapitan Bond. — Mam was dowieźć do Imperiał College, gdzie prowadzone są badania związane z wykorzystaniem skoków w czasie w działaniach wojennych.
Читать дальше