Stephen Baxter - Statki czasu

Здесь есть возможность читать онлайн «Stephen Baxter - Statki czasu» весь текст электронной книги совершенно бесплатно (целиком полную версию без сокращений). В некоторых случаях можно слушать аудио, скачать через торрент в формате fb2 и присутствует краткое содержание. Город: Poznań, Год выпуска: 1996, ISBN: 1996, Издательство: Zysk i S-ka, Жанр: Фантастика и фэнтези, на польском языке. Описание произведения, (предисловие) а так же отзывы посетителей доступны на портале библиотеки ЛибКат.

Statki czasu: краткое содержание, описание и аннотация

Предлагаем к чтению аннотацию, описание, краткое содержание или предисловие (зависит от того, что написал сам автор книги «Statki czasu»). Если вы не нашли необходимую информацию о книге — напишите в комментариях, мы постараемся отыскать её.

Powieść napisana została z pozycji pojmowania kosmosu przez człowieka końca dwudziestego wieku i zdobyczy współczesnej nauki; jest nowoczesną reinterpretacją wizji Wellsa. Podróżnik w czasie u Baxtera zmierza ku nieskończoności. Jego zadanie jest daleko ważniejsze niz tylko uratowanie Weeny: prócz tajemnicy przyszłości musi także rozwiązać paradoksy otaczającego go świata.
Autoryzowana kontynuacja
Herberta George’a Wellsa.

Statki czasu — читать онлайн бесплатно полную книгу (весь текст) целиком

Ниже представлен текст книги, разбитый по страницам. Система сохранения места последней прочитанной страницы, позволяет с удобством читать онлайн бесплатно книгу «Statki czasu», без необходимости каждый раз заново искать на чём Вы остановились. Поставьте закладку, и сможете в любой момент перейти на страницу, на которой закончили чтение.

Тёмная тема
Сбросить

Интервал:

Закладка:

Сделать

— Czy myśli pan, że moglibyśmy uciec? — syknął Moses.

— Wątpię — odparłem. — Widzi pan lufy karabinów, które wystają z tamtych otworów? Nie wiem, o co tu chodzi, ale ci ludzie najwyraźniej mają środki i chęć, by nas zatrzymać. Zachowajmy się z godnością. Podejdźmy bliżej. Pokażmy, że się nie boimy.

I tak ruszyliśmy wyłożoną kocimi łbami Petersham Road w kierunku fortecy.

Podczas drogi byliśmy na muszce rozmaitych karabinów i cięższej artylerii, a ludzie z zamaskowanymi twarzami — niektórzy korzystali z lornetek — śledzili nas przez cały czas.

Kiedy zbliżyliśmy się do fortecy, mogłem lepiej zobaczyć jej zewnętrzną budowę. Jak już powiedziałem, miała ponad osiemdziesiąt stóp długości i jakieś dziesięć wysokości; powierzchnie boczne wyglądały na zrobione z grubego spiżu armatniego, choć otwory i teleskopy na obrzeżu w górnej części fortecy sprawiały, że wydawała się podziurawiona. Z tylnej części machiny tryskały strumienie pary. Wspomniałem już o wysokiej na stopę osłonie, która otaczała podstawę; teraz zobaczyłem, że osłona jest uniesiona nad ziemią, a machina stoi nie na kołach, jak przypuszczałem, ale na nogach! Były płaskie i szerokie, w kształcie stóp słonia, lecz znacznie większe; z wgłębień, które pozostawiały na drodze, mogłem wywnioskować, że spody tych stóp muszą być żłobkowane w celu uzyskania dobrej przyczepności. Uświadomiłem sobie, że to właśnie dzięki takiej konstrukcji stóp forteca utrzymuje się mniej więcej w poziomej pozycji na pochyłej drodze.

Na przodzie fortecy przymocowane było urządzenie podobne do cepa: składało się ze zwojów ciężkiego łańcucha przymocowanego do bębna, który wysunięto na dwóch metalowych ramach przed dziób fortecy. Bęben był zawieszony nad ziemią, tak iż łańcuchy wisiały w powietrzu jak baty woźniców i dziwnie pobrzękiwały w czasie jazdy fortecy, ale najwyraźniej można go było opuszczać, by łańcuchy uderzały o ziemię, gdy pojazd posuwał się naprzód. Nie potrafiłem zgłębić przeznaczenia tego urządzenia.

Zatrzymaliśmy się jakieś dziesięć jardów przed tępym czubem machiny. Strzelcy ciągle mierzyli do nas z karabinów. Zbłąkany wietrzyk przywiał do nas obłok pary.

Byłem głęboko przerażony ostatnimi wydarzeniami, których nie pamiętałem. Wydawało się, że teraz nawet moja przeszłość już nie jest pewna i stabilna: nawet ona mogła się zmieniać zgodnie z kaprysami Podróżników w Czasie! Nie miałem dokąd uciec przed skutkami wywieranymi przez wehikuł czasu: to było tak, jakby z chwilą wynalezienia tej machiny jej odgałęzienia sięgały w przeszłość i przyszłość niczym fale powstałe po wrzuceniu kamienia do spokojnej rzeki czasu.

— Sądzę, że jest brytyjski — odezwał się Moses, przerywając moje rozmyślania.

— Co? Dlaczego pan tak myśli?

— Czy ten znak nad osłoną to nie przypadkiem emblemat pułkowy?

Przyjrzałem się dokładniej; widocznie Moses miał ostrzejszy wzrok ode mnie. Nigdy nie interesowały mnie zbytnio militaria, ale wyglądało na to, że Moses może mieć rację.

Teraz odczytywał inne, czarne napisy namalowane szablonem na tym groźnym kadłubie.

— „Środki bojowe” — odczytał. — „Wlot paliwa”. Pochodzi albo z kolonii brytyjskich, albo z Ameryki, i przybył z niedalekiej przyszłości, w której język nie uległ zbyt dużej zmianie.

Rozległ się dźwięk metalu trącego o metal. Zobaczyłem, że umieszczone z boku koło obraca się. Gdy zostało całkowicie obrócone, otworzył się właz — jego wypolerowane, metalowe obrzeże lśniło na tle ciemnego kadłuba — i dostrzegłem mroczne wnętrze, które przypominało jaskinię ze stali.

Spuszczono drabinkę sznurową, po której zszedł jakiś żołnierz i ruszył drogą w naszym kierunku. Miał na sobie ciężki, jednoczęściowy, brezentowy strój, który był rozpięty pod szyją i zobaczyłem podszewkę z materiału w kolorze khaki. Żołnierz miał na ramionach olbrzymie, metalowe epolety. Nosił czarny beret, do którego przyczepiono z przodu emblemat pułkowy. Z przodu zwisał mu pistolet w parcianej kaburze; nad tym miał woreczek, najwidoczniej na amunicję. Dostrzegłem, że kabura jest otwarta, a żołnierz ani na moment nie oddala od niej rąk w rękawicach.

I — co najdziwniejsze z tego wszystkiego — twarz żołnierza oraz głowa pod beretem ukryte były pod bardzo niezwykłą maską, która posiadała szerokie, przyciemnione gogle oraz zakrywający usta pysk podobny do muszej trąbki.

— Na wielkiego Scotta! — szepnął do mnie Moses. — Co za wizja.

— Zaiste — powiedziałem ponuro, gdyż od razu zrozumiałem znaczenie tego stroju. — Ma kombinezon, który go chroni przed gazem... Widzi pan? Ani jeden cal kwadratowy jego ciała nie jest odsłonięty. A te epolety mają go chronić przed strzałami, być może nawet zatrutymi. Ciekaw jestem, jakie inne warstwy ochronne ma na sobie pod tym grubym brezentowym skafandrem. W jakimż to stuleciu ludzie uważają za konieczne wysyłać takie zwierzę ludzkie w przeszłość do niewinnego roku 1873? Moses, ta forteca przybywa do nas z bardzo mrocznej przyszłości, przyszłości pogrążonej w wojnie!

Żołnierz podszedł do nas trochę bliżej. Urywanymi słowami — które przytłumione były przez maskę, lecz poza tym tonem całkowicie charakterystycznym dla oficerów — rzucił nam wyzwanie w języku, którego z początku nie rozpoznałem.

Moses pochylił się w moim kierunku.

— Powiedział to po niemiecku! I to z cholernie kiepskim akcentem. O cóż, u licha, w tym wszystkim chodzi?

Wystąpiłem z uniesionymi rękami.

— Jesteśmy Anglikami. Rozumiesz?

Nie widziałem twarzy żołnierza, ale odniosłem wrażenie, że w jego postawie dostrzegam oznakę pewnej ulgi. Jego głos brzmiał młodo. Uświadomiłem sobie, że jest to młody człowiek schwytany w sidła wojny.

— No dobrze — powiedział energicznie. — Proszę za mną.

Wydawało się, że nie mamy większego wyboru.

Młody żołnierz stanął obok fortecy, trzymając ręce na kolbie pistoletu, kiedy wchodziliśmy po drabince do środka.

— Proszę mi powiedzieć jedną rzecz — zagadnął Moses żołnierza. — Do czego służy to urządzenie z łańcuchami i bębnem z przodu pojazdu?

— To przeciwminowy cep — odparł zamaskowany jegomość.

— Przeciwminowy?

— Gdy „Raglan” porusza się do przodu, łańcuchy uderzają w ziemię. — Zademonstrował to przy pomocy rąk w rękawicach, choć przez cały czas bacznie obserwował Mosesa. Najwidoczniej był Anglikiem i myślał, że my możemy być Niemcami! — Widzi pan? Chodzi o to, żeby zdetonować zakopane miny, zanim na nie najedziemy.

Moses to przemyślał, po czym wszedł za mną do fortecy.

— Czarujący przykład brytyjskiej pomysłowości — powiedział do mnie. — I spójrzcie tylko na grubość tego kadłuba! Kule ześlizgiwałyby się po tym poszyciu jak krople deszczu. Z pewnością tylko działo polowe zdołałoby powstrzymać takiego potwora.

Ciężki właz został zasunięty za nami; zamknął się z głuchym odgłosem i został uszczelniony za pomocą gumowych nakładek.

W ten sposób zostaliśmy odcięci od światła dziennego.

Odprowadzono nas na środek platformy, która biegła wokół wnętrza fortecy. W tej zamkniętej przestrzeni warkot silników był głośny i głęboki. W powietrzu unosił się zapach oleju silnikowego i benzyny oraz lekki odór kordytu. Było tam niezwykle gorąco i poczułem, jak z miejsca pojawia się pot przy moim kołnierzyku. Jedyne światło dochodziło z dwóch lamp elektrycznych — nie wystarczających, by oświetlić tę podłużną, ciasną przestrzeń.

Читать дальше
Тёмная тема
Сбросить

Интервал:

Закладка:

Сделать

Похожие книги на «Statki czasu»

Представляем Вашему вниманию похожие книги на «Statki czasu» списком для выбора. Мы отобрали схожую по названию и смыслу литературу в надежде предоставить читателям больше вариантов отыскать новые, интересные, ещё непрочитанные произведения.


Stephen Baxter - The Martian in the Wood
Stephen Baxter
Stephen Baxter - Project Hades
Stephen Baxter
Stephen Baxter - Evolution
Stephen Baxter
Stephen Baxter - Bronze Summer
Stephen Baxter
Stephen Baxter - Iron Winter
Stephen Baxter
Stephen Baxter - Flood
Stephen Baxter
Stephen Baxter - Firma Szklana Ziemia
Stephen Baxter
Stephen Baxter - Les vaisseaux du temps
Stephen Baxter
Stephen Baxter - Moonseed
Stephen Baxter
Stephen Baxter - Exultant
Stephen Baxter
Stephen Baxter - Coalescent
Stephen Baxter
libcat.ru: книга без обложки
Stephen Baxter
Отзывы о книге «Statki czasu»

Обсуждение, отзывы о книге «Statki czasu» и просто собственные мнения читателей. Оставьте ваши комментарии, напишите, что Вы думаете о произведении, его смысле или главных героях. Укажите что конкретно понравилось, а что нет, и почему Вы так считаете.