Stephen Baxter - Statki czasu

Здесь есть возможность читать онлайн «Stephen Baxter - Statki czasu» весь текст электронной книги совершенно бесплатно (целиком полную версию без сокращений). В некоторых случаях можно слушать аудио, скачать через торрент в формате fb2 и присутствует краткое содержание. Город: Poznań, Год выпуска: 1996, ISBN: 1996, Издательство: Zysk i S-ka, Жанр: Фантастика и фэнтези, на польском языке. Описание произведения, (предисловие) а так же отзывы посетителей доступны на портале библиотеки ЛибКат.

Statki czasu: краткое содержание, описание и аннотация

Предлагаем к чтению аннотацию, описание, краткое содержание или предисловие (зависит от того, что написал сам автор книги «Statki czasu»). Если вы не нашли необходимую информацию о книге — напишите в комментариях, мы постараемся отыскать её.

Powieść napisana została z pozycji pojmowania kosmosu przez człowieka końca dwudziestego wieku i zdobyczy współczesnej nauki; jest nowoczesną reinterpretacją wizji Wellsa. Podróżnik w czasie u Baxtera zmierza ku nieskończoności. Jego zadanie jest daleko ważniejsze niz tylko uratowanie Weeny: prócz tajemnicy przyszłości musi także rozwiązać paradoksy otaczającego go świata.
Autoryzowana kontynuacja
Herberta George’a Wellsa.

Statki czasu — читать онлайн бесплатно полную книгу (весь текст) целиком

Ниже представлен текст книги, разбитый по страницам. Система сохранения места последней прочитанной страницы, позволяет с удобством читать онлайн бесплатно книгу «Statki czasu», без необходимости каждый раз заново искать на чём Вы остановились. Поставьте закладку, и сможете в любой момент перейти на страницу, на которой закончили чтение.

Тёмная тема
Сбросить

Интервал:

Закладка:

Сделать

Wnętrze fortecy jawiło mi się niczym mozaika półświatła i cieni. Widziałem kontury ośmiu wielkich kół — każde o średnicy dziesięciu stóp — które rozmieszczone były po bokach fortu i osłonięte wewnątrz kadłuba. Na przodzie fortecy, w dziobie, siedział jeden żołnierz na wysokim, brezentowym krześle; otoczony był dźwigniami, tarczami i czymś, co wyglądało jak soczewki peryskopów; uznałem go za kierowcę. Tylny przedział zajmowały silnik i przekładnia. Tam dostrzegłem niezgrabną maszynerię; w ciemności silniki przypominały bardziej wyląg wielkich bestii niż jakikolwiek wytwór ludzkiej ręki. Wokół maszyn krzątali się żołnierze, w maskach i ciężkich rękawicach, jota w jotę przypominając dozorców, którzy służą jakimś idolom z metalu.

Z długiego sufitu zwisały ciasne, małe kabiny, które wyglądały na niewygodne. W każdej z tych kabin widziałem niewyraźny profil żołnierza. Każdy żołnierz nosił rozmaitą broń i przyrządy optyczne — nie znałem konstrukcji większości z nich — które wystawały na zewnątrz z kadłuba statku. Musiały tam być dwa tuziny tych strzelców i techników — wszyscy nosili maski i charakterystyczne brezentowe stroje oraz berety i wszyscy bez wyjątku gapili się na nas. Możecie sobie wyobrazić, jak Morlok przyciągał ich wzrok!

Było to posępne, zastraszające miejsce: ruchoma świątynia poświęcona ślepej sile. Nie mogłem się powstrzymać, by nie porównać tego z subtelną inżynierią Morloków Nebogipfela.

Podszedł do nas nasz młody żołnierz; po szczelnym zamknięciu fortecy zdjął maskę — wisiała mu na szyi jak zdarta twarz — i zobaczyłem, że rzeczywiście jest dość młody, a jego policzki otacza krąg kropelek potu.

— Zechciejcie podejść bliżej — powiedział. — Kapitan chciałby was powitać na pokładzie.

Pod jego kierownictwem utworzyliśmy szereg i zaczęliśmy ostrożnie iść — mierzeni bezlitosnym spojrzeniem milczących żołnierzy — w kierunku dziobu fortecy. Podłoga była rozwarta i musieliśmy gramolić się wąskimi, metalowymi chodnikami; gołe stopy Nebogipfela prawie nie wydawały dźwięku, kiedy dreptał po metalowych żebrach.

W pobliżu dziobu tej lądowej łodzi, tuż za kierowcą, znajdowała się kopuła z mosiądzu i żelaza, która wystawała ponad dach. Pod tą kopułą stała jakaś osoba — w masce i z rękami zaplecionymi za plecami — która zachowywała się jak dowódca tego pojazdu. Kapitan miał na sobie podobny beret i kombinezon jak żołnierz, który nas powitał, oraz metalowe epolety i broń ręczną przy pasie; jednak ten wyższy oficer nosił również siatkowy pas skórzany, z biegnącym przez ramię paskiem i żabką, a także inne insygnia oficerskie, włącznie z płóciennymi odznakami formacji i patkami. Pierś kapitana udekorowana była licznymi wstążkami za udział w różnych kampaniach.

Moses rozglądał się z ogromną ciekawością. Wskazał drabinę nad kapitanem.

— Spójrzcie — powiedział. — Założę się, że kapitan może kazać opuścić drabinę za pomocą tych dźwigni w szynie za jego plecami... Widzicie? A potem wznieść się do tej kopuły powyżej. W ten sposób może rozejrzeć się po terenie wokół fortecy, aby lepiej kierować technikami i strzelcami.

Wydawało się, że jest pod wrażeniem pomysłowości, którą włożono w tę potworną machinę wojenną.

Kapitan ruszył naprzód; widać było, że kuleje. Zdjął maskę, odsłaniając twarz. Zobaczyłem, że jest całkiem młody, najwidoczniej dość zdrowy — choć nadzwyczaj blady — i przypomina typ, który kojarzy się z marynarką wojenną: czujny, spokojny, inteligentny — w najwyższym stopniu kompetentny. Zdjął rękawicę i wyciągnął do mnie rękę. Uścisnąłem ją — była mała jak u dziecka i zniknęła w mojej dłoni — i spojrzałem w tę jasną twarz ze zdumieniem, którego nie potrafiłem ukryć.

— Nie spodziewałam się takiego tłumu pasażerów — powiedziała pani kapitan. — Chyba nie wiedzieliśmy, czego się spodziewamy, ale wszyscy jesteście tu mile widziani i dopilnuję, żeby was dobrze traktowano. — Powiedziała to przyjaznym tonem, ale musiała przekrzykiwać warkot silników. Obrzuciła Mosesa i Nebogipfela spojrzeniem bladoniebieskich oczu z pewną dozą humoru. — Witajcie na pokładzie „Lorda Raglana”. Nazywam się Hilary Bond i jestem kapitanem w dziewiątym batalionie Królewskiego Pułku Molochów.

To była prawda! Kapitan — doświadczony, ranny żołnierz i dowódca bardziej zabójczej machiny bojowej, niż kiedykolwiek mogłem sobie wyobrazić — był kobietą.

8. ODNOWIENIE STAREJ ZNAJOMOŚCI

Uśmiechnęła się, ukazując bliznę na podbródku, i zobaczyłem, że nie ma więcej niż dwadzieścia pięć lat.

— Proszę posłuchać, kapitanie — odezwałem się — chcę się dowiedzieć, jakim prawem nas zatrzymujecie.

Zachowała spokój.

— Moja misja to sprawa najwyższej wagi dla bezpieczeństwa państwa. Przykro mi, jeśli...

I wtedy Moses wysunął się naprzód; w swoim krzykliwym stroju dandysa wyglądał dziwnie nie na miejscu w tym brunatnym, wojskowym wnętrzu.

— Pani kapitan, w roku 1873 nie ma zagrożenia bezpieczeństwa państwa.

— Ale jest w roku 1938. — Zobaczyłem, że pani kapitan jest całkiem nieugięta; promieniowała od niej niewzruszona władza. — Moją misją jest zabezpieczenie doświadczeń naukowych, które przeprowadzane są w tym domu na Petersham Road, a w szczególności zniechęcenie kogokolwiek do anachronicznych zakłóceń ich prawidłowego rozwoju.

Moses zrobił grymas.

— „Anachroniczne zakłócenia”. Rozumiem, że mówi pani o Podróżnikach w Czasie.

Uśmiechnąłem się.

— Urocze słowo to „zniechęcenie”. Czy przywieźliście ze sobą dość broni, by skutecznie „zniechęcać”?

Teraz wystąpił Nebogipfel.

— Kapitanie Bond — powiedział powoli Morlok. — Z pewnością zauważyła pani, że pani misja to logiczny nonsens. Czy pani wie, kim są ci ludzie? Jak może pani zabezpieczyć badania, kiedy ich główny twórca — wskazał owłosioną ręką na Mosesa — jest właśnie uprowadzany z własnych czasów?

W tym momencie Bond popatrzyła na Morloka przez dłuższą chwilę, a potem skierowała uwagę na Mosesa — i na mnie — i wydało mi się, że po raz pierwszy dostrzegła podobieństwo między nami! Nieprzyjemnym tonem zadała nam wszystkim pytania, które miały potwierdzić prawdziwość uwagi Morloka i tożsamość Mosesa. Nie zaprzeczałem — i tak widziałem w tym niewielką korzyść dla nas — a być może, kalkulowałem sobie, będziemy traktowani uprzejmiej, jeśli zostaniemy uznani za historycznie ważne osoby; starałem się jednak jak najbardziej nie podkreślać mojej tożsamości z Mosesem.

W końcu Hilary Bond przekazała szeptem instrukcje żołnierzowi, który następnie poszedł do innej części pojazdu.

— Powiadomię o tym ministerstwo lotnictwa, kiedy wrócimy. Jestem pewna, że będą wami bardzo zainteresowani i będziecie mieli wiele okazji, by po naszym powrocie omówić sprawę z władzami.

— Powrocie?! — warknąłem. — To znaczy do roku 1938?

Wyglądała na podenerwowaną.

— Obawiam się, że paradoksy podróżowania w czasie trochę mnie przerastają; bez wątpienia mądrale w ministerstwie rozpłaczą ten cały mętlik.

Uświadomiłem sobie, że stojący obok mnie Moses wybucha śmiechem — głośnym, z domieszką histerii.

— A to dobre! — powiedział. — Och, to naprawdę dobre. Teraz nie muszę wcale budować wehikułu czasu!

Nebogipfel spojrzał na mnie ponuro.

— Obawiam się, że liczne ciosy zadane przyczynowości oddalają nas coraz bardziej od pierwotnej wersji historii — tej, która istniała przed pierwszym zadziałaniem wehikułu czasu...

Читать дальше
Тёмная тема
Сбросить

Интервал:

Закладка:

Сделать

Похожие книги на «Statki czasu»

Представляем Вашему вниманию похожие книги на «Statki czasu» списком для выбора. Мы отобрали схожую по названию и смыслу литературу в надежде предоставить читателям больше вариантов отыскать новые, интересные, ещё непрочитанные произведения.


Stephen Baxter - The Martian in the Wood
Stephen Baxter
Stephen Baxter - Project Hades
Stephen Baxter
Stephen Baxter - Evolution
Stephen Baxter
Stephen Baxter - Bronze Summer
Stephen Baxter
Stephen Baxter - Iron Winter
Stephen Baxter
Stephen Baxter - Flood
Stephen Baxter
Stephen Baxter - Firma Szklana Ziemia
Stephen Baxter
Stephen Baxter - Les vaisseaux du temps
Stephen Baxter
Stephen Baxter - Moonseed
Stephen Baxter
Stephen Baxter - Exultant
Stephen Baxter
Stephen Baxter - Coalescent
Stephen Baxter
libcat.ru: книга без обложки
Stephen Baxter
Отзывы о книге «Statki czasu»

Обсуждение, отзывы о книге «Statki czasu» и просто собственные мнения читателей. Оставьте ваши комментарии, напишите, что Вы думаете о произведении, его смысле или главных героях. Укажите что конкретно понравилось, а что нет, и почему Вы так считаете.