Stephen Baxter - Statki czasu

Здесь есть возможность читать онлайн «Stephen Baxter - Statki czasu» весь текст электронной книги совершенно бесплатно (целиком полную версию без сокращений). В некоторых случаях можно слушать аудио, скачать через торрент в формате fb2 и присутствует краткое содержание. Город: Poznań, Год выпуска: 1996, ISBN: 1996, Издательство: Zysk i S-ka, Жанр: Фантастика и фэнтези, на польском языке. Описание произведения, (предисловие) а так же отзывы посетителей доступны на портале библиотеки ЛибКат.

Statki czasu: краткое содержание, описание и аннотация

Предлагаем к чтению аннотацию, описание, краткое содержание или предисловие (зависит от того, что написал сам автор книги «Statki czasu»). Если вы не нашли необходимую информацию о книге — напишите в комментариях, мы постараемся отыскать её.

Powieść napisana została z pozycji pojmowania kosmosu przez człowieka końca dwudziestego wieku i zdobyczy współczesnej nauki; jest nowoczesną reinterpretacją wizji Wellsa. Podróżnik w czasie u Baxtera zmierza ku nieskończoności. Jego zadanie jest daleko ważniejsze niz tylko uratowanie Weeny: prócz tajemnicy przyszłości musi także rozwiązać paradoksy otaczającego go świata.
Autoryzowana kontynuacja
Herberta George’a Wellsa.

Statki czasu — читать онлайн бесплатно полную книгу (весь текст) целиком

Ниже представлен текст книги, разбитый по страницам. Система сохранения места последней прочитанной страницы, позволяет с удобством читать онлайн бесплатно книгу «Statki czasu», без необходимости каждый раз заново искать на чём Вы остановились. Поставьте закладку, и сможете в любой момент перейти на страницу, на которой закончили чтение.

Тёмная тема
Сбросить

Интервал:

Закладка:

Сделать

Nie słyszałem o tym college’u, ale o nic nie pytałem.

Oldfield miał przy sobie pudełko z maskami przeciwgazowymi i metalowymi epoletami.

— Proszę — powiedział do nas — lepiej je załóżcie.

Moses podniósł maskę przeciwgazową z niesmakiem.

— Chyba nie oczekujecie, że włożę na głowę coś takiego.

— Musi pan — powiedział z niepokojem Filby i zobaczyłem, że już zapina własną wokół swojej kościstej twarzy. — Wie pan, musimy przejść kawałek na otwartej przestrzeni. A jest niebezpiecznie. Niebezpiecznie!

— Niech pan da spokój — powiedziałem do Mosesa, biorąc ponuro maskę i epolety dla siebie. — Obawiam się, staruszku, że już nie jesteśmy w domu.

Epolety były ciężkie, ale z łatwością przypięły się do mojej marynarki. Jednak maska, którą dał mi Oldfield, choć obszerna i dobrze dopasowana, była nadzwyczaj niewygodna. Stwierdziłem, że szkła gogli prawie od razu zaszły mgłą, a przy gumowo-skórzanych obramowaniach wkrótce pojawił się pot.

— Nigdy się do tego nie przyzwyczaję — powiedziałem.

— Mam nadzieję, że nie będziemy tu aż tak długo — syknął z emocją Moses; jego głos był przytłumiony przez maskę.

Zwróciłem się do Nebogipfela. Biedny Morlok — już okutany w szkolny mundurek — miał teraz na sobie absurdalną maskę, która była o kilka numerów za duża dla niego: kiedy poruszał głową, owadzi filtr na przodzie dosłownie chybotał się we wszystkie strony.

Poklepałem go po głowie.

— Przynajmniej teraz wmieszasz się w tłum, Nebogipfelu!

Powstrzymał się od odpowiedzi.

Wynurzyliśmy się z metalowego łona „Raglana” w jasny, letni dzień. Była mniej więcej druga po południu i światło słoneczne odbijało się od brunatnego kadłuba molocha. Od razu zaparowały mi szkła i oblałem się potem. Bardzo pragnąłem zdjąć tę ciężką i ciasną maskę.

Niebo nad głową było bezkresne, ciemnobłękitne i bezchmurne — choć tu i ówdzie dostrzegłem cienkie, białe linie i zakrętasy, smugi pary lub kryształków lodu, które biegły w poprzek firmamentu. Na końcu jednej takiej pręgi zobaczyłem błysk — może było to światło słoneczne, które odbijało się od jakiejś metalowej latającej maszyny.

Moloch usadowił się na wersji Petersham Road, która znacznie się różniła od roku 1873, czy nawet 1891. Rozpoznałem większość domów z moich czasów: nawet mój własny nadal stał za barierką, która zardzewiała i pokryta była śniedzią. Jednakże ogrody i trawa obramiająca grządki wydawały się wszędzie rozryte i zarośnięte roślinami, których nie znałem. Zobaczyłem też, że wiele domów było zrujnowanych. Po niektórych pozostały jedynie wywieszki, gdyż ich dachy i wewnętrzne ściany pozapadały się. Tu i ówdzie widziałem budynki poczerniałe i wypalone w środku, inne zamieniły się w stos gruzów. Nawet mój własny dom był pogruchotany, a laboratorium całkowicie zburzone. Zniszczenia nie były świeże: nowo powstające życie, zielone i pełne energii, przywłaszczyło sobie wnętrza wielu domów; mech i młode rośliny pokrywały resztki salonów i korytarzy, a ziejące okna przesłonięte były bluszczem, który tworzył dziwaczne firany.

Zobaczyłem, że drzewa nadal porastają to samo lesiste zbocze opadające ku Tamizie, ale nawet na nich widać było ślady zniszczenia: dostrzegłem kikuty po odłamanych gałęziach, przypalone pnie i tym podobne świadectwa jakiejś katastrofy. Wyglądało to tak, jakby przeszedł tu jakiś cyklon lub pożar. Molo nie było uszkodzone, ale po moście Richmond pozostały jedynie podpory, poczerniałe i ścięte, a przęsło uległo całkowitemu zniszczeniu. Dużą część łąk nad brzegiem rzeki w kierunku Petersham porastała ta sama osobliwa roślinność, która rozpleniła się w ogrodach, a w samej rzece pływały jakieś brązowe szumowiny.

Nigdzie nie ujrzałem żadnego człowieka, żadnego ruchu. Chwasty przebijały się przez popękaną powierzchnię dróg. Nie słyszałem śmiechu czy krzyków, gwaru bawiących się dzieci i jakichkolwiek odgłosów zwierząt: rżenia koni czy śpiewu ptaków.

Z wesołości, która kiedyś cechowała czerwcowe popołudnie w tym miejscu — błysk wioseł, śmiech wycieczkowiczów pływających łódką po rzece — nie pozostało dosłownie nic.

To wszystko zniknęło w tym ponurym roku, może na zawsze. To było opuszczone Richmond, miejsce absolutnie martwe. Przypomniały mi się wspaniałe ruiny w ogrodowym świecie roku Pańskiego 802 701. Myślałem wtedy, że to wszystko jest bardzo daleko ode mnie. Nigdy nie wyobrażałem sobie, że zobaczę własną, znajomą Anglię w takim stanie!

— Wielki Boże — odezwał się Moses. — Co za katastrofa... Co za ruina! Czy wszyscy porzucili Anglię?

— Ależ skąd — wtrącił żywo Oldfield. — Ale w takich miejscach jak to już nie jest bezpiecznie. Chodzi o gaz i powietrzne torpedy. Większość ludzi skryła się pod kopułami.

— Ale to wszystko jest w takim opłakanym stanie, Filby — zaprotestowałem. — Co się stało z duchem naszych obywateli? Gdzie chęć, by zabrać się do roboty i naprawić to wszystko? Wiesz, można by to zrobić...

Filby położył mi rękę na ramieniu.

— Pewnego dnia, kiedy to nieszczęście już się skończy, ożywimy ten kraj na nowo. I będzie tak jak dawniej. Ale na razie... — Urwał i żałowałem, że nie mogę zobaczyć wyrazu jego twarzy. — Chodźmy — powiedział. — Lepiej znikajmy z tej otwartej przestrzeni.

Pozostawiliśmy „Raglana” za sobą i pospieszyliśmy drogą w kierunku centrum miasta: Moses, Nebogipfel, ja, Filby i dwaj żołnierze. Nasi towarzysze z 1938 roku szli przygarbieni, rzucając bez przerwy niespokojne spojrzenia na niebo. Znów zauważyłem, że Bond wyraźnie kuleje na lewą nogę.

Odwróciłem głowę i spojrzałem tęsknie na molocha, gdyż wiedziałem, że wewnątrz niego znajduje się wehikuł czasu — moja jedyna możliwość powrotu do domu, ucieczki z tego rozwijającego się koszmaru wielu historii — wiedziałem też jednak, że nie ma widoków, by dotrzeć teraz do machiny; mogłem jedynie czekać na rozwój wydarzeń.

Poszliśmy wzdłuż Hill Street, po czym skręciliśmy w George Street. Nie widać było krzątaniny i elegancji, które cechowały tę ulicę handlową za moich czasów. Domy towarowe, takie jak Goslinga i Wrighta, zabite były deskami, i nawet deski, które zakrywały ich okna, wyblakły od światła słonecznego padającego na nie od wielu lat. Dostrzegłem, że jeden narożnik okna u Goslinga został wyważony, najwidoczniej przez grabieżców; dziura wyglądała tak, jakby ją wyżarł jakiś szczur o ludzkich rozmiarach. Minęliśmy przysadziste schronienie z groźnie zwisającym dachem oraz stojącym obok słupem z oznakowaniem w kształcie szachownicy i szklaną powierzchnią czołową, która teraz była popękana. To miejsce też wyglądało na opuszczone, a jaskrawa, żółto-czarna farba na słupie złuszczyła się w wielu miejscach.

— To schron przeciwlotniczy — wyjaśnił Filby w odpowiedzi na moje pytanie. — Wczesna konstrukcja. Zupełnie nieudana. Gdyby kiedykolwiek trafił w nią pocisk... No cóż! A ten znak na słupie oznacza ambulatorium, które wyposażone jest w respiratory i maski gazowe. Rzadko z niego korzystano, nim zaczął się wielki odwrót do kopuł.

— Schron przeciwlotniczy... To nie jest szczęśliwy świat, Filby, jeśli utworzono takie nowe terminy.

Westchnął.

— Widzisz, oni mają powietrzne torpedy. Mówię o Niemcach. Mają latające maszyny, które mogą przelecieć dwieście mil, zrzucić bombę i wrócić! I to wszystko odbywa się mechanicznie, bez udziału człowieka. To świat cudów, bo wojna to wspaniała motywacja dla pomysłowych umysłów. Spodoba ci się tu!

Читать дальше
Тёмная тема
Сбросить

Интервал:

Закладка:

Сделать

Похожие книги на «Statki czasu»

Представляем Вашему вниманию похожие книги на «Statki czasu» списком для выбора. Мы отобрали схожую по названию и смыслу литературу в надежде предоставить читателям больше вариантов отыскать новые, интересные, ещё непрочитанные произведения.


Stephen Baxter - The Martian in the Wood
Stephen Baxter
Stephen Baxter - Project Hades
Stephen Baxter
Stephen Baxter - Evolution
Stephen Baxter
Stephen Baxter - Bronze Summer
Stephen Baxter
Stephen Baxter - Iron Winter
Stephen Baxter
Stephen Baxter - Flood
Stephen Baxter
Stephen Baxter - Firma Szklana Ziemia
Stephen Baxter
Stephen Baxter - Les vaisseaux du temps
Stephen Baxter
Stephen Baxter - Moonseed
Stephen Baxter
Stephen Baxter - Exultant
Stephen Baxter
Stephen Baxter - Coalescent
Stephen Baxter
libcat.ru: книга без обложки
Stephen Baxter
Отзывы о книге «Statki czasu»

Обсуждение, отзывы о книге «Statki czasu» и просто собственные мнения читателей. Оставьте ваши комментарии, напишите, что Вы думаете о произведении, его смысле или главных героях. Укажите что конкретно понравилось, а что нет, и почему Вы так считаете.