Robert Silverberg - Tom O'Bedlam

Здесь есть возможность читать онлайн «Robert Silverberg - Tom O'Bedlam» весь текст электронной книги совершенно бесплатно (целиком полную версию без сокращений). В некоторых случаях можно слушать аудио, скачать через торрент в формате fb2 и присутствует краткое содержание. Город: Warszawa, Год выпуска: 1994, ISBN: 1994, Издательство: Krajowa Agencja Wydawnicza, Жанр: Фантастика и фэнтези, на польском языке. Описание произведения, (предисловие) а так же отзывы посетителей доступны на портале библиотеки ЛибКат.

Tom O'Bedlam: краткое содержание, описание и аннотация

Предлагаем к чтению аннотацию, описание, краткое содержание или предисловие (зависит от того, что написал сам автор книги «Tom O'Bedlam»). Если вы не нашли необходимую информацию о книге — напишите в комментариях, мы постараемся отыскать её.

Robert Silverberg, znakomity twórca ściance fiction, znany jest polskiemu czytelnikowi z wielu powieści, z których najbardziej cenione to „Człowiek z labiryntu” i „Rodząc się umieramy”.
Jego kolejna książka opowiada o chylącej się ku upadkowi cywilizacji Ziemi początku XXII wieku. Przemoc i gwałt stały się codziennością. Rozkwitają fanatyczne sekty, świat został pozbawiony nadziei. I wtedy pojawia się tytułowy bohater — zdolny do nawiązania telepatycznego kontaktu z obcymi cywilizacjami.
Czy jego dar jest wybawieniem dla ludzkości, czy też narzędziem jej ostatecznej zagłady?

Tom O'Bedlam — читать онлайн бесплатно полную книгу (весь текст) целиком

Ниже представлен текст книги, разбитый по страницам. Система сохранения места последней прочитанной страницы, позволяет с удобством читать онлайн бесплатно книгу «Tom O'Bedlam», без необходимости каждый раз заново искать на чём Вы остановились. Поставьте закладку, и сможете в любой момент перейти на страницу, на которой закончили чтение.

Тёмная тема
Сбросить

Интервал:

Закладка:

Сделать

— I że z tego powodu ulegasz eskapistycznym fantazjom trochę bardziej, niż jest to dobre dla zdrowia — odparł.

— No cóż, ja też tak uważam, a więc jesteśmy jednomyślni. Ale to takie pociągające, prawda, Dan? Te piękne obce światy, które chcą się z nami porozumieć.

— Niebezpieczne. Uwodzicielskie.

— Tak, uwodzicielskie. Ale czasem trzeba dać się uwieść. Popatrz na nasze parszywe życie, Dan, na naszą zniszczoną cywilizację. Żyjemy na gruzach i szczątkach przedwojennego świata. Te wszystkie małe, żałosne państewka, które były kiedyś częściami Stanów Zjednoczonych, anarchia szalejąca poza Kalifornią, a nawet częściowo na jej terytorium, i to powszechne odczucie, że wszystko stale idzie ku gorszemu, wszystko brzydnie, niszczeje, że wszelki rozwój nieodwołalnie osiągnął swój kres, a my stajemy się na powrót coraz bardziej barbarzyńscy; czy może więc dziwić, iż skoro śnię, że żyję w pięknym, zielonym świecie, w którym wszystko jest cywilizowane, eleganckie i pełne wdzięku, to chciałabym, żeby ten świat naprawdę istniał? I żebyśmy wkrótce mogli pójść i zamieszkać w nim? Tak trudno się temu oprzeć, Dan. Chyba potrzebujemy takich fantazji, aby pomogły nam przetrwać.

— Pójść tam? — zapytał Dan w osłupieniu. — Co chcesz przez to powiedzieć?

— Nie mówiłam ci o tym? To pomysł Toma. Usłyszysz, gdy włączę ci tę kapsułę. To apokaliptyczna wizja: zbliżają się Ostatnie Dni, wkrótce odrzucimy nasze ciała, tak właśnie mówił, odrzucimy ciała i zostaniemy przystosowani do światów z kosmicznych snów, i będziemy żyć w nich na wieki wieków, amen.

Robinson zagwizdał z wrażenia.

— A więc taki towar sprzedaje!

— Tak, nazywa to Czasem Przejścia.

— Czyli głosi coś odwrotnego w stosunku do tych brazylijskich voodoo. Oni twierdzą, że to bogowie przyjdą do nas, tak przynajmniej mówił Leo Kresh, nieprawdaż? Tymczasem Tom…

Zadzwonił telefon.

— Przepraszam — spojrzała na ścianę danych, by sprawdzić, kto dzwoni. Informacja brzmiała: Dzwoni dr Kresh z San Diego.

Wymienili zdziwione spojrzenia.

— O wilku mowa — mruknęła Elszabet i nacisnęła przycisk. Na ekranie rozkwitła twarz Kresha. Pod koniec zeszłego tygodnia wyjechał do południowej Kalifornii. Jednak wydawało się, że od czasu wizyty w Nepenthe zmienił się bardzo. Wyglądał nieporządnie jak nigdy, czerwienił się i był wyraźnie podekscytowany.

— Doktor Lewis — powiedział — cieszę się, że udało mi się z panią skontaktować. Dzieją się dziwne rzeczy…

— Jest tu ze mną doktor Robinson — powiedziała Elszabet.

— Tak, to dobrze. Na pewno też będzie chciał o tym usłyszeć.

— Co się stało, doktorze Kresh?

— To coś zdumiewającego. Szczególnie w świetle przedstawionych przez niego na naszym spotkaniu hipotez. Chodzi mi o tę związaną z projektem sondy gwiezdnej. Czy wiedzą państwo, pani doktor Lewis, doktorze Robinson, że w Pasadenie znajduje się stacja naziemna, która przez te wszystkie lata nastawiona była na odbiór sygnałów ze statku? Obsługują ją ludzie z Cal Tech, którzy na wszelki wypadek wciąż zapewniają jej prawidłowe działanie.

— Odebrali jakiś sygnał? — zapytał Robinson.

— Nadszedł wczoraj, późną nocą. Jak pan wie, doktorze Robinson, ja też wcześniej myślałem o hipotezie gwiezdnej sondy i w trakcie badań dowiedziałem się o urządzeniu Cal Tech, więc skontaktowałem się z nimi. Gdy nadszedł sygnał — radiowa wiązka wąskokierunkowa, 1390 megacykli na sekundę, z Proxima Centauri przez stacje pośrednie, ustawione uprzednio w odstępach…

— Na miłość boską — przerwał mu Robinson — powie nam pan, co odebrano, czy nie?

Kresh zmieszał się.

— Przepraszam. Rozumieją państwo, było to dla mnie, dla wszystkich naprawdę szokujące przeżycie… — zaczerpnął powietrza. — Wyświetlę obrazy na ekranie. Wiedzą państwo, jak sądzę, że sonda miała za zadanie dotrzeć do układu Proxima Centauri, zbadać, czy są tam zamieszkałe planety, wejść na orbitę wokół jednej z nich, a następnie w jej atmosferę. Dziewięciogodzinna transmisja, która do nas dotarła, obejmuje dwumiesięczny okres czasu rzeczywistego i przedstawia Proxima Centauri z odległości 0,5 jednostki astronomicznej.

Kresh zniknął z ekranu, a w jego miejsce pojawił się obraz małej, bladoczerwonej gwiazdy. Dwie inne, o wiele jaśniejsze, widoczne były w rogu ekranu.

— Czerwony karzeł to Proxima — powiedział Kresh — a tam obok gwiazdy towarzyszące: Alfa Centauri A i B, które typem spektralnym przypominają nasze słońce. Ludzie z Cal Tech mówili mi, że chyba wszystkie trzy gwiazdy mają swoje systemy planetarne. Sonda uznała, że najciekawsze są planety w systemie Proxima, więc…

Na ekranie pojawiła się jednolita zielona kula.

— Mój Boże — mruknął Robinson.

Kresh mówił dalej:

— To druga planeta systemu Proxima Centauri, umiejscowiona w odległości 0,87 jednostki astronomicznej od gwiazdy. Proxima Centuari jest, jak mi powiedziano, gwiazdą zapalną, podatną na wahania natężenia światła, które mogą być niebezpieczne dla wszelkich form życia w mniejszej odległości. Sonda znalazła oznaki życia na Proxima II, więc wzięła kurs na planetę…

Na ekranie pojawiły się wirujące pasma gęstej, ciężkiej, nieprzeniknionej mgły. Zielonej mgły. Zieleń.

— Mój Boże — jęknął znów Robinson. Elszabet siedziała w napięciu z zaciśniętymi dłońmi przygryzając dolną wargę.

Kolejny obraz, tym razem poniżej mglistej zasłony.

— Zobaczą państwo, że pomimo iż Proxima Centauri jest gwiazdą czerwoną, zasłona z chmur jest tak gęsta, że z powierzchni drugiej planety wydaje się być zielona. Zasłona ta, jak twierdzą pracownicy Cal Tech, wytwarza coś w rodzaju efektu cieplarnianego, co utrzymuje na powierzchni planety temperaturę odpowiednią dla metabolizmu organizmów żywych, pomimo słabej emisji energii z gwiazdy Proxima Centauri…

Jeszcze jeden obraz, tym razem już z niskiej orbity, na wysokości chmur, z wykorzystaniem kamer wysokiej rozdzielczości. Widać nowe obrazy, fantastycznie wyraźne. Łagodny krajobraz, soczystozielone wzgórza, lśniące zielone jeziora. Budynki o tajemniczych, niespotykanych konstrukcjach, zaskakujących rozwiązaniach architektonicznych z dziwacznymi kątami i łukami. I jeszcze większe zbliżenie. Postacie spacerujące po trawie: wysokie, spiczasto zakończone delikatne istoty o krystalicznych ciałach przypominających lustra i rzędach oczu na każdej z czterech stron głowy.

— Mój Boże — powtarzał raz za razem Dan Robinson.

Elszabet siedziała nieruchomo, prawie nie oddychając, starając się opanować nawet mruganie powieki. Oto triada Misilinów — pomyślała. — To zaś muszą być Suminoorzy, a to Gaarinarowie. Och, och, och. Zdrętwiała z zachwytu i podziwu. Chciała płakać, chciała upaść na kolana i modlić się, chciała wybiec na zewnątrz i zawołać: „Alleluja!” Nie była jednak w stanie nawet się poruszyć. Siedziała jak skamieniała w zdumieniu, a przed jej oczami przesuwały się zielone obrazy. Wszystko takie tajemnicze, przedziwne, nieznane.

I wszystko takie znajome, jak fotografie jej rodzinnego miasta.

ROZDZIAŁ SIÓDMY

Cygański gbur i Pedro
Nie Toma to kompani,
Rabusiem gardzę, zbira przeklinam
I zgraję hultajów zuchwałych.
Łagodnych, czystych, poczciwych,
Łaski nie szczędząc dotykam;
Ale zadzierać z Tomem Nosorożcem
I lwica nie waży się dzika.

Ja jednak śpiewam:
„Strawy, napoju,
Napoju, strawy, odzienia.
Pani czy dziewczę,
Nie lękaj się Toma,
On nie krzywdzi żadnego stworzenia.”

Читать дальше
Тёмная тема
Сбросить

Интервал:

Закладка:

Сделать

Похожие книги на «Tom O'Bedlam»

Представляем Вашему вниманию похожие книги на «Tom O'Bedlam» списком для выбора. Мы отобрали схожую по названию и смыслу литературу в надежде предоставить читателям больше вариантов отыскать новые, интересные, ещё непрочитанные произведения.


Robert Silverberg - He aquí el camino
Robert Silverberg
Robert Silverberg - Rządy terroru
Robert Silverberg
Robert Silverberg - Poznając smoka
Robert Silverberg
Robert Silverberg - The Old Man
Robert Silverberg
Robert Silverberg - The Nature of the Place
Robert Silverberg
Robert Silverberg - The Reality Trip
Robert Silverberg
Robert Silverberg - The Songs of Summer
Robert Silverberg
Robert Silverberg - The Secret Sharer
Robert Silverberg
Robert Silverberg - Good News from the Vatican
Robert Silverberg
Отзывы о книге «Tom O'Bedlam»

Обсуждение, отзывы о книге «Tom O'Bedlam» и просто собственные мнения читателей. Оставьте ваши комментарии, напишите, что Вы думаете о произведении, его смысле или главных героях. Укажите что конкретно понравилось, а что нет, и почему Вы так считаете.