Robert Silverberg - Tom O'Bedlam

Здесь есть возможность читать онлайн «Robert Silverberg - Tom O'Bedlam» весь текст электронной книги совершенно бесплатно (целиком полную версию без сокращений). В некоторых случаях можно слушать аудио, скачать через торрент в формате fb2 и присутствует краткое содержание. Город: Warszawa, Год выпуска: 1994, ISBN: 1994, Издательство: Krajowa Agencja Wydawnicza, Жанр: Фантастика и фэнтези, на польском языке. Описание произведения, (предисловие) а так же отзывы посетителей доступны на портале библиотеки ЛибКат.

Tom O'Bedlam: краткое содержание, описание и аннотация

Предлагаем к чтению аннотацию, описание, краткое содержание или предисловие (зависит от того, что написал сам автор книги «Tom O'Bedlam»). Если вы не нашли необходимую информацию о книге — напишите в комментариях, мы постараемся отыскать её.

Robert Silverberg, znakomity twórca ściance fiction, znany jest polskiemu czytelnikowi z wielu powieści, z których najbardziej cenione to „Człowiek z labiryntu” i „Rodząc się umieramy”.
Jego kolejna książka opowiada o chylącej się ku upadkowi cywilizacji Ziemi początku XXII wieku. Przemoc i gwałt stały się codziennością. Rozkwitają fanatyczne sekty, świat został pozbawiony nadziei. I wtedy pojawia się tytułowy bohater — zdolny do nawiązania telepatycznego kontaktu z obcymi cywilizacjami.
Czy jego dar jest wybawieniem dla ludzkości, czy też narzędziem jej ostatecznej zagłady?

Tom O'Bedlam — читать онлайн бесплатно полную книгу (весь текст) целиком

Ниже представлен текст книги, разбитый по страницам. Система сохранения места последней прочитанной страницы, позволяет с удобством читать онлайн бесплатно книгу «Tom O'Bedlam», без необходимости каждый раз заново искать на чём Вы остановились. Поставьте закладку, и сможете в любой момент перейти на страницу, на которой закончили чтение.

Тёмная тема
Сбросить

Интервал:

Закладка:

Сделать

— Nigdy nie myślałem, że Kalifornia jest taka wielka — powiedział Jaspin. — To znaczy, widziałem na mapie, ale żeby naprawdę pojąć, jaka to przestrzeń, trzeba samemu przejść ją całą z dołu do góry.

— Jest większa niż mnóstwo krajów — zauważyła Lacy. — Jest większa niż Niemcy, Anglia, a może i Hiszpania. Większa od wielu ważnych miejsc. Powiedział mi to kiedyś Ed Ferguson, mój były partner. Byłeś kiedyś w innym kraju, Barry?

— Ja? Kilka razy w Meksyku. Prowadziłem badania w terenie.

— Meksyk to prawie tam, gdzie mieszkałeś. Mam na myśli naprawdę obcy kraj. Na przykład w Europie.

— Jak miałbym dostać się do Europy? Na latającym dywanie?

— Przecież ludzie jeżdżą z Ameryki do Europy?

— Może ze wschodniego wybrzeża. Pewnie pływają tam jakieś statki. Ale nie stąd. Jak przejedziesz przez całą zapyloną strefę? — Jaspin potrząsnął głową. — Były takie czasy, że ludzie mogli sobie jechać, gdzie chcieli, w jedno popołudnie. Do Australii, Europy, Ameryki Południowej. Wszędzie. Wystarczyło tylko wsiąść do samolotu.

— Ale jeszcze są samoloty. Sama widziałam.

— Pewnie, samoloty. Nie wiem, może niektóre wciąż potrafią pokonywać oceany, ale wszystko rozbija się dziś o politykę. Wszystkie kraje pocięte są na kawałki; Republika Tego, Niezależne Państwo Tamtego, potrzeba pięćdziesięciu wiz, żeby gdziekolwiek się dostać. Nie, to totalny bałagan, Lacy, być może taki, którego nie da się już uporządkować.

— Gdy otworzą się wrota i przyjdzie Chungira-Który-Przyjdzie, wszystko znów będzie na swoim miejscu — rzekła Lacy.

— Naprawdę w to wierzysz?

Odwróciła gwałtownie głową w jego stronę.

— A ty nie?

— Tak, pewnie że tak.

— Ale nie do końca, prawda, Barry? Coś ciągle cię powstrzymuje.

— Być może.

— Wiem, że tak jest. Ale to nic nie szkodzi. Znałam takich ludzi. Sama taka byłam. Cyniczna, wątpiąca, niepewna. Jaki zresztą miałby być człowiek, który nie potrafi zrozumieć, co się wokół niego dzieje? Wychowany w świecie, w którym po pół godzinie jazdy za miasto znajdzie się już na terytorium bandidos, a po drugiej stronie Gór Skalistych przez tysiąc kilometrów ciągnie się strefa skażona. Tego można się jednak pozbyć; tych rozterek i patrzenia na wszystko z góry. Musisz tylko pozwolić, żeby tak się stało. Wiesz o tym.

— Tak, wiem.

— Długi zły czas już się kończy, Barry. Spadliśmy na dno, gdzie nie ma już właściwie żadnej nadziei i wtedy nadzieja pojawia się. Przyniósł ją Senior. On daje nam słowo. Wrota otworzą się, a wielcy przyjdą do nas i wszystko naprawią. To właśnie się stanie, i to wkrótce, a wtedy będzie dobrze, może po raz pierwszy w życiu. Prawda? Prawda?

— Jesteś piękną kobietą, Lacy.

— A co to ma do rzeczy?

— Nie wiem, chciałem ci to powiedzieć.

— Naprawdę tak myślisz?

— Masz jakieś wątpliwości?

Roześmiała się.

— Już to słyszałam, ale nigdy nie jestem pewna. Nie ma takiej kobiety, która myślałaby, że jest naprawdę piękna bez względu na to, co mówią jej mężczyźni. Myślę, że mam ładne włosy, oczy, nos. Ale nie lubię swoich ust. One wszystko psują.

— Mylisz się.

— Choć moje ciało jest chyba całkiem niezłe.

— Naprawdę? — zapytał.

Oczy jej jaśniały. Jaspin zobaczył w nich odbicie księżyca. Wydawało mu się nawet, że widzi tam również blask Wenus. Przyciągnął ją do siebie, dotknął lekko jej piersi. Miała na sobie miękki, zielony sweter z bardzo cienkiego materiału i nic pod spodem. Tak — pomyślał — zupełnie niezłe. Miał ochotę położyć głowę na jej piersiach i jakiś czas tak poleżeć. Przez chwilę zastanowił się, gdzie teraz może być Jill i co może robić. Jego żona. Cóż to za farsa. Nie widział jej od dwóch dni. Widocznie straciła zainteresowanie Radą Wewnętrzną albo raczej to oni stracili zainteresowanie nią. Miała rację, gdy za pierwszym razem powiedziała o sobie, że jest zbłąkanym, porzuconym, nikomu niepotrzebnym dzieciakiem. Lacy to co innego: mądra, zaradna. Kobieta, która dużo widziała i dużo zrozumiała. Jeśli nawet wcześniej była oszustem, to co z tego? Co z tego? Sam też byłeś oszustem — powiedział do siebie przypominając sobie czasy na UCLA, gdy zrobił karierę dzięki kleceniu naprędce wykładów z fragmentów myśli innych ludzi. — Naukowiec? Skądże, zwykły oszust. Równie dobrze można by było rozdawać grunty na Betelguzie V. To jednak nie ma już znaczenia. Niedługo wszyscy zostaniemy przemienieni — pomyślał. W jednej chwili, w mgnieniu oka. Pociągnął jej sweter w górę. Lacy z uśmiechem odsunęła jego ręce. Zdjęła sweter sama i odrzuciła na bok. Po chwili to samo stało się z dżinsami. Wydawało się, że w jej jasnej skórze odbija się światło księżyca kontrastując z kręconymi, rudymi włosami.

— Chodź — szepnęła ochrypłym głosem.

Przysunęli się do siebie. Nigdy jeszcze nie czuł niczego podobnego. To było jak sen. Piękne, a zarazem zadziwiające. Nigdy nie był romantykiem, zwłaszcza w tych sprawach, ale tym razem było inaczej. To było coś nowego, unikatowego. Może sprawiła to bliskość przybycia bogów? Tak, z pewnością. Tu, na wzgórzu, na północ od San Francisco, w świetle księżyca, gwiazd i jaśniejącej Wenus, zrozumiał, że zły czas się kończy. Czuł, jak wszystkie ropiejące rany w jego duszy zaczynają się zasklepiać. Tak, tak. Chungira-Który-Przyjdzie przyjdzie. A gdy pójdę stanąć z nim twarzą w twarz, nie będę sam. Rzeczywiście zostali przemienieni — pomyślał Jaspin. — W jednej chwili, w mgnieniu oka.

— Wiesz co? — powiedział. — Kocham cię.

— A to znaczy, że wreszcie zaczynasz kochać siebie samego — rzekła Lacy. — To pierwszy krok w miłości do drugiej osoby — uśmiechnęła się. — Wiesz? Ja też. Kocham cię, Barry. Po dłuższej chwili znów odezwała się Lacy:

— Zaczekaj, wejdę na górę, w porządku? Nie przeszkadza ci to? O tak, Barry, tak. O tak, dobrze.

5

— Zbliżanie to z pewnością główna przyczyna — powiedziała Elszabet — a przynajmniej jedna z głównych przyczyn.

Było wczesne popołudnie. Siedziała w swoim gabinecie i spoglądała na Dana Robinsona leniwie opierającego się o ścianę przy oknie. W tej pozycji wyglądał, jakby zbudowany był tylko z nóg i ramion. Niebo, widoczne przez małe okienko od północnej strony, szarzało coraz bardziej przykrywane nadciągającymi ciężkimi chmurami.

— Miałeś rację — odezwała się znowu. — Jeśli to, co przydarzyło się April, jest jakąś wskazówką, to zbliżanie musi być ważnym czynnikiem. Teraz jestem gotowa to przyznać.

— Dobrze, to już jest coś.

— Jak ona się czuje?

— Wszystko będzie dobrze — rzekł Robinson, który wrócił właśnie z izby chorych. — Daliśmy jej sto miligramów paksu. Boże, jaka ta dziewczyna wielka! To tylko fala emocji. Napływ krwi do głowy, nic więcej.

— Albo fala gorąca. Szkoda, że jej nie widziałeś. Była czerwona jak burak. Jak pomidor.

Robinson zaśmiał się.

— No tak, niezły pomidor. A właściwie co się stało?

— Jak ustaliliśmy, ułożyłam wszystko tak, żeby przyszła do mojego biura, gdy był tu Tom. Kiedy tylko go zobaczyła, zaczęła ciężko oddychać.

— Hipopotam w słońcu?

— Dan!

— Tak mi po prostu przyszło do głowy. Przepraszam.

— To nie miało związku z seksem, jestem tego pewna, choć ona czerwieniła się jak dziewczę na pierwszej randce. Tom raczej nie wywołuje zainteresowania natury seksualnej, zauważyłeś?

Читать дальше
Тёмная тема
Сбросить

Интервал:

Закладка:

Сделать

Похожие книги на «Tom O'Bedlam»

Представляем Вашему вниманию похожие книги на «Tom O'Bedlam» списком для выбора. Мы отобрали схожую по названию и смыслу литературу в надежде предоставить читателям больше вариантов отыскать новые, интересные, ещё непрочитанные произведения.


Robert Silverberg - He aquí el camino
Robert Silverberg
Robert Silverberg - Rządy terroru
Robert Silverberg
Robert Silverberg - Poznając smoka
Robert Silverberg
Robert Silverberg - The Old Man
Robert Silverberg
Robert Silverberg - The Nature of the Place
Robert Silverberg
Robert Silverberg - The Reality Trip
Robert Silverberg
Robert Silverberg - The Songs of Summer
Robert Silverberg
Robert Silverberg - The Secret Sharer
Robert Silverberg
Robert Silverberg - Good News from the Vatican
Robert Silverberg
Отзывы о книге «Tom O'Bedlam»

Обсуждение, отзывы о книге «Tom O'Bedlam» и просто собственные мнения читателей. Оставьте ваши комментарии, напишите, что Вы думаете о произведении, его смысле или главных героях. Укажите что конкретно понравилось, а что нет, и почему Вы так считаете.