Wreszcie jednak zrozumiały, że ludzkie prawa winny obowiązywać w granicach ludzkich osiedli, a prawa prosiaczków w ich plemionach. Którędy mają przebiegać granice, było zupełnie inną kwestią. Po trzech godzinach zgodziły się na jedno i tylko jedno: prawo prosiaczków obowiązuje w lesie i podlega mu każdy człowiek, który wejdzie między drzewa. Ludzkie prawo obowiązywało wewnątrz ogrodzenia i każdy prosiaczek, który się tam pojawił, podlegał zarządzeniom ludzi. Pozostała część planety miała zostać podzielona później. Niewielkie to było zwycięstwo, ale jednak zwycięstwo.
— Musicie zrozumieć — tłumaczył Ender — że ludzie potrzebują dużo ziemi. Ale to tylko część problemu. Chcecie, by królowa kopca uczyła was, pomagała wydobywać rudy, wytapiać metale i produkować narzędzia. Ona jednak także będzie potrzebowała ziemi. W krótkim czasie stanie się o wiele silniejsza niż ludzie czy Mały Lud.
Każdy z jej robali, mówił, jest doskonale posłuszny i niewyobrażalnie wręcz pracowity. Szybko wyprzedzą ludzi w produktywności i sile. Gdy tylko królowa wróci do życia na Lusitanii, trzeba będzie się z nią liczyć na każdym kroku.
— Korzeniak twierdzi, że można jej ufać — oznajmił Człowiek. Po czym dodał, tłumacząc słowa Krzykaczki: — Matczyne drzewo także obdarza królową kopca swym zaufaniem.
— Czy obdarzycie ją swoją ziemią? — nie ustępował Ender.
— Świat jest wielki — przetłumaczył Człowiek. — Może zabrać wszystkie lasy innych plemion. Zresztą, wy także. Ender obejrzał się na Ouandę i Elę.
— Bardzo dobrze — stwierdziła Ela. — Ale czy to ich lasy, że mogą je nam oddać?
— Na pewno nie — odparła Ouanda. — Toczą nawet wojny z innymi plemionami.
— Zabijemy ich dla was, jeśli zaczną sprawiać kłopoty — obiecał Człowiek. — Jesteśmy teraz silni: trzysta dwadzieścioro dzieci. Za dziesięć lat żadne plemię nie potrafi się nam oprzeć.
— Człowieku — poprosił Ender. — Powiedz Krzykaczce, że teraz rozmawiamy z waszym plemieniem. Z innymi spotkamy się później. Prosiaczek tłumaczył szybko, połykając niemal słowa; równie szybko otrzymał odpowiedź.
— Nie nie nie nie nie.
— Co się jej nie podoba?
— Nie wolno wam rozmawiać z naszymi wrogami. Przyszliście do nas. Jeśli pójdziecie do nich, też będziecie wrogami.
Wtedy właśnie wśród drzew rozbłysły światła; po chwili Strzała i Liściojad wprowadzili na polanę żon Novinhę, Quima i Olhada.
— Miro nas przysyła — wyjaśnił Olhado.
— Co z nim? — spytała Ouanda.
— Jest sparaliżowany — odparł szorstko Olhado. Dzięki temu Novinha uniknęła konieczności delikatnych wyjaśnień.
— Nossa Senhora — szepnęła Ouanda.
— Ale w większej części to uleczalne — dodała Novinha. — Wychodząc ścisnęłam go za rękę, a on poczuł i też mnie ścisnął. Bardzo lekko, ale jeśli połączenia nerwowe nie obumarły, nie wszystko jest stracone.
— Przepraszam — wtrącił Ender. — Ale taką rozmowę możecie prowadzić w Milagre. Mam tu do załatwienia inne sprawy.
— Wybacz. Wiadomość od Mira; nie mógł mówić, ale przeliterował ją, a my zgadywaliśmy, co powinno być w przerwach. Prosiaczki planują wojnę, korzystając z przewagi, jaką dzięki nam uzyskały. Ze strzałami, w większej liczbie, będą niepokonane. Tak przynajmniej zrozumiałam. Miro twierdzi, że celem walki nie jest zdobycie nowych terytoriów. To możliwość wymiany genetycznej. Męska egzogamia. Zwycięskie plemię zyskuje dostęp do drzew, rosnących w ciałach poległych. Ender spojrzał pytająco na Strzałę, Człowieka i Liściojada.
— To prawda — potwierdził Strzała. — Oczywiście, że prawda. Jesteśmy najmądrzejszym plemieniem. Każdy z nas będzie lepszym ojcem, niż ktokolwiek z innego plemienia.
— Rozumiem.
— Dlatego właśnie Miro chciał, żebyśmy przyszli zaraz, jeszcze nocą — dokończyła Novinha. — Póki trwają negocjacje. Trzeba z tym skończyć. Człowiek wstał i kilka razy podskoczył, jakby miał wystartować i odlecieć.
— Nie przetłumaczę tego — oznajmił.
— Ja przetłumaczę — oświadczył Liściojad.
— Nie! — krzyknął Ender głośniej, niż kiedykolwiek. Wszyscy natychmiast ucichli. Echo krzyku zdawało się unosić wśród drzew.
— Liściojadzie — powiedział już spokojniej. — Nie życzę sobie innego tłumacza niż Człowiek.
— Kim jesteś, by mi zakazywać rozmowy z żonami? Ja jestem prosiaczkiem, a ty niczym.
— Człowieku — poprosił Ender. — Przekaż Krzykaczce, że jeśli Liściojad przetłumaczy słowa, które ludzie wypowiedzieli do siebie, to będzie szpiegiem. A jeśli ona pozwoli nas szpiegować, pójdziemy do domu i nic od nas nie dostaniecie. Zabiorę królową kopca na inną planetę i tam ją ożywię. Zrozumiałeś?
Zrozumiał, oczywiście. Ender widział też, że jest zadowolony. Liściojad chciał uzurpować sobie rolę Człowieka, by go zdyskredytować — razem z Enderem. Gdy Człowiek zakończył tłumaczenie, Krzykaczka zaśpiewała do Liściojada, który zmieszany wycofał się do lasu, by stamtąd obserwować wydarzenia. Człowiek jednak nie był bezwolną marionetką. Nie okazał nawet śladu wdzięczności.
— Obiecałeś, że nie będziecie nas zmieniać — przypomniał, patrząc Enderowi prosto w oczy.
— Powiedziałem, że nie będziemy próbować większych zmian, niż to konieczne.
— A czemu to konieczne? To sprawa między nami a innymi prosiaczkami.
— Ostrożnie — szepnęła Ouanda. — Jest bardzo zdenerwowany. Zanim zdoła przekonać Krzykaczkę, Ender musiał najpierw wytłumaczyć wszystko Człowiekowi.
— Wśród prosiaczków jesteście naszymi najlepszymi przyjaciółmi. Ufamy wam i kochamy. Nie zrobimy nic, co mogłoby wam zaszkodzić, czy dać innym prosiaczkom jakąś przewagę. Ale nie przybyliśmy wyłącznie do was. Reprezentujemy całą ludzkość i jesteśmy tu, by nauczyć jak najwięcej wszystkie prosiaczki. Niezależnie od plemienia.
— Nie reprezentujecie całej ludzkości. Macie przecież toczyć wojnę z innymi ludźmi. Jak możesz twierdzić, że nasze wojny są złe, a wasze dobre? Z całą pewnością Pizarro, mimo swoich braków, nie miał z Atahualpą takich problemów.
— Staramy się nie toczyć wojny z innymi ludźmi. A jeśli już wybuchnie, nie będzie to nasza wojna, a jej celem nie będzie nasze zwycięstwo. To będzie wasza wojna, o wasze prawo do podróży wśród gwiazd — Ender wyciągnął przed siebie otwartą dłoń. — Odrzuciliśmy nasze człowieczeństwo, by stać się wśród was ramenami — zacisnął dłoń w pięść. — Człowiek, prosiaczek i królowa kopca na Lusitanii będą jednym. Wszyscy ludzie. Wszystkie robale. Wszystkie prosiaczki. Człowiek siedział nieruchomo, przetrawiając słowa Endera.
— Mówco — powiedział w końcu. — To bardzo trudne. Póki nie przyszli ludzie, inne prosiaczki… miały być zabijane i pędzić trzecie życie w niewoli, w zdobytym przez nas lesie. Nasz las był kiedyś polem bitwy i najstarsze drzewa to wojownicy, którzy padli w boju. Najstarsi ojcowie to bohaterowie wojenni, a z tchórzy zbudowaliśmy domy. Całe życie szykujemy się, by zwyciężać w bitwach z wrogami, by nasze żony zasadziły matczyne drzewo w nowym lesie, byśmy się stali potężni i wielcy. W ciągu ostatnich dziesięciu lat nauczyliśmy się używać strzał do zabijania z daleka. Garnków i skór cabry do noszenia wody przez pustynię. Amarantu i korzeni merdony, by było nas wielu i silnych, by zabierać pożywienie daleko od macios naszego rodzinnego lasu. Czuliśmy radość, gdyż oznaczało to, że zwyciężymy w każdej wojnie. Nieślibyśmy nasze żony, małe matki, naszych bohaterów do wszystkich zakątków wielkiego świata, a pewnego dnia dalej, do gwiazd. To nasze marzenie, Mówco, a ty chcesz teraz, byśmy go utracili, niby powiew wiatru pod niebem. To była wspaniała przemowa. Nikt z ludzi nie próbował sugerować odpowiedzi. Człowiek niemal ich przekonał.
Читать дальше