Bob Shaw - Milion nowych dni

Здесь есть возможность читать онлайн «Bob Shaw - Milion nowych dni» весь текст электронной книги совершенно бесплатно (целиком полную версию без сокращений). В некоторых случаях можно слушать аудио, скачать через торрент в формате fb2 и присутствует краткое содержание. Город: Warszawa, Год выпуска: 1987, Издательство: Iskry, Жанр: Фантастика и фэнтези, на польском языке. Описание произведения, (предисловие) а так же отзывы посетителей доступны на портале библиотеки ЛибКат.

Milion nowych dni: краткое содержание, описание и аннотация

Предлагаем к чтению аннотацию, описание, краткое содержание или предисловие (зависит от того, что написал сам автор книги «Milion nowych dni»). Если вы не нашли необходимую информацию о книге — напишите в комментариях, мы постараемся отыскать её.

„Milion nowych dni” to powieść, której akcja rozgrywa się dwa wieki później, i w której pewien wierny małżonek zostaje uwikłany w biologiczny eksperyment związany z konsekwencjami nieśmiertelności. Powieść ciekawie napisana, niemal sensacyjna, ale wartka akcja to nie jest jej jedyny walor. Ciekawe jest również tło, w którym rzecz się dzieje. Autor wykazuje się wieloma nowymi, świeżymi pomysłami na temat, jak może wyglądać codzienne życie za dwieście lat. Taki np. klucz hotelowy wysyłający impulsy działające na fluoryzujące pod ich wpływem strzałki na ścianach korytarzy, i w ten sposób wskazujące drogę do własnego pokoju, mógłby być stosowany już dziś.

Milion nowych dni — читать онлайн бесплатно полную книгу (весь текст) целиком

Ниже представлен текст книги, разбитый по страницам. Система сохранения места последней прочитанной страницы, позволяет с удобством читать онлайн бесплатно книгу «Milion nowych dni», без необходимости каждый раз заново искать на чём Вы остановились. Поставьте закладку, и сможете в любой момент перейти на страницу, на которой закончили чтение.

Тёмная тема
Сбросить

Интервал:

Закладка:

Сделать

— Liczyłem, że mi to właśnie wyjaśnisz.

— Liczyłeś, ale się przeliczyłeś! — Po dokonaniu ostatniej poprawki na pulpicie i odejściu od niego, Barenboim odzyskał dawną jowialność. — O ile wiem, w trójwizyjnych dreszczowcach łajdak składa zwykle w tym momencie szczegółowe wyjaśnienia, ale ja — żeby ci wykazać, jak bardzo jestem nieludzki — nie zastosuję się do reguł gry. Jak ci się podoba to mściwe posunięcie?

— Całkiem niezłe — przyznał Carewe, przenosząc dyskretnie ciężar ciała na drugą nogę. Kiedy spotkali się po raz pierwszy przed budynkiem, reakcje Barenboima wydały mu się trochę zwolnione, jedynej więc szansy ratunku upatrywał w niespodziewanym rzuceniu się na niego i odebraniu mu latarki. — Jednak ciekaw jestem, co cię do niego nakłoniło. Pysznisz się brakiem ludzkich odruchów, a więc pchnęła cię do tego… hm… moja wzmianka o twojej nieudolności w interesach, tak?

— Nieudolności! — wykrzyknął z autentycznym gniewem Barenboim.

— A jak inaczej to nazwiesz? — Carewe odusnął się nieznacznie od Ateny. — Kiedy ktoś z dwustuletnim doświadczeniem doprowadza tak żywotne przedsiębiorstwo jak Farma do ruiny…

— Farma! — parsknął Barenboim. — Farma to drobnostka, Willy. Zakilka godzin ja sam zarobię dla siebie miliard nowych dolarów. Nazwiesz to nieudolnością?

— Ależ… — Z napięcia, jakim okupywał podtrzymywanie tej sztucznej rozmowy. Carewe’owi spotniało czoło. Poruszając się jak najniedbalej, oddalił się o krok od Ateny. — Nie pojmuję…

— Jasne, że nie pojmujesz. Nie pojąłeś nawet tego, że E.80, cudowny biostat, który wstrzyknąłeś sobie pod tę grubą skórę, to od początku do końca mistyfikacja. Nie dotarło do ciebie, że was nabrałem, Willy. Ciebie i twoją żonę.

— Nabrałeś? — Carewe spojrzał na Atenę, której twarz tak zbladła, że stała się aż przezroczysta. — Ale przecież…

— Wymyśliłem tę historię z E.80, Willy. I nie trzymałem jej w tajemnicy, jak sobie wyobrażałeś. Żeby przekonać pewną euroazjatycką firmę, że to prawda, podsunąłem im niepostrzeżenie kilka danych. Wywiad przemysłowy to świetnie wyostrzona broń, ale obosieczna. Informacje, które uważali za wykradzione, przekonały ich znacznie skuteczniej, niż…

— Do diabła z nimi — przerwał mu opryskliwie Carewe, któremu pod czaszką pulsowały niedobre przeczucia. — Co zrobiłeś ze mną i z Ateną?

Barenboim opanował się i uśmiechnął lodowato.

— Naturalnie, Willy, zapomniałem, że twoja szczególna stałość uczuć zmąci twój pogląd na tę operację.

Carewe postąpił krok naprzód, nie dbając o wycelowany w niego laser.

— Ale co ze mną i z Ateną? — spytał.

— Człowieku, byliście królikami doświadczalnymi. Żeby wykazać skuteczność działania E.80, musieliście spłodzić potomstwo. Twój zastrzyk z E.80 był najzwyklejszą wodą, za to twoja żona dostała coś całkiem innego.

— To znaczy co?

— Nie zauważyłeś żadnej niezwykłej zmiany w jej zachowaniu po tym zastrzyku?

Carewe wrócił myślami do trzech dni spędzonych nad jeziorem Orkney, do Ateny trawionej nieugaszoną żądzą,która nie mogłaby się zrodzić w normalnym organizmie.

— Daliście jej…

— Bardzo kosztowny środek podniecający, ale to było konieczne, żeby jak najszybciej doprowadzić twoją żonę do zajścia w ciążę. — Barenboim znów się uśmiechnął. — A ty przy okazji też na pewno nie byłeś stratny.

Carewe obrócił się do żony.

— Ateno, chcę cię… – zaczął i głos uwiązł mu w gardle.

— Już dobrze, Will.

Ponownie stanął twarzą w twarz z Barenboimem i ruszył naprzód na sztywnych nogach.

— Zabij mnie już teraz — wyszeptał. — Bo inaczej…

Barenboim wzruszył ramionami i wycelował latarkę. Kciukiem przesunął włącznik do przodu.

— Stój! — zawołał ze schodów czyjś głos. — Co robisz, Hyron? To mi wygląda na…

Przez poręcz wychylił się Pleeth, mierząc twarz Barenboima zaczerwienionymi oczami.

— Na co ci to wygląda?

— Na morderstwo, a na to nigdy nie wyraziłem zgody.

Pleeth zeszedł po schodach ze złotym wisiorem w kształcie cygara dyndającym na piersi i ruszył ku nim przez laboratorium. Umysł Carewe’a, zamarły, jakby skuty lodem, wyłowił dziwaczny szczegół rozgrywającej się sceny — Atena wycofywała się przed Pleethem, człowiekiem, który targował się o jej życie.

— Daj spokój, Manny — powiedział znużonym tonem Barenboim. — Miałem cię za realistę.

— Powiedziałem: bez zabijania!

— Manny, już za kilka godzin dostaniemy miliard nowych dolarów. — Barenboim wciąż celował latarką w pierś Carewe’a. — W zamian za ten miliard przekażemy wzór chemiczny niewart dosłownie nic. Kiedy nasi klienci odkryją prawdę, rozgniewają się. Czy jak dotąd wyrażam się dostatecznie jasno?

— Nigdy nie wyraziłem zgody na morderstwo.

Dalszych wyjaśnień Barenboim udzielał z obraźliwie drobiazgową staran­nością.

— Przewidując gniew naszych klientów, a w dalszej kolejności ich bardzo naturalną chęć zemsty, zaaranżowaliśmy wspólnie nasze zniknięcie. Żeby to nam się udało — nawet przy operacji maskującej, której przygotowanie zajęło mi cały zeszły rok — musimy mieć nad nimi kilka dni przewagi. Jak daleko twoim zdaniem uda nam się uciec we współczesnym świecie, jeśli nasi znajomi będą wrzeszczeć wniebogłosy?

— Moglibyśmy ich związać i odurzyć narkotykiem.

— To prawda, ale ktoś inny mógłby ich rozwiązać i otrzeźwić. Czy wiesz, że Willy był już na policji?

Pleeth zwrócił swoje plastikowe gładkie oblicze do Carewe’a.

— Ale dlaczego? — spytał.

— Ponieważ twój wspólnik — wyjaśnił Carewe wymawiając ostatnie słowo z naciskiem — wielokrotnie próbował mnie zabić w ciągu ostatnich dni. Wpakowałeś się w paskudną kabałę, Pleeth.

— Całkowita racja — rzekł z ożywieniem Barenboim. — Nawet Willy rozumie, że za późno na skrupuły. A więc…

Atena, która wycofała się bliżej schodów, załkała spazmatycznie i Barenboim skierował latarkę w jej stronę. Carewe skoczył naprzód, ale nie dość szybko — uprzedził go Pleeth, wkraczając pomiędzy laser i Atenę.

— Dobrze — powiedział szybko. — Zgadzam się, że Carewe’a trzeba uciszyć, ale jej nie. Zabierzmy… zabierzmy ją ze sobą.

— Co cię naszło, Manny?

— Przecież ona jest w ciąży — wykrztusił Pleeth.

— I co z tego? — spytał Barenboim, lekko marszcząc czoło. — Nie jesteś ojcem.

— Właśnie… — Gardło Pleetha zaciskało się konwulsyjnie, a kreskowate usta wygięły się w górę w karykaturalnym uśmiechu. — Właśnie, że jestem ojcem. Nie odmówisz mi posiadania dziecka.

— Czyś ty oszalał?

— Nie, Hyron, nie. — Otaczając dłońmi swoje złote cygaro, Pleeth pokazał je Barenboimowi. — Miałem dwadzieścia lat, Hyron. Dwadzieścia lat i jeszcze nigdy nie żyłem z kobietą. To zasługa mojej mateczki — wychowywała mnie w przekonaniu, że stosunki płciowe to plugastwo… choroby. — Drżąc nabrał powietrza. — I właśnie ona, to znaczy moja mateczka — nie lubiła, żeby o niej mówić „matka” — weszła któregoś dnia do mojej sypialni i przyłapała mnie. Nazwała to samozbezczeszczeniem… miała pistolet do zastrzyków, nie wiem skąd, i strzeliła do mnie… zmusiła mnie, żebym przed nią ukląkł… i strzeliła…

— Nie zbliżaj się do mnie — powiedział słabym głosem Barenboim.

— Miałem zaledwie dwadzieścia lat — wymruczał Pleeth ze wzrokiem utkwionym w złotym cygarze — ale oszukałem ją, moją mateczkę… miałem jeszcze dwa dni na zebranie swojego nasienia… jako studentowi chemii udało mi się przechować je w bakteriostacie… a potem trzymałem je w tym oto członku własnego pomysłu… i ona, moja mateczka, nigdy się o tym nie dowiedziała.

Читать дальше
Тёмная тема
Сбросить

Интервал:

Закладка:

Сделать

Похожие книги на «Milion nowych dni»

Представляем Вашему вниманию похожие книги на «Milion nowych dni» списком для выбора. Мы отобрали схожую по названию и смыслу литературу в надежде предоставить читателям больше вариантов отыскать новые, интересные, ещё непрочитанные произведения.


Отзывы о книге «Milion nowych dni»

Обсуждение, отзывы о книге «Milion nowych dni» и просто собственные мнения читателей. Оставьте ваши комментарии, напишите, что Вы думаете о произведении, его смысле или главных героях. Укажите что конкретно понравилось, а что нет, и почему Вы так считаете.

x