Bob Shaw - Milion nowych dni

Здесь есть возможность читать онлайн «Bob Shaw - Milion nowych dni» весь текст электронной книги совершенно бесплатно (целиком полную версию без сокращений). В некоторых случаях можно слушать аудио, скачать через торрент в формате fb2 и присутствует краткое содержание. Город: Warszawa, Год выпуска: 1987, Издательство: Iskry, Жанр: Фантастика и фэнтези, на польском языке. Описание произведения, (предисловие) а так же отзывы посетителей доступны на портале библиотеки ЛибКат.

Milion nowych dni: краткое содержание, описание и аннотация

Предлагаем к чтению аннотацию, описание, краткое содержание или предисловие (зависит от того, что написал сам автор книги «Milion nowych dni»). Если вы не нашли необходимую информацию о книге — напишите в комментариях, мы постараемся отыскать её.

„Milion nowych dni” to powieść, której akcja rozgrywa się dwa wieki później, i w której pewien wierny małżonek zostaje uwikłany w biologiczny eksperyment związany z konsekwencjami nieśmiertelności. Powieść ciekawie napisana, niemal sensacyjna, ale wartka akcja to nie jest jej jedyny walor. Ciekawe jest również tło, w którym rzecz się dzieje. Autor wykazuje się wieloma nowymi, świeżymi pomysłami na temat, jak może wyglądać codzienne życie za dwieście lat. Taki np. klucz hotelowy wysyłający impulsy działające na fluoryzujące pod ich wpływem strzałki na ścianach korytarzy, i w ten sposób wskazujące drogę do własnego pokoju, mógłby być stosowany już dziś.

Milion nowych dni — читать онлайн бесплатно полную книгу (весь текст) целиком

Ниже представлен текст книги, разбитый по страницам. Система сохранения места последней прочитанной страницы, позволяет с удобством читать онлайн бесплатно книгу «Milion nowych dni», без необходимости каждый раз заново искать на чём Вы остановились. Поставьте закладку, и сможете в любой момент перейти на страницу, на которой закончили чтение.

Тёмная тема
Сбросить

Интервал:

Закладка:

Сделать

Zamykając usta, wyprostował się z trudem i wynurzył głowę na powietrze. Wypluł kuleczki z ust, ale wargi miał tuż nad powierzchnią i nowa fala zalała mu brodę, wypełniając usta metalowym rojem. Każda próba wyplucia go musiała się skończyć kolejnym napływem kulek. Przełknął je spazmatycznie ze śliną i oddychając przez zaciśnięte zęby przedostał się do ściany silosu. Nie opodal biegła barierka. Chwycił ją, pokrzepiony, podciągnął się na pomost, i na leżąco zwymiotował. Dopiero po zwróceniu wszystkich co do jednej diabelskich kulek z żołądka, przypomniał sobie o Gwynnie. Detektyw, sięgający mu do ramienia, nie był w stanie wystawić głowy ponad powierzchnię kulek. Carewe zajrzał do silosu, ale nic się w nim nie poruszało.

Gwynne albo… — szukał właściwego słowa — utonął, albo leżał żywy na dnie zbiornika. Myśl, żeby umyślnie zanurzyć głowę w srebrzystym „płynie”, napełniła Carewe’a przerażeniem, niewykluczone jednak, że detektyw mógł żyć jeszcze dłuższy czas, oddychając powietrzem przesączającym się między kulkami, i pozostawienie go tam było nie do pomyślenia. Spuszczał właśnie nogi przez krawędź silosu, kiedy w środku zaszła zmiana. Równa połyskliwa powierzchnia rozjarzyła się od spodu pięknym purpurowym światłem. Wyglądało to tak, jakby miliony stalowych kulek przemieniły się w rubiny oświetlone przez chwilę blaskiem słońca.

Światło nagle zgasło i Carewe, który właśnie opuszczał się do silosu, zamarł w bezruchu. Gwynne nacisnął spust lasera, to pewne. Ale czy niechcący? Środek zbiornika rozjarzył się ponownie, ale tym razem w jednym punkcie, przybierając kolor rozżarzonego metalu. Carewe poczuł na twarzy żar, a potem w nozdrzach zapach przypalonej stali i czegoś jeszcze.

Dławiąc się i dusząc, podpełzł do wąskich schodów prowadzących na parter. Na dole uświadomił sobie, że w spodniach i butach ma pełno kulek uwierających go przy chodzeniu. Usiadł, zdjął buty i wysypał z nich stalowe kuleczki przysłuchując się z roztargnieniem, jak zmykają wyzwolone, tocząc się po niedostrzegalnych pochyłościach podłogi. Gwynne zginął!!! Z miliona nowych dni, które według Osmana stanowiły przyrodzone prawo każdego człowieka, nie zostało mu nic, nic! Przestał być człowiekiem, detektywem, wrogiem. Przestał istnieć. Smutek i zaskoczenie, jakie odczuwa nieśmiertelny w zetknięciu ze śmiercią, utrudniły Carewe’owi oddychanie. Potrząsnął głową, miotając gorzkie przekleństwa w obojętną ciemność, a potem otrzeźwiał i zabrał się stanowczo do usuwania reszty kulek. Musiał w tym celu zdjąć całe ubranie i wywrócić je na drugą stronę. Zajmując się tym, odkrył dalsze stalowe kulki pod językiem i w głębi nosa. Dmuchał i pluł, a potem poczuł coś dziwnego w oczach. Kiedy nacisnął dookoła powieki, z oczodołów wyskoczyły kulki i ześliznęły się po policzkach.

Upłynęło dziesięć minut, nim się ubrał i dotarł do drzwi, przez które z Gwynne’em weszli do fabryki. Poszedł do bolidu detektywa, a kiedy przypomniał sobie, że nie ma kluczyka do zapłonu, ruszył na piechotę przez sterylnie puste ulice, próbując w myślach odtworzyć trasę, którą tu przyjechali. Wypadki tej nocy sparaliżowały mu umysł, ale kilka wniosków nasuwało się nieodparcie.

Wiadomość, że Atenę wyśledzono w Idaho Falls, została sfabrykowana — był to starannie zaplanowany podstęp, żeby wywabić go z rejonu Three Springs i spowodować jego „zniknięcie”. Ponieważ Gwynne’a wynajął Baienboim, wypływał stąd wniosek, że prezes Farmy obdarzył Carewe’a nowym rodzajem nieśmiertelności, a potem zaaranżował serię zamachów na jego życie. Tylko dlaczego? Z jakiegoż to powodu…?

Przyszła mu do głowy nowa myśl, spychając analizę motywów postępowania Barenboima na dalszy plan. Jeżeli Barenboim chciał go zabić, to w takim razie cała historia ó machinacjach konkurencyjnej firmy farmaceutycznej też została wyssana z palca, a to oznaczało, że Atena równie dobrze może już nie żyć. A zarazem, że jeśli żyje, to tylko Barenboim wie, gdzie jej szukać.

Rozdział czternasty

Posterunek policji tonął w mroku. Carewe, który swoją pobieżną wiedzę na temat działalności policji czerpał z przygodnych programów trójwizji, był tym zaskoczony. Wiedział, że w dostatnim i uporządkowanym babskim społeczeństwie przestępstwa popełniano stosunkowo rzadko, ale nie przyszło mu na myśl, że policja pracuje w zwykłych godzinach urzędowania. Stopy paliły go po godzinnych poszukiwaniach, które przywiodły go na ten posterunek, a klatka piersiowa dawała mu się we znaki. Prześladowało go podejrzenie, że trochę kulek dostało mu się do płuc, ale starał się nie myśleć o ewentualnych dalszych zabiegach chirurgicznych. Miał czas martwić się tym później.

Wspiął się po schodach do mrocznego wejścia na posterunek i załomotał do drzwi. Uderzenia jego pięści we wzmocniony plastik brzmiały zniechęcająco cicho. Kiedy rozgoryczony odwracał się od drzwi, w kącie ganku spostrzegł ekran wideofonu. Pod nim widniał miejscowy kod i napis: „W razie nagłych wypadków po godzinach urzędowania dzwonić pod ten numer”. Niezbyt tym udobruchany, wystukał podany numer i czekał, aż ekran ożyje. Najpierw rozbłysnął kolorami, a potem pojawił się na nim płaski obraz mężczyzny o ponurym spojrzeniu, ubranego w szary policyjny mundur.

— O co chodzi? — spytał sennie policjant.

Carewe nie odpowiedział od razu, zastanawiając się, od czego zacząć.

— Porwano mi żonę, a jeden z ludzi, którzy to zrobili, zginął — powiedział.

— Naprawdę? — spytał policjant tak, jakby nie wywarło to na nim najmniejszego wrażenia. — Uprzedzam, że aparat, przed którym pan stoi, rejestruje automatycznie wzór siatkówek oczu, co nam pozwala odnajdywać i stawiać przed sądem kawalarzy.

— Wyglądam na takiego?

Policjant wpatrywał się w niego z rezerwą.

— Gdzie i kiedy to się niby stało? — spytał.

— Słuchaj pan — rzekł gniewnie Carewe. — Zgłaszam poważne przestępstwo i nie zamierzam z tego powodu spędzić całej nocy na waszym parszywym ganku.

— Jeżeli nie poda nam pan szczegółów, niewiele będziemy mogli dla pana zrobić, przyjacielu.

— Dobrze. Żonę porwano trzy dni temu w Three Springs na północ stąd. Natomiast ten człowiek zginął dziś wieczorem, tutaj w Idaho Falls, w fabryce łożysk tocznych.

Policjant wytrzeszczył oczy.

— Był pan dzisiaj w tej fabryce?

— Tak, ale…

— Jak się pan nazywa?

— William Carewe. Mógłby mi pan wyjaśnić, co w tym takiego nadzwyczajnego, że…

— Niech pan się stąd nie rusza do czasu przyjazdu policjanta, panie Carewe. Proszę pamiętać, że mamy wzory pańskich siatkówek.

Aparat zgasł, a Carewe pozostał z chaosem w głowie. Usiadł na najniższym stopniu i rozejrzał się po pustej, nieznanej ulicy. Jego radiowy wytatuowany na przegubie zegarek wskazywał — nie do wiary — że minęła dopiero druga po północy.

Otwierając sakwę, żeby poszukać papierosa, usłyszał warkot helikoptera. Spodziewając się po trosze, że zwiastuje on przybycie policji, podniósł się i spojrzał w niebo, ale maszyna była za duża jak na helikopter osobowy. Leciała na małej wysokości nad miastem, chłoszcząc łopatami nocne powietrze i wstrząsając ziemią. Wzdłuż jej kadłuba błyskały niebieskie światła przejmując Carewe’a dreszczem nagłego przeczucia. Popatrzył na południe, skąd przywędrował, i dostrzegł na horyzoncie ruchomą czerwoną łunę. Miał ponurą pewność, że helikopter, w którym ostatecznie rozpoznał maszynę strażacką, leci właśnie tam. Piekielny żar rozpętany przez Gwynne’a przepalił widocznie ściany silosu i rozgrzane do czerwoności kulki rozpierzchły się po całej fabryce. Możliwe również, że detektyw nastawił wcześniej urządzenie zapalające, żeby zniszczyć dowody morderstwa.

Читать дальше
Тёмная тема
Сбросить

Интервал:

Закладка:

Сделать

Похожие книги на «Milion nowych dni»

Представляем Вашему вниманию похожие книги на «Milion nowych dni» списком для выбора. Мы отобрали схожую по названию и смыслу литературу в надежде предоставить читателям больше вариантов отыскать новые, интересные, ещё непрочитанные произведения.


Отзывы о книге «Milion nowych dni»

Обсуждение, отзывы о книге «Milion nowych dni» и просто собственные мнения читателей. Оставьте ваши комментарии, напишите, что Вы думаете о произведении, его смысле или главных героях. Укажите что конкретно понравилось, а что нет, и почему Вы так считаете.

x