Bob Shaw - Milion nowych dni

Здесь есть возможность читать онлайн «Bob Shaw - Milion nowych dni» весь текст электронной книги совершенно бесплатно (целиком полную версию без сокращений). В некоторых случаях можно слушать аудио, скачать через торрент в формате fb2 и присутствует краткое содержание. Город: Warszawa, Год выпуска: 1987, Издательство: Iskry, Жанр: Фантастика и фэнтези, на польском языке. Описание произведения, (предисловие) а так же отзывы посетителей доступны на портале библиотеки ЛибКат.

Milion nowych dni: краткое содержание, описание и аннотация

Предлагаем к чтению аннотацию, описание, краткое содержание или предисловие (зависит от того, что написал сам автор книги «Milion nowych dni»). Если вы не нашли необходимую информацию о книге — напишите в комментариях, мы постараемся отыскать её.

„Milion nowych dni” to powieść, której akcja rozgrywa się dwa wieki później, i w której pewien wierny małżonek zostaje uwikłany w biologiczny eksperyment związany z konsekwencjami nieśmiertelności. Powieść ciekawie napisana, niemal sensacyjna, ale wartka akcja to nie jest jej jedyny walor. Ciekawe jest również tło, w którym rzecz się dzieje. Autor wykazuje się wieloma nowymi, świeżymi pomysłami na temat, jak może wyglądać codzienne życie za dwieście lat. Taki np. klucz hotelowy wysyłający impulsy działające na fluoryzujące pod ich wpływem strzałki na ścianach korytarzy, i w ten sposób wskazujące drogę do własnego pokoju, mógłby być stosowany już dziś.

Milion nowych dni — читать онлайн бесплатно полную книгу (весь текст) целиком

Ниже представлен текст книги, разбитый по страницам. Система сохранения места последней прочитанной страницы, позволяет с удобством читать онлайн бесплатно книгу «Milion nowych dni», без необходимости каждый раз заново искать на чём Вы остановились. Поставьте закладку, и сможете в любой момент перейти на страницу, на которой закончили чтение.

Тёмная тема
Сбросить

Интервал:

Закладка:

Сделать

— Wystarczy — mruknął. — Czego pan szukał?

— Niczego, fascynują mnie liczby.

Postanowił zachować dla siebie informację, że Barenboim wpakował dwa miliony nowych dolarów w laboratorium, które jak widać, nie zarobiło ani centa, żeby usprawiedliwić koszty swego utrzymania. Była to znacząca informacja, zważywszy wszystkie okoliczności, ale prawdziwa bomba polegała na tym, że samo istnienie laboratorium w Drumheller utrzymywano w tajemnicy nawet przed najlepiej poinformowanymi pracownikami Farmy. Carewe z chłodnym triumfem przyjął za pewnik, że już wie, gdzie przeprowadzono prace nad wyprodukowaniem E.80.

Znaczyło to również, że wie, gdzie znaleźć Atenę.

Rozdział piętnasty

Świtało już, kiedy wreszcie opuścił posterunek policji. Stosując się do wskazówek McKelveya, pojechał publicznym bolidem prosto do Three Springs i poszedł po zakupy. Domyślając się, że prefekt puścił za nim komputerowy program śledzący, kupił trochę żywności na kredyt. Przekazawszy w ten sposób wiadomość, że znalazł się w swojej dzielnicy, przystąpił do poważnych zakupów, których musiał dokonać za gotówkę.

Broń palna była niedostępna w wolnej sprzedaży na kontynencie amerykańskim od ponad wieku — w babskim społeczeństwie okazała się zbędna — lecz nie miał zamiaru zdobywać twierdzy Barenboima gołymi rękami. Włócząc się bez celu obszedł kilka sklepów, aż wreszcie zauważył jeden specjalizujący się w sprzęcie kempingowym i kupił w nim tradycyjny nóż traperski, lekką siekierkę i skórzany worek. Niosąc z zakłopotaniem swoje zakupy, pojechał do domu taksówką, ponownie płacąc przy użyciu karty kredytowej, żeby wykazać McKelveyowi, że wrócił grzecznie do swojego miejsca zamieszkania.

W domu podczas jego nieobecności nic się nie zmieniło — panowała ta sama przygnębiająca cisza… a na wideofonie nie czekały na niego żadne wiadomości. Zjadł lekki posiłek, a potem zapakował nóż i siekierkę do worka. Po namyśle dołożył do nich kilka wafelków i lornetkę. Ranek jeszcze nie minął, a do laboratorium w Drumheller leżącym za byłą granicą z Kanadą miał zaledwie dwie godziny jazdy na północ, mógł więc zaspokoić swoją potrzebę snu. Położył się na kanapie i zmusił do odpoczynku, zastanawiając się, czy nie nazbyt optymistycznie oceniał, że zapadnie w sen, skoro głowę miał tak nabitą myślami o…

Obudził go blask późnopopołudmowego słońca, które padało mu na twarz. Lekko dygocząc, podszedł do wideofonu i wydobył z jego banku informacji kod magistratu w Drumheller. Po nagraniu numeru zamówił rozmowę z biurem inspektora przemysłowego. W kilka sekund później w ognisku projekcyjnym aparatu pojawiła się głowa pulchnego, młodego sprawnego.

— Will Carewe, inspektor finansowy Korporacji Firma — przedstawił się lapidarnie Carewe. — Jak pańskie nazwisko?

— Spinetti — odparł młody człowiek, urażony jego tonem.

— A więc, panie Spinetti, mam dla pana złe wieści. Jedna z maszyn, które pan podobno dozoruje, przysłała nam kompletnie bezsensowne rozliczenia dotyczące naszej własności w Drumheller. Mój pracodawca traci już cierpliwość wobec takich praktyk i polecił mi, żebym…

— Chwileczkę — przerwał mu Spinetti z poczerwieniałą twarzą. — Może by tak najpierw pan sam siebie skorygował, zanim zacznie pan basować. Znam bardzo dobrze swoje programy i wiem, że Farma nie ma żadnej własności na tym terenie.

— Czy muszę tłumaczyć panu jak dziecku? — spytał Carewe wzdychając z rezygnacją. — Moim pracodawcą jest pan Hyron Barenboim. Mówi to panu coś?

— O! — Spinetti zamrugał z zatroskaniem. — Laboratorium chemiczne na kilometrze dwunastym.

— Chyba trzynastym.

— Dwunastym, przy Radialu Trzecim. — Spinetti zgrzytnął zębami. — Chce pan przyjechać i zmierzyć osobiście?

— Żeby to było ostatni raz — ostrzegł go Carewe i przerwał połączenie licząc, że nie upuścił Spinettiemu zbyt wiele żółci. Wziął worek, wyszedł do zaparkowanego bolidu i pojechał na północ.

Postrzępione przez chmury słońce wisiało tuż nad horyzontem, kiedy Carewe dotarł do Drumheller i odliczając kilometry pomknął z centrum miasta Radialem Trzecim. Teraz, kiedy stanął wobec perspektywy włamania się do najprawdopodobniej strzeżonego laboratorium, przytłoczyła go ona bardziej, niż przypuszczał. Wcześniejsze przekonanie, że znalazł miejsce przetrzymywania Ateny, nagle osłabło i niemal całkiem go opuściło, kiedy zatrzymał bolid na mrocznej drodze. Cienkie odnogi miasta przed kilkoma minutami zostały w tyle — tu, na kilometrze dwunastym, stały tylko dwa budynki przypominające dekoracje filmowe na tle wyschniętych łąk. Jeden z nich był z pewnością magazynem, drugi wydłużona wielopoziomową budowlą usadowioną na niewielkim pagórku. Od drogi do bramy w metalowym ogrodzeniu, które otaczało budynek, biegł wąski trakt sprasowanej ziemi. Carewe szukał wzrokiem śladów życia, ale laboratorium, połyskujące czerwonawo w zachodzącym słońcu, równie dobrze mogło być pozostałością po pradawnej cywilizacji, która miała tu kiedyś swoją siedzibę.

Pojechał dalej drogą, aż znalazł się poza zasięgiem wzroku ewentualnego obserwatora patrzącego ze szczytu pagórka, i zgasił silnik bolidu. Nie zwracając uwagi na zaciekawione spojrzenia rzucane przez ludzi z przejeżdżających samochodów, zagłębił się w siedzeniu i czekał, aż pociemnieje niebo widoczne przez koraloworóżową kratownicę smug kondensacyjnych. Kiedy zaczął się wspinać po stoku wzgórza, powietrze było chłodne, a wietrzyki obmacywały mu ciało gdzie popadnie niewidzialnymi palcami. Ujrzawszy laboratorium, ucieszył się na widok światła wylewającego się z górnych okien, lecz jednocześnie zorientował się, jak mało osłonięte są dojścia do budynku. Liczyć mógł tylko na to, że Barenboim nie był do tego stopnia wyczulony na sprawy bezpieczeństwa, żeby zainstalować czujniki cieplne albo teledetektory podczerwone.

Poczucie ryzykownego wyeksponowania rosło w nim nieustannie aż do chwili, kiedy znalazł się w cieniu ogrodzenia mającego, jak się okazało, ponad trzy metry wysokości. Zbadawszy je z bliska, stwierdził, że jest to gładka metalowa konstrukcja bez choćby jednego nitu, na którego główce można by oprzeć nogę. Aby upewnić się, że nie sięgnie wierzchołka ściany palcami, Carewe podskoczył na próbę, a potem ruszył wzdłuż ogrodzenia, okrążył laboratorium od tyłu i wreszcie zbliżył się do bramy wjazdowej. Ściana była na całej długości jednolita i nie nadawała się do wspinaczki, a zamknięta brama wyglądała równie nieprzystępnie. Spojrzał bezradnie ponad cichą prerią tam, gdzie jak rozsypane żarzące się węgle płonęły światła Drumheller. Will Carewe, komandos amator, ugiął się przed pierwszą prostą przeszkodą, konstrukcją z blachy, którą prawdopodobnie dałoby się rozciąć domowym otwieraczem do konserw…

Natchniony tą myślą, wyjął z worka siekierkę i poszedł do ściany najbardziej oddalonej od drogi. Blisko rogu ogrodzenia zamachnął się siekierką, która weszła bez przeszkód i zaskakująco cicho w jasnoszary metal. Odczekał pięć minut w pewnej odległości, ale za ścianą nie podniesiono alarmu, więc wrócił i zaatakował je odmierzonymi, oszczędnymi uderzeniami. W kilka minut wyciął metrowej wysokości jęzor w kształcie odwróconego „V”, który dał się przygiąć do ziemi. Za pustą przestrzenią na tyle szeroką, żeby pomieścić wsporniki ścian, znajdowała się kolejna płaszczyzna z blachy.

Z wewnętrzną ścianą nie poszło mu tak łatwo, bo nie mógł się dobrze zamachnąć, ale w końcu zdołał — tnąc ostrożnie i robiąc długie przerwy — wyciąć drugi jęzor. Odgiąwszy jego czubek odrobinę do siebie, wyjrzał przez utworzoną w ten sposób dziurę i zobaczył słabo oświetloną wybetonowaną przestrzeń, ograniczoną naprzeciw ścianą laboratorium. O ile mógł się zorientować, nie ściągnął na siebie niczyjej uwagi.

Читать дальше
Тёмная тема
Сбросить

Интервал:

Закладка:

Сделать

Похожие книги на «Milion nowych dni»

Представляем Вашему вниманию похожие книги на «Milion nowych dni» списком для выбора. Мы отобрали схожую по названию и смыслу литературу в надежде предоставить читателям больше вариантов отыскать новые, интересные, ещё непрочитанные произведения.


Отзывы о книге «Milion nowych dni»

Обсуждение, отзывы о книге «Milion nowych dni» и просто собственные мнения читателей. Оставьте ваши комментарии, напишите, что Вы думаете о произведении, его смысле или главных героях. Укажите что конкретно понравилось, а что нет, и почему Вы так считаете.

x