Bob Shaw - Milion nowych dni

Здесь есть возможность читать онлайн «Bob Shaw - Milion nowych dni» весь текст электронной книги совершенно бесплатно (целиком полную версию без сокращений). В некоторых случаях можно слушать аудио, скачать через торрент в формате fb2 и присутствует краткое содержание. Город: Warszawa, Год выпуска: 1987, Издательство: Iskry, Жанр: Фантастика и фэнтези, на польском языке. Описание произведения, (предисловие) а так же отзывы посетителей доступны на портале библиотеки ЛибКат.

Milion nowych dni: краткое содержание, описание и аннотация

Предлагаем к чтению аннотацию, описание, краткое содержание или предисловие (зависит от того, что написал сам автор книги «Milion nowych dni»). Если вы не нашли необходимую информацию о книге — напишите в комментариях, мы постараемся отыскать её.

„Milion nowych dni” to powieść, której akcja rozgrywa się dwa wieki później, i w której pewien wierny małżonek zostaje uwikłany w biologiczny eksperyment związany z konsekwencjami nieśmiertelności. Powieść ciekawie napisana, niemal sensacyjna, ale wartka akcja to nie jest jej jedyny walor. Ciekawe jest również tło, w którym rzecz się dzieje. Autor wykazuje się wieloma nowymi, świeżymi pomysłami na temat, jak może wyglądać codzienne życie za dwieście lat. Taki np. klucz hotelowy wysyłający impulsy działające na fluoryzujące pod ich wpływem strzałki na ścianach korytarzy, i w ten sposób wskazujące drogę do własnego pokoju, mógłby być stosowany już dziś.

Milion nowych dni — читать онлайн бесплатно полную книгу (весь текст) целиком

Ниже представлен текст книги, разбитый по страницам. Система сохранения места последней прочитанной страницы, позволяет с удобством читать онлайн бесплатно книгу «Milion nowych dni», без необходимости каждый раз заново искать на чём Вы остановились. Поставьте закладку, и сможете в любой момент перейти на страницу, на которой закончили чтение.

Тёмная тема
Сбросить

Интервал:

Закладка:

Сделать

— Ateno! — zawołał.

— Will! — odpowiedziała słabym głosem. — Och, Will, to naprawdę ty?!

— A któż by inny! — krzyknął. Czwarty z wypróbowanych kluczy otworzył zamek i w tej samej chwili Atena znalazła się w jego ramionach. — Cicho, cicho, cicho — szeptał, próbując uspokoić jej drżące ciało przy pomocy tej siły, którą odkrył w swoim.

— Will — powiedziała, odpychając go na krok. — Musimy stąd uciekać. Nie masz pojęcia, jacy naprawdę są ci dwaj…

Wpatrywała się w niego rozbieganymi oczami. Ścisnęło go w gardle, gdy zobaczył, że lewa powieka niemal całkiem jej opadła, co — jak dobrze wiedział — oznaczało wielkie zdenerwowanie.

— Po to tu przyszedłem, kochanie. Chodźmy — odparł.

Chwycił ją za rękę i pobiegli. Miał wrażenie, że unosi go potężny wiatr, czuł, że stopami ledwie dotyka podłogi. Pospieszyli w dół po schodach i wypadli przez drzwi na świeże nocne powietrze.

— Pojedziemy samochodem Barenboima — poinformował ją krótko. Wgramolili się do pojazdu i zamknęli drzwi. Przez chwilę, kiedy jeden po drugim próbował klucze w stacyjce, ogarnął go popłoch, ale wreszcie znalazł właściwy. Turbina zawirowała natychmiast. Bez świateł zawrócił gwałtownie samochodem na placyku i jak rakieta wystrzelił przez otwartą bramę. W ciemnościach z przeciwka sunęło coś dużego. W oka mgnieniu rozpoznał, że to nadjeżdżający samochód, a potem nastąpiło straszliwe zderzenie. Carewe poczuł, że jego pojazd staje dęba, i przez moment liczył niemądrze na to, że przejedzie przez drugi samochód o opływowych kształtach. Świat przechylił się na bok, Atena krzyknęła, a jej głos utonął w ogłuszającym huku, z jakim ich samochód uderzył w zbocze wzgórza.

Balony amortyzacyjne, które wyrosły z tablicy rozdzielczej pod ciśnieniem gazu z butli, ocaliły Carewe’owi życie. Ale kiedy siedząc uwięziony pod ich uporczywym naciskiem podniósł wzrok i zobaczył triumfującą twarz Pleetha, ogarnął go żal, że nie zginął.

Rozdział szesnasty

— Zanim wysiądą, wydostań moją latarkę — wydyszał Barenboim trzymając się cały czas za brzuch. — Nasz młody znajomy zabrał mi ją, zanim uciekł.

Pleeth skinął głową i wcisnął ręce pomiędzy plastikowe błony balonów amortyzacyjnych. Macał przednią półkę pojazdu, tak długo, aż znalazł latarkę i zabrał ją, z zadowolenia wyginając cienkie usta.

— Dobra nasza, nie spodziewałem się, że króliki doświadczalne mogą być aż tak groźne — powiedział Barenboim, biorąc latarkę. — Czy z drogi zauważono by ten karambol?

Pleeth potrząsnął głową.

— Raczej nie. Obaj mieliśmy wygaszone światła.

— To już coś.

Barenboim obszedł swój samochód, badając go krytycznym okiem. Carewe czuł, że Atena porusza się koło niego reagując na wędrówkę Barenboima jak żelazne opiłki nękane przez magnes. Starał się dosięgnąć jej ręki.

— Poszedł układ sterowniczy — oznajmił Barenboim, zatrzymując się koło Pleetha. — Masz może jakąś linę, żeby zaholować mój samochód na teren laboratorium?

— W magazynie powinna się znaleźć jakaś lina.

— Słusznie! Zajmij się tym, a ja wprowadzę naszych gości z powrotem do środka.

Barenboim nacisnął zawór spustowy z boku samochodu i z balonów zaczął z sykiem uchodzić gaz, gdy ich powłoki marszczyły się z trzaskiem. Natychmiast po odzyskaniu swobody ruchów Carewe wydostał się z samochodu i pomógł Atenie wysiąść przez te same drzwi. Te po jej stronie tak się pogięły, że nie dawały się otworzyć. Trzymając się z dala od Carewe’a, z latarką w pogotowiu, Barenboim machnął ręką w kierunku laboratorium. Carewe wzruszył ramionami, objął Atenę i poszli. W hallu skierowali się do schodów po prawej.

— Nie tędy, schodzimy do piwnicy — oznajmił Barenboim, wskazując drzwi pod schodami.

Carewe otworzył drzwi i sprowadził Atenę po schodach do wielkiej piwnicy wyposażonej jak laboratorium wysokich temperatur. Jej środek zajmowało urządzenie, które w domysłach nazwał piecem elektronowym. Otaczały go telemikroskopy, automatyczne ręce i projektory ciepłochłonnych osłon.

— Will — szepnęła Atena — nie powinieneś był tu przyjeżdżać. On nas zabije.

Carewe na próżno usiłował wymyślić jakieś pokrzepiające kłamstwo.

— Na to wygląda — odparł ze smutkiem.

— A ja myślałam, że ze wszystkich właśnie ty będziesz… Nie boisz się?

— Powiedziałbym raczej, że jestem śmiertelnie przerażony.

Żałował, że nie może jej choć częściowo wyjaśnić dokonanego przez siebie odkrycia, że żyć w ciągłym strachu, a tak zawsze wyglądało jego życie, to trochę tak, jakby umrzeć na dobre, przypuszczał jednak, że zabrzmiałoby to bez sensu. A Atena, jak to ona, być może już go zrozumiała.

— Ateno — powiedział z rozpaczą. — Zawiodłaś się na mnie.

— Nie, Will, nie.

Zakryła mu dłonią usta, oczy zaszkliły jej się łzami.

— Tego już za wiele — oświadczył znudzonym tonem Barenboim. — Oszczędźcie mi, proszę, sceny pojednania.

— Bardzo żałuję, Barenboim — wycedził Carewe — że nie udało mi się wtedy przebić cię tym nożem na wylot. Pod pewnym względem nie ma to jednak większego znaczenia. Bo, widzisz, ciebie właściwie nie ma, wiec nie było potrzeby cię zabijać.

Mówiąc to, przypatrywał się oczom Barenboima. Pewną nikłą satysfakcję sprawiło mu odkrycie, że po raz pierwszy nawiązał kontakt z zimnokrwistym mózgiem swojego przeciwnika. Wiedział już, że od początku ich znajomości Barenboim wykorzystywał go z dokładnie taką samą obojętnością, z jaką kroiłby na drobne kawałki zwierzę doświadczalne dla potrzeb eksperymentu. Nagle poczuł się staro, jakby miał tyle lat co Barenboim.

Kobiece usta Barenboima drgnęły, a potem rozciągnęły się w uśmiechu.

— Trafnie to ująłeś, Willy — rzekł. — Bardzo wnikliwie. Trzymając latarkę wycelowaną w Carewe’a, podszedł do pulpitu sterowniczego w ścianie i wcisnął szereg przełączników. Osiem elektronowych działek wokół pieca rozjarzyło się jasnoczerwonym światłem, które lekko przygasło, kiedy projektory osłon cieplnych ustawiły przegrody sięgające od podłogi do sufitu. Wytwarzane przez nie pola magnetyczne były kolosalnie wzmocnionymi wersjami cienkich ekranów służących do sterowania pogodą, a ich zadanie polegało na zabarykadowaniu iście piekielnego słonecznego żaru powstającego w sercu pieca elektronowego. Okratowane wyciągi w suficie wprost nad piecem odprowadzały nadmiar ciepła do systemu kumulacyjnego wykorzystywanego do ogrzewania reszty budynku.

— Spóźniłeś się — powiedział Carewe, czując jak Atena wtula twarz w jego ramię. — Byłem już na policji, powiedziałem im wszystko, co o tobie wiem.

— A więc niewiele — odrzekł Barenboim, nastawiając śrubę mikrometryczną.

— Wiedzą, że nasłałeś na mnie morderców w Afryce i w Idaho Falls.

— Zgłaszam poprawkę, Willy. Wiedzą tylko, że ktoś chciał cię zamordować. A ponieważ Gwynne został wyeliminowany w tak dogodnych okolicznościach, żadnego związku ze mną nie da się udowodnić. A z jakiegoż to powodu miałbym cię zabijać?

— Z powodu pieniędzy — odparł Carewe. — Wiedzą, że Korporacja Farma zmierza prosto do wielkiego krachu.

Barenboim zachmurzył się przez mgnienie.

— Wiesz co, Willy, chyba się pomyliłem wybierając ciebie. Nie wiem, jak udało ci się pokonać Gwynne’a, a poza tym przez cały czas wykazywałeś nieoczekiwaną nieustępliwość, ale i tak nie możesz wytłumaczyć, w jaki sposób uśmiercenie ciebie pomogłoby mi rozwiązać kłopoty finansowe, gdybym takie miał.

Читать дальше
Тёмная тема
Сбросить

Интервал:

Закладка:

Сделать

Похожие книги на «Milion nowych dni»

Представляем Вашему вниманию похожие книги на «Milion nowych dni» списком для выбора. Мы отобрали схожую по названию и смыслу литературу в надежде предоставить читателям больше вариантов отыскать новые, интересные, ещё непрочитанные произведения.


Отзывы о книге «Milion nowych dni»

Обсуждение, отзывы о книге «Milion nowych dni» и просто собственные мнения читателей. Оставьте ваши комментарии, напишите, что Вы думаете о произведении, его смысле или главных героях. Укажите что конкретно понравилось, а что нет, и почему Вы так считаете.

x